Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawy blogowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawy blogowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Deklinacja wiosenna.


 Deklinacja wiosenna, 
czyli odmiana wiosny przez przypadki 
karkołomnie zrymowana na potrzeby Aluchy.

Kto? Co? Wiosna.
Mówią, że radosna.

Kogo? Czego? Wiosny.
Okres to żałosny.

Komu? Czemu? Wiośnie.
Zielsko znów urośnie.

Kogo? Co? Wiosnę.
Ja już nie urosnę
.
Z kim? Z czym? Z wiosną.
Piję syrop z sosną.

O kim? O czym? O wiośnie.
Pyli znów nieznośnie.

O! Wiosna.
Przyszła bezlitosna.

Jak widać powyżej kaprysie za wiosną nie przepadają.
Z wzajemnością. Ale zadanie w ramach Akcji Wiosenna Opowieść uważam za wykonane;)
Innych, w tym również wielbicieli wiosny, którzy są w znacznej większości jak sądzę, zapraszam do udziału w aluchowej zabawie. Forma, literacka i nie tylko, treść i obszerność dowolne:)
Oj, Alu, ale sobie narobiłaś zajęcia na wiosnę...:)

piątek, 3 lutego 2012

Lepiej późno niż wcale, czyli kwiatek za wierszyk, mrautacza sesja ze szczurem i prośba.

Trzaskający za oknem mróz sprawia, że niechętnie wychodzę z domu. Więcej czasu poświęcam wełnie, książkom i kapryśnikowi.
Szperając w starszych postach doczytałam się, że nie wywiązałam się z obietnicy. Pisząc o mruczącej sobocie obiecałam kwiatek dla wybranej przez Mrautak autorki wierszyków, zamieszczonych w komentarzach pod postem "Wierszydełko z przepisem na rymy". Potem zabrakło czasu, była blogowa przerwa i zapomniałam. Oj, nieładnie.
Już się poprawiam, tylko Mrautak jest nadal niezdecydowana, który wierszyk najbardziej jej się podoba. Nie pozostało nam nic innego, jak skorzystać z pomocy maszyny losującej;)
I tak komentarze z wierszykami zostawiły w kolejności:

1. Ori - "Pełnia Lata w Domu Tymianka"
2. Wildrose - ""Świat Wild"
3. Rzeka - "Mój kot, mój komputer i ja"
4. Inkwizycja - "Czułe Inkwizytorium"
5. Ivalia - "Szafa malowana"
6. Dysiak - "Dysiakowo"
7. Ata - "Moje różne różności"
8. Blog niedzielny vel "Lewym okiem"

Maszyna losująca poszła w ruch i.....
Kwiatek - broszkę ufilcuję dla Rzeki:)
Broszka będzie spora i podobna do pokazanej na zdjęciach, a wybrankę ślepego losu bardzo proszę o określenie ulubionej kolorystyki i przesłanie mi wiadomości z aktualnym adresem. Miałam kiedyś, ale oczywiście nie mogę odszukać.

Mrautak już przypilnuje, żebym tym razem nie zwlekała z realizacją:)
Kiedy już omówiłyśmy kwestię zaległych zobowiązań Mrautak zgodziła się pozować. Ostatnio uciekała natychmiast, jak tylko zobaczyła, że biorę do ręki aparat. W najlepszym wypadku odwracała kota ogonem;)
Dziś była wyjątkowo cierpliwa, mogę więc Wam pokazać skrót fotoreportażu pt. "Szczur na sznurku najlepszym przyjacielem kota":)

 
 



I jeszcze prośba. Silne mrozy utrzymują się od kilku dni, do końca zimy zostało jeszcze całe sześć tygodni. W źle wyposażonych i przepełnionych schroniskach zamarzają codziennie psy i koty. Ratunkiem dla tych zwierzaków są małe fundacje, które wspomagane przez darczyńców, w miarę posiadanych środków, zabierają zwierzaki ze schronisk, umieszczają w hotelikach i sukcesywnie szukają dla nich nowych domów z pełną miską i gorącym ludzkim sercem. Wspomóżmy je choć niewielkim datkiem. Fundacja Dom Tymianka działa niestrudzenie. Przywróciła wiarę w ludzką dobroć ponad stu psim sercom, ale bez naszego wsparcia wiele nie zdziała. Zajrzyjcie na blog "Pełnia lata w domu Tymianka" i dorzućcie grosik na konto Fundacji.
Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki - Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna

52 1090 1694 0000 0001 1684 9209
Mrautak, w imieniu pobratymców, z góry bardzo dziękuje:)

sobota, 7 stycznia 2012

Nowe - stare, stare - nowe.

