Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ładne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ładne. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 maja 2013
Pochwalę się...
.. a co.
Jak już można się domyślić po obrazku w połączeniu z tytułem, będę tam. W końcu nie samymi turniejami człowiek żyje i czasami nawet hobbystycznie warto się "odchamić". Zatem spotkam autorów i rzeźbiarzy pogadam z bandą psychopatów i innych nerdów i wystawię się na masę pokus jeśli chodzi o zakupy. Taki Fulgrim już mi chodzi po głowie.
Kroją mi się w tym roku dwa wyjazdy związane z 40stką które mogą stać się dla mnie kultowe. Ale nie uprzedzając faktów i bez dywagacji przyznam się, że na myśl o najbliższym weekendzie ciesze się jak dziecko które napisało swój pierwszy list do Mikołaja. Nie do końca wiem czego się spodziewać i jak to w rzeczywistości będzie wyglądać ale mam nadzieję, że będzie czad i ogień w szopie.
Oczywiście planuje jakąś obszerną relacje po powrocie. Natomiast jeśli wifi i inne wiatry warpu pozwolą to na bieżąco raz po raz jakieś 'tysiąc słów' na fejsa wrzucę. Zatem, jak to się mówi, stay-tuned.
Etykiety:
black library,
ładne,
ukochana firma,
zagranica
środa, 9 stycznia 2013
Ile kosztuje bycie Heretykiem?
Do tej pory jakoś nie szczególnie zawracałem sobie głowę wydana przez Forgeworld Herezja Horusa, tzn. przeczytałem jakieś recenzje podręcznika a jedna nawet wysłuchałem ale poza tym ograniczyłem się do sprawdzenia ile to kosztuje. No i nie będę ukrywał, że cena 70 funtów za jedną książkę mnie odrzuciła trochę. Logiczną konsekwencją więc było, że do figurek, poza co bardziej efektownymi zdjęciami, już nie dotarłem.
Ale ostatnio coś mnie ruszyło i stwierdziłem, że przyjrze się, tak z ciekawości ile by kosztowała taka tyci-tyci armijka która by mi się po prostu podobała. Podobała w sensie wizualnym. Limit punktowy ustawiłem sobie minimalny jaki polecają twórcy dodatku czyli 1500. Pomysł był prosty - chciałem mieć po trochu wszystkiego czyli jakiś antyczny czołg, dreda, jetbajki, rakietowych marinsow jakieś nietypowe bronie i oczywiście terminatorów. Z takich cudów jak jakiś latacz, czy inne platformy wsparcia przy minimalistycznym podejściu do punktów musiałem zrezygnować. Z racji, ze totalnie nie wiem z czym to się je to sobie odpuściłem co bardziej skomplikowaną rozkmine i ograniczyłem się do nadania mojej rozpisce jedynie odrobiny sensu. No i oto co mi wyszło:
HQ
Szef na jetbajku PF tarcza
Troops
Tactical Squad [10] Power Fist Artifiszierka
Assault Squad [10] Clawy, 2 Power Weapony (Siekiery !!)
Legion Tactical Support Squad [5] (4 Volkait Caliver)
Elites
Terminators [5] Reaper Cannon, Chain Fist
Contemptor
FA
Jetbikes [3]
HS
Land Raider
Zatem cel osiągnięty - jest wszystkiego po trochu. Armia jak najbardziej godna battle reportu w White Dwarfie. Zatem czas by przejść do meritum czyli ile to wszystko kosztuje. No to lecimy z listą zakupów:
Szef na motorze PF tarcza 25
Tactical Squad PF AA 57
Assault Squad LC, 2 PW 66
Legion Tactical Support Squad 34 Terminators RC ChF 61
Contemtor 46 Jetbikes 70 Land Raider 65 Weapon Pack 20
Razem 444 funtów
Trzeba przyznać ze suma robi wrażenie. I choć wydaje mi się że te ceny są wysokie nawet dla ludzi którzy zarabiają w krajach bogatszych niż nasz to pewnie i tak herezja się nieźle sprzedaje. Bo jak pokazały książki o niej z Black Library to fanów wydarzeń z 30 millenium nie brakuje. I często potrafią odłożyć rozum na półkę i dać się ponieść bodźcom wizualnym. Choć szczerze mówiąc, wydaje mi się, że akurat taka łatwość to w ogóle warunek konieczny do wejścia w to hobby.
Etykiety:
ładne,
ukochana firma
sobota, 6 października 2012
Za rok markery będą większe, czyli fotorelacja z Areny 2k12
Nadaje Michu. W zeszły weekend mieliśmy przyjemność z Łysym być na krakowskiej Arenie. I tym razem była to przyjemność, gdyż nawet niezbyt szczęśliwe połączenia komunikacyjne nie zdołały popsuć ogólnego wrażenia. Mniej osób niż zazwyczaj zdaje się tylko na dobre wyszło turniejowi i może wypada się zastanowić na formułą "mniej a częściej". To jednak temat na kiedy indziej, dzisiaj relacja w postaci zdjęć, stosownym komentarzem opatrzonych. Link do galerii poniżej:
P.S. Sponsorem galerii jest Eman, którego nieobecność w czwartej bitwie pozwoliła mi na przypomnienie sobie, że zabrałem jednak ze sobą aparat...
poniedziałek, 17 września 2012
Gratulacje dla ....
Za co?
A za to:
They want to make all the weapon options/units available they can to “stop little companies springing up in Poland”.
Te słowa to cytat z przedstawiciela Forgeworldu na Games Day'u w Australii. Nie dość, że zauważyli to jeszcze oddech na plecach czują. Dobra robota!
Kiedyś kraina nad Wisłą głównie powergamerami z których ci najbardziej power trafiali do reprezentacji płynęła a teraz pałeczkę przejęli rzeźbiarze, odlewnicy (?) i innymi niezbędni zawodnicy i zawodnicznki w tym biznesie. Miejmy nadzieję, że za rok i jedni i drudzy będą dominować na swoich poletkach, a póki co jeszcze raz wielkie gratulacje dla całej branży. Mamy nowy produkt narodowy -figurki, gdzieś między oscypkiem a wódką ;)
A dla ludzi którzy by chcieli wiedzieć co się dzieje na rynku i co nasze "little companies" wydają, ale średnio mają czas klikać w te wszystkie linki polecam naprawdę zacny blog:
Dużo szybkich aktualizacji, sam konkret i zero wypełniaczy, słowem nic tylko śledzić.
