Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą japońska. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 listopada 2015

Haruki Murakami: 1Q84, tom 3

Autor: Po drugiej stronie... dnia listopada 11, 2015 2 komentarze
Haruki Murakami: 1Q84, tom 3

audiobook (Audioteka.pl)

Wydawnictwo Muza

Czytają: Maria Seweryn , Piotr Grabowski
Długość: 18 godz. 37 min.


Trylogię Murakamiego czytałam w dosyć dużych odstępach czasu, nie przeszkodziło to jednak w odbiorze i ponownym zanurzeniu się w klimat opowieści. Tym razem wybrałam audiobook, i podzielę się z Wami nie tylko opinią na temat treści, ale także moim zdaniem na temat takiej formy czytania, czy tez raczej słuchania książki :)


Aomame i Tengo zostali połączeni w dzieciństwie jednym, na pozór zwyczajnym zdarzeniem. Teraz są już dorośli, a jednak nie potrafią o sobie zapomnieć. Szukają się nawzajem, nie mając pojęcia, że to drugie czuje to samo i również szuka. W drugim świecie, w roku 1Q84, gdzie na niebie wiszą dwa księżyce, a nocą wychodzą Little People, ich drogi się przecinają. Aomame i Tengo są coraz bliżej, choć nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Czy zdążą się spotkać, wszak ich śladem podąża sekta i prywatny detektyw, Uschikawa, a wokół dzieją się rzeczy niemożliwe.

Książka oddaje klimat poprzednich części. Być może w audiobooku jest to bardziej wyczuwalne, ale styl Murakamiego w pewnych momentach zaczyna doskwierać: powolne tempo opowieści, liczne powtórzenia, parafrazy i znów powtórzenia... Bohaterowie są bardzo bierni, właściwie robią niewiele poza ukrywaniem się i przebywaniem w zamknięciu. Powieść trochę się dłuży, ciągnie niemiłosiernie, aż do punktów kulminacyjnych, kiedy przyspiesza i kiedy nagle dzieje się aż za wiele. Podobają mi się sylwetki bohaterów, ich tajemniczość i niejednoznaczność. Podoba mi się ten dziwny, poplątany świat drugiej rzeczywistości, w którym dzieją się rzeczy nieprawdopodobne. Podoba mi się więź, jaka łączy głównych bohaterów, tak zaskakująca, a jednocześnie oczywista i niepodważalna. To opowieść dla tych, którzy nie poszukują w literaturze logiki – trzeba przygotować się na surrealizm, na przełamanie wielu zasad, a także na schematyczność i powtarzalność. To, co zaczyna mnie też powoli denerwować, to naturalizm w opisach kontaktów seksualnych, czy też w ogóle przedmiotowe podejście do kobiet, częste zwracanie uwagi na ich ciała, jakby wielkość piersi była najważniejsza przy charakteryzacji postaci. Ale to zjawisko jest widoczne we wszystkich powieściach pisarza, po prostu tak już ma.

Co do audiobooka – wciąż nie do końca mogę się przekonać do tej formy, ale okoliczności wymogły na mnie tę formę lektury. Mimo wszystko, utworu słucha się całkiem przyjemnie. Narracja poprowadzona jest z punktu widzenia trzech bohaterów, kolejno Aomame, Tengo i Uschikawy. Rozdziały męskie są odczytywane przez Piotra Grabowskiego, rolę Aomame przejęła Maria Seweryn. Oboje znakomicie się spisali, dobrze się ich słuchało, wpisali się w klimat japońskiej historii. Głos P. Grabowskiego jest bardzo rzeczowy, natomiast M. Seweryn ma w tonie dużo kobiecego ciepła. Oboje starali się nadać poszczególnym bohaterom zindywidualizowany styl, widać to zwłaszcza w dialogach. Intonacja się zmienia, każdy bohater przemawia jakby swoim głosem.

Tylko w jednym momencie poczułam małe niedopatrzenie. W historii pojawia się postać inkasenta NHK, dosyć upiorna, wprowadzająca nawet dreszczyk grozy. Bohater najpierw pojawia się w narracji Aomame i zostaje tam rewelacyjnie przedstawiony. Lektorka bardzo wczuwa się w jego postać, fenomenalnie gra głosem. Później inkasent dręczy też Uschikawę i tu niestety jego dialogi, odczytywane przez lektora, nie zachowują już takiego wydźwięku jak wcześniej. Ale to oczywiście nie przeszkadza w ogólnym odbiorze.

