czwartek, 3 września 2026

Clematisy

Marzył mi się clematis z pełnymi kwiatami- dorodny, rozrośnięty, odchowany, najlepiej już kwitnący. Wzięłam 5 dych i pojechałam do sklepu spełnić marzenie. Trochę mi było szkoda tyle kasy na jedną roślinę wydać, ale marzenia są od spełniania. 


Wkraczam do sklepu, dział ogrodniczy. Skrupulatnie planuję jak to obejść, żeby wszystko obejrzeć i niczego nie przegapić. Zaczynam od prawej. Trafiam na regał pogrzebowy. A tam clematisy w promocji za 5 i 12zł. Suche, suchsze i najsuchsze. Patrzę na te biedy, patrzę na cenówki. 5zł. Pięć złotych polskich. I już zwarcie w mózgu poszło. Flesze, błyski. Już wiem, że z ambitnego planu nici. Biorę dwa zdechlaki, do tego dwa rojniki i jeszcze nie zamykam budżetu. Przechodzę z naręczem faflunów ledwie żywych. W zasadzie one już w agonii są. Patrzę z wyższością na dorodne clematisy, które czekały na mnie po lewej. Nie dziś. To marzenie odkładam na półkę. Ja tu mam misję ratunkową. Ijo ijo. 


Spragnionego napoić.


Zdechlaki z poprzednich misji ratunkowych.





 

środa, 2 września 2026

Komunia Szakala

Nadszedł dzień, gdy ostatnie Szakalątko miało przystąpić do Pierwszej Komunii. Wynajęliśmy salę i od piątku jak dobrze naoliwiona machina rozpoczęliśmy przygotowania. Ja rosołek, On zakupy, ja sandacze, On schabowe, ja mielone... 

Szkodniki odpowiadały za przygotowanie ścianki balonowej oraz ustawienie i nakrycie stołów. I kiedy serniczki dochodziły w piekarniku, a ja byłam już u kresu sił, oddałam się refleksji, że to ostatnia Komunia u nas i tak duże przyjęcie, że daliśmy radę, że jedzenia nie zabraknie, że padnę potem na pysk, ale to dopiero we wtorek, jak już się zakończą czterodniowe obchody. I wtedy dotarła do mnie jedna rzecz, przeliczyłam wszystko jeszcze raz i wyszło dokładnie tak samo- najstarsze Szakalątko za 17 miesięcy rozpocznie cykl osiemnastek...


 

Ksiądz w trakcie kazania poruszył temat karmienia ciała i duszy. Aby rozruszać trochę dzieciaki i wejść z nimi w dialog zszedł z mikrofonem pomiędzy ławki. Majestatyczny, gotycki kościół, wypełniony odświętnie ubranymi ludźmi, wszyscy troszkę zestresowani powagą uroczystości. Pada pytanie: " Co lubisz jeść?". Pierwsza z dziewczynek podnosi rękę i odpowiada z pełną powagą do mikrofonu:

- BOCZEK. 



Kalina stanęła na wysokości zadania. Ona odpowiadała za dekorację wianka, stołów i tortu.

 


 

 

Bierzemy się za gotowanie


Mmm takie udko...



Dla pamięci muszę odnotować: 5 paczek makaronu i szósta na wszelki wypadek to jednak za dużo...




Biszkopt według tajnej receptury Babci Loli. Tak tajnej, że istnieje tylko w jednej pilnie strzeżonej wersji papierowej. Ale jakby ktoś chciał, to mogę podać.


Talent do dekorowania tortów odziedziczyłam po Mamie. Legenda głosi, że im brzydszy, tym smaczniejszy. A ze środka wyskoczyła niespodzianka dla Szakala- kolczyki i naszyjnik.




Po lewej Poprawiny, po prawej Dzień Komunii.





Poprawiny


Szparagi prosto z pola od Wujaszka L.