Etykiety:
ciekawsotka,
ładne
niedziela, 26 sierpnia 2012
ETC 2012 zdjęciowo
Nadaje Michu. W 3City właśnie trwa pierwszy master na 6 edycją. Z tego co się orientuje wiele się dzieje, szczególnie w kwestii interpretacji zasad... Ja nie dotarłem ale za to znalazłem kilka chwil na zrobienie porządku w zdjęciach z ETC, opatrzenie głupim komentarzem i opublikowanie. Zatem jeśli ktoś akurat nie gra i może chce sobie zobaczyć lub przypomnieć jak było, to serdecznie zapraszam. I tak - jest pani z Rumunii :)
piątek, 20 lipca 2012
Kilka tysięcy słów o przyjaźni
Jak pewnie część z Was, Drodzy Czytelnicy się orientuję przez dłuższy czas mieszkałem w Poznaniu. I jak pewnie mniejsza część z Was się orientuje, ten czas przeszły w poprzednim zdaniu jest uzasadniony bo aktualnie Gdynia to miasto gdzie żyję. Przy okazji zmiany tego stanu rzeczy nie mogło oczywiście zabraknąć pożegnania w stolicy podziemnych pomarańczy. I w trakcie niego doszło do przekazania darów i poniżej możecie zobaczyć co między innymi dostałem.
Polecam zwrócić uwagę na "grę bannerów" - może na herezji chopaki sobie co nieco w Paszczy wyjaśnią ;).
Nie chcę się tu silić na jakieś pseudo-ambitne lub co gorsza pretensjonalne puenty ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że życzę Wam wszystkim drodzy czytelnicy, Takich znajomości, czy jeszcze lepiej przyjaźni, powstałych przy tym hobby. Bo to oto w tym wszystkim chodzi a niekoniecznie czy KP są ok czy nie i inne historie o podstawkach aliantów.
A ja chciałbym jeszcze raz podziękować Ziomom z Poznania - cały czas się wzru... tzn. mam szumy w akcji serca jak patrzę na tą figurkę :). No i jest cudna.
I chyba mnie namówiliście, ta gablotka wcale nie jest taka głupia.
PS. Last but not least. By oddać w pełni należną chwałę artystą to za rzeźbę odpowiada Arrr aka Szwagier a za malowanie Michał z Poznania.
Etykiety:
ładne,
myśli ulotne
sobota, 4 lutego 2012
Drużynowe Mistrzostwa Poznania – wersja dla „wzrokowców”
Nadaje
Michu.
To
jest
tak.
Odbyły
się
Drużynowe
Mistrzostwa
Poznania.
Było
przefajnie.
I postanowiliśmy
z
Łysym
napisać
relacje.
Razem.
Pomysł
wydawał
się
doskonały.
I
pewnie
taki
jest
ale
jak
to
przy
okazji
wspólnie
podejmowanych
inicjatyw
są
pewne
braki
w
wykonaniu.
Konkretnie
– Łysy
czeka
aż
ja
coś
napiszę
– ja
czekam
aż
Łysy
zacznie.
Przyznacie,
że
skoro
był
kapitanem
to
powinien...nie?
Myślę,
że
mimo
wszystko
się
uda
– jedynie
nie
będzie
to
raczej
relacja
na
gorąco...
Póki
co
trochę
zdjęć
dla
nieumiejących
czytać,
mam
nadzieję
umilających
czas
w
oczekiwaniu
na
część
dla
nieumiejących
oglądać.
Standardowa
galeria
-
tu
podziękowania
należą
się
redaktorowi
naczelnemu
Trejowi
za
powstrzymanie
mnie
od
przedstawienie
fotek
w
formie
zbereźnego
komiksu.
W
nagrodę – zdjęcie:
Na
15 lecie bloga wydam album z wszystkimi fotami, które zrobiłem
Łysemu – prawdopodobnie skutecznie zniweczy to Jego wszelki szanse
na karierę polityczną a póki co – fotka pod wiele mówiącym
tytułem: „Łyse spojrzenie na salę”
No
i w sumie na koniec najważniejsze – link do zdjęć:
Pozdrowienia
i do usłyszenia wkrótce.
czwartek, 12 stycznia 2012
O tym i o owym
Dziś, dla odmiany, chciałbym wspomnieć o 3 tematach. Mam nadzieję, że nie wejdzie mi to w krew, po prostu ostatnimi czasy trudno mi znaleźć wolną chwilę by napisać o wszystkim o czym bym chciał bo trochę się jednak dzieje. Muszę więc się ratować jakimiś notkami zbiorczymi z esencją moich przemyśleń na które też mi szarych komórek nie do końca styka. No ale koniec tego biadolenia i do rzeczy.
Pierwsza sprawa to oczywiście zakończenie aukcji koszulki z Wojny Światów na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przyznam się szczerze i bez bicia, że osiągnięta cena mnie bardzo zaskoczyła. Super, że się udało tyle osiągnąć i fajnie, że tyle osób się przyczyniło do tak wysokiego zawieszenia poprzeczki - ale jak widać wola pomagania w środowisku jest więc, może ktoś z orgów czy innych osób zaangażowanych w rozwój sceny w przyszłym roku dorzuci coś od siebie, dzięki czemu łączne wsparcie będzie dla WOŚP'u będzie jeszcze większe.
Druga sprawa to "wyciek" podręcznika do 6 edycji który na tą chwilę wydaje się fejkiem. Choć całość wyglądała całkiem wiarygodnie to jednak po analizie materiału dowodowego godnej CSI: Nottingham okazuje się, że jednak mamy do czynienia z mistyfikacją. Zatem nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać dalej na jakieś wiarygodne info o czekających nas niechybnie zmianach. A póki co cieszę się, że pomimo szczerych chęci nie miałem czasu by zajrzeć do tych pdfów dzięki czemu zaoszczędziłem sobie rozczarowania. Inna sprawa, że przy tej okazji człowieka w pewnym wieku nachodzą dołujące ciut myśli jak szybko gna przepływ informacji w necie. Pojawia się coś i jeszcze dobrze nie zdążymy się temu przyjrzeć a ktoś już dokonuje dogłębnej analizy i okazuje się, że już nie mamy po co tego czytać. A podejrzewam, że będzie jeszcze szybciej...
