Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

Quo vadis?

Temat nie jest nowy. GMO -chyba wszyscy znają to hasło/skrót... i wiedzą " z czym to się je" ...no właśnie, niestety, to się je (!)
Dlatego, gdy Hania przesłała mi ostatnio link dotyczący tego tematu, uznałam, że wart jest przypomnienia... bo może jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z powagi problemu.
Kiedy wgłębić się w temat, to włos jeży się na głowie i nasuwa się retoryczne pytanie - dokąd zmierza ten Świat...
Jak po nitce do kłębka, łatwo trafia się na kolejne hasło "MONSANTO" -potentata w tej dziedzinie, największego na świecie koncernu biotechnologicznego.  Jego sztandarowy produkt, obok ziarna zmodyfikowanego genetycznie to "Roundup"- tak powszechnie, niestety, stosowany przez rolników, producentów naszej żywności.
Zainteresowanych odsyłam do
 http://faktydlazdrowia.pl/gmo-szokujace-wyniki-pierwszego-dlugotrwalego-i-niezaleznego-badania/



i pozostawiam bez komentarza... bo uważam, ze jest zbyt oczywisty.

Penelopa 

p.s.
 dodaję jeszcze film dokumentalny zrealizowany na podstawie śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarkę Marie- Monique Robin, która również wydała książkę o tym samym tytule ( o której wspomina Zuzanna w komentarzu pod tym postem)






sobota, 15 grudnia 2012

Moje przedświąteczne NICnierobienie...

...to się porobiło. 
Przecież grudzień w rozkwicie. Każdy dzień zbliża nas  do Świąt Bożego Narodzenia.  A co za tym idzie... temperatura przygotowań, do tych wyczekiwanych przez wszystkich dni, wzrasta w postępie geometrycznym. 
A ja???... a ja leżę i leżę i leżę i... nie robię NIC. Kompletnie nic!!! Dziwny to dla mnie stan. ...szczególnie przed świętami.

                                                                                                         

Cóż, ... ŻYCIE...niespodzianie napisało mi scenariusz, który nijak nie korelował z moim autorskim ;). 
I jak w takich przypadkach zwykle bywa, nie moja wersja wygrała... więc nie krzątam się tym razem ochoczo po domu robiąc świąteczne porządki, nie piekę moich tradycyjnych ciasteczek, pierniczków, a w mojej pracowni dziwny jak na ten czas bezruch i głucha cisza.
I nie dzieje się nic. :/ ...bo przejechał po mnie czołg (...) Tak przynajmniej się czuję.
Właśnie wróciłam do domu, z dobrze już znanego mi oddziału ortopedii po wymianie kolejnego "bioderka".
 Miałam wątpliwą przyjemność odczuć na "własnej skórze" zawirowania w naszym osobliwym NFZ...ale i budującą tak bardzo życzliwość i dobroć osób niby zupełnie mi obcych, a jednak paradoksalnie bliskich :)
Dużo by opowiadać...
a więc wróciłam do domu na czterech nogach i cieszę się wygodą swojego łóżka, na które jestem skazana przez najbliższe tygodnie. I to na dodatek w pozycji horyzontalnej - brrrrrrr!!!!!!
   W "przerwach" będę na nowo uczyć się chodzić i oswajać z moim nowym podzespołem ;)
Na szczęście wiem czym to pachnie ( cztery lata temu zaliczyłam taki sam zabieg) Nie jestem więc już tak przerażona swoim stanem, bo już przerabiałam nieraz tą prawdę, że żeby było lepiej, to czasem musi być gorzej... i to  czasem dużo gorzej ;/
Uzbrajam się więc w cierpliwość i pokorę... bo przecież będzie lepiej :)
a jeszcze tak niedawno rozpierającą mnie energię przygotowań przedświątecznych zawiązuję na supełek (coby się nie rozproszyła) i odkładam na półkę. Jak nic przyda mi się ...za rok ;) na wyjątkowe Święta :)) 
... ale, ale... te też zapewne będą wyjątkowe ... no przecież ;)  


czwartek, 16 sierpnia 2012

Tak wiele szczęścia...

I znowu się zakochałam... bo kolejny facet poruszył najczulsze struny w moim sercu.
Oto mały Krzyś :) , który uczynił mnie babcią do potęgi drugiej ;)


Ta mała kruszynka to owoc miłości Tomka i Agaty
...no bo jak długo można iść przez życie tylko we dwoje? -zastanawialiśmy się cichutko z Odysem
 W końcu się doczekaliśmy i teraz ten obrazek wyjątkowo nas cieszy i rozczula.


