Mieszkanie w Toruniu ma wiele zalet. Skoro
Agnieszka (krakowianka z umiłowania, ale torunianka z trzyletniej przeszłości) może wypisywać, co takiego w Toruniu lubi, to ja też mogę.
A ja najbardziej lubię berety.
Nie jest tajemnicą, że Toruń moherowymi beretami stoi. Mniejsza z tym, jaki ma to związek z rzeczywistością (bo właściwie zagęszczenie moherowych beretów jest takie samo jak w każdym innym mieście), grunt, że bereciki są równie związane z Toruniem, jak pierniki, Kopernik i Padre Direttore (mamy taką restaurację, wiecie?).
Dlatego też ostatnio dziergam bereciki. Zrobiłam ich już całkiem sporo, część bardziej przewiewną, część mniej przewiewną. Czerwone, niebieskie, szare, białe. Wciąż szukam idealnej dla nich formy, wielkości, wzoru i koncepcji. Chociaż odnoszę wrażenie - zwłaszcza o siódmej rano na tramwajowym przystanku - że czas przerzucić się z ażurów na wełny i warkocze.
(Kto wie, do jakiego malarza/obrazu chciałam tu nawiązać, tylko wiatr mi zawiał złośliwy? Przewidziane nagrody! ^^)