Ostatnia choć równie ważna sprawa to nowości w dziale bonusy w postaci dwóch świeżych tapetek. Michu jest autorem zdjęć które potem mniej lub bardzie umiejętnie katowałem w fotoszopie i z pewną nieśmiałością zachęcamy Was do rzucenia na nie okiem a najlepiej do wrzucenia ich na pulpity. Michu zdjęć zrobił więcej więc jeśli te Wam nie przypasują lub po prostu opatrzą to za chwilę lub trzy powinny się pojawić kolejne.
To by było na tyle i mam nadzieję, że kolejny wpis będzie bardziej notką niż jakąś kompilacją newsów i raportem z pola walki o wolną chwilę dla bloga. Mam nadzieję, że choć momentami wygranej :)
Etykiety:
ładne,
Michu,
nowości GW,
z życia for
piątek, 22 lipca 2011
Krwawe Wizje
Nie da się ukryć, że pomimo bliskości ETC (czyli Mistrzostw Świata w Okrągłych Podstawkach) oraz naszych polskich dużych turnieji to jednak tak czuć atmosferę sezonu ogórkowego. Fora wymarłe, jakikolwiek flejm to marzenie ściętej głowy –słowem nuda. I ile razy ostatnio siadam do napisania jakiejś notki to stwierdzam, że eee dziś nie - może jutro. Albo najlepiej od razu pojutrze. Jak by te dwa dni miały przynieść jakąś Apokalipsę dającą morze nowych tematów.
Skoro już padło słowo Apokalipsa a już za tydzień i trochę odbędzie się warszawski master czyli Syrenka Zagłady naszło mnie parę chorych wizji przy okazji składania własnej rozpiski (Lostów dla odmiany ;) ). Pierwsza z tych wizji to armia Demonów zainspirowana przez Michałku i jego miłość do dużych demonów z jeszcze większymi siekierami. Oto i festiwal wielkich toporów:
Angron (tak Ten Angron – primarch znaczy się – zasady z White Dwarfa są tutaj)
i jego obstawa czyli dwa Bloodthirstery.
Mr 888
I tyle leterów ile wlezie czyli 13.
Ta dam!!!
Czy to jest grywalne?
Mam poważne wątpliwości.
Czy to jest legalne?
Mam wątpliwości (głównie za sprawą precyzji opisu zasad Angrona – zakładam że szef legionu to jednak z HQ wchodzi a nie z np. heavy ale pewności nie mam).
Ale o Khornie! O Khornie, jakie to jest krrrwwwaaaawe.
I siekierzaste ;)
Natomiast drugą wizją jaka mi chodziła po głowie to wystawienie tego:
Czyli Khornowego Lord of Battle. 750 punktów, 5 placków z battle cannona, 5 punktów struktury garść ataków z Titan Close Combat Weapon (cokolwiek to oznacza) oraz tabelka szaleństwa podobna do tej od chaosowego dreda. Nie ma chyba lepszego sposobu by się prosić o kłopoty. A jak to wybuchnie to lepiej być na sąsiednim stole – 6d6” zasięgu oraz siła D sprawiają, że egzystencja wielu modeli się kończy w sposób drastyczny. Gdyby była pewność, że jego żywot zawsze się kończy taką właśnie Apokaliptyczną eksplozją to jednym z sensowniejszych zastosowań tego modelu byłoby gnanie nim do strefy przeciwnika trzymając resztę armii w rezerwach by wejść nimi już na czysty stół i tylko zająć znaczniki.
Jak widać pomimo, że lato nas nie rozpieszcza moje szare komórki i tak się grzeją i co gorsza zmieniają kolor na czerwony. Mam nadzieję, że to jedynie czasowe i Syrenka zadziała jak wentyl bezpieczeństwa. A póki co wracam do składania mutantów zarazy. Może zgniło zielony dostarczy choć trochę ulgi… ;)
A może wręcz przeciwnie...
Etykiety:
apokalipsa,
ładne
poniedziałek, 30 maja 2011
Kilka tysięcy słów o Warlordzie.
Chciałem to wrzucić jeszcze przed wyjazdem do Olsztyna na Battle Canona ale za sprawą głównie mojego lenistwa to się nie udało. Jednak teraz nadrabiam tą zaległość i wrzucam kolejne zdjęcia tytanów. Stali bywalcy tego bloga dobrze znają moją słabość do "większych" braci dredów więc mogli się spodziewać tego typu notki. Zwłaszcza, że od dłuższej chwili nic takiego się nie pojawiło i choć może nie była to cisza przed burzą to jednak i tak warto zerknąć.
Oki nie przedłużam i prezentuję kilka tysięcy słów z Warlordem w roli głównej choć nie tylko.
Etykiety:
ładne
niedziela, 17 kwietnia 2011
Krótka notka o nienawiści...
… do malowania figur. No oki, może nienawiść to za mocne słowo ale mam wrażenie, że taka na przykład „niechęć” do nie końca oddaje co mi w duszy gra na widok pędzelka. I farbek. I całej reszty tego ekwipunku. Nie zmienia to jednak faktu, że wolę grać, czymś co ma farbę na sobie a nie tylko podkład, plastikowy i poobijany. I umiem docenić kiedy ktoś ma ładnie maźniętą, armię i widać czas który w nią włożył. Jestem zatem świadom tego aspektu hobby i choć lubię raz na jakiś czas sobie coś skonwertować to jednak samo malowanie jest dla mnie niczym wejście do krainy Freddiego Krugera.
Albo Cenobitów.
Jednak niestety nie da się tego uniknąć i raz na jakiś czas trzeba sięgnąć po pędzelek. I zauważyłem, że ten cykl u mnie jakoś tak ostatnio zaczął się pokrywać z Drużynowymi Mistrzostwami Polski. Na zeszłoroczne pomalowałem, wcześniej jedynie sklejonych, Lostów. I co prawda przez rok który minął od tej imprezy parę rzeczy jeszcze popaćkałem to jednak te początkowe przygotowania, pewnie za sprawą swoje skali, najbardziej się wbiły mi w pamięć. A w tym roku chociaż w związku z planami urlopowymi do Syreniego Grodu się nie udaję to i tak maluje modele na tą imprezę i to do tych samych Lostów. A to dzięki Michałku któremu obiecałem pożyczyć armię.