Stara śmieciowa waga w nowej odsłonie. Nadal bez szalek i odważników. Zamiast szalek, na razie, fajansowe białe miski.
Pewnie kiedyś wyjedzie do działkowego domu, bo chociaż ładnie się prezentuje po renowacji, to jednak kawał klamota;)
Filcowe korale. Nowy pomysł dawno zrealizowany. Noszone już od dłuższego czasu przez moją pracową koleżankę.  Z futerkiem:) 

I kolejne granatowo-szaro-srebrno-perłowe, w kolorach zimy. Stary pomysł, nowe wykonanie. Prezent dla siostrzyczki. Kolory i kompozycja zgodnie z zamówieniem:)
 
Z dawna wygrany u Zdolności tworzenia niespodziankowy prezent. Batikowa zawieszka z symbolem równowagi pierwotnych, przeciwnych i uzupełniających się sił: in i yang. Znak tak bardzo potrzebnej mi wewnętrznej harmonii.
Dziękuję bardzo Elu i przepraszam, że z takim opóźnieniem o nim piszę. Wszystko przez przerwę:)
A na koniec stary przepis na przystawkową sałatkę podejrzany u waniliowej An-ny i w Kwestii Smaku, w nowej kaprysiowej odsłonie.
Melon w szynce parmeńskiej. Proste, efektowne i pyszne:)
 
Przepisy tutaj i tutaj. Ja zamiast orzeszków pinii użyłam prażonych ziarenek słonecznika, a zamiast szpinaku, sałatę i rukolę. Sos balsamiczny udało mi się kupić, ale można też zrobić samemu, jak w przepisie Kwestii smaku.
Dobre było:)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Przerwa w przerwie;)

Zupełnie nie umiem odnaleźć w sobie chęci do pisania. Dni mijają, zajmuje mnie mnóstwo spraw, z czego większość nie poprawia mi nastroju, a kapryśnik leży w kącie i porasta grubą warstwą kurzu.
Remont jest już odległym wspomnieniem. Lubimy krótkie i sprawne remonty. Gorzej z porządkami, ponieważ nie tylko do pisania nie mam chęci;)
W ramach odkurzania trochę zdjęć tego co w czasie ostatnich tygodni dostałam, poskładałam i wypaliłam.
Najpierw dostana prześliczna bransoletka od Dysiaczka. Bardzo nośliwa, urokliwa i jesienna, bo chociaż koralowa, to jarzębinowa:)
Dziękuję raz jeszcze Dysiaczku i ciągle mrugam z niedowierzania, że to ja wygrałam Twoje candy:) Dostałam też materiałowe podkładki w różyczki niezwykłej urody i waniliowo pachnący świecznik, zdjęcie jednak wyszło mi haniebnie kiepsko, więc do oglądania zapraszam do Dysiakowa w poście o oświeceniu z 23 października br.
A poniżej ceramiczna miseczka, różne naszyjniki i korale, które poskładałam w czasie blogowej nieobecności z wypalonych ostatnio i dawniej elementów.








Szkliwa to mandaryn, turkus cracle, portofino, metaliczne złoto i czerwień kardynalska. Brązowe przekładki w pierwszych i ostatnich koralach są wykonane z drewna kokosowego.
A na zakończenie tradycyjnie zalaptopowy rozmruczany Mrautak na dobranoc dla wszystkich, którzy nie stracili cierpliwości i nadal tu zaglądają, bo pomimo przerwy w przerwie, przerwa trwa;)

poniedziałek, 26 września 2011

Wierszydełko z przepisem na rymy.

