5/13/2026

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung


Sięgając po kolejne książki koreańskich autorów, można odnieść wrażenie, że zabójców spotyka się w biały dzień na ulicy, a ta niewinnie wyglądająca staruszka czy pani ze sklepu właśnie ostrzy swoją broń. Ze względu na klub literacki sięgnęłam po ten tytuł szybciej, niż planowałam — i była to lektura nietypowa, która wywołała we mnie wiele skrajnych emocji.

Eunok Shim to kobieta w średnim wieku — ajumma — która samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Po utracie pracy musi znaleźć coś nowego, co po pięćdziesiątce wcale nie jest łatwe. Ogłoszenie z agencji detektywistycznej Smile daje jej jednak szansę na nowy start — choć szybko okazuje się, że to praca daleka od typowej. Eunok zostaje zabójczynią na zlecenie. Wszystko musi jednak pozostać w ścisłej tajemnicy, a konkurencja nie śpi.

Mam wrażenie, że w Korei motyw zabójcy w ostatnim czasie stał się niezwykle popularny — zarówno w literaturze, jak i w filmach czy serialach. Niedawno czytałam Starszą panią z nożem, przede mną jeszcze Likwidator, a teraz przyszła pora na Morderczą panią Shim. To jednak nie jest typowa historia — łączy w sobie wiele gatunków, a najbliżej jej chyba do czarnej komedii.

Ku mojemu zdziwieniu Taesang uznał, że niepozorny wygląd, wyjątkowe umiejętności władania nożem oraz pochodzenie z niezbyt zamożnej rodziny czyniły mnie idealną kandydatką na morderczynię. Gdy to słowo "morderczyni" po raz pierwszy padło z jego ust, poczułam specyficzny niepokój. 

Zagłębiając się w tę historię, poznajemy coraz to nowych bohaterów — każdy rozdział ukazany jest z innej perspektywy, przez co na początku łatwo się pogubić. Sama stworzyłam sobie swoistą sieć powiązań z tytułową panią Shim, która mimo wszystko pozostaje osią łączącą wszystkie wątki.

O samej pracy bohaterki wiemy zaskakująco niewiele — znacznie więcej miejsca autorka poświęca relacjom między postaciami i ich życiowym historiom, często naznaczonym trudnymi doświadczeniami. A jednak to książka, którą czyta się lekko i bez dużego ciężaru emocjonalnego.

Ta branża jest jak jedna naprawdę wielka rodzina. Możemy nie wiedzieć, jak wyglądają inni, ale bardzo szybko jesteśmy w stanie rozpoznać, kto dobrze czuje się z nożem w ręku. 

Są momenty przerażające i niesmaczne — mnie najmocniej poruszył rozdział o dziewczynie porwanej w dzieciństwie — ale całość podszyta jest subtelnym, momentami wręcz ironicznym humorem. Tym bardziej że autorka prowadzi fabułę tak, by wszystkie wątki znalazły swoje domknięcie.

Były rozdziały, które niewiele wnosiły do samej fabuły, a mimo to okazały się dla mnie niezwykle ciekawe. Szczególnie zapadł mi w pamięć ten poświęcony sąsiadce tytułowej bohaterki i jej spojrzeniu na życie — wielowymiarowy, jednocześnie bardzo smutny i zaskakująco nietypowy.

Musimy skończyć ze stereotypem, że małżeństwo mogą zawrzeć tylko osoby, które się kochają. Małżeństwo to instytucja, dzięki któremu niedoskonały człowiek może stać się kompletny. Wchodzące w związek małżeński osoby mogą wspólnie zarabiać, dążyć do wspólnego celu, przedłużyć gatunek poprzez płodzenie dzieci, ale nie muszą się kochać. Małżeństwo pozbawione miłości to naprawdę piękny układ. 

Czy to książka o zabijaniu? Właściwie nie. To raczej opowieść o życiowych wyborach i relacjach — pokazanych w krzywym zwierciadle.

Lektura przypadła mi do gustu, choć wymagała uważności — czytałam ją powoli, momentami zapisując, kto jest kim, żeby się nie pogubić. Zgrzytało mi natomiast zakończenie, które przy wcześniejszych historiach wypada zbyt chaotycznie i zbyt szybko. Nie do końca wiadomo, dlaczego bohaterowie podejmują takie, a nie inne decyzje i w którym momencie właściwie dochodzi do tej zmiany.

Mimo nierównego zakończenia to wciąż historia, która zostaje w głowie — głównie dzięki bohaterom i ich pogmatwanym losom.