I w sumie pomimo mojego podejścia do zagadnienia to jestem mu wdzięczny za mobilizację. Bo malowanie armii to nie jest kwestia chęci czy ich braku albo tym bardziej umiejętności lub innego talentu a jedynie mobilizacji. Jeśli ta występuje to mieć pomalowaną armię na poziomie tzw. tabletop to nie jest Tzeentch wie jaki problem. Aktualne udogodnienia w postaci aeorgrafu czy innych washy sprawiają, że czas potrzebny na osiągnięcie masterowej wystawialności modelu uległ sporej redukcji. Zatem jeśli komuś się uda z siebie wykrzesać choć trochę ochoty nic nie stoi na przeszkodzie by w miarę szybko i bezboleśnie skompletować zbiór modeli który nie zostanie wykreślony przez sędziego na takiej np. Wojnie Światów ;).
I szczerze mówiąc, mam nadzieję, że na imprezie która ma zarówno wyrazy Mistrzostwa i Polski w swojej nazwie, wymóg malowania zostanie potraktowany stosownie do jej rangi. Bo po Wojnie widać, że wśród graczy jest akceptacja dla poważnego traktowania tego warunku zabawy, a skorzystamy na tym wszyscy – będziemy bowiem mieli ładniejsze stoły i bitwy zyskają na walorze estetycznym. Bo jeśli coś w tym hobby budzi w mnie większą „nienawiść” niż malowanie figur to właśnie ich nie pomalowanie.
Etykiety:
ładne,
myśli ulotne,
scena turniejowa
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Waaagh painting - czyli mała rewizja historii
Nie ukrywam, że jak dodawałem do tej notki taga "ładne", jako podstawowe oznaczenie tematyki malarskiej na tym blogu trochę dziwnie się czułem. Ale natychmiastowe kliknięcie "humor" trochę rozwiało to poczucie. Drodzy czytelnicy macie wyjątkową okazję zabawić się w sędziów malarskich i choć ktoś może powiedzieć, że jest to zdecydowanie level pre Golden Deamon to recenzje Micha przybliżają takie a nie inne wybory artystyczne twórców.Nadaje Michu. Można malować dobrze, można malować szybko. Wielu osobom udaje się, w domowym zaciszu, połączyć te dwie rzeczy znakomicie. Co jednak powstanie, gdy dodamy to tego: aspekt rywalizacji, marne oświetlenie, predefiniowany zestaw kolorów, kibiców obydwu płci oraz konkurs szybkiego picia piwa? Kto był na 3City Herezji miał szansę się przekonać, dzięki staraniom Pająka i pozostałej trójmiejskiej ekipy. A jeśli Was tam zabrakło - nic straconego. W ramach odskoczni od poważnego ostatnio wydźwięku blogu - speed painting.
Ork nr 1 - „skromność wyrazu i klasyczne kolory”
Konkurencji na afterku było sporo, ale jedna wyróżniała się materialnym rezultatem - speed painting. Jakiś czas temu poprosiłem o zdjęcia wspaniałych dzieł, stworzonych owej pamiętnej nocy. Pająk, jako człowiek zabiegany, nie za bardzo miał czas je wykonać, więc wybrnął w całkiem sprytny sposób - przekazał mi je na jednym z turniejów. Pech chciał, że pudełko z Drop Podem, w które je zapakowałem, leżało nieużywane na półce i dopiero u schyłku minionego roku odkryłem zachomikowane orcze skarby - cztery orki, każdy na swój sposób unikalny i piękny - na orkowy sposób.
Proponuję zatem małą zabawę w Jury - nie powiem, kto malował poszczególne modele, a na dole znajdziecie ankietę, gdzie możecie zagłosować sami. Spróbuję również obiektywnie opisać zalety i wady poszczególnych stylów malowania. I tym razem Miszczu nie będzie miał okazji mamić sędziów laurkami :)
Zaczynamy od modelu Orka nr 1. Na pochwałę zasługuje klasyczna paleta barw. Autor uniknął pokusy wykorzystania dostępnych krzykliwych kolorów i skoncentrował się na realistycznym odwzorowaniu orczej fizis. Pragnę też zwrócić Państwa uwagę na kreatywne wykorzystanie surowych, plastikowych powierzchni. Chociaż to ostatnie może razić, jako zbyt nachalne odwołanie do gustów plebsu, gremialnie hołdującego temu stylowi malowania. Z wad można jeszcze wymienić jedną - malarz wyjechał nieco zielonym na broń.
Ork nr 2 - „braveheart”
Drugi z przedstawianych tu kandydatów jest również oszczędny w barwach i trzyma ziemistą, gotycką kolorystykę, Błotne akcenty na twarzy i broni doskonale odzwierciedlają barbarzyńską naturę orczej rasy. Niebieskie akcenty przywodzą z kolei na myśl szkockich bersekerów z filmu z Melem G.. Wrażenie potęgują jeszcze niezbyt rozrzutne ale jakże silne w wyrazie akcenty jasnego różu. Kolor ów potęguje aurę tajemniczości owiewająca ten jakże piękny przykład prawdziwie orkowej techniki malowania. Niestety, pogoń za stylem odbiła się w niezbyt wysokiej dbałości o szczegóły. Można dopatrzyć się licznych uogólnień w oddaniu detali modelu.
Ork nr 3 - „agresywna ekspresja”
W trzecim z modeli autor doskonale uchwycił agresywną ekspresję wojowniczego pamperka. Podkreślają to odważne rozbryzgi różowej farby zdobiące nie tylko samą sylwetkę ale i podstawkę, co jest nowością w naszym zestawieniu. Ciekawą techniką tutaj zastosowaną jest "malowanie statystyczne" - zgadzają się użyte kolory i wielkość powierzchni nimi pokrytych ale tylko dla całego modelu. Każda płaszczyzna wydaje się losowo pokryta plamami - można nawet zaryzykwać, stwierdzenie, że wzór jest chaotyczny (odpowiednie instytucje zostały powiadomione).
Ork nr 4 - „miss Piggy i chorągiewka”
Czwarty kandydat to pełna opcja. Kolory śmiałe, a nawet wyzywające. Róż użyty niemal bez żadnych oporów. Tutaj również pomalowana jest podstawka, a tonacja jest spójna z resztą modelu. Ciekawa koncepcja to brąz orczej twarzy, co może razić purystów. Jednak tym, co wyróżnia się zdecydowanie jest konwersja - mamy tu rażnie i wesoło powiewający sztandar! Niemała innowacja. Jedyną wadą prezentowanego tutaj stylu malowania jest zbytnia wyrazistość, co może zniechęcać bardziej gotycko-mroczną część publiki.