Podsumowując, warto czasem sięgnąć po nowość, w tym wypadku audiobook. Pozwala on w zupełnie inny sposób spojrzeć na książkę i jest okazją do kolejnych interpretacji. Chociaż nic nie zastąpi mi książki, jestem zadowolona. A co do ogólnej oceny – Murakami tym razem plasuje się gdzieś między trójką a czwórką. Powieść jest wyjątkowa, jednak momentami wydaje się przegadana, a zakończenie jest raczej średnie. Wiele wątków nie zostało do końca wyjaśnionych. Mimo to, miło było znów spotkać się z tymi bohaterami i szkoda, że to już koniec. 

Audiobook można zamówić np. tu: >>klik<< 

piątek, 16 października 2015

Haruki Murakami: "Mężczyźni bez kobiet"

Autor: Po drugiej stronie... dnia października 16, 2015 5 komentarze


Haruki Murakami: "Mężczyźni bez kobiet"
Wydawnictwo Muza
320 str.



Zapewne fani japońskiego pisarza już z niecierpliwością wyczekują polskiej premiery jego najnowszej książki „Mężczyźni bez kobiet”, która będzie miała miejsce 21 października. A że ja oczywiście się do nich zaliczam, miałam przyjemną okazję zasiąść do lektury trochę wcześniej. Książka towarzyszyła mi podczas urlopu, a jej forma sprzyjała czytaniu w podróży, bowiem tym razem mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań.

Opowiadań jest siedem. Każde jest inne, ale mają wspólny pierwiastek. Punktem wyjścia jest tu osoba narratora bądź też głównego bohatera – są to mężczyźni, w różnym wieku, o różnych profesjach, ale łączy ich ten sam problem, w ich życiu brakuje kobiety. Porzuceni, zdradzeni, lub samotni po śmierci ukochanej- ich losy są naprawdę różne. Wbrew tytułowi, w opowiadaniach występują postaci kobiece. To one są motorem napędowym, bez nich te historie w ogóle nie mogłyby się toczyć. 
 
Murakami pisze charakterystycznym, prostym stylem, który można lubić lub nie. Sama to zauważam, że gdy czytam kilka jego powieści pod rząd, mam przesyt – formy wydają mi się zbyt powtarzalne, błahe, potoczne. Ale ma to też swój urok. Zdecydowanie wolę jednak dłuższe formy, opowiadania nie przypadły mi do gustu. Murakami ma manierę pozostawiania otwartych zakończeń, zostawiania czytelnika jakby w środku zdania. I o ile najczęściej lubię taki sposób budowania opowieści, w tym przypadku po prostu miałam niedosyt, jakieś uczucie braku i niezrozumienia. Raził mnie też sposób przedstawiania przez autora miłości i kobiet w ogóle – jest bardzo przedmiotowy, jednotorowy. Jeśli miłość, to głównie cielesna, jeśli tęsknota, to za ciałem kobiety. Autor jest znany z tych uproszczeń, a jednak wcześniej wydawały mi się subtelniejsze. Murakamiego nadal lubię, ale jednak opowiadania nie skradły mojego serca.

Ciekawa jestem Waszej opinii :) Ruszyła sprzedaż przedpremierowa, więc być może ktoś już posiada tę książkę?

czwartek, 26 września 2013

Rebecca Otowa: „W Japonii czyli w domu. Amerykanka w kraju Kwitnącej Wiśni”

Autor: Po drugiej stronie... dnia września 26, 2013 6 komentarze





Autor: Rebecca Otowa
Tytuł: „W Japonii czyli w domu. Amerykanka w kraju Kwitnącej Wiśni”
Wydawnictwo: Świat Książki
Stron: 192






Kolejna książka w mojej kolekcji o egzotycznym kraju, którego pewnie nigdy nie odwiedzę – o dalekiej Japonii. Zawsze można jednak poczytać, skupić się na zdjęciach i szkicach, zżyć się z osobą autora, by choć na chwilę przenieść się w nieznane, w wyobraźni.