Objawy przepracowania bywają bardzo różnorodne.
Prócz kilku ciekawych dolegliwości natury fizjologicznej zaczęłam składać rymowanki i wierszydełka. Co gorsza czasem je publikuję. Przykro mi.
Traktuję kapryśnikowe zapiski pamiętnikowo, stąd zresztą nazwa bloga, i jak coś sklecę to czasem zapisuję.
Czytacie na własną odpowiedzialność.
Dziś nie będzie słonecznie, jabłecznie i słodko.
Będzie niegramatycznie, informacyjnie, porządkowo i cmentarnie.
A to dlatego, że będąc ostatnio na cmentarzu stwierdziłam, że na większości nekropolii nie ma, są nie wiadomo gdzie, jest za mało* (*właściwe podkreślić) toalet.
W kościołach zresztą podobnie, tylko gorzej. 
Zirytowana powyższym przedstawiam wierszydełko informacyjne, a w nim przepis na rymy oraz zaproszenie do zabawy:)

To nie sztuka znaleźć rym
każde słowo będzie nim,
które taki koniec ma
jakiego nam właśnie trza.

Że to rym jest częstochowski
trudno, niech precz znikną troski
zasad wszelkich też w nim brak
za to rym jest tak, czy siak.

Oto przykład literacki
krótki i nie elegancki
napisany przez J.T.
by zbudował ktoś WC:

Cytat z Juliana Tuwima:
" Tu leży wieszcz, przechodniu nie szcz."

A teraz parafraza fragmentu wiersza tegoż autora:
"Rusz czytelniku mózgiem swym i napisz jakiś własny rym"
;)))
Tematyka dowolna, rymy obowiązkowe.
Oceniać będzie Mrautak, ponieważ ona bardzo dobrze zna się na rymowaniu, bo przecież nie ma nic bardziej poetyckiego jak kocie mruczando;)
Ktoś podejmie wyzwanie?
Kompletnie nie na temat, ilustracją do posta są łapy księżniczki Mrautak jurora, która zawsze wchodzi w kadr, ponieważ słusznie uważa, że ona jest najważniejsza i zdjęcia należy robić jej, a nie jakimś koralikom, tak po prostu ponadziewanym na rzemyk, które pomimo tego, że są pokryte ciekawym matowym szkliwem pt. aligator i trochę je nawet na zdjęciu widać, na uwagę nie zasługują.



poniedziałek, 4 lipca 2011

Deszczowe rymowanki i zdjęcie od Anki;)

Deszczowe zdjęcie autorstwa Młodej:)
Dymek pary nad herbatą,
a tu w końcu przecież lato.
W kroplach deszczu proste, ciche
rymy się składają liche.

Na kwiatki i smutki
na rozpaprane robótki
na weekend za krótki
na "a może napić się wódki?"
na koci wąs, na róży pąs,
                              kapie deszcz
I smętne dumanki, deszczowe mruczanki
w ucho szepczą tak:
                    dwadzieścia mieć znowu lat
                    i kibić jak trzcinka
                    i spać jak dziecinka
( w klawiaturze koci kłak ),
                    jeść móc co chcieć,
                    i pieniądze mieć,
                    winem się upić,
                    pokochać i rzucić
Marzyć i chcieć,
tabletki wyrzucić do kosza precz,
a dziś może na spacer iść, choć
                                      kapie deszcz...


To oczywiście deszczowe nieudolne kaprysine wierszoklectwo inspirowane:)
A kto zgadnie czyimi i którymi wierszami, hę? :))) 
Ogłaszam kaprysiną blogową zabawę bez nagród;) A zresztą kto wie, jak dłużej popada, to może jednak z nagrodą?;) Ładną jakąś:)