Zachęcam zatem do głosowania - na końcu poproszę o zidentyfikowanie modeli i zobaczymy zrewidowane wyniki. Kto wie, może któraś z prezentowanych technik malarskich zagości na stałe na turniejowych stołach :)
niedziela, 16 stycznia 2011
Znowu tytan!
Newsem na czasie, są na pewno nowe FAQ'i popełnione przez Games Workshop zwłaszcza te do Dark Angeli oraz Black Templarów. Dzięki nim te armie dostają "nowe" znaczy się już kilkuletnie zabawki pochodzące z kodeksu Space Marines jak np. tarcze z 3+ inva czy dwu strzałowe cyklony. Jestem bardzo ciekaw jak się to przełoży na scenę turniejową i czy będziemy mogli pograć przeciw innym marinsom niż tylko wilki i krwawe aniołki. Pożyjemy zobaczymy a póki co cieszmy się możliwością knucia nad nowymi rozpiskami. Osobiście dostając te FAQ'i poczułem się jakbym dostał dwa nowe kodeksy. I to naraz.
Natomiast jakby kogoś już zmęczyło wymyślanie nowych rozpisek to zapraszam do tego linka dla odstresowania. A poniżej próbka tego co można tam znaleźć:
Kolejny Warlord Tytan czyli coś do czego swojej słabości nigdy na tym blogu nie ukrywałem (a w sumie to wręcz przeciwnie). Ale ten jest dla mnie o tyle trudny w odbiorze bo o ile mi się straszliwie podoba detal na tym modelu: te mostki wokół luf, ta bitwa tocząca się na nogach i masa innych smaczków to jednak sama bryła przypomina mi te szalone designy z początków 40ki czy Epica. I ten oldskul, dla mnie przynajmniej, tak średnio się broni, ale najlepiej zrobicie oceniając to sami.
Natomiast jakby kogoś już zmęczyło wymyślanie nowych rozpisek to zapraszam do tego linka dla odstresowania. A poniżej próbka tego co można tam znaleźć:
Kolejny Warlord Tytan czyli coś do czego swojej słabości nigdy na tym blogu nie ukrywałem (a w sumie to wręcz przeciwnie). Ale ten jest dla mnie o tyle trudny w odbiorze bo o ile mi się straszliwie podoba detal na tym modelu: te mostki wokół luf, ta bitwa tocząca się na nogach i masa innych smaczków to jednak sama bryła przypomina mi te szalone designy z początków 40ki czy Epica. I ten oldskul, dla mnie przynajmniej, tak średnio się broni, ale najlepiej zrobicie oceniając to sami.
Etykiety:
ładne,
nowości GW,
scena turniejowa,
ukochana firma
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Zagubiony w sieci
Przy okazji ostatniego spotkania z Michem tak mu wierciłem dziurę w brzuchu, że dawno tutaj nic nie napisał, iż prawie miałem następnego ranka wyrzuty sumienia. Prawie ;). Jak się jednak okazuje moje działanie choć wątpliwe moralnie okazało się całkiem skuteczne.
Przyznam się bez bicia, że kiedy jeszcze przed przeczytaniem tekstu zobaczyłem obrazki do niego dołączone nie umiałem rozkminić zawartości pliku .doc. Jednak kiedy już go otworzyłem pomyślałem. "Ale urwał!! Tyle lat istnienia bloga i nigdy tu się nic o tym nie pokazało choć już dawno powinno. Wreszcie ktoś pomyślał" O czym? Zapraszam do lektury.
Nadaje Michu. I od razu rozpoczynam wyznaniem - lubię komiksy sieciowe. Myślę, że zajmują mi nieco więcej czasu niż powinny, a dodatkowo mam głupi zwyczaj czytania ich od początku za każdym razem, gdy sobie o jakimś przypomnę. Pół biedy, gdy jest to kilkadziesiąt paneli, bywa znacznie gorzej - niedawno straciłem pół dnia na Order of the Stick. Pośród komiksów, na które natknałem się przez lata, wiele umarło śmiercią naturalną. I nic dziwnego. Tak w sieci bywa. Ale komiksy oparte na świecie GW mają jakby swoje własne problemy.
Jednym z nich jest niestety infantylność, a komiks "Dredd907" bardzo ładnie obrazuje to zagadnienie. I nawet jeśli towarzyszy jej fantastycznie klimatyczna grafika, patrz Immortal Enemies, to jest to nieco ponad moje siły.
Kolejnym problemem jest GW. Panowie czerpią strategie marketingowe wprost z wymiaru X (pamętacie Żółwie Ninja?) i niejeden komiks miał problemy z działem prawnym z Nottingham - moim zdaniem Golden Throne stracił wiele ze swojego uroku od kiedy GW zaczeło nalegać na spuszczenie z tonu. Chociaż, trzeba przyznać, że seria "10 najgorszych rzeczy w pracy dla GW" mogła wywołać zaniepokojenie akcjonariuszy - w oczy kole ponoć najbardziej prawda... Nie jest też do końca jasny udział naszej kochanej firmy w zamknięciu najdłużej bodaj działającego komiksu wh40k czyli Turn Signals On A Land Raider. Chociaż złośliwi mogliby zauważyć, że dobre dowcipy skończyły im się już sporo wcześniej...
Ostatnią rzeczą, z jaką borykają się komiksy, są ataki kosmicznych piratów. Niestety. Najpierw zaatakowali The Secret Lives of Mobs (bardziej fantasy ale zacność) a ostatnio również Gone to Ground. GtG mimo że kanadyjski to jednak miał szansę się rozkręcić, a tu nagle przykra niespodzianka - panowie faktycznie poszukali covera. Nie liczę za bardzo, że wróci, gdyż szczerze mówiąc o zniknięcie podejrzewam raczej spadek zapału niż kosmicznych piratów. Choroba jest powszechna. Patrząc na ilość aktualizacji powstałego na rpg-owej bazie komiksu Servants of the Imperium, "sticky figures" znikną ze świata czterdziestki już wkrótce.
