Mówiłam Wam kiedyś, że uwielbiam jajka? Wszystkie bez wyjątku. Sadzone, w koszulkach, na miękko, na twardo i jakie tam jeszcze wymyślicie. Faktycznie zjadam ich sporo i niech nie straszą cholesterolem, bo ten akurat mam na zdecydowanie niskim poziomie. W związku z tymi jajami, wielkanocnymi jajami,zmalowałam znowu kilka sztuk drewienek. Są to zawieszki o wysokości 20 cm. Pierwsze dość proste w wykonaniu. Wystarczyło pomalować i pokleić.
Kolor jakoś nie chciał się zgrać z aparatem.
W rzeczywistości jest szarość i biel.
Zrobione dla pewnej młodej osóbki.
Drugie jajeczka drewieneczka to czysta przyjemność.
Chciałam ponownie zmierzyć się trochę z mix mediami, bo moja ostatnia i zresztą jedyna próba była taka sobie. Tym razem, choć nie jest jeszcze doskonała, to jestem z niej już zadowolona. Powoli łapię o co w tym wszystkim chodzi i być może powstaną jeszcze kiedyś jakieś inne prace, bo przyznam, że to mnie kręci. Moje jajeczka wyglądają tak.
Myślę, że postęp jest. Nie ma to jak trening i próby.
Jutro ma być ładna pogoda. Wybieram się do ogrodu na porządki. Roboty sporo, jak to wiosną, a rąk do pracy już jest mniej.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wspaniałego, cieplutkiego weekendu.