Najpierw te najstarsze. Pamietajace choinke dziadkow, przyniesione 50 lat temu przez Swietego Mikolaja, zdobiace pierwsze wspolne drzewko rodzicow. Brokat sie tu i owdzie osypal, ale za to otulila je niejedna odspiewana wspolnie “Cicha noc”. Co roku obrastaly w kolejne wspomnienia. Przetrwaly niezliczone przeprowadzki, zmiany i kolejne pokolenia ciekawskich malych paluszkow. To jedyni tutaj wspoltowarzysze polskich wigilii mojego dziecinstwa, przypominajacy tak bardzo o tych, za ktorymi tesknie najmocniej. Kiedy wieszam je na choince, prawie czuje pod palcami dotyk tych, ktorzy robili to tyle razy przede mna. Jaka szkoda, ze tylko prawie.
Potem nowsza historia. Skromne bombki z lat 80., z czasow mojego dziecinstwa. I te piekne, otrzymane w prezencie od owczesnej dziewczyny mojego brata – dzis juz bratowej i mamy mojej kochanej bratanicy. Przepiekne szydelkowe ozdoby wykonane przez kogos zaprzyjaznionego. A potem te nasze wspolne. Przywiezione z podrozy poslubnej, kupione na jarmarku swiatecznym w dunskim Tivoli, a nawet te zupelnie zwykle, z Ikei, ale za to zdobiace nasza pierwsza wspolna choinke ladnych juz kilka lat temu.
I wreszcie najnowsze. Dopiero dwie, ale plan jest taki, ze co roku bedziemy jej kupowac wlasna swiateczna ozdobe. Pierwsza dostala juz rok temu, bo przeciez byla z nami, tylko jeszcze nie po tej stronie. Mam zamiar kupowac kolejna na kazde Swieta, a kiedys, jesli zechce, bedzie mogla je zabrac i powiesic na wlasnej choince.
Niewazne, czy sa kolorystycznie spojne i w modnym w tym roku stylu. Najwazniejsze, ze kazda tak wiele znaczy. W moich oczach wszystkie do siebie pasuja.
PL: Ostatnio patrzylam na nasze ozdoby adwentowe i bozonarodzeniowe, kiedy pakowalam je do kartonowego pudla, a pomiedzy mna a pudlem znajdowal sie calkiem spory brzuch. Jakis miesiac pozniej na swiat przyszedl jego lokator.
Czas, jak to ma w zwyczaju, przelecial ze swistem i kartonowe pudlo znow znalazlo sie w moich rekach. Tym razem pomiedzy mna a kartonem znalazl sie bardzo zainteresowany tematem dzidzius, ktory staje juz coraz pewniej na wlasnych nogach, przymierza sie do chodzenia i z predkoscia swiatla dociera wszedzie tam, gdzie chce. Na przyklad do pudla pelnego ozdob.
Z przyjemnoscia donosze, ze pierwsze w zyciu wspolne dekorowanie domu spotkalo sie z aprobata najmlodszego czlonka rodziny (i ze wzruszeniem beznadziejnie zakochanych w nim rodzicow, ale to wiadomo ;)).
EN: The last time I saw our Christmas ornaments, I was putting them away in a carton box. Between the aforementioned box and myself there was a pretty big pregnant tummy. About a month later, the tummy’s inhabitant entered the world.
Time flew by with a whoosh, as time tends to do, and the carton box was in my hands again. This year, between the aforementioned box and myself there was a very interested baby girl, who is becoming a pro at standing up on her own two legs, readying herself for walking, and very quick at getting wherever she pleases – for instance, to a box full of Christmas ornaments.
I’m pleased to announce that our first ever Christmas decorating as a family of three was met with the baby’s approval (and lots of emotions from her helplessly besotted parents, but that goes without saying ;)).
