Best Blogger Tips
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 grudnia 2010

Mikołajek przedsmak i...konik na biegunach...

Nie wiem jak Wy ,ale ja najbardziej lubię grudzień od samego jego początku aż do Nowego Roku.Cała te przedświąteczna bieganina dodaje mi energii, uskrzydla i napawa optymizmem. Jak tylko zaczynam sprzatać, stroić, znosic do domu coraz to nowe Świąteczne durnostojki od których karony piwniczne aż trzeszczą nabieram motywacji do działania. Nie straszne mi wówczas odstawianie gratów celem rozgonienia złej energii zamieszkujacej moje kąty. Tak, ponoć wg.Feng Shui kąty nasze złe energie gromadzą.Gromadza czy nie,moje napewno gromadza tzw." kurzowe koty",jak mawiała moja Babcia i te co jakiś czas niechybnie rozgonić należy.
W tym roku powracam do czerwieni. Po pierwsze dlatego ,że pomimo wieluuu już eksperymentów kolorystycznych podczas Świąt, czerwień dodaje tej całej białej magii ciepła, stwarza sielską atmosferę i chyba za tym zatęskniłam. Po drugie dlatego,że powróciwszy do stonowanej kolorystyki w moim "salonie" mogę sobie bezkarnie na tę czerwien pozwolić,co przez kilka Świątecznych sezonów dość skutecznie ograniczał wszechobecny u mnie fiolet.
Nie ,żebym dostojnych złotych czy srebrnych (TYLKO) ozdób nie lubiła, lubię je i napewno nie wyeliminuję tych kolorów ale samo złoto czy srebro kojarzy mi się właśnie z pięknem i dostojnością ale jednak tchnie nieco chłodem...
Obiecałam sobie wytrzymać choć do najbliższego weekendu z wyciąganiem ozdób ale chyba nie dam rady i na początek dyskretnie pokażę Wam moje nowe skarpeciska , które przymiarki na swoje miejsca juz dziś poczyniły...

Są trzy oczywiście bo tyle moja rodzinka osób sobie liczy ale jeszcze szyje się ( to "Się" to moja dobra dusza- teściowa,która bez mrugnięcia okiem spełnia moje szwalnicze zachcianki:)) czwarta nieco mniejsza dla mojej psinki, tak tak, są 4 koszyczki i na każdym zawiśnie po skarpecie...
Jestem z nich bardzo dumna, kosztowały dużo pracy ale efekt chyba jest, jak myslicie?
Do Mikołajek jeszcze kilka dzionków i wnet upchamy w nie po maleńkiej niespodziance dla każdego :))
Poza tym zagościła juz na moim parapeciku Panna Poinsecja, nieduża, ale taką właśnie chciałam na mój skromnej szerokości parapecik. Mój M. straszył, odradzał jakie to z niej trujące zielsko, ale uspokoiłam go ,że jeść jej przecież nie będziemy ...
Na koniec stoliczek przytargany z piwnicy teściów doczekał się wreszcie nowej szaty i miał "iść do ludzi" (pisałam niedawno o tym) ale zagościł w moim pokoju, tworząc z lampeczka chyba niezły duet, którego narazie żal mi rozdzielać..


A ,że konika na biegunach zawsze chciałam ,jakiegos maleńkiego chociaż , zamieszkał  narazie na stoliczku taki oto ,przemalowany oczywiście jak to sie mawia -do koloru :))


Pozdrawiam serdecznie i idę pozagladać co tam u Was słychać :))) a raczej widać...

poniedziałek, 29 listopada 2010

Małe wielkie zmiany

Od długiego czasu zauroczona byłam-jestem sofą z IKEA Ektorp,ale wiadomo,zawsze jest-było jakieś "ale".W końcu podjeliśmy z moim M. damsko-męską decyzję i zakupiliśmy moja wymarzoną sofkę.Wiadomo,że podoba mi się bardzo w kolorze jasniutkim, ale rozsądek zmusił mnie do wybrania praktyczności i stanęło na kolorze brązowym. Nie chciałam już zagracać i tak zagraconego wielofunkcyjnego pokoju,więc zamiast fotela zagościł podnóżek Bromma, z bardzo fajnym funkcjonalnym pojemnikiem.
No i teraz spanko-pierwsza klasa,160cm szerokości to po wieloletnim spaniu na 110cm wersalce naprawdę sprawiło nam nielada komfort:))
teraz mój pokoik jest juz taki,jaki chciałam a nowa lampeczka pomaga w pracy przy komputerze w tak ponure dni...




Nasze Świąteczne ozdoby będą w tym roku skłaniały sie ku czerwieni,ale o tym ...wkrótce:)) Dziś śnieżek sypie od samego rana,życzę sobie i nam wszystkim tak urokliwej pogody na Święta:)))


środa, 16 czerwca 2010

Wielka przemiana,czyli jak pozbyłam się fioletów i zyskałam stare - nowe okno.









Cieszę się więc teraz słoneczkiem i nowymi poremontowymi nabytkami :))





Wreszcie sie obmalowałam,własnymi łapkami.Mam też nowe-stare okno,które ku mojej radości wpuszcza rankiem słonko do pokoju,co mnie bardzo optymistycznie nastraja,tym bardziej,ze słonka u nas "jak na lekarstwo".Oknisko stare przytargałam,oczyściłam,odmalowałam i wstawiłam w płytę z karton gipsu,bo na tej scianie mamy drugie okno w pokoju,nie wiedzieć czemu jakoś ni w 5 ni w 9 za drzwiami,zupełnie niesymetrycznie.(Przymiarkę pokazywałam we wcześniejszym poście) Nie podobało mi się,więc je po wprowadzeniu zakryliśmy płytą z karton gipsu,a teraz gdy na tej ścince zamieszkał stół-zatęskniłam za oknem...za słonkiem i wierzcie mi ,załuję,ze tak późno !!!!Malowanie zajęło mi 3 dni wyjęte z zyciorysu,przypłaciłam to bólem rąk i karku,bo wierzcie mi zamalować moje fiolety bielą i bezem nie było łatwo...ale było warto :) Zapraszam ...