 Tak wiele szczęścia w tak małej kruszynce się mieści. 
Kolejny raz zatrzymuję się i delektuję bezmiarem, mocą i pięknem cudu narodzin. A kiedy tulę w swych ramionach tego maleńkiego człowieczka, to pragnę dla niego jak najlepszego życia.
Niech droga którą przyjdzie mu kroczyć będzie długa i piękna... rozświetlona miłością i prawymi wartościami które przekażą mu rodzice i wszyscy którzy już tak bardzo go kochają.
Niech śmiało odkrywa świat ( w końcu to Krzysztof)  i czerpie z niego to co najlepsze i najpiękniejsze.


...a babcia ze sklejki wycięła literki... z wielkim rogalem na twarzy wymalowała paseczki, kropeczki... potem niebieską nitkę nawlekła i uszyła dla swojego Skarba becik podszyty miłością :) ... i to zapewne nie ostatnie jej "słowo" ;)

niedziela, 15 kwietnia 2012

Konik wybiera się w podróż

Nadszedł dzień losowania.
Co jak co,  ale konik nie może narzekać na brak powodzenia ;)
Chętnych na zaopiekowanie się tym drewnianym patatajem zebrała się imponująca grupa. Na tyle, że się poddałam  i tym razem nie wypisywałam ręcznie karteczek z imionami a wydrukowałam je. A potem składałam i składałam i... czułam się jak świstak jakiś ;)

W końcu mogłam dowiedzieć się do kogo dzisiaj uśmiechnie się szczęście :)
Proszę o werble.....


 Konik pogalopuje do.....


Przyjmij moje gratulacje i oczekuj konika :)
Czekam na Twój adres, który proszę wyślij na mojego maila:   myszasul@gmail.com
Jeszcze raz wszystkim dziękuję za wspólną zabawę ...i za wszystkie niezwykle miłe słowa kierowane do mnie z okazji trzeciej rocznicy mojego blogowania.
Dzisiaj właśnie rozpoczyna się czwarty rok.... mam nadzieję, że i w tym kolejnym równie chętnie będziecie mnie odwiedzać i znajdziecie w moim wirtualnym atelier dużo inspiracji i spędzicie razem ze mną troszkę sympatycznych chwil :))
Tymczasem pozdrawiam Was wszystkich serdecznie ...i dziękuję za to, że jesteście :)
Wasza Penelopa.

czwartek, 15 marca 2012

Budzę się ze snu zimowego...

...trochę mnie nie było...
Uznajmy, że zapadłam w zimowy sen ;)
Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że wiosna przebojem obejmuje rządy. Jak ja lubię te pierwsze ciepłe dni, kiedy słońce kokieteryjnie oczy mruży, a w powietrzu roznosi się jakiś nieopisany optymizm. Znowu chce się żyć :))
Przeciągam się więc otrzepując resztki mojego zimowego niebytu i ...wracam do blogowania.
W tym miejscu chciałabym podziękować za wszystkie, niezwykle miłe dowody sympatii z Waszej strony.  Biję się w pierś z zawstydzeniem, bo nie na wszystkie maile udało mi się odpisać. Nie gniewajcie się proszę. Często po prostu nie mogłam, a potem zaległości trochę mnie przerosły ...
Zatem wracam na wirtualne ścieżki blogowego świata i rozpoczynam nowy sezon... 
...a dokładnie za miesiąc, 15-ego kwietnia  miną trzy lata tej przygody. Jak ten czas leci ;)
Z tej okazji mam niespodziankę dla wszystkich odwiedzających moje kąty.
Niespodzianka dość nietypowa, bo tym razem nie jest to wytwór moich rąk.  Czasem potrzeba odmiany ;)



Drewniany konik na biegunach (całkiem słusznych rozmiarów -35cm wys ) czekać będzie na chętnych do północy 14-go kwietnia. W trzecie urodziny mojego bloga (15.04.2012) wylosuję nowego właściciela i mój konik pogalopuje do szczęściarza ;)
Zasady zabawy jak w typowym candy.
Należy wpisać się w komentarzach i umieścić w bocznym pasku swojego bloga zalinkowane zdjęcie z informacją o zabawie.
Osoby nie posiadające bloga proszę o podpis i dopisanie w komentarzu swojego maila.
Tymczasem uciekam w objęcia ...Morfeusza, bo póki co, Odys popłynął w siną dal i wystawił mnie  na kolejną próbę ;)

niedziela, 28 sierpnia 2011

Jak pogodzić się...