piątek, 11 lutego 2011

Wyróżnienia


Mira i Dysiaczek obdarowały mnie wyróżnieniami. Bardzo Wam dziękuję:)
Nie wiem tylko czy na pewno mi się należą. 
Odbierając wyróżnienia powinnam napisać o siedmiu rzeczach, o których do tej pory o sobie nie pisałam i siedmiu, które mnie uszczęśliwiają.
Cały kłopot w tym, że najbardziej uszczęśliwiłoby mnie zwolnienie z tych warunków, ponieważ nie napiszę ;)))
Miłym obdarowującym winna jestem wytłumaczenie.
W ciągu dwóch lat pisania otwartego bloga i tak napisałam o sobie znacznie więcej niż zamierzałam zaczynając zabawę w blogowanie. Zamieściłam sporo osobistych treści i pewnie jeszcze zamieszczę przy okazji różnych tematów.
Rzecz w tym,  że uporządkowane liczbowo zwierzenia na temat np. mojej awersji do wątróbki nikogo (włącznie ze mną) nie zainteresują, a pisanie na forum o pracy, nadziejach spełnionych , czy zawiedzionych, zdrowiu, lepszym , czy gorszym itp. sprawiłoby, że kapryśnik zamieniłby się zapewne w smętnik, a już na pewno w nudnik. 
Z uszczęśliwianiem podobnie. O tym co lubię pisałam tutaj. Szczęście to dla mnie uczucie chwili.  Nikt nie jest szczęśliwy ciurkiem i bez przerwy, a te chwile mojego największego szczęścia są intymne, osobiste i do kapryśnika też mi jakoś nie pasują. 
Przepraszam, ale taka już jestem, ze jednym z najbardziej wkurzających mnie w TV programów są wynurzenia uczestników "Rozmów w toku" i podobnych.
Mamy wolność i demokrację, jak ktoś lubi to ogląda, ja nie lubię, nie oglądam i nie praktykuję;) Wybaczcie:)
Oba wyróżnienia są przemiłe i otrzymanie ich od Was dziewczyny sprawiło mi dużą przyjemność. Jeszcze większym wyróżnieniem i frajdą są dla mnie wszystkie zostawiane pod postami komentarze.
Łamiąc więc zasady blogowych zabaw przekazuję tę miłą parę wyróżnień do wszystkich moich blogowych gości.  
Jeśli tylko macie na nie ochotę, to bardzo proszę :)

sobota, 5 lutego 2011

Książki

Kilka dni temu Inkwizycja zaprosiła mnie do zabawy pod niepokojącym tytułem: "Pokaż mi swoje książki, a powiem ci kim jesteś".
I któż by pomyślał, że w XXI wieku przyjdzie mi zeznawać przed Inkwizycją. Całe szczęście, że czułą ;) Proszę więc, pokazuję:)
To półka podręczna, niepełna i zupełnie przypadkowa.
Nasze książki krążą między domami. Część zabrała Młoda, kolejną część jeszcze zabierze, czasem coś przywiezie, a tym co kupujemy wymieniamy się na bieżąco.
A to kilka półek biblioteki stacjonarnej. Tak myślę, że raczej po zawartości biblioteki nie da się wywnioskować kim jestem;)
A co czytam? Jak mam ochotę na uspokojenie myśli i nie jestem w trakcie czytania czegoś nowego, wracam do krótkich opowiadań Roberta Gravesa, Guy de Maupassanta, Czechowa, czy Sartrea.
Działają jak balsam.
Jak jestem zmęczona i mam mało czasu, a muszę  przeczytać kilka kartek lub chociaż zdań przed snem, bo inaczej nie usnę, sięgam po cokolwiek, z tym, że nie może to być na przykład biografia Kingi Rusin:)
Drażni mnie tak zwana literatura kobieca. Nie czytam Grocholi, ba, odłożyłam nawet Kalicińską, znużyła mnie.
Czytam czasem Ludluma, Folleta, Grishama, Cooka, Kinga i wszelkie dobre kryminały z Agathą Christie na czele. Za Pratchettem nie przepadam. Dobry Omen przeczytałam, ale zdecydowanie wolę Gaimana solo, chociaż fantastyka, to nie jest to, co kaprysie lubią najbardziej.
Sapkowskiego nie mogę, a Krajewskiego z jego mrocznym Wrocławiem lubię.
Chociaż mają sto lat uwielbiam felietony Tadeusza Boya i recenzje teatralne Antoniego Słonimskiego (nieco młodsze;)). Tylko on umiał zamknąć recenzję marnej sztuki teatralnej pt. "Kartka papieru" dwoma krótkimi zdaniami: "To nie była kartka. To była rolka" :)))
Uwielbiam poezje Tuwima, Wierzyńskiego, Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, Baczyńskiego i Wisławy Szymborskiej.
Na Makuszyńskim uczyłam się czytać, a czytając Wańkowicza, "Dzienniki" Marii Dąbrowskiej i Prusa uczyłam się pisać. 
Bardzo lubię Whartona, a Vonnegut trochę mnie drażni, chociaż lubię sposób w jaki pisał. Bardziej drażni mnie Salinger, a jeszcze bardziej Masłowska.
Lubię Marqueza, Zafona, Mendozę, Whartona. Ostatnio urzekła mnie proza Olgi Tokarczuk,  lubię książki Orhana Pamuka, ale zmuszają mnie do koncentracji.
Z przyjemnością przeczytałam całego Harego Pottera:)
Czasami lubię też zażyć szmiry, tak dla kontrastu;) "Trędowatą" znam, a jakże, ale to cudowny pastisz "Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec doprowadził mnie do histerycznych ataków śmiechu.
Nie pamiętam dokładnie, ale to było jakoś tak: " Stefcia westchnąwszy głęboko wsparła się gibką kibicią na framudze. Wspomniawszy powłóczyste spojrzenie ordynata spłonęła rumieńcem, a zmysły wypełzły jej na usta. Spojrzała przez okno. Na ulicach znikały już ostatnie ochłapy śniegu" -  i tak dalej, czy jakoś tak podobnie :))) Z tym śniegiem to zupełnie podobnie jak teraz:)
W księgarni potrafię spędzić długie godziny. Czytając kilka zdań nieznanej książki już wiem czy warto i czy chcę ją kupić. Częściej jednak wypożyczam, ach te ceny...
A gdybym miała wskazać jedną, tę jedyną ze wszystkich, tę która najbardziej zachwyciła i zostawiła ślad w młodej głowie (wtedy młodej), to  wybrałabym "Mistrza i Małgorzatę" Michaiła Bułhakowa. Chyba tak:)