Ale w całym tym biadoleniu jedna rzecz jest pozytywna. Udało mi się na fali poźno-jesiennej nostalgii znaleźć archiwum komiksu, nomen omen - "Lost in Space". Cieszyłem się niezmiernie. Uważam, że był to jeden z lepszych przejawów fanowskiej twórczości obrazkowej.
Niniejszym dzielę się z Wami znalezionym archiwum - ca. 30 megową paczkę znajdziecie pod adresem: http://earthisflat.net/download/lost_in_space.zip. W środku oprócz komiksu trochę szkiców itp. Miłego czytania :)
P.S. Może ktoś z Was ma zarchiwizowany The Secret Lives of Mobs?
P.P.S. Jak ktoś ma linka do dobrego komiksu wh40k niech się podzieli, już wszystko przeczytałem :)
Etykiety:
ładne,
Michu,
twórczość fanowska
czwartek, 4 listopada 2010
Warlord titan. Kolejny.
Mam taką praktykę, że kiedy nie do końca umiem sklecić sensowną notkę a czuję potrzebę wrzucenia czegoś na bloga to szukam zdjęć tytanów. Nie do końca wiem na ile Wy, drodzy czytelnicy, jesteście zainteresowani tym tematem ale przynajmniej ja mam pretekst by bez większej refleksji poklikać sobie po google images a potem po różnych forach w poszukiwaniu ładnych obrazków.
Dziś trafiłem na temat na dakka o dosyć wymownym tytule "Scratchbuilt Warlord Titans" (polecam zajrzeć w ramach ciekawostki) i tam właśnie znalazłem pewne - chciałoby się powiedzieć cudeńko - gdyby nie gabaryty. Tak zatem mamy cudo, warte kilku tysięcy słów czyli zapraszam na kilku zdjęć:
Jak by ktoś chciał więcej to pod tym adresem znajduje się making-of który IMO warto zobaczyć. A tu jeszcze kolejny tysiąc słów na temat skali:
Dla mnie osobiście mega inspirujące. Nawet niekoniecznie by od razu się rzucać na aż tak głęboką wodę ale by jednak znowu pokombinować nad czymś fajnym pod kątem apokalipsy.
Idę zatem knuć.
Dziś trafiłem na temat na dakka o dosyć wymownym tytule "Scratchbuilt Warlord Titans" (polecam zajrzeć w ramach ciekawostki) i tam właśnie znalazłem pewne - chciałoby się powiedzieć cudeńko - gdyby nie gabaryty. Tak zatem mamy cudo, warte kilku tysięcy słów czyli zapraszam na kilku zdjęć:
Jak by ktoś chciał więcej to pod tym adresem znajduje się making-of który IMO warto zobaczyć. A tu jeszcze kolejny tysiąc słów na temat skali:
Dla mnie osobiście mega inspirujące. Nawet niekoniecznie by od razu się rzucać na aż tak głęboką wodę ale by jednak znowu pokombinować nad czymś fajnym pod kątem apokalipsy.
Idę zatem knuć.
Etykiety:
apokalipsa,
ładne
środa, 25 sierpnia 2010
Zbrukany chaosem
Michu atakuje łamy z24" ponownie. Dziś nadaje o związku między wewnętrznym ja a figurkami i na ile świadome są niektóre wybory kolorów w takcie malowania. Acha i w pewnym momencie pojawia się sformułowanie "karta pojazdu". Dla tych którzy nie wiedzą czemu wyginęły dinozaury to termin ten pochodzi jeszcze z drugiej edycji. Wtedy każdy pojazd miał swój prywatny kartonik format A6 (chyba) na którym znajdował się jego pełen opis.Nadaje Michu. Od jakiegoś czasu buduje i gram armią Blood Angels. Palę i karzę heretyków na chwałę Imperatora. Jednak w tym sielankowym (dla mnie, nie dla heretyków) obrazku są pewne rysy...
Pierwszy Trej zauważył, że gdyby nie wiedział lepiej, pomyślałby że zrobiłem armię przed-herezyjnych Thousand Sons. Nie przejąłem się wtedy zbytnio. W końcu od ciągłego czytania Black Library każdemu może wzrok szwankować a nadmierna ilość wchłoniętego fluffu powoduje halucynacje i inne choroby (patrz „Pamiętnik Młodego Archona” oraz „Teatrzyk Różowy Juggernaut”). Jednak parę tygodni później na turniej w Poznaniu przyjechał dawno nie widziany kolega z Kościana (pozdro) i powitał mnie słowami „O! Widzę , że nadal grasz chaosem”. Co gorsza, w miarę postępów malarsko/modelarskich sytuacja staje się coraz gorsza. Nie wiem czy nie znalazłoby się paru, szczególnie spośród młodszych graczy, którzy byliby się w stanie założyć, że grali z chaosem... Może coś w w tym jednak jest - oceńcie sami:
Rzut oka na moją armię Blood Angels - ja tam żadnych macek nie widzę...
Przyjrzawszy się swojej armii, zacząłem powątpiewać w zaufanie, jakim dotychczas darzyłem swój pędzel. Figurki są czerwone jak przystało na BA i kapią od złoceń, gdyż zgodnie z fluffem to właśnie synowie Sanguiniusa najbardziej spośród wszystkich zakonów zdobią swój sprzęt. Ale koniec końców wyszli poplecznicy Magnusa. Tylko macek brak. Zatem może dążyłem do tego efektu zupełnie nieświadomie, może uległem podszeptom bytów warpu... tak jak wówczas, dawno temu, gdy po pomalowaniu Exorcysty do WH (nigdy nie skończyłem tej armii) wyszło coś takiego:
Nigdy nie doszedłem dlaczego to zrobiłem...
Diagnoza? Zbrukanie Chaosem. CSM to moja pierwsza armia. I jedyna przez prawie trzy edycje. Chociaż próbowałem inaczej. W trzeciej skok w bok z Kosmicznymi Elfami - ale wszyscy wiemy dla kogo są Eldarzy. W czwartej krótki romans z łowcami czarownic ale mroczne siły nie wypuściły mnie ze swoich szponów, dając subtelne znaki do powrotu - patrz wspomniany Exorcysta i w rezultacie stałem się na długi czas Lost and Damned. Pod koniec edycji cios poniżej pasa w postaci nowego podręcznika. Na szczęście po krótkim czasie wyszły demony i znowu mogłem siać zamęt i zniszczenie. I wreszcie piąta edycja i próbuje znowu - Blood Angels. Tym razem mam zamiar ich skończyć ale jak widać w głębi mojego jestestwa nadal panuje chaos... Zwracam się zatem z gorącym apelem: jeśli będziesz grał ze mną na turnieju i jesteś prawdziwym sługą imperatora - podłóż się. Każde zwycięstwo jakie odniosę oddala widmo chaosu i daje nadzieje kolejnym figurkom na uniknięcie macek. Przyjmę też piwo ;)
Coś mi się wydaje, że kolejne modele BA coraz bardziej odbiegają od wizji Codex Astartes... Swoją drogą - mój pierwszy model do 40k. Mam jeszcze kartę pojazdu do niego.
