Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawęż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawęż. Pokaż wszystkie posty

środa, kwietnia 29, 2020

Figurkowy Karnawał Blogowy - ed. LXVIII - Wrota


FKB, edycja 68! Tematem zarządzonym przez Wołka Zbożowego z bloga NerdWorkshop są wrota. Temat trudny, ale do ogarnięcia.


Z uwagi na to, że unikam tworzenia makiet, terenów i durnostojek (z braku miejsca na ich przechowywanie) zdecydowanie odrzuciłem możliwość skonstruowania czegoś, co wrota posiada. Zrobienie samych wrót bez kontekstu też jakoś mnie nie pociągało. Zostały mi więc wrota metaforyczne. Co wygląda jak duże drzwi i pasuje do ludków? Pawęże! No to sprawiłem sobie miniaturową wprawkową pawęż w kształcie wrót, z namalowanymi wrotami i ozdobioną cytatem zawierającym wrota (100 pkt. dla tego, kto ów cytat rozczyta, bo o ile zrobiłem postępy w czytelności mininapisów, tak, przyznaję, w tym przypadku, odcyfrowanie napisu jest naprawdę trudne). Bonusowo wczesny WIP dwóch kolejnych pawęży nad jakim właśnie pracuję.


wtorek, czerwca 13, 2017

Piechociarz z glewią

Dziś coś z zupełnie innej beczki, bo nie przypominam sobie, żebym cokolwiek okołobretońskiego kietykolwiek tutaj wrzucał. No dobra, jednego ludka, dawno temu. A tu, nagle, niespodzianka. Nawet dla mnie:) Zbrojny w glewię piechociarz w kolczudze i łebce na głowie. Nie miałem do niego żadnej tarczy, więc wyciąłem z plasticardu pawęż, którą upodobniłem nieco do mojej własnej:) Ludek w sam raz do mordheima, warheima czy inszego skirmisza.

And now something completely different. I don't recall ever posting anything bretonnian (well, ok, there was one mini, long, long time ago...), so it's kind of surprising, even for me:) Man at arms, equipped with a glaive, wearing a chainmail and a bascinet. I had no fitting shield so I cut a pavise of plasticard and painted it to resemble my own shield:) It turned out to be a really nice mini for mordheim, warheim or some other skirmish.







piątek, kwietnia 03, 2015

Pawężka ze św. Sebastianem

Muszę się przyznać, że w ostatnim czasie, z wyłączeniem kilku wyjątków, serwowałem na blogu figurki pomalowane znacznie wcześniej. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prozaiczna - duży, praco- i czasochłonny projekt w skali 1:1. A konkretnie kolejna pawężka dla kolegi rekonstruktora.
Kolega ów, Sebastianem będąc, Sebastiana na tarczy sobie zażyczył. Świętego w dodatku. Parametryzacja zamówienia objęła też treść okalającego pawężkę napisu i umieszczone na niej herby - Landskron (rycerza z tego właśnie rodu kolega odtwarza) herb-logo naszego legnickiego bractwa.

Święty Sebastian był rzymskim żołnierzem i to dość wysokiej szarży, bo dowódcą cesarskiej gwardii. Przedstawia się go w sztuce jako mężczyznę lub młodzieńca przywiązanego do słupa/pala/kolumny i naszpikowanego strzałami. Na taki nieprzyjemny los skazał go za wyznawanie chrześcijaństwa jego szef, tj. cesarz Marek Aureliusz Probus. Żeby było weselej rozstrzelanie wcale nie spowodowało u świętego wyzionięcia ducha - odratowano go, a jak już wydobrzał udał się do cesarza i powiedział mu co myśli o przejawach dyskryminowania chrześcijan i jak nieładnie cesarz się zachował. Władca się mocno poirytował i kazał egzekucję powtórzyć, dla odmiany metodą zatłuczenia pałkami. Tym razem świętego zabito skutecznie, a skatowane zwłoki wrzucono do kanalizacji...

Wizerunek świętego, na którym się wzorowałem, znalazłem na miniaturze w pewnym włoskim manuskrypcie z końca XIV wieku. Przedstawienie spodobało mi się ze względu na "oldschoolowość" wyrażającą się brodatością postaci, średniowieczną wąziutką talią i, ogólnie, kontrastem z późniejszymi przedstawieniami - wszyscy piętnastowieczni-plus Sebastianowie jakich znalazłem byli malowani w konwencji "piękny do bólu młodzieniec", a ten wygląda na normalnego gościa, a nie jakiegoś Adonisa.
Z początku planowałem umieszczenie po bokach tarczy łuczników, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że święty mi się między nimi gubił. I łuczników nie ma.

Tarcza jest gotowa w 99% - zostało właściwie tylko usunięcie śladów ołówka i zabezpieczenie całości lakierem. No, chyba, żebym jeszcze jakieś bonusy nagle wymyślił :)


A na koniec małe podsumowanie: bardzo się cieszę się z faktu, że miniony miesiąc był dla mojego bloga rekordowy - udało mi się zamieścić 14 postów, czyli więcej niż w latach 2010-2013 do kupy. Przełożyło się to na liczbę odwiedzin - średnia dzienna marca 2015 była zbliżona poziomem do średniej miesięcznej z poprzednich lat! Bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom i zapraszam do śledzenia bloga w przyszłości - postaram się nie stracić tempa ;)

poniedziałek, marca 11, 2013

Pawęż (tym razem pełnowymiarowa)

Właśnie skończyłem malowanie kolejnego projektu w skali nieco większej, niż to dla figurków typowe. Tym razem jest to pełnowymiarowa pawęż dla Marka - kolegi z bractwa.
Marek wymyślił, że jak na Marka przystało, na pawęży powinien mieć Marka, z tym, że świętego. No to wynalazłem średniowieczną miniaturę ze św. Markiem, który pisze sobie w najlepsze ewangelię, a knigę podpiera mu lew. Znalazłem i przemalowałem. Nad świętym lewitują trzy tarczki - po bokach herby Brodzic i Jastrzębiec, do których kolega się dokopał studiując własną genealogię, oraz, u góry, dawny herb Legnicy ze św. Piotrem, wzorowany na XIV-wiecznej pieczęci miejskiej. W dolnej części herb-logo bractwa otoczone ornamentami wyciągniętymi z XV-wiecznego manuskryptu. Naokoło modlitwa do świętego o wstawiennictwo u wyższej instancji w zakresie szeroko pojętego zwyciężania.

PS. Wiem, że lew wygląda trochę jak małpa, ale w XV wieku lwy tak wyglądały ;)



sobota, czerwca 11, 2011

Pawężka

Oto, po długim milczeniu, wreszcie coś wrzucam na bloga. Jakoś nie złożyło się ostatnio i figurek żadnych nowych nie popełniłem. Za to realizowałem kilka projektów w nieco większej skali. Dzisiaj jeden z nich.
Pawężka.
Postać pośrodku to św. Jadwiga Śląska wzorowana na tryptyku z Trzebuni datowany na lata 1400-1430.
U góry herb Legnicy wzorowany na pieczęci miejskiej z XIV wieku i herb-logo legnickiego bractwa rycerskiego.
Napis naokoło to cytat z psalmu 22.
Samo malowanie kosztowało ponad 30 godzin pracy, ale, moim zdaniem, było warto :)