Jakiś czas temu pisałam, że praktycznie nie odrywam się od igły i pędzla. Stało się to za sprawą moich klientek które zasypały mnie zleceniami, z czego broń Boże nie użalam się:). Bardzo lubię takie wyzwania, tylko doba jest zdecydowanie wtedy za krótka!!! Jestem taką bestią, która jak sobie coś wymyśli to musi to mieć już! Odnosi się to do rzeczy które mają służyć mnie, jak i do przedmiotów które są przeznaczone dla kogoś.
Zamówienia sypnęły się wszystkie w jednym czasie i siedziałam tak całe dnie (dosłownie) przy maszynie i pędzlu. W pewnym momencie doszło do tego, że moje dziecko jadło na obiad zupkę z papierka!!!
Jeżeli myślicie, że to była to dla niej kara to jesteście w błędzie. Zuzka była zachwycona!
Jadła z takim apetytem, a na koniec zapytała:
- Jutro też będzie taki obiad?
- Boże broń!!! - odpowiedziałam
-Szkoda - mówi - A nie możesz takiej pomidorowej ugotować? - pyta.
I masz (myślę sobie), i od razu przypomniały mi się moje godziny spędzone w kuchni przy przecierze z działkowych pomidorów. Człowiek dnie całe spędza przy wekach żeby było smacznie i zdrowo,a dziecko mówi, że zupka z papierka jest smaczniejsza!!! Niewdzięcznica jedna!!!
No więc, wracając do tematu to część prac jest już wysłanych, druga część czeka na akceptację klientek.
Do póki nie dostanę "cynku", że prace dotarły do klientek nie będę zamieszczała ich zdjęć (żeby nie zapeszyć). Na pocieszenie pokażę zdjęcia wcześniejszych prac.
Na pierwszy rzut idą poszewki:
Tutaj chciałam Wam pokazać komplet który kiedyś zamówiła u mnie Pani Wanda: taca, podkładki
pod kubki i poducha - mój ulubiony motyw ;)
Z kolei ten zestaw przeznaczony był pod młotek na Allegro:
I okrągłe pudełka których dawno już nie zamawiałam i chyba muszę naprawić ten błąd:
Te rameczki z kolei długo leżały i czekały aż wpadnie mi do głowy pomysł na nie. Kupiłam je bo bardzo spodobała mi się ich faktura, ale był jeden problem - były w kolorze czarnym. Na początku powkładałam do nich zdjęcia, ale to nie było to. Zdjęcia poszły z powrotem do albumu, a ramki do głębokiej szuflady. Leżałyby tak zapomniane gdybym nie szukała kolorowych tasiemek (zakupionych też zresztą jakiś czas temu). Pomysł zrodził mi się w głowie natychmiast, postanowiłam je potraktować pędzlem, a w środek włożyłam materiał ozdobiony transferem.
I co, może być?
Na koniec muszę Wam pokazać mojego storczyka, zakwitł po półtora roku od przesadzenia!!! (fimery miał najwyraźniej jakieś). Patrzę tak sobie na niego i myślę, że warto było czekać:)
W tle widać moje zasłonki, uszyłam je sobie w chwili kiedy nie miałam kompletnie żadnych zamówień, krótko mówiąc z nudów.
Wiem, wiem, straszna ze mnie chwalipięta!!! Ale to już ostanie zdjęcia;)
DO ZOBACZENIA :)))