wtorek, 9 czerwca 2026

Relaks

Leżała na strychu od ładnych paru lat. W towarzystwie płynu do czyszczenia gratis. Nieskażona żadną pracą. Nowiuśka. Czasem mi się o niej przypominało, ale jak dotrzeć na strych, jak mi się nie chce nawet do dzieci na pięterko włazić, tylko wołam  u podnóża schodów, dzieci udają, że nie słyszą, ja wtedy drę japę i czasem łaskawie nawet któreś zejdzie, ale nigdy nie jest tak, że wszystkie naraz. Zawsze jednego brakuje. Zaczynamy jeść w piątkę. Odczuwamy brak. Wysyłamy misję ratunkowo- poszukiwawczą w postaci jednego dziecka. Czworo kończy jeść. Piąte i szóste wreszcie schodzą, tłumacząc coś pokrętnie. A więc tyle ze wspólnego posiłku. Czekam na wakacje, wtedy ich wszystkich połapie na zbiorową podwórkową jajecznicę. Ale wracając do strychu i jego skarbów niedostępnych... Nakładka do karchera i płyn gratis. Próbuję policzyć, ile lat to tam na mnie czekało. Szacuję od 6 do 8. Nie tak dużo, patrząc z perspektywy kafelka łazienkowego, który czeka na przyklejenie od 2011. Zatem nastał dzień i godzina uruchomienia. Woda- pompą ze studni, karcher podłączony i lecimy robić centrum wypoczynkowe Barbary. Tu spędzę najbliższe miesiące. Słuchając śpiewu ptaków, szumu wiatru w drzewach,  szczekania Bastera na ptaki i wiatr oraz perkusji sąsiada. 



Po zimie. Obowiązkowo liście z buka.

















Na warsztatach stolarskich zrobiłam sobie lampion i kupiłam potrójną donicę na tarasik ogrodowy.











Mleczyk się tak pięknie wkomponował, że zostaje.






































sobota, 23 maja 2026

Porządki wiosenne i madka patolka

Dlaczego od razu po lutym następuje maj? Przymrozek, kozaki, płaszcze, ciemno, deszcz, suche liście i nagle ukrop leje się z nieba, a ty skaczesz z rabaty na rabatę w kusych gaciach, nie wiesz w co ręce włożyć i latasz jak kot z pęcherzem trochę tu, trochę tam, a mlecze rosną przez noc i sięgają do kolana.


W końcu łapię za sekator i biorę się za juki ogrodowe, które przetrwałyby na Syberii, ale ta zima prawie je wykończyła. I ciacham, ciacham w zapale, odrzucam na bok te suchary, formuję ananasy, obserwuję życie, który toczy się w środku krzaka i myślę ile tu stworzenia Bożego ma dom, przez myśl mi nawet przechodzi, że jeszcze tylko węża tu brakuje... 


Gdy mam już porządną ćwiartkę wykarczowaną, dostrzegam coś, czego tu absolutnie nie powinno być. Jakaś kulka sianowata. A w kulce małe białe jajeczka. Próbuję przetworzyć dane, dodać dwa do dwóch, ale ja już w tym tygodniu tyle zadań przeliczyłam, że nijak nie mogę tego złożyć w całość. I wtedy słyszę ją. Drze na mnie japę z daleka: " Zostaw moje dzieci, gnojówo!" Jakie dzieci? Leci do mnie z łapami, jakby natrzaskać mi chciała. Matka patolka normalnie. Podnoszę się z kolan,  z desperatkami lepiej nie dyskutować. Odsuwam się na bezpieczną odległość. Madka jeszcze coś tam pod nosem plumka. Dobra, dobra, nakrywam wyciachaną jukę starymi liśćmi. Prawie nie widać różnicy. Kluj te maluchy i wypad na drzewo. 



Kiedy ta rabata powstała wyglądała niewinnie...



Ale w Bogaczówce nie ma półśrodķów i  zasady "rośnij trochę". Rośliny albo giną marnie albo mutują w jakieś dzikie plącza, więc po zimie nie ma porządków wiosennych- jest karczowanie dżungli amazońskiej.




Łyso, ale latem będzie obłędnie. Biało- różowo i pachnąco, bo ta róża na lewo od Babci Loli- zapachowa. 


Rabata różana z bukszpanem onegdaj, lat temu ładnych parę, gdy Bogaczówka jeszcze mejkapu nie miała.



Po zimie.






Po karczowaniu. A latem biel, czerwień i róż róż. I żółć mleczy.





Przed





I po, czyli z końskim obornikiem. Ależ róże na tym rosną!



Gniazdko Madki Patolki- Panny Strzyżykowej.




Rodzina wielodzietna




Przykryłam, co by kot nie wlazł.




A z reszty musiałam zrobić ananasy.


Mandżurska chata zostanie z nami na jakiś czas, aż się wyklują małe Strzyżykówny.




Oto i ona- rozdarta japa niepłacąca czynszu, ale z pretensjami.


Działamy z bukszpanem Dziadka Pradziadka Henryka- podgalanie, wydrapywanie, czochranie, mizianie i oprysk na ćmę kochaną bukszpanową najmilejszą. Jej na lokatorne na pewno nie przyjmę.