sobota, 24 lipca 2010

Narzuta - wierzch

Chciałam szybko wstawić zdjęcie, ale przez tą porę dnia wyszło jak wyszło - kolory zbyt mętne, biały wyszedł żółty, brudny róż wygląda prawie jak brąz a wszystko takie mdłe i niemrawe, a w rzeczywistości wygląda inaczej. No ale obiecałam dziś :)

Jutro wstawię kolejne zdjęcie - zrobione tym razem rano. I zabieram się jutro za zrobienie kanapki :)
Narzuta na zdjęciu wyszła brzydka jak noc, więc do jutra musicie mi wierzyć na słowo, że w rzeczywistości nie jest taka mdła :)



piątek, 23 lipca 2010

Wróciłam :)

Już po urlopie - cuuudnie było :)
Pogoda piękna, kąpiele w morzu to najprzyjemniejsza rzecz na świecie - zwłaszcza, kiedy po całych 15 minutach opalania się ma się serdecznie dość piekącego słońca(tak, tak ja zaliczam się do tych, którzy nie umieją leżeć plackiem na plaży przez kilka godzin, bo mi.. za gorąco :P)i można śmignąć do wody :)
Pomijam fakt, że jest to mniej przyjemne, kiedy w tym samym czasie do wody wchodzi mąż i z frajdy kąpania się nici, bo trzeba myśleć jak by tu się obronić przed podtapianiem/megachlapnięciami wody/innymi dziwnymi zaczepkami (niepotrzebne skreślić).

Największą zaletą urlopu w Chorwacji jest dla mnie... mała ilość prania po powrocie :D Ale tak to jest kiedy tam nie trzeba brać żadnych długich spodni czy swetrów (pogoda tam mamy przewidywalną i nudną - od 32-36 stopni ;), a do tego całe dnie spędzamy na plaży i wszystko co nam do szczęścia potrzebne to ręczniki i stroje do opalania :D No i jeszcze coś do ubrania przy okazji zwiedzania miast :)

Muszę przyznać, że nawet się opaliłam - i to jednolicie w miarę - a jak na mnie to niezły wyczyn, bo od paru lat z wakacji wracałam tradycyjnie, z nieregularnie rozmieszczonymi plackami na nogach (widocznie słonce sobie upodobało moje łydki i ćwiczy na nich malarstwo abstrakcyjne).
Te łydki zawsze mnie do rozpaczy doprowadzały. Człowiek jedzie sobie na urlop i po przyjeździe chce się pochwalić opalenizną, chce w końcu bez oporów wyjść na ulicę w spódnicy (mam mocno bladą cerę), a tu proszę - brzuch opalony, uda opalone, uszy opalone, nos czerwony jak u bałwana, a łydki - białe w czerwone placki. A na dodatek jak znajomi patrzą i mówią - o, Ty przecież byłaś na urlopie a tu nogi blade?? No i co ja mam wtedy począć - opalonymi uszami się chwalić przecież nie będę :P

A teraz jest nawet ok - szału nie ma, do czekolady mi daleko ale ważne że nie jestem już biała jak córka młynarza :)

Muszę jeszcze tylko podkraść się do mężowskiego aparatu (muszę tak robić bo moja druga połówka zawsze twierdzi, że spokojnie obrobi zdjęcia, a potem czekam na nie kilka miesięcy ;)), zwinąć kartę i będę mogła wstawić kilka zdjęć.

Od jutra zabieram się za jakieś robótki i wstawię zdjęcie wierzchu narzuty :)

niedziela, 11 lipca 2010

Urlop :)

Przepraszam Was strasznie ale zdjęcia narzuty nie zdążyłam zrobić i zamieścić :(
Teraz uwijam się, żebyśmy jutro z samego rana wyjechali, a jeszcze tyle do zrobienia. ten post też jest napisany w biegu, między jedną a drugą czynnością :)

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia za 2 tygodnie :)

środa, 7 lipca 2010

Zaszyłam się :)

Dosłownie i w przenośni :)

Dawno mnie tu nie było - bo i nic w międzyczasie nie powstało. Całymi dniami byłam zajęta szyciem bloków na narzutę, aż chyba przesadziłam bo w pewnym momencie łapa i szyja zaczęły mnie boleć i już na widok koloru brudny róż brało mnie obrzydzenie ;)
Niestety mimo chęci nie wyrobiłam się z narzutą na urodziny siostry :(
W tym tygodniu skończę wierzch - pewnie w piątek lub sobotę wstawię zdjęcie, a w niedzielę wyjeżdżamy na nasz wymarzony urlop. Nie zamierzam na nim robić nic poza obijaniem się :D Chociaż mąż stwierdził w żartach, że jak chcę to mogę maszynę zabrać :P
No ale nie po to mam wakacje. Dla mnie wakacje są po to, żeby od wszystkiego odpocząć i nie robić nic, co robi się codziennie :)

Strasznie czekam na ten wyjazd - po powrocie kilka zdjęć z cudnej Chorwacji obiecuję wstawić :D

Buziakosy