 



  • Autor: Kang Jiyoung
  • Tytuł: Mordercza Pani Shim
  • Tytuł oryginalny: 심여사는 킬러 (sim-yeosaneun killeo)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Literackie
  • Liczba stron: 360
  • Premiera: 10 wrzesień 2025

5/09/2026

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak


Od kilku dni zastanawiam się, co napisać o tej książce, a jednocześnie nie opuszcza mnie myśl, że ta lektura wpłynęła na mnie niezwykle brutalnie i boleśnie. Nie wydaje mi się, żebym przez całe moje literackie życie zetknęła się z pozycją aż tak okrutną. Kiedy próbuję o niej myśleć, mam ochotę jak najbardziej się od niej odciąć — a przecież przeczytałam wiele trudnych książek, dotyczących wydarzeń nie tylko z Polski, ale i z innych części świata.

W sierpniu 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, Niemcy przekształcili teren hali targowej przy ulicy Grójeckiej w Warszawie w obóz przejściowy. Przez Zieleniak, otoczony ceglaną ścianą i nadzorowany przez żołnierzy SS RONA, przeszło kilkadziesiąt tysięcy cywilów wypędzonych z domów.

Alicja, służąca w mieszkaniu na Ochocie, wraz ze swoimi gospodarzami i sąsiadami z okolicznych kamienic ukrywa się w schronie przed bombardowaniem. Nie wiedzą, że już za chwilę wtargną tu żołnierze w niemieckich mundurach – choć wcale niemówiący po niemiecku – i zgotują im piekło, jakiego dotąd nie znali, mimo że wojna trwa już od czterech lat. W sierpniowym skwarze na placu targowiska będą walczyli o choćby kroplę wody i szukali najwymyślniejszych sposobów, by ukryć kobiety, dziewczyny i dziewczynki przed pijanymi Rosjanami. Bo nawet jedno spojrzenie, drobny gest czy ładna sukienka może doprowadzić je do zguby.

Autorka stworzyła historię mieszkańców jednej kamienicy na Ochocie, za których pośrednictwem oddała grozę wydarzeń rozgrywających się w sierpniu 1944 roku. To nie jest obszerna opowieść — liczy niespełna 200 stron i ma dodatkowo kieszonkowy format — a mimo to ogrom przerażającego bestialstwa, który z niej wyziera, sprawia, że czyta się ją niezwykle ciężko.

Dodatkowo środkowa część zawiera fragmenty wypowiedzi świadków wydarzeń, które miały miejsce na Zieleniaku w tamtych dniach, i chyba właśnie to okazuje się najbardziej bolesne. Miałam moment, w którym naprawdę zastanawiałam się, czy dam radę skończyć tę książkę.

Autorka, pisząc o wydarzeniach z tamtych dni, posługuje się prostym, pozbawionym ozdobników językiem. Pisze bardzo bezpośrednio — bez łagodzenia tego, co miało miejsce. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że chciała opowiedzieć tę historię jak najprawdziwiej i najbardziej dosłownie. Również sam język tej książki jest oddarty z wszelkich rozpraszaczy, tak aby to wydarzenia zajmowały w niej najważniejsze miejsce. Dokładnie tak, jak mogli widzieć je świadkowie tamtych dni.

To zdecydowanie nie jest lektura, którą czyta się dla przyjemności. Ten tytuł pokazuje straszny, ale niestety prawdziwy fragment Powstania Warszawskiego, który dotknął ludność cywilną. W tym przypadku to kobiety traciły najwięcej — to one drżały za każdym razem, gdy pojawiali się oprawcy.

Autorka opisuje dwa, może trzy dni, podczas których bohaterowie zostali wypędzeni ze swoich mieszkań i zapędzeni na Zieleniak, ale miałam wrażenie, że dla większości uczestników tych wydarzeń czas dłużył się niczym całe tygodnie. Zamknięcie w jednym miejscu, sierpniowy skwar, brak wody, ekskrementy na każdym kroku, stosy trupów pod murem i nieustanny strach przed każdym strażnikiem.

Bo oni dla zabawy nie tylko zabijali przypadkowe osoby. Najbardziej przerażające były gwałty — brutalne, odczłowieczające i pokazane przez autorkę w niezwykle dosadny sposób. To właśnie ten element najmocniej wyziera z tej historii i najtrudniej wyrzucić go z pamięci.