Bardzo to pobieżny i chaotyczny przegląd lektur. Klasyczny groch z kapustą:)
W krótkim poście nie umiem upchnąć wszystkich ważnych dla mnie tytułów i autorów. Rzecz w tym, że po prostu lubię czytać i czytam sporo, chociaż miałabym ochotę na więcej. 
Według reguł zabawy muszę wezwać do złożenia zeznań kolejne osoby, zapraszam więc: 
Mirę z Poukładanego świata, od której dostałam ostatnio wyróżnienie i zaproszenie do kolejnej blogowej zabawy, ale to już temat na inny post, Joasię szukającą inspiracji i Bobe Majse, za czym kryje się chytry plan i nadzieja na wynotowanie dla sobie ciekawych tytułów do przeczytania:)

sobota, 4 grudnia 2010

Łucznica ta sama, ale nie taka sama, czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i pierwsze pocieszajki.

Z wielu różnych powodów nie pojechałam na jesienny kurs filcu do Łucznicy, ale pojechała Małgosia, z którą byłyśmy razem w kwietniu. Wróciła rozczarowana kursem i zachwycona nowymi znajomościami:)
Kurs miał być II stopnia dla zaawansowanych, a nie wnosił niestety niczego nowego, za to przesympatyczne nowe znajome przekazały Gosi "wiedzę tajemną"  i pokazały technologię robienia filcowych szali:)
A że Małgosia jest bardzo dobrą nauczycielką, to jest nadzieja, że i mnie może, pod jej wprawnym okiem, nareszcie uda się udydłać jakiś szaliczek.
Tak również cudnie się złożyło, że w Łucznicy Gosia poznała Martę, która razem z koleżankami prowadzi sklepik internetowy z własnoręcznie gręplowaną i farbowaną czesanką. Znajdziecie w nim również jedwabny laps, włókna soi, bambusa i lnu, które stanowić mogą świetną bazę do filcowania szali, najróżniejsze loki i kłaczki, akcesoria i serwetki do decoupage, co nie co z pasmanterii i dobre farby do barwienia wełny.
Mnie zachwyciła wełna czesankowa, którą miałam możliwość na żywo obejrzeć i pomacać. Jest mięciuteńka, delikatna, ma równiutkie, puszyste włókna, piękne trwałe kolory i łatwo ją filcować. Od Marty wyszłam z siatką wełny i silnym postanowieniem znalezienia wolnego dnia na ufilcowanie szala na jedwabiu. 
Wszystkie te cuda znajdziecie pod adresem sklepu:
http://crafttrioszki.pl/
Tymczasem pomału, acz systematycznie wytwarzam obiecane pocieszajki dla uczestniczek wrednego candy. Co prawda miałyście wybrać broszkę lub kolczyki w dowolnej kolorystyce, ale postanowiłam zrobić dla wszystkich i jedno i drugie, ponieważ kompleciki miło się robi i ładnie wyglądają na zdjęciach:)
Jeżeli któraś z Was chciała tylko i wyłącznie np. broszkę, to kolczyki-filcyki może wrzucić na dno szuflady i już.
Zwrotów nie przyjmuję, biorąc udział w mojej marnie zorganizowanej zabawie podjęłyście ryzyko znoszenia moich kaprysów;)

Poniżej komplecik Aty,
Artemisi,

Miry,
Joanny,
Dużej Małej Mi,
Nadal czekam na wiadomości od pozostałych uczestniczek:) Wszystkie dziewczyny, proszę również o podanie w mailu do mnie, adresu, na który mam wysłać pocieszajki.
Do tych z Was, które podały mi już adres, gotowe kompleciki postaram się nadać w poniedziałek.

