No i przyszła wreszcie moja ukochana zima!..
Dziś pojechaliśmy do lasu. Było tam trochę śniegu.
Niedużo, ale od razu wszystko inaczej zaczęło pachnieć.
Więc sobie chodziłem i wąchałem wszystko po kolei.
A Milka biegała tu i tam jak szalona ...
No ale czasem razem ze mną zachwycała się zimowymi zapachami...
I nawet usiadła ze mną na chwilkę żeby odsapnąć.
A potem poszliśmy dalej w las...
i pod górę ...
O matko, czy naprawdę tam musimy wchodzić ? - spytałem
No pewnie! A najlepiej wbiec!!! - krzyknęła Milka
Wbiec i zbiec!
Hopsa, hopsa, wbiec i zbiec!
A jak już się wbiegnie na samą górę...
To się zbiega zaraz na sam dół, a potem
co sił w łapkach
wbiega ...
szybciej i szybciej ...
z powrotem na szczyt ...
już prawie prawie ...
i już jestem znów na górze!
- Eee tam, to ja dziękuję uprzejmie za takie bieganie... - powiedziałem sobie
i poszedłem znowu wąchać zimowe ślady...