Lussekatter <3
PL: Jesien, prosze panstwa; jesien sie zrobila. Najpierw wrzesien, zloty jak sloik miodu i sierpniowo cieply, a potem nagle powazny i ponury pazdziernik. Moja historyczna niechec do jesieni troche zelzala. Owszem, nadal nie lubie. Teraz wyjscie na spacer wymaga wyczekania chwili bez deszczu (albo chociaz bez ulewy) i zalozenia cieplych ubran. Kolka wozka upanierowane sa piaskiem, a do panierki przyklejaja sie mokre liscie. Ale wiecie co? Tu, gdzie teraz mieszkamy, czuje sie troche jak w Wichrowych Wzgorzach. Jest wyjatkowo pieknie i nastrojowo. Miedzy jednym a drugim deszczem w jesiennych drzewach zawisa mgla. Chodzimy sobie na spacery otulone ta mgla i cisza. Dzidzius, coraz wiekszy i nieustannie bardzo ciekawy swiata, usmiecha sie do mnie zafascynowany, kiedy mokre powietrze dotyka jej buzi. Oglada uwaznie kazde drzewo i kazdy lisc. Chce wyjsc z wozka i wszystkiego dotknac. Nie spieszy sie nam. Zbieramy kolorowe liscie i galazki zrzucone z drzew przez wichury. Ogladamy kasztany. Smiejemy sie, kiedy kwacza kaczki. Mozliwe, ze ta jesien jest ladniejsza niz poprzednie, ale podejrzewam, ze glownie za sprawa pewnego pyzatego Sloneczka, ktore rozjasnia nawet najbardziej deszczowe dni.
EN: Autumn, ladies and gentlemen; autumn has arrived. First September, a golden jar of honey and warmth, and then a serious and stern October. My famous dislike for the season has toned down a bit. Oh, I still don’t like autumn. Now going for a walk requires waiting for a moment without rain (or at least without a downpour) and putting on layers upon layers of warm clothes. The wheels of the pram get caked in sand, with wet leaves clinging for dear life. But you know what? Where we live now feels a bit like Wuthering Heights. It’s very beautiful and moody here. Between one downpour and another, fog descents upon the trees, hanging from their branches. We go for walks, swaddled in the fog and silence. Our baby, bigger every day and always very curious about everything, smiles at me with fascination when the wet air touches her face. She examines every tree and every leaf very carefully. She wants to get out of the stroller and touch everything. We have time. We collect colourful leaves and twigs torn down by harsh winds. We look at chestnuts. We laugh when ducks quack. Perhaps this autumn is nicer than the previous ones, but I suspect it’s because of a certain little Sun that brightens even the rainiest of days.
Zdecydowanie jedno z jej ulubionych zajec / One of her favourite activities :)
Widok z kuchni. Trudno go nie lubic ;) / A view from our kitchen. Would be hard not to like it ;)
Jesien… / Autumn…
A tak bylo w lecie :) / This is what it was like in the summer :)
PL: Mowia, ze jak sie ma dzieci, to dni potrafia sie ciagnac w nieskonczonosc, ale lata przelatuja jak meteory. Czas naprawde mija inaczej, odkad zostalam mama. Kiedy kilka dni temu opisywalam kolejny zmiksowany pieczolowicie przecier dla dziecka, zastanowilam sie przez moment nad data i dotarlo do mnie, ze wlasnie konczy sie sierpien. I w tym momencie, z pojemnikiem jablka z bananem w jednej rece i markerem w drugiej, zobaczylam czas przelatujacy mi przed oczami jak kolorowe obrazki w kalejdoskopie.