Zdjęcia wyszły takie sobie, za oknem pochmurno, światło marne, do tego robiłam je dziecka aparatem, który jest niby świetny, ale obcy;)
Dzisiejszą sobotę zaplanowałam jako jeden z nielicznych ostatnio (niestety) dzień dobroci dla zwierząt pociągowych.
Rano blog, szlafroczek, herbatka, Olga Tokarczuk prowadząca swój pług przez kości umarłych;) (nareszcie, dotąd się jakoś nie składało), a wieczorkiem zaległe andrzejki w miłym gronie:), czyli w planach sympatyczny, wypoczynkowy weekend, czego i Wam życzę:)

sobota, 27 listopada 2010

Losowanie, czyli imieniny kota :)

Papam, sobota, czyli imieniny kota:) 
Niniejszym ogłaszam, że od dziś panna Mrautak w dniu 27 listopada obchodzi imieniny:)
Z okazji swojego święta solenizantka dostała różne prezenty, a następnie uprzejmie zgodziła się  wylosować karteczkę z imieniem którejś z uczestniczek wrednego candy. 
Oto fotorelacja z porannego losowania:
Mrautak w gotowości,
chwila wahania,
wybór, 
potwierdzenie wyboru,
dowód wyboru w postaci odcisków kocich zębów,
 a oto nowa właścicielka granatowych korali:)
Bardzo proszę mrautakową wybrankę o kontakt na adres serki2@poczta.onet.pl. Paczuszkę z cukierkiem postaram się wysłać zaraz na początku przyszłego tygodnia:)
Wszystkim uczestniczkom  bardzo dziękuję za udział w zabawie i za ciekawe historie o nazwach ulic, pozdrawiam też ciepło wszystkie komentatorki, które nie stanęły w szranki, ale wytrwale komentują moje blogowe poczynania:)
Na koniec , wzorem Claris z Filcowego namiotu, od której dostałam prezencik mimo przegranej, postanowiłam osłodzić wszystkim przegranym uczestniczkom wrednego candy gorycz porażki w losowaniu i każdej z Was ufilcować drobny cukiereczek:) 
Do wyboru będą to małe filcowe kolczyki kuleczki lub broszka kwiatek, w wybranej przez Was tonacji kolorystycznej. Każdą z Was proszę więc o kontakt na podany wyżej adres i obiecuję, że postaram się zdążyć z cukiereczkami-filcusiami przynajmniej do świąt;)
To lemoniadka do farbowania wełny od Claris. Efekty farbowania w lemoniadce pokażę jak wreszcie coś ufarbuję:) 
Miłej niedzieli i czekam na Wasze maile:)