 Jak się pogodzić z bezsensowną śmiercią???
Zawsze, kiedy umiera młody człowiek,...dziecko, nasuwają się podobne pytania.

...gdy umiera na skutek choroby, żal rozrywa nasze serca. Nie możemy zrozumieć dlaczego to spotkało kogoś, kto stał, tak właściwie dopiero na progu życia...

...gdy ginie zdrowe dziecko, szok jest chyba jeszcze większy. Trudno pogodzić się z bezwzględnością losu... z tą prawdą, że linia życia jest niezwykle krucha i cienka...że wystarczy zwyczajny pech, nieszczęśliwy zbieg okoliczności i w jednej chwili młode życie zostaje przerwane... Co roku przecież wypadki zbierają okrutne żniwa... tak trudno się wtedy pogodzić...

...a jak pogodzić się z okrutnym morderstwem zadanym przez drugiego człowieka (?), kiedy ten kierowany jakąś zwierzęcą chucią, dla zaspokojenia zwyrodniałego popędu z bezwzględnością pozbawia życia niewinne dziecko???

Iza, koleżanka z Kasi klasy, miała dopiero 13 lat. Miała swoje marzenia, plany na przyszłość...
Za kilka dni miała rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Naukę w gimnazjum. Cały świat czekał na nią...
Była piękną,  zdolną, roześmianą, wysportowaną, przez wszystkich lubianą, czerpiącą radość z życia nastolatką. Wszyscy to podkreślają. Tak, to prawda. Iza była wyjątkowa. Ale przecież, gdyby nawet była mniej urodziwa, mniej zdolna, mniej lubiana..., to wcale nie byłoby łatwiej pogodzić się z tą tragedią.
We wtorek wieczorem odprowadziła koleżankę na przystanek i ...nie wróciła już domu. Mama znalazła ją konającą, po niespełna dwóch godzinach. Czy coś okrutniejszego może spotkać kochającą matkę??? Gdy próbuję odpowiedzieć sobie na to pytanie, łzy cisną się pod powieki. Uczucie żalu, wielkiego współczucia miesza się ze złością i buntem przeciwko podobnym tragediom, przeciwko braku sprawiedliwej kary... 
Jak to możliwe, że Ziemia nosi takich zwyrodnialców..., że żyją gdzieś obok nas...
Fakt, że taka tragedia miała miejsce tak blisko i na dodatek spotkała koleżankę mojego dziecka, sprawia, że dotknęła mnie bardzo osobiście. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co muszą czuć jej najbliżsi, jak ciężko im będzie dalej żyć...
Chciałam się podzielić moimi uczuciami, refleksjami...ale zbyt trudno ubrać je w słowa. Nie potrafię...
Jutro odbędzie się pogrzeb Izy... tymczasem oprawca wciąż cieszy się wolnością...


sobota, 20 sierpnia 2011

A czas sobie płynie, banalnym TIK TAK...



 tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...


tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...


tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...


tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...




tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...




tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
 
I tym sposobem dzisiaj minęło mi 50 lat. (uuulala! to już tyle?! ;)
To chyba całkiem poważny jubileusz. W końcu to dokładnie pół wieku!

...i co w związku z tym?... a nic. Będę dalej słuchać  sobie tej starej i mądrej melodii zegara :)

tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...
tik...tak...tik...tak...tik...tak...

piątek, 24 czerwca 2011

Nowy wymiar szczęścia...

...trochę mnie tu nie było.
Cóż, życie. Musiałabym chyba trochę na nie popsioczyć... ale tego nie będę uskuteczniać, bo nie w głowie mi teraz takie tony... bo od 11-stu dni rozpiera mnie uczucie szczęścia.
To szczęście ma na imię ADAŚ :)


...wyczekany, wytęskniony, wymodlony.
13-go czerwca moja Hania urodziła synka a ja objęłam nową posadę. Zostałam babcią! :))))))
i poznałam ten nowy wymiar szczęścia w rozmiarze XXXL.
Nie będę się wysilać aby opisać ten stan ... bo tego się nie da powiedzieć słowami... chyba żeby się podeprzeć słowami poety, jak to zrobiłam 28 lat temu. Kiedy urodziłam Tomka w pamiętniku pozostawiłam krótki wpis -słowa Juliana Ejsmonda:

 "Jest coś niewinniejszego nad aniołów białość i coś promienniejszego nad różany wschód, coś, co jest wielkie, właśnie przez swą małość, DZIECKO - zwie się ten cud." 

dzisiaj mojemu wnukowi :)) dedukuję kolejne słowa tego poety:


"Gdyby na wielkim świecie zabrakło uśmiechu dziecka, byłoby ciemno i mroczno. Ciemniej i mroczniej niż podczas nocy bezgwiezdnej i bezksiężycowej-mimo wszystkich słońc, gwiazd i sztucznych reflektorów.Ten jeden mały uśmiech rozwidnia życie"

...no i proszę. Rodzinka jak się patrzy! :))) ...na chwilę przed opuszczeniem szpitala.


A babcia ;) na powitanie wnusia wymodziła kilka literek


Nasz mały-Wielki Skarb słodko śpi :) , więc babcia pobuszuje trochę po zaprzyjaźnionych blogach. Stęskniłam się.
Pozdrawiam wszystkich moich gości serdecznie :)

środa, 15 grudnia 2010

losowanie z ciasteczkowym aromatem

Ostatnie dni oddaję się bez pamięci pieczeniu świątecznych ciasteczek.
W tym roku raczej żadnych nowości nie będzie.
Christmas pudding chłodzi się już od miesiąca a teraz odhaczam tradycyjne, sprawdzone smakołyki:
rożki waniliowe



przepis na rożki waniliowe znajdziecie TUTAJ

migdałowe biskwity


 przepis na migdałowe biskwity TUTAJ

 cienkie pierniczki


 przepis na pierniczki TUTAJ

 i żurawinowe (CRANBERRY NOEL)


 przepis na ciastka żurawinowe TUTAJ  

Pieczeniu tegorocznemu towarzyszą mi emocje, bo piekę ciasteczka w podwójnych wersjach... dla łasuchów pospolitych i druga wersja dla tych co to nie tolerują glutenu, albo kurzęcych jaj, albo produktów mlecznych ... albo (o zgrozo!!!) wszystkiego na raz :/
Eksperymentuję na całego, bo nigdy nie wiadomo jaki będzie efekt końcowy ciastek upieczonych np z mąki amarantusowej z jajkami przepiórczymi. Niby zabawa na całego, ale przyznam, że artystą w kuchni to ja nie jestem i wolałabym korzystać ze sprawdzonych przepisów.

...ale, ale... Was pewnie interesują wyniki losowania moich świątecznych prezentów
Ilość chętnych miło mnie zaskoczyła.


 Jak zwykle losowanie  przeprowadziłam tradycyjnie. W roli sierotki Marysi (jak imię wskazuje) wystąpiłam osobiście.


...i oto szczęśliwe losy:



W przypadku powtarzających się imion dla rozróżnienia dopisywałam godzinę wpisania komentarza, stąd los z  imieniem Ewa dodatkowy opatrzony jest godziną 08:38

Gratuluję Wam dziewczyny i proszę o jak najszybsze przesłanie swoich adresów na mojego maila  myszasul@gmail.com , aby już jutro przesyłki wyruszyły w drogę.

Tymczasem pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i biegnę do kuchni ;)

niedziela, 31 października 2010

Jesienne klimaty...

... i moje nimi zachwyty.



 







  
Pozdrawiam serdecznie i pięknie dziękuję za wspólny spacer  :)

piątek, 1 października 2010

Chyba jeszcze nie jest tak źle...

...jeżeli mimo wszystko nie opuszcza mnie fantazja :)
Mam powody do radości, bo udało mi się dzisiaj uciec z "tropików" ;)
Nie dajcie się zwieść. "Moje tropiki" w tym roku nie mają niestety związku z żadną egzotyką. To po prostu szpitalny oddział chorób tropikalnych. (choć w tropiku niczego nie załapałam) Znowu wylądowałam na przymusowe uprawianie lenistwa. Nie było rady :/
...ale tym razem zabrakło mi pokory i cierpliwości, żeby leżeć spokojnie. Po tygodniu już poczułam się dziwnie zdrowo. Nikt nie mógł tego zrozumieć... a ordynator stwierdził, że jestem klasycznym przypadkiem desymulanta (podobno wśród pacjentów spotyka się symulantów i desymulantów)
Ja po prostu nie miałam innego wyjścia, ponieważ już od ponad miesiąca planowałam mały wypad do Hamburga... na randkę z Odysem ;)) A ja już jak na coś się nakręcę, to żaden szpital nie może stanąć mi na drodze. Więc nie było wyjścia, musiałam się lepiej poczuć :) Nie mogę przepuścić takiej okazji, gdy Odys będzie tak blisko... zaledwie 800km! Chyba bym się sfilcowała na łóżku szpitalnym.
Do końca nie wiedziałam czy mój szalony planik wypali. Przecież jeszcze dzisiaj byłam w szpitalu Ale jak się baba uprze ( na dodatek zakochana hi,hi ), to nie ma rady.
W ekspresowym tempie się spakowałam i już jestem po małej rozgrzewce i kawce u mojej siostrzyczki w Lęborku.
Ekspresowe pakowanie już ukazało swoje uroki. Zapomniałam kabelka od aparatu i nie mogę przerzucić na kompa zdjęć moich szpitalnych wyszywanek, które chciałam pokazać.
Zrobię to po powrocie.

