wtorek, 28 września 2010
Historia mojego nic_nie_robienia...
piątek, 20 sierpnia 2010
Kici-kici a won Ci !
wtorek, 11 maja 2010
Aniołek ostro wyposażony...
środa, 17 lutego 2010
Foto-story...
Dostałam dzisiaj serwetę na stół, mam to szczęście, że i od mamy i hand made by mama :) Mam już podobną, ale widać się jej zapomniało i teraz mam dwie, a jak ! Maminego rękodzięła przyjmę ilość każdą. Teraz ( jak hrabina hehe ) zażyczyłam sobie mniejsze wersje za to w ilościach hurtowych...na co ? A na dekielki od słoików walających się po spiżarni...może to zmobilizuje mnie do podjęcia decyzji o jej "docelowym" wyglądzie...Nie musi brylować, to nie o to chodzi, mam po prostu za duże oczekiwania od tych biednych 7 m...odkąd ukochaną pralnio-suszarnię oddałam synowi na pokój muszę w spiżarni pomieścić wszystko łącznie z pralką, a to nie takie proste :) Lodówki za nic w świecie nie wstawię do kuchi, dziwne nie ? Pieca kaflowego nie zburzę za nic ( a jaką na piecu mam kolekcję, fiu fiu...muszę kiedyś pokazać ), bo ładny, stary i zielony :) W konkursie na moją spiżarnię wygrał chyba pomysł z "Country Living"...ech to cuś nad drzwiami i ten turkus wewnątrz...bajka !
Ach ! Serweta ! W sumie też chciałabym zobaczyć jak prezentuje się w całej "okrągłości", ale gdy z mamą zwinęłyśmy się w inne rejony domu na ploteczki, pooglądał ją sobie ktoś inny...widać go dokładnie na zdjęciach - w przeciwieństwie do serwety :)
Zdjęcie wnętrza: "Country Living"
sobota, 13 lutego 2010
Human life...
Leży i mnie obkleja unieruchomiając prawą rękę tak, że ciężko mi pisać...pobudka i dojście do siebie zajęło mu prawie siedem godzin...narkoza zrobiła swoje : popuścił minimum dwa razy - smród i pranie...zapach wściekły i dla mnie w domu obcy...zawsze prosił o pomoc w wydostaniu się z domu - dzisiaj nie był w stanie...
Nie dorosłam...jestem dzieckiem które nie chce, żeby ktoś kogo potrzebuje trafił pod koła w pogoni za swoim chciejstwem...i...
W nagrodę za ingerencję w naturę kolejne kapy, dywany, poduszki z sof wywalalam na strych - jest po 2.00 w nocy...w moim mózgu autostrada a na niej wielka śmierciarka.
Śmieciarka zabawna, różowa i pękata z napisem : bądź eko - nie wysilaj się, oszczędzaj swoje baterie !
Czemu znowu dałam się nabrać ? Czemu nie posłuchałam ?
Miałam wybór - nie dawać nikomu dostępu do domu...do mnie, do moich uczuć...
Ale dałam...
Kwiatkami obecnie nie pachnie...nie wiem co zrobić oprócz "macia" nadziei a z nią tak już jest, że nie za wiele się zda, ale bez niej nie ma nic...
niedziela, 31 stycznia 2010
Play hide and seek...
Wiem, że miało być o czym innym...ale,
Okazało się, że meble stojące na niewłaściwych polach szachownicy domu to tylko chaos wizualny i dyskomfort jedynie dla mnie;
wszędobylskie panoszenie się garnuszków, dzbanuszków i zapasów żywności to tylko brak dodatkowych półek w spiżarni...
Została sobie jeszcze łazienka...taka dodatkowa, doczepiona jak ostatni wagonik w "kolejce" i chyba przez to sobie czeka i czeka...
no cóż...logicznie rzecz ujmując w łapki, przytrzymawszy celem popatrzenia jej głeboko w ślepia może i tak, może to łazienka z rozmachem zaczęta powinna doczekać się szczęśliwego finału ? Jak można dwa lata debatować czy prysznic czy wanna i nie dojść do żadnego wniosku ? Widać w niektórych kulturach można...Najchętniej zrobiłabym dwa w jednym, albo jedno a dobrze, ale i tutaj mózgownica ciągle bawi się ze mną w chowanego...Lubię to miejsce - duże i blisko wejścia do domu, co w lecie jest nieocenione tzw "pod ręką", ale póki co najbardziej korzystają z niego: małolat i misiek kuternoga. Ja tymczasem przebieram nerwowo nogami...no tak mnie ciągnie do zmian ! Do kończenia, do paćkania się w zaprawach, fugach, gipsach, do odgłosów wyrzynarki, młotka i wkrętarki, zapachu bejcy i farby i totalnego wieczornego zmęczenia...
dobrze się składa, bo -
reszta ludu domaga się mycia...
p.s. zdjęcie górne zapożyczone via internet