sobota, 20 listopada 2010

Wybory, czyli wredne candy

Mam zły charakter. Jestem złośliwa, kapryśna, apodyktyczna, a do tego bywam leniwa. Mąż mój drogi, natomiast, to wzór cnót i spokojności, ogólnie sama sympatyczność z kilkoma zaledwie rysami.
Jedna z nich to upodobanie do znęcania się nad ludźmi.
Ostatnio znęcał się wczoraj. W drodze na śmietnik zaczepił go młody , sympatyczny kandydat na radnego, wręczył ulotkę i przekonywał do oddania na siebie głosu. 
Przytoczę teraz skrót tej rozmowy:
Mąż: A możemy chwilę porozmawiać?
Kandydat: Oczywiście.
M: Jak długo mieszka Pan w Warszawie?
K: Od 2004 roku, ale mieszkam dwie ulice stąd i jesteśmy sąsiadami. Wszystkie sprawy mieszkańców dzielnicy, są moimi sprawami.
M: Na jakiej ulicy jeśli można zapytać?
K: Erazma z Zakroczymia.
M: A zgodzi się Pan odpowiedzieć na trzy moje pytania?
K: Tak.
M: Dlaczego według Pana jest w Warszawie ulica Erazma z Zakroczymia?
Czym takim zasłużył się dla miasta?
K: Eeeeee....
M: To w takim razie inne pytanie. Są tu obok ulice Picassa i Mehoffera. Co łączy te dwie postacie?
K: Eee, nie słyszałem.
M: O Picassie Pan nie słyszał?
K: Niewiele, coś niecoś.
W tym miejscu kandydat wysłuchał odpowiedzi na zadane pytania, a także wyjaśnienia dotyczące pochodzenia nazw ulic Nagodziców, Porajów i Śreniawitów, oraz informacji, o tym co łączy Erazma z Zakroczymia z Pancerem, którego ulica także położona jest obok. Na koniec mąż mój okrutny ulitował się i rzekł:
No, dobrze. Nie będę Pana dalej męczył. Jeżeli powie mi Pan jakiego herbu był Onufry Zagłoba, to na Pana zagłosuję.
K: Eeeeeee...
M: No cóż. Przykro mi i do zobaczenia.
To tyle rozmowa. Dla wyjaśnienia dodam, że ulica Wczele również znajduje się w pobliżu.
Powiecie pewnie, że to sprawy nieistotne i że ważne są linie tramwajowe, oczyszczalnie ścieków, przedszkola itp. Możliwe, z tym tylko, że moje minimum wymagań, a właściwie chęć i marzenie, to wybranie na naszych reprezentantów ludzi myślących, a nie zaangażowanych jedynie we własną karierę ignorantów bez znaczenia jaką opcję polityczną reprezentują.
To tyle wybory;)
Skoro jednak wybory to właściwie losowanie, u mnie dziś także losowanie, czyli cukierek:))) Jak wspomniałam na wstępie charakter mam paskudny, nie będzie więc tak łatwo i nie tylko ślepy los zdecyduje o wygranej;)
Oto cukierek: 

A teraz zasady udziału w zabawie:
1. w komentarzu pod postem należy prawidłowo odpowiedzieć na pytania zadane przez mojego męża okrutnika kandydatowi na radnego
2. napisać u siebie kilka słów o mojej zabawie i kilka słów o nazwie swojej, sąsiedniej lub innej ulicy, nad którą nigdy wcześniej się nie zastanawialiście
3. osoby, które nie piszą bloga również zapraszam do zabawy i proszę o spełnienie warunku z pkt. 2 w komentarzu oraz o podanie adresu e-mail
4.  zapisy do 26 listopada, losowanie w sobotę 27 listopada o godz. 10.00

Okropna jestem, wiem, ale od tego jam ci jest kaprysia;)))

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Zabawa w lubię

Agnieszka z Kapryśnych Inspiracji zaprosiła mnie do blogowej zabawy w "Lubię":) Zasady są takie:
Trzeba -
1. Napisać przez kogo zostało się zaproszonym.
2. Wymienić 10 ulubionych rzeczy
3. Zaprosić kolejne 10 osób i powiadomić je w komentarzach o zaproszeniu do zabawy
ad. 1 
Napisałam i bardzo dziękuję Agusiu, ponieważ zmobilizowałaś mnie do napisania kolejnego posta, a coś mi ostatnio pisanie idzie jak po grudzie:)
ad. 3
Zapraszam:

Joasię szukającą inspiracji
Ori z Pełni lata w Domu Tymianka
Anię z cynamonowo-jaśminowo
Blog niedzielny
Mirę z Poukładanego świata
Atę z Moich różnych różności
Olę z Bobe Majse
Annęvilmę z Przystanku Anusin
Sankę z Sankowo to i owo
Atteo
Zabawa już dłuższy czas krąży pomiędzy blogami, więc jeśli już pisałyście o tym co lubicie, to napiszcie o tym czego nie lubicie, tak dla urozmaicenia;)

ad.2
Oj, będzie trudno. 
Chodzę ostatnio zła jak osa, z bólem głowy, niezorganizowana, rozkojarzona, rozmemłana, zniecierpliwiona, bez weny, werwy i zapału. Urlop wyparował gdzieś bez śladu, czy ja w ogóle coś lubię?
No, dobrze. Zastanówmy się.

