Marzył mi się clematis z pełnymi kwiatami- dorodny, rozrośnięty, odchowany, najlepiej już kwitnący. Wzięłam 5 dych i pojechałam do sklepu spełnić marzenie. Trochę mi było szkoda tyle kasy na jedną roślinę wydać, ale marzenia są od spełniania.
Wkraczam do sklepu, dział ogrodniczy. Skrupulatnie planuję jak to obejść, żeby wszystko obejrzeć i niczego nie przegapić. Zaczynam od prawej. Trafiam na regał pogrzebowy. A tam clematisy w promocji za 5 i 12zł. Suche, suchsze i najsuchsze. Patrzę na te biedy, patrzę na cenówki. 5zł. Pięć złotych polskich. I już zwarcie w mózgu poszło. Flesze, błyski. Już wiem, że z ambitnego planu nici. Biorę dwa zdechlaki, do tego dwa rojniki i jeszcze nie zamykam budżetu. Przechodzę z naręczem faflunów ledwie żywych. W zasadzie one już w agonii są. Patrzę z wyższością na dorodne clematisy, które czekały na mnie po lewej. Nie dziś. To marzenie odkładam na półkę. Ja tu mam misję ratunkową. Ijo ijo.
Spragnionego napoić. |
Zdechlaki z poprzednich misji ratunkowych. |