To solve an impossible murder, you need an impossible hero…
Judith Potts is seventy-seven years old and blissfully happy. She lives on her own in a faded mansion just outside Marlow, there’s no man in her life to tell her what to do or how much whisky to drink, and to keep herself busy she sets crosswords for The Times newspaper.
One evening, while out swimming in the Thames, Judith witnesses a brutal murder. The local police don’t believe her story, so she decides to investigate for herself, and is soon joined in her quest by Suzie, a salt-of-the-earth dog-walker, and Becks, the prim and proper wife of the local Vicar.
Together, they are the Marlow Murder Club.
When another body turns up, they realise they have a real-life serial killer on their hands. And the puzzle they set out to solve has become a trap from which they might never escape…
Robert Thorogood is an English screenwriter. He is best known as the creator of the BBC 1 Murder Mystery Series, Death in Paradise.
Robert was educated at Uppingham School in Rutland and read History at Downing College, Cambridge. While at Cambridge, he toured with the university's student comedy troupe Footlights in 1993 and was elected President in 1994. Soon after leaving Cambridge, Robert set up a theatre company that toured small theatres and schools, the highlight of which was a production of Molière's The Miser that he directed and acted in alongside Robert Webb, David Mitchell and Olivia Colman.
Robert wrote for many years - selling scripts to the BBC, ITV and independent film companies - but before 2011 the only script of his that was actually broadcast was a Radio 4 afternoon play called From Abstraction about the life of Paul Wolfskehl.
In 2008, Robert entered the inaugural Red Planet Prize and was a chosen finalist, where he was able to pitch his 'Copper in the Caribbean' idea to Tony Jordan. By 2011, when the show was finally broadcast - making it Robert's first TV broadcast credit at the age of 39 - Robert had become something of a poster boy for 'never giving up on the dream'.
In January 2014, it was announced that Robert had signed a deal with MIRA Harlequin to write three Richard Poole Murder Mystery novels, with the first being published in hardback in January 2015.
Każdemu potrzeba czasem trochę śmiechu i oddechu od trudnych tematów. Komedia kryminalna „Klub miłośniczek zbrodni” i zarazem pierwsza część cyklu „The Marlow Murder Club” Roberta Thorogooda okazała się znakomitym wyborem. Była niczym masaż relaksacyjny nie tylko na mięśnie twarzy, bo przy czytaniu pozytywne emocje rozbawienia, komfortu i rozluźnienia rozchodzą się po całym ciele.
"Co takiego, u licha, dzieje się w Marlow, za co warto zabić?"
Jak tu się nie uśmiać, gdy trzy niezwykłe kobiety, z których jedna okazuje się bardziej szalona od drugiej, podejmując się próby wyjaśnienia niespotykanych dotychczas w sennym Marlow zbrodni, podążają ich tropem pakując się co rusz w zabawne i nieoczekiwane sytuacje. Trzeba przyznać, że dziarskim kobietom zarówno pomysłów, jak i zdolności analitycznych nie brakuje, a myślenie „po szkocku” i odwagę wspomaga czasem szklaneczka czegoś mocniejszego. Jedyne czego im brakowało, to tego dreszczyku emocji, którego dostarcza prowadzone przez nie śledztwo, odrywając je od przyziemnych spraw i samotności.
Powieść obfituje w intrygujące wątki, tajemnice i nagłe zmiany akcji, podane jednak w lekkiej, humorystycznej formie, a wyjaśnienia zagadki kryminalnej nie domyśliłam się, dopóki Judith nie podała mi jej na tacy. Świetne, naturalnie toczące się dialogi i nieco absurdalne sytuacje sprawiają, że ta komedia kryminalna rozbawi każdego miłośnika nietypowych intryg i szalonych przygód. Odczuwalny w niej klimat angielskiej prowincji, niewielkiego miasteczka położonego nad Tamizą, z jego lokalnymi, codziennymi problemami dodaje książce ciekawego kolorytu i realizmu.
Nie każda komedia kryminalna trafia w moje gusta, bo albo zagadka jest zbyt trywialna, albo absurd przekracza akceptowalne przeze mnie granice, albo humor wzbudza raczej zażenowanie niż uśmiech, ale w tej wszystko jest wyważone niczym w najlepiej przyrządzonym daniu. Każdy składnik został dobrany w odpowiedniej proporcji i lektura tej mieszanki humoru, intrygi, nietypowych przygód i kobiecej przyjaźni okazała się dla mnie w pełni komfortowa.