Dopiero przeciez byla zima, gole drzewa i mrozny poranek lutowy, kiedy o wschodzie slonca jechalismy do szpitala i pomyslalam, ze ten wschod nad oszronionymi polami zapamietam do konca zycia. I snieg, na ktorym na drugi dzien po powrocie ze szpitala zakochany tatus wielgachnymi literami wypisal imie Malej B. pod kazdym oknem mieszkania. Pierwsze spacery z dzidziusiem zapakowanym w spiwory i czapeczki tak, ze wystawal tylko nosek. I nagle drzewa sie zazielenily i pokryly liscmi, ktore teraz zaczynaja juz zolknac. Bzy zakwitly i przekwitly. Lod na stawie za oknem stopnial, na brzegach wyrosla trawa, wykluly sie i dorosly kaczki. Spacery z zawinietym w spiwor spiacym dzidziusiem w gondoli nagle zamienily sie na wycieczki z siedzaca w spacerowce dziewczynka, ktorej szkoda czasu na sen, bo tyle jest dookola ciekawych rzeczy do obejrzenia i skomentowania. Dzidzius na opakowaniu pieluch w lazience z noworodka nie wiadomo kiedy zamienil sie w naprawde duze dziecko, ktoremu czasem sie przygladam sie z niedowierzaniem – to naprawde nasze pieluchy? To naprawde ja siedze w koleczku innych mam na zajeciach dla niemowlakow, spiewajac “Imse Vimse Spindel” nad radosnie usmiechnieta buzia? Ona naprawde powiedziala “mama”? Czy to mozliwe, ze juz wyrosla z tego ubranka?
Moje dni wprawdzie nie ciagna sie w nieskonczonosc, ale miesiace rzeczywiscie przelatuja tak szybko, ze prawie slysze, jak swiszcze powietrze. I prawie widze kolejne obrazki w kalejdoskopie. Ale nie chce tam jeszcze zagladac. Niech moj dzidzius jeszcze bedzie malutki.
To pisalam ja, sentymentalna matka :)
EN: They say that when you’re a parent, days can be endless, but years fly by like arrows. My sense of time really is different since I became a mum. A few days ago, as I was diligently marking another home-made puré for my baby, I thought about the date for a while and realised that August was almost over. And then, with the apple-and-banana puré in one hand and the pen in the other, I saw time rushing before my eyes like colourful images in a kaleidoscope.
It feels so recent that it was winter, with its leafless trees, and that frosty February morning, when at dawn we were going to the hospital and I thought I’d remember that sunrise over frosty fields for the rest of my life. And the day after we came back, when the smitten daddy wrote Little B.’s name in huge letters in the snow outside so that it was visible from every window. Those first walks with the baby wrapped in winter clothes so that only her nose was sticking out. And then suddenly the trees turned green and leafy and now are turning yellow again. Lilacs blossomed and withered. Ice on the pond outside melted, grass grew on the banks, ducks hatched and grew up. Walks with a bundled up sleeping baby in the pram all of a sudden turned into excursions with a girl sitting in a stroller, too busy taking in and commenting on her surroundings to consider sleeping. The baby on diaper packages in the bathroom has changed from a newborn into a big kid that I sometimes look at in disbelief: is this really our diapers? Is it really me, sitting in the circle of other mums at the baby class, singing “Imse Vimse Spindel” over a happily smiling face? Did she really say “mama”? Can she have outgrown this outfit already?
My days don’t feel endless, but months do fly by so quickly I can almost hear the air buzz. I can almost see the next pictures in the kaleidoscope as well. But I don’t want to look there yet. Let my baby be small a while longer.
Yours sincerely, A Sentimental Mother :)
PL: Kolejny piekny rok za nami; chyba najbardziej niezwykly dotad. Z radoscia czekam na nastepne :)
EN: Another beautiful year in the books; probably the most special of all so far. I’m happily looking forward to more :)
Siodma rocznica / Our seventh anniversary
Rocznice 1 – 6. Sukienka z pierwszej ta sama co na dzisiejszym zdjeciu. Maz tez ten sam. Tylko balkon inny :) / Anniversaries 1 – 6 . The first anniversary dress is the same one as in today’s photo. Same husband as well. Different balcony, though :)
PL: Dopiero co z najwieksza ostroznoscia zapielismy w foteliku samochodowym czlowieczka tak malego, ze niedorzeczne wydawalo sie zapinanie go w czymkolwiek, i rownie ostroznie odjechalismy spod drzwi szpitala, a juz czlowieczek ten skonczyl piec miesiecy. Piec miesiecy! Malo tego: w tym czasie nasz dzidzius urosl, wydoroslal, zrobil sie ogromnie ruchliwy, radosny i lobzerski. Chyba czas wiec na male podsumowanie.