Ciekaw jestem czy również Wy, drodzy Czytelnicy, macie podobne spostrzeżenia? Czy zdarzyło wam się odnajdywać podobieństwa we wszystkich waszych armiach? A może jest wręcz przeciwnie - nowa armia to odskocznia od dotychczasowego schematu. Może wyjściem jest rozdzielenie „wyglądu” od „funkcji” w postaci armii „count as” a'la Perzan? Tym optymistycznym akcentem dziękuje za uwagę, zapraszając jednocześnie do komentowania.
wtorek, 29 czerwca 2010
O Mechanicusach i nie tylko z Perzanem. Czyli wywiad hobbystyczny....
.... a w tle tytany, tytany, tytany.
Jak się część z Was orientuje ostatnio sporo czasu spędzam w Trójmieście i siłą rzeczy zacieśniają się moje więzy z Słoną Sceną 40ki ;). I ponieważ mam okazję poza wszystkimi innymi przezacnymi personami spotykać się między innymi z tegorocznym zwycięzcą młotka w kategorii Twórczość fanowska czyli Perzanem olśniło mnie, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Taaaa-daaaammm. Koncepcja wydala mi się zacna ponieważ Perzan nie tylko wyleczył kilka osób z pomysłu robienia własnego podejścia do Mechanicusów (w tym i mnie) ale również zawodowo zajmuje się robieniem armii i modeli pracując w Micro Art Studio. Żal nie skorzystać z okazji i nie spytać o to i owo. Zwłaszcza, że dotychczas opublikowane wywiady spotkały się z sporym zainteresowaniem. I choć ten jest o trochę innym aspekcie hobby to tematyka nadal jest wybitnie ciekawa, no i te linki...
Twoje początki z Wh40k - kiedy zacząłeś grać jaką armią i dlaczego akurat tą?
Jak się część z Was orientuje ostatnio sporo czasu spędzam w Trójmieście i siłą rzeczy zacieśniają się moje więzy z Słoną Sceną 40ki ;). I ponieważ mam okazję poza wszystkimi innymi przezacnymi personami spotykać się między innymi z tegorocznym zwycięzcą młotka w kategorii Twórczość fanowska czyli Perzanem olśniło mnie, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Taaaa-daaaammm. Koncepcja wydala mi się zacna ponieważ Perzan nie tylko wyleczył kilka osób z pomysłu robienia własnego podejścia do Mechanicusów (w tym i mnie) ale również zawodowo zajmuje się robieniem armii i modeli pracując w Micro Art Studio. Żal nie skorzystać z okazji i nie spytać o to i owo. Zwłaszcza, że dotychczas opublikowane wywiady spotkały się z sporym zainteresowaniem. I choć ten jest o trochę innym aspekcie hobby to tematyka nadal jest wybitnie ciekawa, no i te linki...
Okładka jednego z nr Firebase'a. Można dostrzec dość czytelną inspirację.
Twoje początki z Wh40k - kiedy zacząłeś grać jaką armią i dlaczego akurat tą?
Moje pierwsze spotkanie z bitewniakami w ogóle a z 40ką w szczególności odbyło się na dywanie u mojego kuzyna, Kacpra, gdzie przeglądałem jego White Dwarfa i oglądałem jego krasnale i wysokie elfy jego brata. W którymś miejscu White Dwarfa natknąłem się na rozkładówkę, gdzie drugoedycyjni Ultramarinsi odpierali bohatersko szturm Eldarów (albo odwrotnie) na zielonych polach jako żywo przeniesionych z Irlandii. Podobno powiedziałem wtedy coś w stylu "jakie to głupie, przyszłość a oni walczą na miecze... Ale ci z białymi głowami i piąchami w pasy wyglądają fajnie.
Na imieniny w 1998 dostałem od Kacpra swoja pierwszą figurkę, Terminatora Deathwingu z Assault Cannonem. Pomalowałem go na czarno ("bo czarny jest cool") farbkami emaliowymi Humbrola. Boże, ale był po tym brzydki.Jaka byla Twoja pierwsza konwersja i kiedy ją wykonałeś?
Pierwszą konwersją było przemalowanie II wojennej Pantery w barwy Dark Angelsów i przyczepienie jej dwóch połówek długopisu jako twin-linkowanych lascannonów. Próbowałem wystawiać ją jako Razorbacka. Wiecie jakie to bydle jest duże w skali 1:35?
Pierwszą poważną próbą było zbudowanie od podstaw wyrzutni do Whirlwinda ze styropianu oklejonego papierem. No i Marine trzymający głowę Orka za kitę w ręce. Któż go nie zrobił w tamtych czasach?Kiedy i w jakich okolicznościach 40kowe modelarstwo z "tylko" hobby przerodziło się w prace?
Dość wcześnie wpadłem na pomysł że mogę malować innym dzieciakom figurki bohaterów za pieniądze. Pomalowałem tak jednego goblina i jednego krasnoluda. Plastikowych, jednoczęściowych. Pierwszą kaskę za swój oddział zrobiony specjalnie na sprzedaż dostałem jakoś tak po pierwszym roku studiów. Było to 10 mutantów do LatD, sprzedali się jakoś tak za 70 dolców.Czy po pracy w studiu dłubanie przy własnych figurach daje jeszcze tyle satysfakcji co kiedyś, gdy to była wyłącznie zajawka?
Ehh... Swoje modele dają mnóstwo satysfakcji, problem jest taki że po powrocie do domu już mi się nie chce brać nożyka ani pędzelka do ręki, więc swoje modele robię niejako w godzinach pracy. A kto nie pracuje ten nie je...