„Zieleniak” to książka, której nie będę próbowała oceniać. To lektura próbująca przywrócić głos osobom, które przez lata pozostawały w dużej mierze pomijane — cywilom, a przede wszystkim kobietom, wciągniętym w Powstanie Warszawskie i zmuszonym do poniesienia jego konsekwencji.

Autorka, opierając się na historii kilku bohaterów, pokazała losy tysięcy mieszkańców Ochoty i okolicznych dzielnic, którzy przeszli przez piekło Zieleniaka. To lektura, która na długo zostanie w mojej głowie, choć tak naprawdę chciałabym wyrzucić ją z pamięci jak najszybciej. Niezwykle mocna. Na pewno nie dla każdego. Ale jednocześnie niezwykle ważna.

 




  • Autor: Augustyniak Anna
  • Tytuł: Zieleniak
  • Wydawnictwo:  Marginesy
  • Liczba stron: 200
  • Premiera: 02 kwiecień 2026

5/06/2026

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee


Zastanawiam się, czy sięgnęłabym po ten tytuł sama, gdyby nie został wybrany jako lektura na spotkanie klubu książki. Nawet jeśli tak, to pewnie długo czekałby na swoją kolej. I gdybym sięgnęła po niego spontanicznie, na pewno nie próbowałabym go analizować tak, jak w tym przypadku. Mam wrażenie, że byłaby to książka, którą przeczytałabym i dość szybko o niej zapomniała. To zdecydowanie nie jest gatunek, po który sięgam — esej.

Przez cztery pory roku autorka przybliża swoją codzienność, nierozerwalnie związaną z roślinami, które posiada. Ponad siedemdziesiąt kwiatów, zajmujących ogromną przestrzeń zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie, tworzy jej świat. W kolejnych rozdziałach dzieli się z czytelnikiem zarówno drobnymi radościami, jak i smutkiem wynikającym z tej codziennej relacji z roślinami. Wśród tych zwyczajnych wydarzeń pojawiają się także emocje — samotność, żal, poczucie straty, ale również nadzieja i próba odnalezienia się w tym, co przynosi życie.

Często słyszałam, że pisarze słabiej odczuwali pandemię, ponieważ i tak większość czasu spędzali w samotności, pracując z domu. Niestety to nieprawda. Gdy nasz świat się kurczy, spowalnia też nasze pióro. Teksty nie powstają bowiem automatycznie, kiedy mamy chwilę czasu wolnego. Powiedziałabym raczej, że rosną niczym roślina, sycąc się powietrzem.

Miałam dwa podejścia do lektury tego tytułu. Za pierwszym razem sięgnęłam po nią, przeczytałam kilka początkowych rozdziałów i odłożyłam na około tydzień, po którym… właściwie niewiele z nich pamiętałam. Czytało mi się dobrze, ale książka nie wywołała we mnie większych emocji, przez co trudno było mi uchwycić, o czym tak naprawdę jest.

Za drugim razem podeszłam do niej bardziej metodycznie. Po każdym przeczytanym rozdziale robiłam notatki, które pozwoliły mi lepiej przybliżyć się do tekstu, ale też zrozumieć, co autorka mogła chcieć nim przekazać.

Od zakończenia lektury minęły kolejne dwa tygodnie i, nie sięgając do notatek, pamiętam właściwie tylko kilka rzeczy: że autorka miała bardzo dużo kwiatów, że w międzyczasie zmieniła mieszkanie oraz jej relację z matką. I to właśnie ten wątek najmocniej do mnie przemówił.

To, że jej mama się starzeje, a autorka boi się straty, która prędzej czy później nadejdzie, szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Mamy wpływ na ograniczoną liczbę rzeczy. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni kontrolować innych organizmów żywych. Niektóre rośliny przestają lub zaczynają rosnąć z powodów zupełnie niepojętych dla ludzi, może więc zrzucenie winy za nasłonecznienie, nawodnienie lub wentylację ma sens i służy podnoszeniu ogrodników na duchu, powstrzymuje ich przed obwinianiem samych siebie za kolejne ogrodnicze porażki.

Kiedy sięgam do notatek, przypominają mi się wątki, które wcześniej mi umknęły. Autorka pisze o samotności z czasów pandemii, o trudnych relacjach rodzinnych — szczególnie z okresu dzieciństwa — a także o swojej pracy pisarskiej i związanych z nią problemach, m.in. o pracoholizmie. Wspomina również o spotkaniach ze znajomymi pisarzami oraz przyjaciółką z dzieciństwa.

W każdym z rozdziałów, w każdym wspomnieniu i elemencie codziennego życia obecny jest motyw roślin — opieki nad nimi, nowych zakupów, ale też walki o przetrwanie tych, które z różnych powodów zaczynają obumierać.