EN: It seems so recent, that day when we oh-so-carefully buckled into the car seat a person so small it felt ridiculous to buckle her into anything, and then equally carefully drove home from hospital, and now this tiny person is already five months old. Five months! And not only that: during that time our baby has grown, matured, and become lively, happy and mischievous. I guess that calls for a short summary.
PL: Piore chrzcielna sukienke. Jest wprawdzie idealnie czysta, ale po ponad trzydziestu pieciu latach oczekiwania w szafie, az znowu bedzie potrzebna, cokolwiek przyzolkla. Ten lekko kremowy kolor dodaje jej powagi, jak siwizna na glowie babci, ktora niejedno przezyla. Nawet troche szkoda sie go pozbywac, mysle sobie z rekami w mydlinach. Z drugiej strony, pranie dziala az milo i przyjemnie widziec sukienke i czapeczke w stanie oryginalnej swietnosci. Sukienka, teraz znowu snieznobiala, jest dluga, duzo dluzsza niz nasz dzidzius, calkiem juz przeciez spory. Bedzie sie ladnie ukladala. Zawsze mi sie takie podobaly i prosze, jest, i to od razu z historia.
Sukienke nasza corka odziedziczyla po swoim tacie, jej pierwotnym uzytkowniku. Zrobila ja jego babcia, ktora naszego dziecka nigdy nie poznala. Minely sie w czasie; reka prababci nigdy nie poglaskala glowki prawnuczki, ale wydziergana przez nia pracowicie czapeczka bedzie mogla jej dotknac. Takie refleksje mnie naszly przy praniu.
Mysle o babci, ktora z miloscia szydelkowala chrzcielne ubranko dla wnuka. Wiem, ze bardzo jej zalezalo, zeby to wlasnie ona mogla to zrobic. Rekami, ktore stopniowo coraz bardziej odmawialy posluszenstwa, az w koncu zupelnie znieruchomialy na wiele lat. Nie poglaskalaby prawnuczki, nawet gdyby jej doczekala. Tylko ta czapeczka…
Babcia pewnie nie wiedziala, ze oto zaczyna tradycje. Ze zona jej wnuka bedzie miala obsesje na punkcie wszystkiego, co ma dusze i historie, i ze kiedy po raz pierwszy zobaczy chrzcielna sukienke, jeszcze przed slubem, postanowi, ze ta albo zadna. Babcia na pewno nie przypuszczala, ze ubranko zrobione w Laponii znajdzie sie dalej, niz ona sama kiedykolwiek sie znalazla. Ze bedzie prane recznie w proszku do bialych tkanin w lazience w Malmö i ze potem odbedzie jeszcze dalsza podroz. Ba! Na pewno nie wpadla na to, ze po drodze sukienka zmieni tez wyznanie. Naprawde interesujace zycie ma to ubranko. Ciekawe, co je jeszcze czeka w przyszlosci. Troche mi zal, ze nie poznam calej jego historii. Ale moze powinno mi wystarczyc, ze w ogole sie w niej znalazlam.
EN: I’m washing a baptismal gown. It’s perfectly clean, but, after over thirty-five years of waiting on a shelf until its services would be required again, it has yellowed a bit. The colour makes it look more respectable, like grey hair on the head of a granny who has been through a lot. “It’s a bit of a shame to get rid of it”, it occurs to me, as I move it around in the soapy water. At the same time, the washing is working like a charm and it’s nice to see the gown and the bonnet restored to their original greatness. The gown, now snow-white again, is long, much longer than our baby, who is pretty big by now. It will have a nice flow to it. I’ve always liked such outfits and here we are, we have one, and it comes with a story of its own.
Our daughter has inherited the gown from her dad, its original owner. It was made by his grandmother, who never got to meet our child. They missed each other in time; the great-grandmother’s hand never got to stroke the great-granddaughter’s head, but the bonnet that she so diligently crocheted will be able to touch it. Such are my laundry reflections.