I cóż, teraz mam ochotę sprawić sobie pelerynę, a ci z Was, którzy czytali domyślą się dlaczego.
"Klub miłośniczek zbrodni" autorstwa Roberta Thorogooda, wydany przez @znak, to historia, przy której dobrze się bawiłam. Jest to pierwsza książka nowej serii autora i scenarzysty, twórcy serialu BBC " Death in Paradise", który znam i oglądam. Powieść należy do coraz bardziej popularnego gatunku powieści kryminalnej, zwanego jako cosy crime, czyli przytulny kryminał😉. Czyli rozrywka, przygoda i zbrodnia w jednym. To, co najbardziej przyciąga mnie do tej powieści, to wyjątkowa bohaterka - starsza pani z zamiłowaniem do detektywistycznych zagadek. Dodatkowo świetna kolażowa okładka sprawiła, że nie mogłam się oprzeć tej historii.
Judith Potts to nietuzinkowa postać. Energiczna i młoda duchem siedemdziesięciosiedmioletnia kobieta, całkowicie zadowolona z życia. Mieszka w rezydencji nad Tamizą, w angielskim miasteczku Marlow, pije whisky jak sok, kąpie się nago w rzece i tworzy krzyżówki do gazet. Jest zupełnie niezależna, nie ma przy sobie żadnego mężczyzny, który mówiłby jej , co ma robić. Judith ma także swoje tajemnice. Jednak pewnego upalnego wieczoru jej rutyny ulegną zmianie. Kobieta słyszy odgłos wystrzału. Jej sąsiad, Stefan Dunwoody, właściciel lokalnej galerii sztuki, zostaje znaleziony martwy. Śledztwo prowadzone jest w kierunku samobójstwa przez Tanikę Malik, funkcjonariuszkę lokalnego komisariatu. Jednak Judith nie jest zadowolona z tropu policji i rozpoczyna własne śledztwo, szybko wskazując potencjalnego mordercę. Kiedy w cichym, nudnawym Marlow dochodzi do kolejnej zbrodni, Judith uświadomia sobie, że mają do czynienia z seryjnym mordercą. Wkrótce do śledztwa Judith dołączają, Suzie Harris, dziwaczna opiekunka cudzych psów oraz Rebecca "Becks" Starling, przykładna żona miejscowego pastora. Wskazówki pozostawione na miejscu zbrodni łączą morderstwa, ale powiązania między ofiarami pozostają zagadką. Wciągająca historia, szalona konfrontacja i zawiłe rozwiązanie, mogą zaskoczyć czytelnika. Autor stworzył wspaniałe kobiece postacie. Judith nie da się nie polubić. Jest inteligentna, niezależna i zdecydowanie nietypowa emerytka. Judith, Suzie i Becks wykazują wielką odwagę, nie tylko rozwiązując sprawę, ale także nawiązując między sobą nić porozumienia i przyjaźni, mimo, że każda z nich jest zupełnie inna. Podobał mi się klimat małego angielskiego miasteczka, bardzo je lubię. Klub kajakowy, galerie sztuki, spacerki z psami - przytulnie, ale trochę nudnawo, więc zbrodnia wprowadza trochę "życia" 😅w to zacisze, a miasteczko ujawnia szemrane towarzystwo. Bohaterki okazują się na tyle sprytne i przebiegłe, że zostają doradczyniami cywilnymi na komisariacie. W powieści pijawiają się smaczki ze świata sztuki, które zawsze mnie kręcą😉. Pojawia się wątek z obrazem M. Rothko, a Judith posiada reprodukcję obrazu J. W. Waterhouse'a "The Lady of Shalott", który wiele może powiedzieć o bohaterce. Powieść polecana jest wielbicielom twórczości Agathy Christie i Joanny Chmielewskiej, choć moim zdaniem Agatha jest znacznie mroczniejsza. To lekki, przyjemny kryminałek w angielskim stylu i humorze. Polecam.
Samotnie mieszkająca, ekscentryczna starsza pani słyszy popełniane morderstwo na posesji swojego sąsiada. Policja kwalifikuje to zdarzenie jako samobójstwo, lecz musi jeszcze raz zbadać sprawę, gdy dochodzi do kolejnej zbrodni. Staruszka z pomocą dwóch znajomych kobiet prowadzi własne śledztwo. Zabawna powieść z wątkiem kryminalnym, dobrze zapowiadającymi się bohaterkami. W sam raz dla miłośników Czwartkowego Klubu Zbrodni.