Rok temu recenzowałam książkę Anny Ikedy, Polki, która osiadła na japońskiej prowincji. Książka R. Otowy „W Japonii czyli w domu. Amerykanka w kraju Kwitnącej Wiśni” jest bardzo zbliżona tematycznie. Mamy tu podobną sytuację – młoda kobieta trafia do Japonii, oczarowana odmienną kulturą, językiem, tradycją, i zakochuje się w Japończyku, osiadając w obcym kraju już na stałe. Relacja Polki oczywiście wypadła w tym zestawieniu barwniej – łatwiej nam się z nią utożsamić, nasza rodaczka zwraca uwagę na ciekawostki interesujące z naszego punktu widzenia, porównuje Polskę i Japonię. Otowa to Amerykanka, a więc świat, z jakiego się wywodzi, jest nam obcy, więc jej obserwacje i refleksje czasem również nie przystają do naszych realiów, jednak mimo wszystko jej spojrzenie na Japonię również jest warte uwagi.

niedziela, 8 września 2013

Haruki Murakami: "1Q84", t. 1

Autor: Po drugiej stronie... dnia września 08, 2013 7 komentarze



Autor: Haruki Murakam
Tytuł: "1Q84", t.1
Wydawnictwo: Muza
Stron: 480


Za lubimyczytac.pl, bo nie ma sensu się powtarzać, a ujęto tu istotę:

„...tytuł nawiązuje do "1984" George'a Orwella; po japońsku wyraz "dziewięć" wymawia się jak angielskie Q, a q nawiązuje do słowa "question" - pytanie".

I ostrzegam, że mogłam się dać w tej recenzji ponieść na tyle, że zdradziłam trochę za dużo ze swoich domysłów, więc nieznający jeszcze tej trylogii proszę niech czytają baardzo pobieżnie :)

Aomame to niespełniona życiowo instruktorka sztuk walki, darząca uczuciem wspomnienie chłopca poznanego w dzieciństwie. Po pracy morderczyni na zlecenie, w której krzywdy innych kobiet wyzwalają chęć zemsty. Tengo wykłada matematykę, a w wolnym czasie pracuje jako redaktor, stara się też napisać własną powieść. Jak szybko się domyślimy – tych dwóch bohaterów, których losy poznajemy naprzemiennie, już kiedyś się spotkało. Choć ich ścieżki dawno się rozłączyły (i to w osobliwy sposób), można odnieść wrażenie, że wszystko zmierza ku temu, by połączyć je znowu. Tylko, że gdy w grę wchodzi realizm magiczny, rzeczy najprostsze okazują się najbardziej skomplikowane.

środa, 24 lipca 2013

Haruki Murakami: "Kafka nad morzem"

Autor: Po drugiej stronie... dnia lipca 24, 2013 9 komentarze


Autor: Haruki Murakami
Tytuł: "Kafka nad morzem"
Wydawnictwo: Muza
Stron: 624


„Uświadamiam sobie, że łączy mnie z nią przynajmniej jedno: oboje jesteśmy zakochani w kimś, kogo już nie ma na tym świecie.”

Murakami kolejny raz i znów mi się podoba. Myślę, że w „Kafce nad morzem” przede wszystkim trzeba docenić nietuzinkowych bohaterów. Każdy z nich to unikalny przypadek. Po pierwsze – tytułowy Kafka Tamura. Piętnastoletni chłopak, niezwykle bystry i zaradny życiowo. Kafka ucieka z domu, próbując uniknąć przerażającej przepowiedni ojca (niczym Edyp w tragedii antycznej). Chroni się na wyspie Shikoku i trafia do tajemniczej biblioteki, która wkrótce stanie się jego domem zastępczym. Poznaje tam Oshimę (kreacja mistrzowska, nie spotkałam jeszcze w literaturze takiej osobliwości), pracownika biblioteki i panią Saeki, dyrektorkę. Z obojgiem połączy go więcej, niż mógłby przypuszczać. Kiedy ojciec Kafki zostaje zamordowany, uwalnia się jakaś energia, i zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Śladem Kafki wyrusza pan Nakata, ujmujący staruszek-analfabeta, który potrafi rozmawiać z kotami i jego przypadkowo poznany towarzysz – młody kierowca, Hoshino. Mają do wykonania ważną misję, która znacząco wpłynie na życie młodego chłopca.