I’m thinking about the grandmother, lovingly crocheting the baptismal outfit for her grandson. I know she really wanted to be the one to make it. The hands that worked so hard to accomplish the task were already losing their power and, eventually, became immobile for years. She wouldn’t have been able to pet her great-granddaughter even if she had met her. Only that bonnet…
The grandmother probably didn’t realise that she was starting a tradition. That the grandson’s wife would be crazy about everything with a soul and history, and that, when she saw the gown even before the two got married, she would decide it would be this one and none other. The grandmother can’t have known that the outfit, made in Lapland, would travel farther than she ever had. That it would be hand-washed in a bathroom in Malmö, and then take an even longer trip. And she certainly wouldn’t have guessed that the gown would change its religious affiliation in the process. It really has an interesting life, this outfit. It makes me a bit sad that I won’t get to know all of its history. But maybe I should be glad that I get to be in it at all.
PL: Nadal nie moge uwierzyc, ze trafilo nam sie takie cudne, okragle, pogodne, usmiechniete dziecko. Z rozowymi, idealnie gladkimi policzkami, blyszczacymi oczami, dlugimi, gestymi rzesami i usmiechem, ktory potrafi rozswietlic najciemniejszy dzien. Takie radosne, gaworzace z ogromnym entuzjazmem, przeszczesliwe, kiedy powtarzamy wydawane przez nia dzwieki. Warto wstac w nocy, zeby zobaczyc najpiekniejszy usmiech swiata rozkwitajacy na jej buzi na moj widok. Mielismy ogromne szczescie, ze urodzila nam sie wlasnie ona :)
EN: I still can’t quite believe that we got such a wonderful, round, cheerful, smiley baby. With such rosy, perfectly smooth cheeks, bright eyes, long, thick eyelashes and a smile that can brighten up even the darkest of days. So happy, babbling with such enthusiasm, overjoyed when we repeat the sounds she makes. It’s worth it to get up at night to see the world’s most beautiful smile appear on her face as she sees me. We are so lucky she’s the one we got :)
PL: Juz jest! I wydaje nam sie, ze jest od zawsze, bo trudno sobie wyobrazic, ze bez niej tez istnial swiat. Pojawila sie w dniu urodzin mojej mamy, jak najcenniejszy prezent na planecie. Zrobila to szybko i sprawnie, w tym samym bezproblemowym stylu, w jakim zamieszkiwala moj brzuch. Jedyne, czego chcielismy, to zeby byla zdrowa, a ona okazala sie jeszcze sliczna, pogodna i pod kazdym wzgledem doskonala. Zdaniem poloznych, najladniejsze dziecko na oddziale, ale tego nikt nam nie musial mowic ;) Z niedowierzaniem ogladamy kazda rzese i kazdy malenki paznokiec, usmiechajac sie na mysl, ze nasze najwieksze zyciowe osiagniecie, najwieksza duma i najglebsza milosc mieszcza sie w kolysce :)
EN: She’s here! And it feels like she has always been with us, since it’s difficult to believe that the world had existed before she appeared. She made her entrance on my mum’s birthday, like the most precious gift on the planet. She did it quickly and efficiently, in the same style she exhibited while living in my belly. All we wanted was for her to be healthy, but she’s also turned out to be beautiful, cheerful and perfect in every way. The prettiest baby in the ward, according to the midwives, but we didn’t really need anyone to tell us that ;) We spend a lot of time examining every eyelash and every tiny fingernail in disbelief, smiling at the thought that our greatest life achievement, our biggest pride and the deepest love fit into a cradle :)
Kiedy na nia czekalismy, nazywalismy ja Bebis, czyli “dzidzius” po szwedzku. Na blogu postanowilismy nazywac ja na czesc tego pierwszego “imienia” Mala B. Jej rzeczywiste imie to oczywiscie nie Bebis ;) / When we were expecting her, we were calling her Bebis, which means “baby” in Swedish. In honour of that very first “name”, we decided to refer to her on the blog as Little B. Naturally, her real name is not Bebis ;)
| M | T | W | T | F | S | S |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 1 | 2 | 3 | ||||
| 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
| 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 |
| 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 |
| 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 |