Tymczasem przedstawię Wam wyniki losowania mojego wrześniowego konika. (Właściwie to z jego powodu jest ten wpis) Niestety fotorelacji z losowania również nie będzie z powodu braku w/w kabelka.
Przy okazji ogłaszam, że po przeliczeniu Waszych głosów odnośnie formy losowania zdecydowanie wygrała forma "typowa". A proszę bardzo! :)
A szczęśliwie w moje łapki wpadł dziś los z imieniem ...(proszę o werble) ... z imieniem... lambi
Moja Droga, proszę o przesłanie na mojego maila ( myszasul@gmail.com ) adresu na jaki ma pogalopować z rozwiana grzywą pasiasty konik :)


... i jeszcze trochę prywaty. Jako, że jutro już będę w Hamburgu, a Odys przycumuje dopiero w niedzielę o świcie, mam zamiar jutrzejsze popołudnie wykorzystać i odwiedzić jakieś ciekawe sklepiki. Odwiedzę na pewno w "Europa Pasage"  Idee. Creativmarkt. Czy może znacie jeszcze sklepiki o podobnej branży. Bo ciuchy mnie zupełnie nie interesują. 
Wiem (ze statystyk), że zaglądają do mnie osoby z Hamburga. Może przy tej okazji się ujawnicie i podzielicie się swoją wiedzą i znajomością Hamburga. Proszę tylko, piszcie na mojego maila ( myszasul@gmail.com), bo nie będę miała dostępu do netu, a maila mam w komórce.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i obiecuję, że po powrocie wracam do normalnego życia i ...blogowania. :)

Tymczasem uciekam ...choć tak bardzo mnie korci co tam u Was. Ale to po powrocie sprawdzę. 
Jutro raniutko wyruszam w dalszą drogę
...i już nie mogę się opędzić od piosenki "...ale za to niedziela, ale za to niedziela, ...niedziela będzie dla nas"  :))

poniedziałek, 6 września 2010

Tu na razie jest ...klepisko

...a będzie nasza przystań :)


Życie zbyt szybko biegnie. Lata uciekają ... przyszedł czas na zmiany. Zmiany gruntowne w naszym życiu.
Decyzja zapadła. Przenosimy się na wieś ... na piękne Kaszuby.
Na tym kawałku ziemi chcemy spędzić resztę życia. Już bez pośpiechu... bez rozstań i ciągłej tęsknoty...
Tu Odys niebawem rzuci kotwicę i będziemy wieść spokojne życie, z dala od zgiełku i zawrotnego tempa dzisiejszych czasów. Razem ;)) Cieszę się jak mała dziewczynka.
Kiedy ponad 10 lat temu kupowaliśmy ten kawałek ziemi, trudno było mi sobie wyobrazić, że bez żalu opuszczę Gdynię, moje miasto. Żyłam co prawda ze świadomością przeprowadzki, ale była ona tak odległa. Przekonana byłam,że musimy z nią poczekać do matury Kasi ...a to jakby nie było jeszcze daleka przyszłość. Teraz wiem, że zbyt daleka. Przyśpieszamy więc.
Za dwa lata chcemy osiąść w naszej przystani. To duże wyzwanie. Ale wierzę, że nam się uda :) Czeka nas ogrom pracy... ale jej się nie boimy.
Będzie pięknie :) ... dla mnie właściwie już jest pięknie, bo moje kolejne marzenie :)) nabiera realnych kształtów.
...bo czy to nie są piękne widoki na przyszłość?.. ;)