No i inna kwestia - miałem zajawkę na Orki parę lat temu. Zrobiłem sobie oddział, ciężarówkę, wycackałem ich na maksa. Zacząłem budować 6 pojazdów, 2 warbossów, nakupiłem i posklejałem ze 100 modeli... I co? Zgłasza się klient który chciałby zrobić Orki wzorowane na Kriegach. Wow, super! Robię mu armię i po tym nie mam już ochoty robić sobie orków.W wielu twoich modelach czy wręcz armiach widać fascynacje Adeptus Mechanicus - dlaczego właśnie oni?
Głównie dlatego, że nie ma do nich modeli, a szkice są głównie Blanche'a - dość dowolne. Po za tym zawsze chciałem być cyborgiem. Adeptusi są dziwni, pełni sprzeczności i niedopowiedzeń. Budują wszystko co Imperium potrzebuje, ale też na pewno setki rzeczy które tylko mają dowieść jakiejś teorii lub tylko posłużyć do wykonania jednego zadania. Skupiają największych wizjonerów i wtórnych wyrobników. Modyfikują jednostki do pełnienia określonych funkcji, dodając lub odejmując. Według jakiego klucza? Prowadzą zakrojone na skalę całych układów gwiezdnych ekspedycje, mają własne floty, a jednocześnie przez kilka wieków debatują czy dany pomysł jest zgodny z ich credo. Wszystko to i wiele więcej.Czy poza AM jest w 40 millenium jakaś frakcja która Ciebie fascynuje i której chciałbyś poświęcić czas i ją odpicować?
Orki w klimacie piratów - Freebootaz!. Poza tym Latający Cyrk Monty Goblina, czyli armia Goblinów używająca jakiegoś kodeksu gdzie można wystawiac dużo małych i większych samolocików - mam 12 samolocików i goblina z lunetą w sterowcu - co z tego będzie?Pytanie którego nie mogło zabraknąć: metale czy plastiki? Ale z uzasadnieniem :)
All the way plastiki. Lżejsze, łatwiejsze do cięcia i sklejania, łatwiej się magnetyzuje, oraz w dzisiejszych czasach maja już lepszy detal niż metale. Poza tym odlewnicy by GW totalnie paprają robotę - modele mają wąsy w losowych miejscach i czyszczenie ich to koszmar. No i najważniejsze dla gracza - farba nie odpryskuje jak figurka się o coś otrze!Jak oceniasz na ile ważny w branży w której działasz ważny jest talent a na ile "chęć szczera" i po prostu wytrwałość?
10-20% talent i 80-90% wytrwałość. Jeśli ktoś ma talent to da mu to jedynie to że chętniej będzie malował na początku (bo mu będzie lepiej wychodziło). Wystarczy determinacja i samokształcenie (polecam sekcję artykułów z CMON) - czytać i od razu próbować to namalować. Codziennie spędzić godzinkę z pędzlem w ręku - sprawność motoryczna i pamięć ruchowa jest ważna. Starać się przez co najmniej pół roku każdą figurkę pomalować lepiej niż poprzednią. Chować swoje poprzednie figurki i wyciągnąć je dopiero po pomalowaniu kilku kolejnych modeli. Obiektywna ocena różnic i postępu.Jak oceniasz digtalizacje procesu rzeźbienia i coraz większy udział w procesie tworzenia nowych modeli komputerów i drukarek 3d?
Jest to kolejne narzędzie do wykorzystania. Jak na razie prawie każda technologia odlewania 3d zostawia linie, ale jakość jest coraz lepsza. To co GW robi z plastikami jest fenomenalne.
Prawda jest taka że wyrzeźbienie jednego karabinu (czy dowolnego innego niewielkiego detalu technicznego) ręcznie zajmuje około 10 godzin. A są to bardzo proste kształty na kompie. Z drugiej strony, realistyczna twarz ma pizdyliard poligonów. A wprawnemu rzeźbiarzowi zajmuje maksymalnie 30 minut.
Uważam że jest to kolejne narzędzie do wykorzystywania. Nie korzystanie z niego jest jak jedzenie zupy widelcem. Trzeba jednak pamiętać że czasem może to być barszcz i łatwiej go wysiorbać.Czy z punktu widzenia profesjonalnego malarza Polska to jakikolwiek rynek, czy jednak liczy się tylko tzw. zachód?
Hmm... Janek twierdzi że podobno malowaliśmy jakąś armię dla Polaka lub dwóch. Ja robię kilka armii rocznie i najbliższy Polaka był Niemiec mieszkający w Szczecinie. Oceńcie sami ;)Z realizacji jakiego zlecenia jesteś szczególnie dumny?
Kriegowe Orki oraz szarzy Eldarzy po równo, z różnych powodów. Orki były totalną samowolką, sugerowałem coś i dostawałem "OK", rzeźbiłem coś i było "cool", malowałem jak chciałem i było "wonderful" Zrobiłem coś co sam chciałem, wyszło zarąbiście i jeszcze klient był zadowolony.
Zielona galeria.
Eldarów z kolei poprzedziło 30 telefonów i 100 maili ze Stanów uzgadniających każdy szczegół. Jednego Falcona przemalowywałem 3 razy. Poprawek i kręcenia nosem było co niemiara. Rezultat końcowy jest jednak chyba najlepszą armią jaką zrobiłem. No i robię ją dalej :). Zmieniła właściciela, a nowy zażyczył sobie najpierw troopsów, a potem tytanów.
Szara galeria 1
Szara galeria 2
Szare tytanyCzy planujesz nowe modele do Brotherhood of Iron? A może coś zupełnie nowego?
Pewnie, chcę rozszerzać tą linię. Dostałem kilka sugestii od fanów modeli, ale wszystkie czekają na lepsze czasy - robiąc Iron Brotherhood odwlekam sobie wypłatę... Na pewno chcę zrobić jeszcze ze 2 wersje Stalkera.I na zakończenie może jakaś "złota porada" malarska na poziomie beginer? Żeby było na czasie może odnośnie czołgów.
Czołgi... Nie bać się drybrusha, ale robić go profesjonalnie - duży miękki okrągły pędzel (stary GW "Tank Brush" jest najlepszy, nowy płaski "Drybrush" nadaje się tylko do washowania), i farba wytarta do sucha - tak że pędzel przeciągnięty po palcu ledwo wydobędzie linie papilarne, ale nie zostawi smug.Wielkie dzięki za odpowiedzi i poświęcony czas.
Polecam się na przyszłość ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)