Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nie trzeba munduru, żeby zacząć się bać

  Przez ostatnie trzy tygodnie byłam właściwie wyłączona z tego, co działo się poza naszym małym światem. Codzienne wyjazdy z Mironem, a później z Kilerem do weterynarza w Lidzbarku całkowicie mnie pochłonęły. Każdy dzień miał podobny rytm: wyjazd, wizyta, kroplówki, zastrzyki. Powrót do domu i myślenie przede wszystkim o tym, co będzie dalej. W piątek skończył się ten trzytygodniowy maraton i dopiero teraz, w pierwszym spokojniejszym tygodniu, zaczynam powoli wracać do zwykłej codzienności. Udało nam się wreszcie dokończyć „Norymbergę”.  Rozłożyliśmy film na trzy części, bo trwa ponad dwie godziny i nie mieliśmy ochoty oglądać go za jednym razem.
Najnowsze posty

Doktor Alicja

 Zachorował Kiler, kolejny kot z Domu pod Bocianem. Ma piętnaście lat, więc jego choroba nie powinna być dla nas zupełnym zaskoczeniem. A jednak , zaskoczyła nas bardzo.  Dzisiaj jest kolejny dzień kroplówek, badań i tego charakterystycznego czekania, kiedy człowiek jeszcze nie wie, co będzie dalej, ale bardzo chce wierzyć, że to jeszcze nie ten czas.  Nie chcę jednak opowiadać o Kilerze. Chcę opowiedzieć o pani doktor Alicji Wrotek, bo odkąd ją poznałam bliżej, myślę o niej coraz częściej i zastanawiam się, jak to możliwe, że w jednej, bardzo filigranowej osobie może mieścić się tyle wrażliwości, cierpliwości, wiedzy i zwyczajnej ludzkiej troski.

Pamiętamy Wołyń. A o Polakach zamordowanych przez NKWD już nie?

  Za chwilę kolejna wizyta z Kilerem w przychodni weterynaryjnej w Lidzbarku Warmińskim, u pani Alicji. To jest dla nas trudny czas, taki, o którym nie potrafię opowiadać i chyba nawet nie chcę jeszcze próbować go ubierać w słowa. Żałobę chcę przeżyć sama, po swojemu, bez tłumaczenia jej innym i bez udawania, że wiem, jak powinno się ją przeżywać. Mogę tylko tutaj przyznać, że jest mi trudno, a jednocześnie mam świadomość, że żałobę trzeba przeżyć, bo dopiero wtedy, krok po kroku, robi się trochę łatwiej. Wczoraj Wojtek wspomniał mi o pewnym poście  na Facebooku.  Człowieka z naszego miasteczka, z którym już raz zdarzyło mi się wejść w słowne starcie. Nie jest w gronie moich znajomych, ale ponieważ po raz kolejny poruszył bardzo kontrowersyjny temat, z ciekawości odnalazłam jego profil i zaczęłam czytać Znacie chyba takie osoby, które potrafią wrzucić granat, bez większej refleksji, bez argumentów, a potem spokojnie czekać, aż to, co wyleciało z szamba, pobrudzi wszystkic...

Dzień przed rocznicą

  Im jestem starsza, tym bardziej ufam intuicji. Nie tej, która zastępuje wiedzę czy fakty, ale tej, która każe uważniej przyglądać się ludziom. Przez całe życie przekonałam się, że można zachwycić się pięknymi słowami, uwierzyć w dobrze przygotowaną kampanię i dać się porwać emocjom, ale prędzej czy później przychodzi chwila, kiedy zostaje już tylko jedno pytanie: czy potrafię temu człowiekowi zaufać? Jutro minie rok od chwili, gdy Karol Nawrocki został zaprzysiężony na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Rok to wystarczająco dużo czasu, żeby przestać rozliczać kampanię wyborczą, a zacząć rozliczać decyzje. I właśnie dlatego wracam dziś do pytania, które zadawałam sobie rok temu. Czy gdybym jeszcze raz stanęła przed urną wyborczą, zagłosowałabym inaczej?

Wiek spokoju

  Coraz częściej odnoszę wrażenie, że życie nie tyle daje odpowiedzi, ile powoli odbiera nam złudzenia. Nie dzieje się to jednego dnia. Nie budzimy się rano z poczuciem, że od dziś będziemy patrzeć na świat inaczej. To przychodzi po cichu, między jedną przeczytaną książką a drugą, między kolejną wiadomością w telewizji a komentarzami pod nią, między rozmową z kimś bliskim a długim milczeniem, które zostaje po niej. Kiedy byłam młodsza, wydawało mi się, że najważniejsze jest ustalenie, kto ma rację. Wierzyłam, że jeśli tylko będę wystarczająco uważnie obserwowała świat, uda mi się oddzielić dobro od zła, uczciwość od zakłamania, prawdę od manipulacji. Dzisiaj nadal uważam, że prawda ma znaczenie, ale coraz mniej wierzę w to, że człowiek odnajduje ją wyłącznie dlatego, że wygrał jakiś spór.

Kobieta, którą kiedyś byłam

  To miało potrwać zaledwie kilka minut. Szukałam jednego tekstu, który chciałam wykorzystać do zupełnie innego wpisu. Nie pamiętałam, czy został na blogu, czy umieściłam go w książce Droga do domu . Sięgnęłam więc po nią, zaczęłam kartkować kolejne strony i zupełnie nie wiem, w którym momencie przestałam szukać. Jeden tekst prowadził do następnego, następny przywoływał kolejne wspomnienia i nagle okazało się, że zamiast szukać, czytam opowieść o kobiecie, którą sama kiedyś byłam. To dziwne uczucie czytać własne słowa po tylu latach. Człowiek pamięta wydarzenia, pamięta ludzi, pamięta te najważniejsze zakręty swojego życia, ale zaskakująco łatwo zapomina o codzienności. O zwykłych dniach, które wtedy wydawały się zupełnie zwyczajne, a przecież to właśnie z nich składa się całe nasze życie.

Rosja napada, ludzie uciekają. Historia, o której nie wolno zapomnieć

  Do tego tekstu wracam po ośmiu latach. Napisałam go jesienią 2018 roku po rozmowie z panią Magdaleną Heidenreich, rodowitą mieszkanką Dobrzynki. Najpierw opublikowałam go na swoim blogu, później Wojtek umieścił go w książce „Lansberg”.  Kilka dni temu otrzymałam propozycję, aby mój tekst „Nie jestem z Górowa” został opublikowany na łamach „Nowin Wschodnich”. Cieszyłam się, że trafi do szerszego grona czytelników. Nie przypuszczałam jednak, że jego publikacja tak szybko stanie się początkiem czegoś znacznie większego.