Jednak lubię:
- czytać ( zawsze ) i pisać ( czasami)
- zapach jeziora, lasu, ogniska, siana latem i psiego ucha
- jesienne mgły, gęste, biało-szare i ciszę , która im towarzyszy
- pływać nocą, albo nad ranem w jeziorze na golasa ( rzadko to jest możliwe, ale jak jest, to uwielbiam;) )
- zbierać grzyby, jak są:)
- jeść surowe ciasto ( takie drobne szaleństwo kulinarne )
- pasjonatów, narwańców i wizjonerów
- popichcić, podekupażyć, pofilcować, polepić
- swoje cztery kąty, porządek, spokój, szum deszczu, biel śniegu i zapach choinki
- codzienny kwadrans mrautaczenia z ocieraniem, drapankami i buziaczkami, to nowość, ale już ulubiona:)

Lubię jeszcze Was czytać i podglądać, lubię pogadać przy kawie, spacerować, jeździć na rowerze, zmęczyć się i odpocząć, upaprać w błocie i wykąpać w wielkiej wannie, dawać prezenty i dostawać książki,  lubię mnóstwo różnych rzeczy, właściwie chyba nawet lubię lubić:)
I proszę, choć do komputera siadałam w kiepskim nastroju to wstaję od niego uśmiechnięta. To miła i mądra zabawa.
Może i Wam poprawi humor i jednak, o tym czego nie lubicie nie piszcie, nie warto i nie o to chodzi.
Niech lubienie wygrywa z nie lubieniem, a uśmiech z kwaśną miną :)))

Jako ilustracja do ulubionego kwadransa mrautaczenia panna Mrautak na fotelu, w pozycji "zdechł kot" oraz na swoim ukochanym balkoniku.

 

poniedziałek, 10 maja 2010

Dziesiątka

Do zabawy zaprosiła mnie Aga z "robię, bo lubię".  
To sympatyczna i niby całkiem prosta zabawa. Wybieramy dziesiąte w kolejności z najstarszych zdjęć, które mamy w komputerze, publikujemy i opisujemy jego historię.
Problem z zadaniem będzie miał tylko taki bałaganiarz jak ja, który zdjęcia ma porozrzucane w trzech komputerach, z czego jeden jest domowym stacjonarnym staruszkiem, który ledwo dyszy, drugi jest nowym laptopem, w którym są same nowe zdjęcia, a trzeci jest pracowym kombajnem z małym wydzielonym prywatnym fragmentem dysku. Do tego dochodzi jeszcze szuflada płyt CD, ale płyt już w to mieszać nie będę. Na służbowym trzeba raczej pracować, a nie bawić się zdjęciami, ale zostałam sobie trochę po godzinach, pogrzebałam i proszę oto co znalazłam:



To wiadukty kolejowe w Stańczykach. Najwyższe w Polsce, konstrukcją przypominają rzymskie akwedukty i są jedną z atrakcji turystycznych Suwalszczyzny. Do roku 1945 prowadził tędy szlak kolejowy łączący  Gołdap z litewskimi Żytkiejmami. Jeszcze kilka lat temu można było skoczyć z nich na bungee, teraz jest to zakazane. Na zdjęciu prócz wiaduktów kawałek Młodej w krzaczkach szykującej się do kolejnego ujęcia.
Pomysł z grzebaniem w starych zdjęciach jest fajny i kusiło mnie,żeby jeszcze sprawdzić domowego staruszka. Sama byłam ciekawa co tam znajdę;) Uzbrojona w anielską cierpliwość, bo powolność i oporność tego elektronicznego złomu jest niewyobrażalna, po dłuższej walce stwierdziłam, że brak mi najstarszych zdjęć, a lwia część tego co znalazłam jest Młodej.
W związku z powyższym postanowiłam zamieścić jako drugie zdjęcie nr 10 ;))) dziesiąty z najstarszych skanów.

To prehistoryczne zdjęcie szanownego mojego mężusia z kolegą, z okresu burzy i naporu, czyli jak mieli coś koło szesnastu lub siedemnastu lat. Woodstock, hipisi, pacyfy, te rzeczy.
Zdjęcie nie jest autoryzowane, obiekt nie został zapytany o zgodę na publikację, jako żywo ryzykuję gorzkie wyrzuty lub awanturę, ale czego się nie robi dla blogowych zabaw;)))
A teraz do zabawy zapraszam:
Ori z Pełni lata w domu Tymianka, Anię z cynamonowo-jaśminowo, Joasię szukającą inspiracji, Agę z Kapryśnych inspiracji, Kind z Rzecz gustu, Edinę z Leśnego zakątka.
Ha, teraz czas na Wasze wspominki:)))