Zarówno podczas lektury, jak i po jej zakończeniu zastanawiałam się, jaki był cel powstania tej książki. Autorka opowiada o kwiatach, ale nie jest to klasyczny przewodnik po ich pielęgnacji — trudno wyciągnąć z niej konkretne porady. Jednocześnie znajdziemy tu wiele wspomnień, codziennych emocji i problemów, z którymi się mierzy.

Mam wrażenie, że ta książka była w pewien sposób oczyszczająca dla samej pisarki. Być może miała też być formą drogowskazu dla innych, jednak nie każdy czytelnik będzie w stanie się z nią utożsamić.

Myślę też, że warto spojrzeć na tę książkę w szerszym kontekście literatury koreańskiej. To tytuł, który dobrze wpisuje się w nurt tzw. „healing literature” — spokojnych, refleksyjnych historii skupionych na emocjach i codzienności. Różni się jednak od wielu innych książek tego typu tym, że nie oferuje klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanej historii bohaterów. To raczej zbiór myśli i doświadczeń, które nie są „opakowane” w konkretną narrację. I choć rozumiem, skąd wynika taka forma i jaki ma cel, to właśnie ten brak fabularnego punktu zaczepienia sprawił, że trudniej było mi się z nią związać i zapamiętać ją na dłużej.

Rośliny zamieszkujące moje mieszkanie mają więc wiele różnych "domków". Niektóre są przyciasne, inne zbyt wilgotne albo wyblakłe, ale co ważne, lokatorzy potrafią dostosować się do panujących w nich warunków. Rośliny pokazują tym samym, że różnice to nie wady, a jedynie warunki.

Lubię rośliny — sama mam w domu kilkanaście kwiatów. Niektóre są ze mną od dawna, inne trafiają do mnie tylko na krótki czas, bo coś ewidentnie im u mnie nie odpowiada. Nie mam jednak z nimi aż tak głębokiej relacji — cieszę się, że są, smuci mnie, gdy się „nie dogadujemy”, ale nigdy nie myślałam o nich w taki sposób jak autorka. Może właśnie dlatego ten tytuł do mnie nie trafił.

To była lekka, przyjemna lektura, ale wiem, że minie niewiele czasu, a jedyne, co będę w stanie o niej powiedzieć, to że była o roślinach i codzienności autorki. To nie jest książka dla mnie — co nie znaczy, że nie znajdzie swoich czytelników. 



  • Autor: Kim Keum Hee
  • Tytuł: Rok wśród kwiatów
  • Tytuł oryginalny: 식물적 낙관 (sigmuljeog naggwan)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 240
  • Premiera: 12 listopad 2025

5/03/2026

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy


Nowy kierunek czytelniczy pozwolił mi odkryć kawałek historii — być może w części znanej, ale w dużej mierze dopiero przede mną odkrywanej. Bułgaria do tej pory kojarzyła mi się głównie ze wspomnieniami rodziców i egzotycznymi wczasami czasów PRL-u. Dziś podobno wraca do łask jako kierunek wakacyjnych wyjazdów, ale czym tak naprawdę jest to państwo i co w sobie skrywa?

Jana wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu finansowej stabilizacji, choć tak naprawdę próbuje uciec od traum przeszłości i zacząć życie na nowo. Lili, po latach ciężkiej pracy i kilku etatach pozwalających utrzymać siebie i córkę, decyduje się na wyjazd do Niemiec, kuszona wizją znacznie lepszych zarobków. Ewa po latach w końcu odnajduje spokój, choć niepokój o córkę i wnuczkę wciąż jej nie opuszcza. Trzy pokolenia, trzy kobiety, trzy różne doświadczenia.

Nie żyłaś w ich przeszłości. Ile córek osądzało błędy swoich matek, zanim nie popełniły własnych? 

Ta książka wymaga odrobiny cierpliwości — trzeba się w nią wgryźć, by dostrzec wszystkie niuanse. Kiedy jednak to się uda, roztacza przed czytelnikiem kilka historii, które układają się w obraz nie tylko trudnych losów kobiet, ale też kraju widzianego przez pryzmat kilkudziesięciu lat.

Autorka snuje opowieść, przeplatając losy trzech pokoleń — córki, matki i babki. Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym staje się ona bardziej brutalna, odsłaniając kolejne warstwy trudnych doświadczeń, które kształtują bohaterki. To także opowieść o przemocy — obecnej na wielu poziomach, dziedziczonej, przechodzącej z pokolenia na pokolenie i tak trudnej do przerwania.