Lubię klasyczne kryminały, których akcja dzieje się w angielskich miasteczkach 😁 Książka spełnia te warunki, ponadto mamy starszą panią, która potrafi rozwikłać zagadkę aktywnie wspierając policjantkę prowadzacą śledztwo. Sam pomysł na połączenie morderstw jest raczej niestandardowy. Mimo, że historia jest współczesna, to autor znakomicie oddał klimat lokalnej społeczności. Czyta się szybko i przyjemnie.
Uwielbiam powieści w klimacie Agathy Christie, więc może nie powinno mnie dziwić to moje nowe zamiłowanie do kryminałów kocykowych. Apetyt zresztą rósł w miarę jedzenia - zaczął się od „Morderstwa w księgarni”, ale nie skończył na Osmanowej serii „Czwartkowy klub zbrodni”. Choć akurat tu przyznam, że miałam chwilę zawahania, bo… okładka mnie nie skusiła. Kolorystycznie nie w moim guście, ale opis był obiecujący, a zagraniczną oprawa - świetna! Minimalistyczna i bardzo w moim klimacie, więc postanowiłam dać szansę.
Przejdźmy więc do meritum - czy dobrze na tym wyszłam? Bardzo! Uważam, że ten tytuł zadowoli miłośników i miłośniczki gatunku. Jest lekki, zabawny, a także zaskakujący. Zawsze w przypadku „cosy crime” boję się, że zagadka będzie zbyt prosta, ale tutaj, choć myślałam, że wszystko przewidziałam, był naprawdę niemały szok.
Uważam, że rozwiązanie jest świetne, nietuzinkowe i warte lektury! No i sama Judith wydaje się skrywać co nieco sekretów, co dodaje całości pikanterii i sprawia, że chętnie sięgnę po kolejny tom.
Nie jest to książka wolna od wad, bo raczej nie zostanie ze mną na lata i chwilę mi zajęło, zanim przywiązałam się do bohaterek. Ale to ten typ powieści, który trochę was oderwie od codzienności, ukoi, no i otuli - w końcu nazwa tego gatunku nie powstała bez powodu. To niezobowiązująca lektura, którą możecie zabrać pod kocyk, gdy potrzebujecie czegoś lekkiego i bez nadmiaru krwi, ale nadal w kryminalnym klimacie!
📚”Klub miłośniczek zbrodni” to kryminał w angielskim stylu (mało krwawy, prawie elegancki i ogromnie intrygujący).
📚Główna bohaterka to 77letnia Judith. Nietuzinkowa starsza Pani u której jest więcej niesfornych i przewrotnych pomysłów niż u niejednego 20latka. Otóż panna Judith zwykła pijać whisky i pływać nago w Tamizie. To właśnie podczas jednego z treningów usłyszała strzały dochodzące z domu swojego sąsiada. Zawiadomiona policja nie podejrzewała morderstwa, w przeciwieństwie do zawodowo układającej krzyżówki i łamigłówki kobiety... Szybko więc postanawia prowadzić śledztwo na własną rękę wraz ze swoimi przyjaciółkami. Starsze panie choć różnią się od siebie, to tworzą idealny zespół, który próbuje rozwikłać wydarzenia jakie się dzieją w ich miasteczku.
📚Niewymuszone dialogi, drobne żarciki, sarkazm głównej bohaterki oraz same przygody paczki przyjaciółek sprawiały, że niejednokrotnie uśmiechałam się podczas czytania. Niektóre sytuacje przedstawione w książce wydają się nieprawdopodobne, z drugiej strony życie bywa przewrotne i to właśnie takie sytuacje czasem są bardziej realne.
📚Przez całą książkę czuć klimat małego miasteczka, gdzie panuje porządek i wszytko ma od dawna swoje ustalone miejsce, a policja ma tam niewiele pracy.
📚Co do okładkowych porównań to rzeczywiście można poczuć ten powiew „miękkiej zbrodni” i wielowątkowej intrygi niczym u Agathy Christie, a jednocześnie mamy odrobinę humoru niczym w powieściach Chmielewskiej.
📚Wiele tropów, zagadki i tajemnice to hasła przewodnie tej książki. Zamiłowanie do szarad przyda się nie tylko starszym Paniom, ale także czytelnikowi 🙂 Rozwiązanie sprawy udało mi się odgadnąć jakiś czas przez zakończeniem książki , jednak to nie zmniejszyło mojej dobrej zabawy 🙂 Zwłaszcza, że była dla mnie wytchnieniem pomiędzy bardziej ciężkimi pozycjami.
