Jestem a jakoby mnie nie było. Nie uczestniczę w dyskusjach blogowych – jeśli już, to czynię to w mocno ograniczonym zakresie. Nie odpowiadam na komentarze – i jest to wielki no… co najmniej nietakt z mojej strony. Przepraszam – wszystko nadrobię. Ostatnio los rzucił mnie na pracową pierwszą linię frontu i sama nie bardzo łapię gdzie mam ucho, a gdzie ogon… Jeszcze z tydzień takiego koszmaru. Jeszcze kilka dni tortur w stolicy i mam nadzieję, że troszkę mi odpuszczą.
Dziś kochani chciałam słów kilka o wyborach. Zapragnęło mi się ględzić o politykach? Nurzać się w ich krwi? Jadzić, śmieszyć, szydzić? Nie. Daleko mi do takich zabaw. Wybory jako takie można śmiało włączyć w poczet naturalnych funkcji życiowych - dzieją się niemal w każdej chwili naszego istnienia. Wybieramy rano odzienie, kolor cienia na powiece i pomidora w zieleniaku. A skoro tak - to władzę też wypadałoby wybrać. I to pewnie z większą starannością niż towar w zieleniaku, bo dobrze byłoby skręcić tak, żeby i ten pomidor w skrzynce był i żeby zieleniak był … Co do samego zagadnienia – nie będę opowiadać, któż to mnie zachwycił, bo byłby to szalenie krótki post, skupię się raczej na tym, czego absolutnie sobie nie życzę. Ja - indywidualnie. Ja – jako obywatel…
Nigdy nie zagłosuje na ludzi, co do których żywię chociażby cień podejrzenia, że natychmiast po złapaniu króliczka wejdą w tryb Dajcie mi władzę, ja wam pokażę…. Zaprawdę powiadam wam, jest to najbardziej przerażająca kategoria istot ludzkich.
Nigdy nie zagłosuję na ludzi, którzy swym – już wzmocnionym ramieniem – deklarują szarpanie kogokolwiek za ucho. I nie mam tu na myśli niegroźnego grożenia paluszkiem, tylko poważna armatę w postaci ograniczenia praw współplemieńców, wprowadzania segregacji i to nawet wówczas, gdy ograniczenia nie mają dotykać mojej szufladki – skoro dźgają innych – przyjdzie kolej na mnie! Tak na marginesie, najbardziej frapują mnie niewiasty, które głosują na ugrupowania z natury wszechpartii, programowo filcujące ich swobody li i jedynie do prawa przebywania w kuchni, prania gaci, wypełniania obowiązku małżeńskiego zgodnie z procedurą itd. Jest to zagadka życia – chyba nie podołam rozkminić jej nigdy. No, ale cóż – każdemu wedle pragnienia…
Nigdy nie zagłosuje na ludzi, którzy usiłują kontrolować seksualność i rozrodczość innych ludzi za pomocą - czy to środków przymusu, czy nawet ględzenia głupiego – pamiętajcie - jest to charakterystyczne dla wszelkich systemów totalitarnych czyli NIE-DO-PUSZ-CZAL-NE!
Nigdy nie zagłosuje na ludzi, którzy w swej arogancji uważają, że ich światopogląd to jest ten jedyny i najsłuszniejszy i – o zgrozo – usiłują narzucić go innym. Wiara, miłość, rodzina – to sprawy intymne, moje! Wara od nich politykom, sąsiadom i pani z kiosku „Ruchu”. Wara! Nie zmuszaj mnie istoto ludzka do czczenia totemu tylko dlatego, że ty to czynisz. Człowiek, który roi że stanowi wzorzec godny wystawienia w Sevres – błądzi albo jest zbyt odjechany, by reprezentować kogokolwiek - a nie daj bogini - zarządzać czymś więcej, niż brygadą plastikowych żołnierzyków w kąciku przedszkolaka.
Nigdy nie zagłosuję na ludzi, dla których fundamentem władzy jest maksyma straszliwa, acz dość powszechna - Kto nie z nami tem przeciw nam. To groźne… rodzi prześladowania, nocne do wrót kolebania i inne takie.
Nigdy nie zagłosuje na ludzi obiecujących powszechną szczęśliwość, bo jak mawiał Lec być łamanym kołem szczęścia… nie, dziękuję.
A przede wszystkim nie zagłosuje na ludzi, którzy patrząc mi w oczy, miast deklarować, że będziemy tworzyć, budować – ba nawet tylko chcemy cokolwiek robić – obiecują dary – damy ci to, damy ci tamto – a za czego dobrzy ludzie mi to dacie? Z własnej kieszeni? Czy może wcześniej sprytnie sięgniecie do mojej…? Nie wierzę… być może będzie i tak, że do mnie kto załomocze ale… Timeo Danaos et dona ferentes.
Idźcie głosować ludzie, chociaż ...jeśli wasz głos ma ograniczyć czyjekolwiek prawa – to nie wiem… O LOSIE CZŁOWIEKA DECYDUJE CZŁOWIEK - błagam pamiętajcie.