Nie wiem jak mogłam bez niego tak długo żyć...
nasyca każdą komórkę mojego ciała,
do tego jest niezwykle przystojny,
ma w sobie to coś , z dawnych lat,
choć jest postępowy.
Chłodny na zewnątrz, taki alabastrowy,
ale nie dajcie się zwieść, bowiem
jego wnętrze jest niezwykle ciepłe.
A jak potrzeba to potrafi być temperamentny
i zagrzać bardziej atmosferę ,
by ...
otworzyć mnie na nowe doświadczenia,
rozkochałam się w nim do szaleństwa,
razem potrafimy zdziałać dotąd niemożliwe,
a jak pachnie...
I jeszcze jedno dodam-
jest Włochem...
Tak, mam nową miłość,
ale spokojnie nie będzie rozwodu,
mój M. nie poszedł w odstawkę,
bowiem mowa nie o mężczyźnie, ale
o nim...
...o moim nowym nabytku kuchennym,
piekarniku, firmy Hotpoint, który zachwyca nie tylko swoim retro wyglądem,
ale i także swoją funkcjonalnością oraz
ukrytymi nowoczesnymi ,technicznymi możliwościami...
Na mojej liście must-heve , istniała już od dobrych paru lat
i choć uważałam , że cena jego nie jest zawrotna,
to zawsze były ważniejsze wydatki.
to zawsze były ważniejsze wydatki.
Radziliśmy sobie jakoś bez piekarnika.,
a pustą półkę przygotowaną pod niego,
wykorzystywaliśmy do tej pory na kosze ze śmieciami.
Teraz kuchnia prezentuje się bardziej elegancko,
choć nie jest jeszcze całkowicie gotowa...
Piekarnik daje wiele możliwości, więc
postanowiłam nie mal od razu po zamontowaniu go,
spróbować swoich sił z pieczeniem ciast.
Muszę się przyznać ,szczerze i bez bicia,
że do mistrzyń cukiernictwa nie należę.
Podczas animacji moich podopiecznych,
nie raz pełna zapału , w pracy, szarpnęłam się na jakiś przepis.
Lecz po mimo wielu rad, pomocy , wymierzania odpowiednich proporcji i
wspólnego wysiłku- zawsze wychodził nam zakalec ...
Z tej formy animacji szybko mój zakład pracy mnie zwolnił...
Jak widać dobra zabawa nie może być stawiana ponad pełne brzuchy :)
Tym razem miało być inaczej, a moja nowa miłość ,włoski przystojniak,
miał mi w tym pomóc...
Przepis wybrałam, ale jak się okazało, został mi tylko jeden słoik z wiśniami,
więc sernik postanowiłam zrobić wiśniowo- brzoskwiniowy.
Gdy ja próbowałam przełamać swoją złą passę z domowymi wypiekami,
mój Mąż zabrał się za projekt DIY, do którego zainspirowała nas,
Ania z My shabby my dream.
Starą drewnianą ramę z obrazem,
znaleźliśmy oczywiście na wystawce w Niemczech, a
siatkę zakupiliśmy już wcześnie do innego projektu
nad którym obecnie pracujemy,
za około 35 zł /10 metrów.
Rama została wcześniej przygotowana-
przeszlifowałam ją w naszym warsztacie.
Mąż rozciągnął i wyciął pod nią siatkę
i za pomocą zszywacza tapicerskiego przymocował ją do ramy.
i za pomocą zszywacza tapicerskiego przymocował ją do ramy.
Potem pozostało pobielanie i w taki oto sposób mamy ,
tablicę, pod kolaż z naszych prac...
Karteczki przyczepiłam drewnianymi klamerkami oraz zwykłymi spinaczami.
Siatka to kolejny sposób na przemycenie industrializmu do naszego m2.
A sam kolaż , który zamierzamy w tej ramie tworzyć, ma być dla nas
niejako inspiracją do dalszego działania, tworzenia i realizowania swojej pasji...
Jak Wam się podoba?
Według mnie mój M. się spisał i za swoją pracę dostał nagrodę
w postaci pysznego sernika.
Tak, udało mi się ...
I jeszcze nutka dla ucha, oczywiście "Ti amo"
Umberto Tozzi
Ps. Dziękuję wszystkim za komentarze i odwiedziny.
Ostatni tydzień był dla nas bardzo pracowity, dużo się działo- o tym już niebawem.
Ale na razie chciałam Was bardzo przeprosić,
za małą aktywność na Waszych blogach i
zwłokę z wysyłkami konkursowych paczek-
mam nadzieje, że lada dzień je otworzycie.
Saluti...
C.aro