💛 Już na samym wstępie muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej pozycji. Czytało się bardzo miło, przyjemnie i szybko. Wystarczyło mi na nią parę godzin, jednak wiem, że większą frajdę miałabym oglądając tę historię w formie serialu. Autor znany jest z tworzenia scenariuszy seriali dla BBC, więc moje odczucia podążają w dobrą stronę😂
💛 By się dobrze bawić przy perypetiach siedemdziesięciosiedmioletniej Judith trzeba lubić brytyjski humor i przyjąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza. Fakt, były momenty, gdzie uśmiechnęłam się pod nosem, ale zagadka z zamkniętymi na klucz drzwiami rozczarowała mnie jak mało co. Aż nie dowierzałam własnym oczom - oczekiwałam czegoś z większym przytupem🤷🏻♀️
💛 Co do samej zagadki kryminalnej to muszę przyznać, że była ona całkiem niezła. Nie da się domyślić rozwiązania po kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach, a to duży plus. Niestety, muszę się przyczepić do samej formy 'podania' rozwiązania. Czułam się trochę tak jakbym oglądała Scooby-Doo i złol odcinka tłumaczy krok po kroku swoje zachowanie🫠 Nie mój klimat.
💛 Nie polubiłam żadnego bohatera, ale nie przeszkadzało mi to podczas lektury. Są oni przejaskrawieni, przerysowani i wszystko prze-. To chyba kwintesencja 'brytyjskości' całej historii.
💛 Nie żałuję sięgnięcia po tę pozycję, ale wiem, że już kolejnej części tej serii nie przeczytam🙈
Czy może być coś lepszego niż świetna, wciągająca książka, w której sporo feminizmu? To ja Wam powiem, nie!
W Marlow, spokojnym angielskim miasteczku dochodzi do trzech zabójstw. Nikt nic nie wie, oprócz Judith, 77-letniej kobiety, która, tak się składa, akurat płynęła Tamizą, gdy wydarzyła się pierwsza zbro€nia. Judith wie jak to jest rozwiązywać zagadki, bo zamuje się układaniem krzyżówek. Z pomocą nowopoznanych koleżanek, rozpoczynają swoje śledztwo. Dokąd zaprowadzi je prywatne śledztwo? Kto w tak spokojnym miastwczku pogrywa sobie z policją?
Ale to było świetne. Muszę powiedzieć, że czuję niedosyt. Chcę więcej! Od razu polubiłam główne bohaterki, bo są tak wyraziste, inne od siebie, ale są po prostu super kobietami, które łączą się w przyjaźni za sprawą prywatnego śledztwa. Książka była tak świetnie napisana, że nawet nie wiem kiedy ją przeczytałam. Autor płynnie przeskakiwał z opisywania jednej kobiety, na drugą. Bardzo mi się spodobał ten zabieg. Podobało mi się również to, że mimo iż kobiety były tak różne od siebie, to potrafiły się dogadać. Sama Judith skrywa tajemnice, którą odkrywamy dopiero na ostatniej stronie książki. To była uczta czytelnicza ❤️
„Klub miłośniczek zbrodni” – Robert Thorogood Judith jest żywiołową 77-latką. Żyje sobie spokojnie w małym miasteczku Marlow i zajmuje się tworzeniem krzyżówek. Jej życie nabiera zawrotnego tempa, kiedy staje się świadkiem morderstwa swojego sąsiada. Małomiasteczkowa policja wydaje się nie być gotowa na śledztwo w sprawie takiego formatu. Judith wiedziona swoją dociekliwością zakasuje więc rękawy i rozpoczyna własne śledztwo. Wkrótce w miasteczku dochodzi do kolejnego morderstwa, a na pomoc w śledztwie przychodzą dwie inne panie domu, Suzie i Becks. Marlow stanie na głowie! Czy kobietom uda się ustalić sprawcę? „Klub miłośniczek zbrodni” to zabawna komedia kryminalna w stylu nowel Agathy Christie. Judith i jej koleżanki to barwne postacie, a każda bierze udział w prywatnym śledztwie z innych pobudek. To Bohaterki są przezabawne i sprawiają, że tę książkę czyta się z wielką przyjemnością. Małomiasteczkowy klimat i angielski humor dodają tej książce uroku. Podążając za nietuzinkową Judith, wciągnęłam się w tę historię, snując własne wnioski i próbując rozwiązać zagadkę. Jednak zbrodnie w Marlow nie są takie łatwe do rozwiązania! Autor stworzył kilka wątków, które niełatwo było połączyć w jedną całość, dlatego ta książka całkowicie pochłania. Zaskoczeniem oprócz sprawcy jest prawdziwa historia starszej pani. Od początku myślałam, że ona nie jest taka święta, na jaką próbuje wyglądać. Serdecznie Wam polecam jako relaksującą i interesującą lekturę na wieczór lub dwa. Myślę, że Judith pokocha wiele osób.