Są dwie Ameryki: jedna kurortowego szczęścia, outletów, pełnych hipermarketów, narmorskich plaży i minigolfa, stu trzydziestu smaków lodów, karmelowego popcornu i frytek z octem na nabrzeżu, luksusowych hoteli i wielkich dźipów... I ta druga, wierzycieli, America made ich China, India, Bangladesh, gett, wyjałowionej ziemi, fanatyków w kościołach-barakach, przedawkowań w kiblach McDonalda przy autostradach. 

Może się wydawać, że Jana — najmłodsza z bohaterek — staje się osią tej opowieści, przedstawiając ją ze swojej perspektywy. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych, próbuje uciec od przeszłości — zarówno tej rodzinnej, trudnej do udźwignięcia, jak i tej szerszej, związanej z krajem, który nie daje jej wielu możliwości. Szybko okazuje się jednak, że Stany nie są rajem — tam również dzieje się wiele zła. Takich jak Jana jest więcej — każdy liczy na nowy początek. Tyle że odcięcie się od własnej przeszłości i rozpoczęcie życia od nowa wcale nie jest takie proste.

Autorka bardzo trafnie pokazuje w swojej powieści traumy pokoleniowe — temat, o którym coraz częściej się dziś mówi. To, czego doświadczyła babka, było niezwykle trudne, a możliwości zmiany właściwie nie istniały w tamtym czasie. Mała Lila dorastała, przeżywając wszystko razem z matką i marząc o zupełnie innym życiu. Jednak i ona popełnia błędy, które w pewien sposób przekazuje swojej córce. A mimo to autorka wyraźnie podkreśla, że nic nie jest tu czarno-białe.

Nie wiem, czemu jej nie powiedziałam, pewnie dlatego, że mi mówiła, że żyje tylko dla mnie, że się zabije, jeśli będę taka niewdzięczna za to, że wszystko dla mnie poświęciła, własne szczęście, życie, nie pozwalałam sobie na strach, nie płakałam, nic nie chciałam mówić. Wystarczająco ją bolało. Nie chciałam jej sobą obciążać. 

W trakcie lektury można odnieść wrażenie, że życie trzech bohaterek to pasmo porażek, trudnych chwil i beznadziei. A jednak pojawiają się tu także relacje, które wspierają i dają siłę, by iść dalej. Autorka kreśli postaci niejednowymiarowo — z jednej strony nie wybiela przeszłości, z drugiej pokazuje, że życie składa się z wielu warstw, a relacje nigdy nie są zero-jedynkowe.

Na tle historii bohaterów wyraźnie rysują się również trudne losy Bułgarii. Autorka sięga aż do czasów carskich, zestawiając je z okresem rządów komunistycznych i współczesnością. Życie w tym kraju wydaje się naznaczone smutkiem i poczuciem beznadziei. Dziś, bardziej niż kiedyś, widoczny jest brak perspektyw dla młodego pokolenia. Ludzie uciekają do miast, choć i tam możliwości pozostają ograniczone. Wyjazd za granicę — do Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych — jawi się jako szansa na nowy początek, na którą decyduje się wielu z nich.

Tęsknię za tym, jak mama albo babcia wołały mnie z balkonu na obiad - szybko, wracaj, bo ci jedzenie wystygnie. Wtedy człowiek myślał tylko o tym, żeby mu dały spokój, a potem całe życie marzy, żeby ktoś go zawołał przez okno do domu. 

Ulepieni z winy to debiut literacki, a takie książki często mają swoje mankamenty, zwłaszcza na poziomie języka. W tym przypadku autorka świetnie sobie z nim poradziła, tworząc opowieść ciekawą i wciągającą, choć jednocześnie wymagającą — historię trzech pokoleń kobiet.
To nie jest książka dla każdego, bo jej ciężar może przytłoczyć. Jednocześnie otwiera przed czytelnikiem mniej znany kierunek, pokazując trudne realia życia w kraju i indywidualne losy bohaterek. Nie jest przy tym pozbawiona nadziei.
Dla mnie była to rozwijająca lektura i jestem pewna, że będę śledzić dalsze poczynania autorki.

 



  • Autor: Elmy Joanna
  • Tytuł: Ulepieni z winy
  • Tytuł oryginalny: Сянката na щъркела (Syankata na shtorkela)
  • Tłumaczenie: Magdalena Pytlak
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Premiera: 08 kwiecień 2026
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger