Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

L. Lokko - Prywatna sprawa

Tytuł: Prywatna sprawa
Tytuł oryginału: A Private Affair
Autor: Lesley Lokko
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013


Piękna, bogata i wciąż bez partnera, Sam niespodziewanie poznaje człowieka, który wydaje się właśnie tym jedynym. Meaghan, kobieta po przejściach, miała trudne życie: czy to się zmieni, gdy, zakochana w młodym oficerze, wyjedzie z nim na koniec świata? Wrażliwa Dani tęskni do nieznanego ojca, ale mężczyzna, z którym się zadaje, jest zły i zdeprawowany. Abby, najlepszej żonie pod słońcem, zagraża ponura tajemnica… Wielkie uczucia, seks, pieniądze i czające się zło w barwnej powieści obyczajowej, pełnej zaskakujących zdarzeń. (źródło)

T. Revay - Wszystkie marzenia świata

Źródło
Tytuł: Wszystkie marzenia świata
Tytuł oryginalny: Tous les reves du monde
Autor: Theresa Revay
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Cykl: Biała wilczyca (#2)


Druga część opowieści o dramatycznych losach rosyjskiej arystokratki Kseni Ossolinej i niemieckiego fotografa, antyfaszysty Maksa von Passau, obejmuje lata 1945–1955.
Ksenia wyjeżdża do Berlina, by odnaleźć Maksa: czy jej ukochany przeżył? Natasza, córka Kseni, wciąż nie wie, kto jest jej prawdziwym ojcem. Jak po koszmarze wojny będą żyć Lili i Felix, para Żydów ocalonych przez Ksenię? Co zrobi Axel, bratanek Maksa, wstrząśnięty faktem, że jego ojciec był nazistą? Rodzą się nowe problemy, ale i nowe miłości, a wszystko w doskonale oddanej atmosferze nadziei powojennego dziesięciolecia. (źródło)

Co czytałam, jak nie czytałam?

Trochę mnie tu nie było. Oddawałam się w tym czasie szkole (znów! I to już ostatni raz, naprawdę!) i pracy (przynajmniej owocnie).

Ale to nie do końca tak, że nie czytałam... Takie małe oszustwo. Czytałam, ale wolniej. Niestety nie miałam czasu, żeby recenzować wszystko na bieżąco, dlatego teraz chcę opublikować małe podsumowanie kilku ostatnich lektur. Zapraszam! :)

C. Sanchez - Skradziona

Tytuł: Skradziona
Tytuł oryginału: Entre en mi Vida
Autor: Clara Sanchez
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2014

Pewnego dnia w teczce z dokumentami, do której dzieci nie powinny zaglądać, Weronika znalazła fotografię. Ze zdjęcia spoglądała na nią dziewczynka, bardzo do niej podobna, trochę tylko starsza. Na odwrocie ręką mamy było zapisane jedynie imię: Laura. Weronika, mimo że miała dopiero 9 lat, intuicyjnie wyczuwała, że nie powinna zadawać pytań. Jednak rodzinna tajemnica nie dawała jej spokoju.

Kim była Laura? I jak jej osoba łączyła się z dziwnym zachowaniem rodziców?

„Skradziona” to powieść nawiązująca do kontrowersyjnej afery, która wstrząsnęła Hiszpanią: co najmniej 60 000 Hiszpanów zostało w dzieciństwie porwanych i sprzedanych zaraz po narodzinach. Ich matki były przekonane, że dzieci zmarły przy porodzie. (źródło)

A. Christie (M. Westmacott) - Córka jest córką

Źródło
Tytuł: Córka jest córką
Tytuł oryginału: A Daughter's a Daughter
Autor: Agatha Christie (jako Mary Westmacott)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2001

Córka jest córką to historia tragicznego konfliktu między Ann Prentice, która parę lat po śmierci swego męża napotyka wreszcie nową miłość, a jej córką Sarah, która stanowczo sprzeciwia się ponownemu zamążpójściu matki. Doskonale nakreślone charaktery i przebijający z kart powieści nastrój tajemniczości czynią tę powieść równie pasjonującą jak kryminały Agathy Christie. (źródło)

J. Cohen - Drogie maleństwo

Źródło
Tytuł: Drogie maleństwo
Tytuł oryginału: Dear Thing
Autor: Julie Cohen
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014

Claire i Ben, z pozoru idealne małżeństwo, od wielu lat bezskutecznie starają się o dziecko. Kolejne porażki kładą się cieniem na ich związku. Claire jest gotowa zrezygnować z marzenia o założeniu rodziny i żyć dalej, Ben nie chce dać za wygraną. I wtedy jego najlepsza przyjaciółka proponuje, że podda się sztucznemu zapłodnieniu i urodzi im dziecko.
Romily jest przekonana, że poradzi sobie w roli matki zastępczej, skoro samotnie wychowuje córkę i nie chce mieć więcej dzieci. Jednak ciąża z Benem wyzwala w niej burzę emocji, tym większą, że jest on jedynym mężczyzną, na którym kiedykolwiek jej zależało. Romily i Claire stają przed dylematem: która z nich powinna zatrzymać przy sobie ukochane maleństwo… i ukochanego mężczyznę. (źródło)

P. Gregory - Dwie królowe

Źródło
Tytuł: Dwie królowe
Tytuł oryginału: The Boleyn Inheritance
Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2011
Seria: Cykl Tudorowski, (#3)

Jest rok 1539 i dwór Henryka VIII coraz częściej drży przed zmiennymi nastrojami starzejącego się, schorowanego króla. Mając tylko jednego syna, Henryk VIII musi znaleźć nową żonę – korona Anglii przypada Annie Kliwijskiej. Nowa królowa ma ważne powody, by poślubić mężczyznę w wieku własnego ojca i przenieść się do kraju, którego język i zwyczaje są jej zupełnie obce. Mimo, że nowe otoczenie ją olśniewa, powoli zaczyna czuć, jak pętla niebezpieczeństwa zacieśnia się wokół jej szyi. ródło)

H. Murakami - Na południe od granicy, na zachód od słońca

Źródło
Tytuł: Na południe od granicy, na zachód od słońca
Tytuł oryginału: Kokkyō no minami, taiyō no nishi
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2006

Hajime i Shimamoto przyjaźnili się w dzieciństwie. Shimamoto, kiedy była mała, zachorowała na polio i od tego czasu miała sparaliżowaną jedną nogę. Hajime był jedynakiem, trochę rozpuszczonym i egoistycznym. Można powiedzieć, że byli zakochaną parą: po szkole godzinami słuchali razem płyt, rozmawiali i trzymali się za ręce. Potem ich drogi się rozeszły. Hajime jest już dorosły. Ma żonę, dwójkę dzieci, prowadzi bar jazzowy. Powodzi mu się nieźle i ogólnie można go określić jako „odnoszącego sukcesy mężczyznę w średnim wieku”. I wtedy w jego życiu, po dwudziestu pięciu latach ponownie zjawia się Shimamoto.(...) 

V. Nabokov - Lolita

Źródło

Tytuł: Lolita
Autor: Vladimir Nabokov
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012

Lolita - najgłośniejsza powieść Nabokova, jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, jest opisem seksualnej obsesji czterdziestoletniego mężczyzny na punkcie dwunastoletniej dziewczynki Dolores. Powieść przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, wydawano ją w atmosferze kontrowersji i protestów, a autora pomawiano o pornografię i pedofilię. Obecnie uznawana jest za jedno z arcydzieł literatury światowej. Sfilmował ją w 1962 roku Stanley Kubrick i ponownie w 1997 Adrian Lyne. (źródło)

J. Picoult - Pół życia

Źródło
Tytuł: Pół życia
Tytuł oryginału: Lone Wolf
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014

Luke Warren jest badaczem wilków. Pisze o nich, studiuje ich zachowania, a kiedyś nawet z nimi zamieszkał. Pod wieloma względami są mu bliższe niż własna rodzina, z którą właściwie nie ma kontaktu, odkąd żona go rzuciła, a syn Edward wyjechał.
Niespodziewanie Luke zostaje ciężko ranny w wypadku samochodowym, a wraz z nim siostra Edwarda, Cara. Nagle wszystko się zmienia: Edward musi wrócić do domu, który opuścił przed laty, i razem z siostrą podjąć decyzję co do leczenia ojca. Nie ma łatwych odpowiedzi, za to pojawiają się pytania: jakie tajemnice skrywa przed sobą rodzeństwo? Co stoi za pragnieniem, by pozwolić ojcu umrzeć… lub utrzymać go przy życiu za wszelką cenę? Czego życzyłby sobie sam Luke? I przede wszystkim, na ile zapomnieli to, o czym zawsze pamięta wilk: że członkowie stada potrzebują siebie nawzajem, a przetrwanie czasem idzie w parze z ofiarą? (źródło: opis z okładki)


H. Cygler - Deklinacja męska/żeńska

Tytuł: Deklinacja męska/żeńska
Autor: Hanna Cygler
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2012
Z Zosią Knyszewską po raz pierwszy zetknęłam się rok temu, kiedy to sięgnęłam po pierwszy tom cyklu Hanny Cygler opowiadającego o losach tej bohaterki. Książkę zapamiętałam pozytywnie - jako lekką literaturę kobiecą o fabule burzliwej niczym w telenoweli. I właśnie teraz, pod koniec lata, przypomniałam sobie o Zosi i postanowiłam sprawdzić, co u niej słychać. 

Deklinacja męska/żeńska jest bezpośrednią kontynuacją Trybu warunkowego. Zastajemy główną bohaterkę na tym samym cmentarzu, na którym ostatnio żegnała Marcina. Pogrążona w żałobie dziewczyna szybko otrząsa się jednak z rozpaczy, gdyż (dosłownie) za zakrętem czeka na nią kolejna miłość. Ciężko napisać coś odkrywczego o fabule, żeby nie zdradzić zbyt wiele, powiem więc tylko, że dalsze lata życia Zosi są chyba jeszcze bardziej burzliwe niż jej młodość. 

Do lektury tego cyklu pochodzę trochę z przymrużeniem oka. Tak jak pisałam wcześniej, moim zdaniem książki Cygler należą do gatunku literatury typowo rozrywkowej i zdecydowanie kobiecej. Fabuła jest dynamiczna i wciągająca, ale momentami ten nadmiar wydarzeń jest wręcz nieprawdopodobny. Nie chce się wierzyć, że jednej osobie może się przytrafić aż tyle. Na dodatek wszyscy bohaterowie są dosyć prości i stereotypowi. Zosia nie drażni już aż tak swoją naiwnością, ale nadal daleko jej do realistycznej, dojrzałej żony i matki. Mężczyźni natomiast, niezależnie który się akurat naiwnie, są w główną bohaterkę bałwochwalczo zapatrzeni, a wszystkie ich pobudki do działania są podszyte samczą rywalizacją.

Nie mogę jednak powiedzieć, że źle się bawiłam podczas lektury. Historia naprawdę skutecznie przykuwa uwagę czytelnika, a bohaterowie, mimo swoich wad, dają się lubić. Całkiem nieświadomie pod koniec książki całym sercem kibicowałam im i życzyłam pomyślnego rozwiązania ich problemów. Dodatkowym plusem jest dla mnie tło wydarzeń. Tym razem historia jest osadzona we wczesnych latach 90. i choć autorka w mniejszym stopniu odwołuje się do polskich realiów, to jednak nie snuje swojej opowieści w całkowitym oderwaniu od faktów. Losy Zosi nabierają więc swojskości, a my możemy rozpoznać znajome miejsca i obrazy gdańskich i warszawskich ulic.

Hanna Cygler stworzyła przyjemny lekki cykl, który stanowi świetne oderwanie od trudnej rzeczywistości,  z którą zmagamy się na co dzień. Choć autorka nie wystawia laurki życiu małżeńskiemu i rodzinnemu, pakując swoją bohaterkę w coraz to nowe kłopoty, książki z tego cyklu są ciepłe, trochę zwariowane i przyjemne w odbiorze. Lekki, potoczny język dodatkowo umila lekturę, która upływa bardzo szybko. Polecam zarówno Deklinację męską/żeńską, jak i cały cykl - sprawdzi się idealnie na ostatnie letnie (czy może pierwsze jesienne?) wieczory.

Ch. Frazier - Szepty lasu

Tytuł: Szepty lasu
Tytuł oryginału: Nightwoods
Autor: Charles Frazier
Wydawnictwo: Black Publishing
Rok wydania: 2014 

Szepty lasu opowiadają historię, która rozgrywa się w małym amerykańskim miasteczku w latach 60. ubiegłego wieku. Luce, młoda samotna kobieta mieszkająca na odludziu dostaje pod opiekę bliźnięta osierocone przez jej siostrę. Dolores i Frankowi daleko do zwyczajnych dzieciaków. Są zamknięci w sobie i mają niezdrowy pociąg do ognia. Na dodatek czyha na nich ojczym, Bud, który jest dla nich uosobieniem zła i cierpienia. Luce nie ustaje jednak w staraniach, aby w stworzyć siostrzeńcom choć namiastkę dobrego domu. Przy okazji sama poznaje uczucia, których nigdy dotąd nie doświadczała.

Ta lektura trafiła do mnie zupełnie przypadkowo - jako wygrana w konkursie. Wcześniej nie znałam ani tytułu, ani autora, mimo że wydał już dwie, dosyć znane powieści. Jak nietrudno się domyślić, nie miałam sprecyzowanych oczekiwań wobec tego tytułu. Okazało się jednak, że już od pierwszych stron książka zaskakuje czytelnika niecodziennym klimatem. Autor z prawdziwą perfekcją odmalował atmosferę małego miasteczka położonego gdzieś na amerykańskiej prowincji. Plastyczny język ułatwia wyobrażenie sobie opisywanych realiów. Także relacje społeczne podszyte są stereotypami, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że historia jest bardzo silnie osadzona w tle wybranym przez pisarza. Nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniałe opisy przyrody. Bohaterowie powieści i ich losy są silnie związane z Appalachami, które górują nad okolicą. W ich opisach ponownie Frazier pokazuje swój niekwestionowany talent do przywoływania pięknych, przesyconych emocjami obrazów. Góry, choć pełne mrocznych tajemnic i niebezpieczne, emanują magnetyzmem, któremu ciężko się oprzeć.

Jeśli chodzi o fabułę, to moje odczucia są nieco mniej entuzjastyczne. Owszem, wydarzenia są ciekawe i chcąc nie chcąc od samego początku kibicujemy Luce. Ale nie powiem, żeby akcja była szczególnie wartka. Wątek Buda, który można podciągnąć pod sensacyjny, jest prowadzony dosyć chaotycznie. Autor pozostawia wiele istotnych informacji w sferze domysłów, przez co miałam wrażenie, że jestem tylko przypadkowym świadkiem wydarzeń. Natomiast historia miłosna Luce, choć ciepła i pozytywna, została zepchnięta na ostatni plan, co trochę mnie rozczarowało. W tym wątku był potencjał. Głównym tematem stały się więc bliźnięta, które nie są zbyt dynamicznymi czy charyzmatycznymi bohaterami. Ciężko było mi wykrzesać jakieś pozytywne uczucia wobec tej dwójki. Ogólnie odniosłam wrażenie, że brak tej książce spójności - świetne, mocno działające na czytelnika tło zostało przykryte średnią, nieco chaotyczną akcją.

Szepty lasu to interesująca pozycja. Choć wciągnęła mnie umiarkowanie, to nie żałuję, że się na nią skusiłam. Naprawdę warto przymknąć oko na trudnych do polubienia bohaterów i nieco mniej dynamiczną fabułę, żeby móc delektować się mistrzowsko skonstruowanym tłem, które tak naprawdę robi 90% klimatu tej powieści. Charles Frazier zaintrygował mnie - jestem ciekawa dwóch pozostałych pozycji z jego dorobku. Tak więc, mimo że start naszej znajomości był średni, raczej dam mu jeszcze jedną szansę.

M. Karmel - Być Esther

Tytuł: Być Esther
Tytuł oryginału: Being Esther
Autor: Miriam Karmel
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2014
Tytuły, które ostatnio wybieram, to głównie pozycje polecane przez innych bloggerów.  I choć w większości ich recenzje są pozytywne, ja już po raz drugi jestem rozczarowana. Tak było w przypadku Gwiazd naszych wina i niestety tak samo jest i tym razem. Być Esther, powieść pióra amerykańskiej autorki Miriam Karmel najzwyczajniej w świecie mnie znudziła.

Już po pierwszych stronach zaczęłam się zastanawiać, czy to na pewno książka dla mnie. Okazało się, ze opowiada historię tytułowej Esther, starszej pani, która u schyłku swojego życia martwi się głównie swoimi relacjami z córką i nagminnie tonie we wspomnieniach lepszych lat. I... tyle. Nic więcej się w tej powieści nie dzieje. Esther jest zwykłą kobietą, która w sposób monotonny przeżywa swoje dni. Zarówno akcji toczącej się współcześnie, jak i retrospekcjom brak dynamizmu. Wiem, że tak wygląda życie staruszka, ale spodziewałam się, że tak pozytywnie oceniana książka czymś mnie jednak zaskoczy... Nie zaskoczyła. Na dodatek, wydarzenia z przeszłości, które mają symbolizować lepsze czasy, zostały przedstawione chaotycznie, jedynie zasygnalizowane i nierozwinięte. Ciężko więc było wciągnąć się w fabułę.

Bohaterowie też nie przypadli mi do gustu. Nie potrafiłam się z nimi zżyć - wydali mi się jedynie papierowymi szkicami o różnych imionach. Nawet samej Esther brakowało tej charyzmy, którą przypisywali jej wydawcy. Oczekiwałam, że poznam silną kobietę, która z godnością żegna się z życiem, a dostałam to, co znam z codzienności. Fakt, trzeba przyznać autorce, że pozostała wierna realistycznemu obrazowi współczesnego emeryta. Ale mam wrażenie, że wręcz trzymała się go zbyt kurczowo i gdzieś po drodze zapomniała tą mdłą potrawę doprawić szczyptą kreatywności. 

Być Esther to niedługa opowieść, ale przegadana. Mnie znużyła i rozczarowała. Przede wszystkim dlatego, że wielokrotnie czytałam pochwalne recenzje i jestem zaskoczona, że moja opinia jest aż tak różna od opinii innych blogerów. Szkoda, bo autorka miała dobry pomysł. Wystarczyło tylko trochę ubarwić rzeczywistość, z której czerpała, nadać jej charakteru, a efekt byłby o niebo lepszy. Osobiście nie polecam. Ale obstawiam, że pewnie znajdą się osoby, które docenią ten tytuł.

J. Green - Gwiazd naszych wina

Źródło
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Tytuł oryginału: The Fault in Our Stars
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013

Nie sposób było w ostatnim czasie nie usłyszeć o Johnie Greenie. Mówiąc kolokwialnie, jego nazwisko prawie wyskakiwało z lodówki. Nie było chyba w naszej czytelniczej blogosferze osoby, która nie zrecenzowałaby jakiejś powieści tego amerykańskiego autora. Ja też uległam tej swoistej modzie i skusiłam się na lekturę najbardziej znanego tytułu, czyli Gwiazd naszych wina. Nie będę jednak tryskać entuzjazmem, bo uczucia po lekturze miałam mieszane. 

Historia od samego początku bezapelacyjnie chwyta za serce. Śmiertelnie chora na raka płuc nastoletnia Hazel spotyka na swej drodze Augustusa - pewnego siebie i przystojnego chłopak, który wygrał nierówną walkę z nowotworem. Między tymi młodymi, ale doświadczonymi przez życie ludźmi rodzi się nieśmiałe uczucie - wbrew beznadziei i braku przyszłości. Na przekór losowi Hazel i Gus, wiedząc że koniec może nastąpić w każdej chwili, postanawiają cieszyć się życiem. 

W gruncie rzeczy książka ma tylko jedną zaletę - potężny ładunek emocjonalny. No ale niczego innego nie można było się spodziewać po opowieści tego typu. Kiedy już raz zaczniemy czytać, chcąc nie chcąc, zostaniemy wciągnięci na prawdziwy uczuciowy rollercoaster. Bohaterowie na naszych oczach przeżywają wzloty i upadki, doświadczają pierwszej miłości i związanych z nią smutków i radości, walczą ze strachem przed śmiercią. Green porusza w przystępny sposób wiele trudnych tematów, z którymi trzeba mierzyć się na co dzień. Trochę zabrakło mi tu jakiegoś podsumowania albo morału, ale z drugiej strony autor zostawił czytelnikowi przestrzeń na własne przemyślenia, co też się ceni. 

I tu dla mnie właściwie kończy się lista pozytywnych aspektów tej lektury. Największym rozczarowaniem okazała się fabuła. Przez większość książki brakowało jej dynamizmu. Może się czepiam, bo w końcu cóż mogą porabiać chorzy ludzie, dla których zaczerpnięcie oddechu jest nie lada wyczynem? Mimo wszystko, wydaje mi się, że autor niesłusznie postawił na nostalgiczne nic-nie-robienie i wszechobecne wzruszenie, bo czytając miałam wrażenie, że historia jest trochę mdła. Jej zwieńczeniem okazało się do bólu przewidywalne zakończenie, które kompletnie mnie rozczarowało. Spodziewałam się czegoś głębszego, a akcja po prostu się urwała.

Również sylwetki bohaterów nie przypadły mi do gustu. Oczywiście już od pierwszej strony byłam pełna współczucia dla Hazel, Gusa i Isaaka. Jednak cala trójka wydala mi się mocno przerysowana. Dialogi, które ze sobą prowadzili, były zbyt wydumane jak na 16-latków. Co więcej, Hazel sprawiała wrażenie ciepłych kluchów - brakowało mi w niej determinacji albo odrobiny charyzmy. Isaac to karykatura. Niby miał symbolizować dystans młodego człowieka do śmiertelnej choroby, a wyszło tak, że nie wiedziałam, czy śmiać się, czy żałować, że autor tak zepsuł tą postać. Augustus jako tako ratował sytuację, ale nie rozumiem, dlaczego jego wątek został tak potraktowany na końcu. Bohater niby był, ale jakby tylko w tle, jakby zmarginalizowany.

Gwiazd naszych wina to mądra i ciepła powieść pokazująca życie z perspektywy chorego człowieka. Nie jest jednak pozbawiona wad. Autor spłaszczył fabułę na potrzeby młodszego czytelnika (bo książki Greena zalicza się do literatury młodzieżowej) i stworzył mało realistycznych bohaterów. Na szczęście te braki rekompensuje warstwa emocjonalna, która wciąga i sprawia, że czytelnik angażuje się w historię. Tak czy siak myślę, że warto poznać tą książkę, choć do arcydzieła jej daleko.

K. Hosseini - I góry odpowiedziały echem

Tytuł: I góry odpowiedziały echem
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2013

Khaled Hosseini, amerykański pisarz pochodzenia afgańskiego, ma w swoim dorobku już trzy powieści. Ostatnią, wydaną we wrześniu ubiegłego roku, również poświęcił problemom, z którymi borykają się jego rodacy. I góry odpowiedziały echem to dramatyczna historia, w której splatają się losy kilkunastu bohaterów. Wszystko zaczyna się w latach 50. XX w., kiedy to ojciec Abdullaha i Pari oddaje dziewczynkę do adopcji bogatemu, bezdzietnemu małżeństwu z Kabulu. Choć losy rozdzielonego rodzeństwa toczą się w kompletnym oderwaniu od siebie, determinują przyszłość wielu innych postaci na zawsze łącząc je więzami krwi.

Nie można Hosseiniemu odmówić umiejętności snucia klimatycznych, ale też dramatycznych opowieści. Sięgam po raz trzeci po jego książkę i po raz trzeci jestem zaskoczona tym, jak dobrze wychodzi mu łączenie wielowątkowej fabuły, poruszających, nierzadko gorzkich emocji oraz obrazów przesyconych specyficzną kulturą Afganistanu. Choć można by tej książce zarzucić, że wszystkim wątkom brak punktów kulminacyjnych i że rozwijają się powoli, tylko pobieżnie zaznaczając niektóre wydarzenia, to ja i tak jestem pod ich wrażeniem. Podczas lektury cały czas towarzyszyło mi wrażenie, że autor utkał z nich tradycyjny afgański kilim. Łącząc jak pojedyncze nici zupełnie różne losy bohaterów, stworzył barwną, ściśle połączoną całość, na którą najlepiej spojrzeć z perspektywy kilku kroków. Dopiero wtedy można dostrzec jej prawdziwe piękno.

Najważniejszym elementem tej powieści są właśnie występujące w niej postaci. Przydarzające im się sytuacje wzbudzają w nas całą gamę uczuć, włącznie z wątpliwościami dotyczącymi podejmowanych przez nich moralnych wyborów. Każdy bohater jest inny, reprezentuje inny aspekt codziennego życia w Afganistanie (i nie tylko), dlatego nie ma nikogo, kto wydałby się mało interesujący lub nieważny. Pari i Abdullah oraz reszta pojawiających się w książce osób to żywe ilustracje determinizmu, który jest motywem przewodnim tej historii. Niemały wpływ na bohaterów ma też kraj, z którego pochodzą. Hosseini przywołuje dwojaki obraz Afganistanu. Z jednej strony prawie z każdego zdania da się wyczytać zachwyt nad surową przyrodą tego kraju. Ale z drugiej strony, pisarz naocznie uświadamia, że ludzie, którzy wychowali się w tej kulturze, są twardzi, dumni, nieprzejednani i niestety, czasami też bezduszni.

Mimo że I góry odpowiedziały echem nie dorównują w stu procentach poprzednim książkom Hosseiniego, to jednak nie sposób odmówić tej opowieści czaru. Prosty język i lekkie pióro autora sprawiają, że błyskawicznie wciągamy się w historię. Choć tematyka nie należy do najłatwiejszych, stron ubywa w zastraszającym tempie, a bohaterowie stają się nam coraz bliżsi. Na dodatek, książka jest wielowymiarowa. Kiedy sięgniemy głębiej i zastanowimy się nad przekazem, jaki niesie, będziemy mogli zbudować w głowie obraz życia w Afganistanie, spojrzeć na niego przez pryzmat ludzkich cierpień i radości i wysnuć wnioski. Polecam, bo to naprawdę dobra i wartościowa lektura.

K. Atkinson - Jej wszystkie życia

Tytuł: Jej wszystkie życia
Autor: Kate Atkinson
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2014


Jej wszystkie życia to niekończąca się opowieść. Tak mi się skojarzyło, kiedy tylko przeczytałam opis fabuły. Nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. Zwłaszcza, że Kate Atkinson to znana brytyjska autorka, nagrodzona prestiżową nagrodą Whitebread Book Award. Można się więc było spodziewać, że wykreowane przez nią losy Ursuli, rozgrywające się na tle autentycznych wydarzeń historycznych, okażą się epickie. I z radością stwierdzam, że przeczucie mnie nie zawiodło.

Ursula przychodzi na świat pewnego zimowego wieczora w 1910 r. Umiera przed zaczerpnięciem pierwszego oddechu. A potem... znów się rodzi. Tym razem jej życie trwa troszkę dłużej. I tak za każdym razem. Nikt poza nią nie zdaje sobie sprawy z tej sytuacji. Tylko Ursula wraz z wiekiem i każdym kolejnym życiem uświadamia sobie, że może próbować przeżyć swój czas jak najlepiej... Za każdym razem inaczej.

Książka Atkinson absolutnie mnie urzekła. Przez kilka dni naprawdę nie mogłam się oderwać od lektury. To przede wszystkim zasługa kilku zabiegów literackich, które wyjątkowo lubię. Po pierwsze - oryginalna kompozycja powieści, opierająca się na poszarpanej chronologii oraz swego rodzaju strumieniu świadomości narratora. Taka prezentacja historii pozwoliła autorce na wprowadzenie wielu mniej lub bardziej szczegółowo opisanych wydarzeń. Dzięki temu fabuła pozostała dynamiczna i udało się uniknąć schematu, który automatycznie nasuwa się przy powtarzalnej kompozycji. Dodatkowymi atutami są również niespodziewane, ale istotne dla opowieści zwroty akcji oraz dające do myślenia, przewrotnie skonstruowane zakończenie.

Co więcej, opowieść jest osadzona w realiach historycznych. Jesteśmy więc świadkami najważniejszych wydarzeń, które miały wpływ nie tylko na życie bohaterów, ale także na losy świata. Najwięcej miejsca poświęcono II wojnie światowej, która przez sporą część książki stanowi dramatyczne tło dla poczynań Ursuli i jej najbliższych. Nietrudno się domyślić, że te fragmenty wzbudzają w czytelniku największe emocje, bo autorka kreuje obraz brutalnego konfliktu zbrojnego widzianego oczami cywila - matki, córki, siostry. Nie sposób czytać o tym na chłodno... Atkinson nie zapomniała jednak ani o I wojnie światowej, ani o kuluarach politycznych okresu 20-lecia międzywojennego i pobieżnie przybliża również te kwestie, skupiając się głównie na mniej znanych faktach.

Jej wszystkie życia to historia, która potrafi wzbudzić w czytelniku również pozytywne emocje. Zwłaszcza tymi fragmentami, które opowiadają o życiu codziennym rodziny Toddów. Sami bohaterowie to sympatyczni, autentyczni ludzie o mocno zarysowanych osobowościach. Każdy z nich jest centrum odrębnego wątku pobocznego, który zmienia się wraz z kolejnymi narodzinami Ursuli. Dzięki temu książka nabiera znamion sagi. Bardzo spodobała mi się przedstawiona wizja rodziny: ciepłej, pełnej miłości, trochę zwariowanej, ale też zmagającej się z trudnymi problemami i wewnętrznymi niesnaskami. Przyjemnie było gościć w rodzinnym domu Toddów, Fox Corner, i podpatrywać, jak mijają im kolejne lata i jak układają się losy poszczególnych postaci.

Powieść brytyjskiej pisarki to jedna z perełek literatury obyczajowej. Jest niebanalna, mądra, a przy tym przyjemna i wciągająca. Potrafi sprawić, że czytelnik wsiąka w tą specyficzną, sielską atmosferę rodzinnego życia na angielskiej wsi i zaprzyjaźnia się z bohaterami. A oryginalna fabuła i burzliwe tło wydarzeń nie pozwalają się nudzić. To zdecydowanie tytuł, który warto poznać.

D. Smith - Zdobywam zamek

Tytuł: Zdobywam zamek
Autor: Dodie Smith
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2013

Zdobywam zamek to kolejna książka, którą odkryłam dzięki czytelniczym blogom. Najpierw spodobała mi się okładka, potem moją ciekawość wzbudziło porównanie do Błękitnego zamku L.M. Montgomery, a dopiero na samym końcu zainteresowałam się fabułą. Przy okazji dowiedziałam się też, że to debiutancka powieść brytyjskiej autorki, Dodie Smith, wydana w 1949 roku. Okazuje się jednak, że pisarka zdobyła rozgłos dopiero siedem lat później dzięki innej swojej książce - Sto jeden dalmatyńczyków. Tak, to właśnie tą historię Walt Disney przeniósł na szklany ekran w postaci animowanej bajki. 

Zdobywam zamek jest swego rodzaju pamiętnikiem nastoletniej Cassandry. Jej codzienność upływa w latach 30. XX w, na angielskiej wsi, w murach zrujnowanego zamku, w którym dziewczyna mieszka wraz ze swoją cokolwiek ekscentryczną i mocno zubożałą rodziną. W ramach ćwiczenia swoich umiejętności pisarskich, Cassandra przelewa na karty swojego zeszytu otaczającą ją rzeczywistość: różne wydarzenia z życia swojej rodziny, swoje własne uczucia, marzenia i wątpliwości. Nie brak jej przy tym zmysłu obserwacji i inteligentnego poczucia humoru.

Siła przekonywania tej niepozornej książki kryje się w zaledwie dwóch elementach. Tylko tyle (i aż tyle!) potrzeba, żeby wykreować historię, która stanie się bestsellerem. Dodie Smith po mistrzowsku przemyciła ogromny ładunek pozytywnych emocji w prostej opowieści. Połączenie burzliwych rozterek wieku młodzieńczego, dotyczących głównie chłopców i przyszłego zamążpójścia, ze słodkim posmakiem dziewczęcych marzeń oraz gorzkimi problemami codzienności sprawia, że niespieszna, rozwijająca się leniwie fabuła szybko wciąga czytelnika. Nietrudno poddać się ciepłej, trochę magicznej i odrobinę zwariowanej atmosferze, która otacza tytułowy zamek i wsiąknąć w malowniczą, prowincjonalną, angielską wieś.

Powieść nie byłaby tak dobra, gdyby nie wyraziści bohaterowie. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Cassandra. To ona przybliża nam wszystkie wydarzenia. Jest dynamicznym  narratorem, który nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Dziewczyna posiada niecodzienny zmysł obserwacji i nieco ironiczne poczucie humoru, a przy tym zachowuje wrażliwość, zarówno w stosunku do innych ludzi, jak i do otaczającego ją świata. To wszystko sprawia, że jej opowieść jest realistyczna, a czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Oprócz Cassandry w książce pojawia się też korowód innych, równie barwnych postaci. Już sami członkowie rodziny Mortmain są specyficzni - każda osoba posiada unikalne cechy charakteru i wnosi do historii coś nowego. Na dodatek, w pewnym momencie pojawiają się także absztyfikanci i ich krewni, którzy stanowią wyraźny kontrast dla mieszkańców zamku Belmote. Dodie Smith należą się słowa uznania za ten aspekt książki - naprawdę dopracowała sylwetki swoich bohaterów, co nadało historii głębszego wymiaru.

Słowem podsumowania - Zdobywam zamek to przyjemna i lekka książka, wręcz idealna na lato. Rozwijająca się miarowo fabuła wciąga czytelnika, wprowadzając go w sielski nastrój przesiąknięty błahym smakiem młodzieńczej miłości, radości i beztroski. Realistyczni i charakterystyczni bohaterowie od pierwszego pojawienia się wzbudzają sympatię, dzięki czemu w pewnym momencie czujemy się w tytułowym zamku jak u siebie. To właśnie ta atmosfera stała się przyczyną porównań do Błękitnego zamku. Obie książki są równie pozytywne i gwarantują czas miło spędzony na niezobowiązującej lekturze.

J. Bator - Ciemno, prawie noc

Źródło
Tytuł: Ciemno, prawie noc
Autor: Joanna Bator
Wydawnictwo: W.A.B
Rok wydania: 2013

Joanna Bator to polska pisarka, która zadebiutowała w 2001 roku. Popularność wśród czytelników zyskała dopiero za sprawą powieści Ciemno, prawie noc. Książka ukazała się w 2009 roku, a cztery lata później została uhonorowana Nagrodą Literacką Nike. Oprócz niej, Bator ma w dorobku również cztery inne powieści, z których dwie były już wcześniej nominowane do tej prestiżowej nagrody. Kunszt autorski polskiej pisarki został więc dostrzeżony całkiem szybko, ale najwyraźniej do trzech razy sztuka!

Akcja powieści rozgrywa się w Wałbrzychu, w latach 90. XX wieku. Alicja, dziennikarka po trzydziestce, wraca do swojego rodzinnego miasta, aby napisać artykuł o tajemniczym zaginięciu trójki dzieci. Choć na początku traktuje sprawę rutynowo, z czasem coraz bardziej się w nią angażuje. Próbuje nie tylko odnaleźć dzieci, ale także zrozumieć wydarzenia, które mają miejsce w Wałbrzychu. Na dodatek, powrót w rodzinne strony zmusza Alicję do stawienia czoła jej własnym demonom z przeszłości. Kobieta musi poznać prawdę o rodzinnej tragedii, której nigdy do końca nie rozumiała.

Jeszcze przed rozpoczęciem lektury wiedziałam, że książka Joanny Bator zalicza się do gatunku kryminałów, czyli jest duża szansa, że przypadnie mi do gustu. Nie sądziłam jednak, że historia osadzona w naszych polskich realiach może być tak mroczna, trudna i jednocześnie realistyczna, a przy tym tak wciągająca. A to przede wszystkim zasługa ciekawie skonstruowanej fabuły, składającej się z dwóch głównych wątków i kilku pobocznych historii. O dziwo, intrygę kryminalną odebrałam jako najmniej istotną. Mimo, że sprawa zaginionych dzieci była zastanawiająca, a zakończenie zaskoczyło mnie, to wydawało mi się, że autorka użyła jej jedynie jako pretekstu dla opowiedzenia o innych problemach. Inaczej było w przypadku drugiego wątku, dotyczącego tragicznego dzieciństwa Alicji, który wzbudził we mnie ogromne emocje. Autorka poruszyła w nim dramatyczny problem, który ciężko nawet jednoznacznie określić. To, co przeżyły mała Alicja-Wielbłądka i jej siostra Ewa, to okrutna mieszanka przemocy domowej, molestowania seksualnego, skutków choroby psychicznej i trudnej przeszłości rodziców. Nie chciałabym zdradzić zbyt wiele, bo tajemnica, która owiewa ten wątek jest ogromnym atutem powieści. Dzięki niej możemy wczuć się w emocje Alicji, która na nowo odkrywa prawdę o wydarzeniach sprzed lat. A prawda jest zatrważająca, wręcz nie do pomyślenia i co najgorsze - realistyczna, prawdopodobna.

Trzeba przyznać, że w Ciemno, prawie noc Bator odważnie dolewa oliwy do ognia dając swojej historii tło w postaci przerysowanego obrazu polskiego społeczeństwa. Celnie uderza w nasze narodowe przywary, zwłaszcza te, które są szczególnie widoczne współcześnie. Obłuda, fałsz i patologia w wykonaniu mieszkańców Wałbrzycha przeraziły mnie, ale też uświadomiły, że faktycznie tak się czasem zachowujemy. Autorka stawia jednak na miks przesady i abstrakcji - momentami opisane wydarzenia wydają się nieprawdopodobne, a bohaterowie wydają się nie pasować do otaczającego ich świata. Dzięki temu, historia zyskuje jednak specyficzny klimat, który u mnie wywoływał gęsią skórkę. Bohaterowie balansują na granicy abstrakcyjnej, dziwnej fantazji i najprawdziwszej, choć równie mrocznej rzeczywistości. Czytelnik nie raz może zwątpić w to, czy opisywane zdarzenia lub pojawiające się postaci to tylko ułuda, czy rzeczywistość.

Ciemno, prawie noc to książka, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Mimo, że czytałam ją już jakiś czas temu, jest ciągle żywa w mojej pamięci. Trudna tematyka, widoczny w fabule silny akcent psychologiczny i mroczny, niepokojący klimat powieści sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury. Nie mogę powiedzieć, że książkę czyta się z przyjemnością, bo tematyka jest specyficzna, a autorka nie raz przywołuje drastyczne i dramatyczne obrazy. Ale po przewróceniu ostatniej strony poczułam satysfakcję i świadomość, że książka wzbudziła we mnie wiele emocji. Bardzo polecam ten tytuł i sama będę z niecierpliwością czekać na kolejną okazję do sięgnięcia po książki Joanny Bator.

H. Murakami - 1Q84 (Tom 2 i 3)

Tytuł: 1Q84. Tom 2, Tom 3
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2011

Trylogię 1Q84 zaczęłam czytać w listopadzie zeszłego roku. Dopiero niedawno udało mi się poznać zakończenie tej niebanalnej opowieści, snutej przez japońskiego pisarza Haruki Murakamiego. Praktycznie na raz połknęłam tomy 2 i 3, bo zwyczajnie nie mogłam się oderwać od losów Aomame i Tengo.

Przede wszystkim dlatego, że w kolejnych częściach powieści sporo się dzieje. O ile pierwszy tom można było potraktować, jak swego rodzaju wstęp do opowieści, to od drugiego zaczyna się dynamiczna akcja. Tengo coraz bardziej zagłębia się w świat nakreślony przez Fukaeri w Powietrznej poczwarce. W dodatku, członkowie sekty dowiadują się, że to właśnie on jest ghost writerem bestsellerowej pozycji, co okazuje się nie bez znaczenia dla ich sytuacji. Tymczasem Aomame przygotowuje się do wykonania powierzonego jej trudnego zadania. Jednocześnie nie może przestać myśleć o odszukaniu swojej życiowej miłości.

Murakami po raz kolejny kompletnie mnie zaskoczył. Po zakończeniu lektury pierwszej części byłam zaintrygowana, ale nie spodziewałam się, że kontynuacja tej historii wciągnie mnie aż tak. A już od pierwszej strony drugiego tomu oniryczny, magiczny świat, w którym na niebie widać dwa księżyce, bez reszty mnie pochłonął. Według mnie to właśnie ten specyficzny, oryginalny klimat jest największą zaletą książki. Autor dodatkowo otula fabułę aurą tajemniczości. Nie wszystkie sekrety zostają wyjaśnione, część z nich czytelnicy mogą zinterpretować po swojemu lub po prostu pozostawić w sferze domysłów. Abstrakcyjne wydarzenia, specyficzni bohaterowie i ich kierowane emocjami zachowania na naszych oczach budują niecodzienną rzeczywistość. Na dodatek, Murakami operuje bardzo płynnym, plastycznym i lekkim językiem, co bardzo ułatwia wyobrażenie sobie historii.

Na tym mrocznym, tajemniczym tle rysuje się fabuła, która wbrew moim wrażeniom z pierwszej części opiera się na wartkiej akcji i licznych niespodziankach. Autor niejednokrotnie zwodzi nas, przekonując do czegoś przez kilkadziesiąt stron tylko po to, żeby na koniec kompletnie odmienić sytuację. Zachowania bohaterów, ich przeżycia i wypadki, które im się przydarzają, momentami są zupełnie oderwane od rzeczywistości, którą znamy z autopsji. Czasem miałam nawet wrażenie, że dana postać kompletnie odpłynęła w abstrakcję, a Murakami zwyczajnie pogrywa sobie z czytelnikami. Ale finalnie zawsze okazywało się, że każde zdarzenie ma sens i prowadzi do czegoś więcej. Na plus zaliczam także miks gatunkowy, który znajdujemy w 1Q84. Dominuje słodko-gorzki wątek miłosny, który finalnie bardzo przypadł mi do gustu, choć przez długi czas nie wiedziałam, jak go ocenić. Oprócz tego, znajdziemy w książce również elementy powieści kryminalnej, odwołania do szeroko pojętych problemów społecznych, wydarzeń politycznych z historii Japonii oraz dosyć mocno zaakcentowany wątek obyczajowy, skupiający się na przeszłości Tengo. Samo zakończenie, choć trochę nierealistyczne i otwarte (a do takich mam ambiwalentny stosunek), usatysfakcjonowało mnie w pełni.

Podsumowując: 1Q84 to niecodzienna historia, która porywa czytelnika i przenosi go w równoległą rzeczywistość. Mnie urzekła przede wszystkim trochę tajemnicza, trochę niebezpieczna i z pewnością budząca fascynację atmosfera powieści. Polubiłam także bohaterów, którzy w tym dziwnym splocie wydarzeń pozostali wierni sobie i potrafili kierować się zarówno sercem, jak i rozumem. Dzięki nim udało mi się na chwilę wsiąknąć w inny świat i odpocząć od tego, co na co dzień widzę z drugiej strony okładek. Murakami już po raz drugi przekonał mnie, że nie bez przyczyny jest ulubieńcem milionów czytelników na całym świecie, a jego książki szybko zyskują miano bestsellerów. Niniejszym i ja na dobre dołączam do rzeszy wielbicieli japońskiego pisarza, a 1Q84 gorąco polecam.