W pierwszym odruchu chciałam napisać, że to bardzo urocza książka, przyjemny setting małego miasteczka nad Tamizą, z oryginalnym zespołem protagonistek (tytułowy klub): jeżdżąca na rowerze, opracowująca dla gazet krzyżówki energiczna starsza pani, wyprowadzaczka psów w średnim wieku, oraz dwie młodsze kobiety, żona pastora i lokalna policjantka. Ale potem jednak się zastanowiłam i coś zaczęło mi zgrzytać… Realia brytyjskiego małego miasteczka są bardzo dobrze opisane, ale sam przebieg odkrywania tajemnicy popełnionej zbrodni nie zaskakuje, a część scen ma nierealistyczny, wręcz komiksowy charakter. A z jeszcze szerszej perspektywy, to głębsze zastanowienie się nad życiem protagonistek (problemy rodzinne, nałogi) ujmuje trochę z „uroczości” książki. Nie mniej jako nie wymagająca większej refleksji lektura na wolny wieczór się sprawdza.
Świetnie się to czytało, nie przeszkadzało mi nawet, że dość szybko odgadłam rozwiązanie zagadki kryminalnej (co nie dziwi w przypadku scenarzysty przesympatycznego serialu Śmierć pod palmami - tzn. nie dziwi warsztat i umiejętność tworzenia interesujących postaci). Dobrze ludzie mówili, że zdecydowanie lepsze, niż Czwartkowy klub zbrodni Osmana. Natomiast mam taką refleksję, że gdyby pomysły Osmana połączyć z warsztatem Thorogooda, uzyskalibyśmy całość idealną.
Śledczy w tej książce współdzielą jeden neuron. Bohaterów trudno polubić, bardzo często postępują nielogicznie (szybko szybko, musimy się dostać do domu X, nie ma czasu wzywać policji - ale na miejscu mamy czas na pogawędkę o brydżu)
Bardzo cozy jak na kryminał, kilka ciekawych postaci, kilka mniej, całkiem satysfakcjonujace zakończenie mocno dziewczyńskie momentami co zaskakujące biorąc pod uwagę że pisał to facet
Muszę się przyznać, że tę książkę kupiłam tylko dlatego, że była praktycznie za grosze. Nie spodziewałam się po niej wiele, a naprawdę świetnie się przy niej bawiłam.
Ma niecałe 400 stron, krótkie rozdziały i bardzo przystępny styl, więc przeczytałam ją w ekspresowym tempie. Po kilku pierwszych rozdziałach wkręciłam się na dobre i trudno było mi ją odłożyć. Podczas czytania czułam klimat upałów, chłód wody i atmosferę spokojnego miasteczka. Jak na początek marca, było to bardzo przyjemne.
Okładka obiecuje klimat Agathy Christie i faktycznie czułam jego namiastkę. Polubiłam główne bohaterki, choć nie są idealne i momentami potrafiły mnie zirytować. Judith urzekła mnie ciekawością i inteligencją, ale jej zuchwałość, zwłaszcza w finale, bywała męcząca. Becks została przedstawiona jako typowa kura domowa, a w rzeczywistości okazała się kobietą o wiele silniejszą, niż można by przypuszczać. Jej nadmierne przejmowanie się opinią innych trochę mnie drażniło, ale nie wpłynęło znacząco na odbiór całości. Z tej trójki najbardziej polubiłam Suzie. Jest przebojowa, a jej miłość do psów i Emmy totalnie mnie kupiły.
Nie wszystko było idealne. Niektóre wydarzenia i zachowania wydawały mi się mało logiczne i mało prawdopodobne, ale to w końcu fikcja. Rozwiązania zagadki nie odgadłam w pełni, choć autor sprytnie podrzucał podejrzanych i mieszał tropy. Czy zakończenie było zdumiewające? Nie. Ale to naprawdę lekka, przyjemna historia idealna na dwa wieczory.
Przeczytana jakiś czas temu, ale pozostała w mojej pamięci. Czemu kolejne części nie są wydane w Polsce? Ja chcę. Bardzo. Już może nie nazywam tej książki najlepszą jaką czytałem, ale dalej kocham ją całym sercem, jest fantastyczna. Judith, Becks i Suzie. I love was.