„Dawno temu świat nie składał się z mężczyzn i kobiet, a z męskich mężczyzn, kobiecych kobiet i kobieto-mężczyzn. To znaczy, że każdy miał w sobie elementy dwóch płci. Wszyscy byli zadowoleni i żyli sobie beztrosko. Lecz Zeus przeciął wszystkich nożem na pół. Dokładnie na połowę. W rezultacie na świecie zostali tylko mężczyźni i kobiety i teraz wszyscy żyją, błądząc tu i tam w poszukiwaniu swojej drugiej połowy.”

Jak to u Murakamiego, w codzienność wkradają się siły nadprzyrodzone, zjawiska nie do wyjaśnienia. „Kafka nad morzem” to powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, odkrywaniu prawdy, dorastaniu, poznawaniu świata. Każdy z bohaterów odbywa swoją drogę, dosłownie (przemieszczając się z miasta do miasta), jak i w przenośni. Każdy z nich dostrzeże w sobie zmiany, dokona transformacji. Poza tym „Kafka nad morzem” doskonale łączy w sobie różne literackie motywy i toposy, traktuje też o filozofii, sztuce, muzyce. Sercem powieści jest biblioteka – symbolizująca wiedzę, gromadzoną od pokoleń. Biblioteka będąca jednocześnie przechowalnią wspomnień, ludzkim wnętrzem, duszą.

„Zabiorę cię teraz do biblioteki. A ty staniesz się jej częścią.”

Czytając odnosi się wrażenie, że wyobraźnia autora nie ma granic. Zjawiskowość postaci, które stawia na naszej drodze, perypetii, jakich doświadczają, mnogość wątków... Świat stworzony przez Murakamiego wzrusza, rozśmiesza, czasem przeraża, czy wywołuje nawet wstręt. Autor nie boi się pisać o ludzkiej seksualności w sposób bezpośredni i prowokacyjny. Nie boi się wtłaczać w swoich bohaterów bestialskich zachowań. Nie brak tu też naprawdę mocnych scen pod względem humorystycznym. Pan Nakata i Hoshino stanową widowiskowy duet. Dialogi, jakie mają między nimi miejsce, są rewelacyjne. Znacie to uczucie, kiedy śmiejecie się na głos nad książką, a ludzie wokół dziwnie reagują, nie wiedząc co jest grane? Z „Kafką nad morzem” o to łatwo. Czasem zaśmiewałam się do łez. Innym znów razem ubolewałam, że niektóre sytuacje muszą rozegrać się tak, a nie inaczej.


„Szukam odpowiednich słów. Potrzebuję chłopca zwanego Kawką, lecz nigdzie go nie ma. Sam szukam słów. Zajmuje mi to dużo czasu.”

Murakamiego czyta się też dla zdań. Takich, które zapadają głęboko w sercu. Starałam się umieścić w recenzji kilka z nich.

„- O ile mi wiadomo, po raz pierwszy pojęcie labiryntu stworzyli mieszkańcy starożytnej Mezopotamii. Wyciągali zwierzęce, a czasami prawdopodobnie ludzkie, jelita i wróżyli z nich. Bardzo podziwiali te skomplikowane kształty. Dlatego podstawą kształtu labiryntu było jelito. To znaczy, że zasada labiryntu znajduje się wewnątrz ciebie. I odpowiada labiryntowości będącej na zewnątrz ciebie.
- Metafora.
- Tak. Podwójna metafora. To, co jest na zewnątrz ciebie, jest odbiciem tego, co masz w sobie, a to, co masz w sobie, odzwierciedleniem tego, co na zewnątrz. Dlatego bardzo często wejście w labirynt na zewnątrz oznacza wkroczenie w labirynt, który masz w sobie. To bardzo niebezpieczne.”


Będzie mi brakować rezolutnego Kafki, jego zwięzłych wypowiedzi, ulubionych grzanek i wrażliwości. Myślę, że po przeczytaniu książki Wy też zapragnęlibyście go poznać.

„Coś, co było zamarznięte w twoim sercu, wydaje dźwięk.”

sobota, 3 listopada 2012

Hiromi Kawakami: "Manazuru"

Autor: Po drugiej stronie... dnia listopada 03, 2012 10 komentarze


Autor: Hiromi Kawakami
Tytuł: "Manazuru"
Wydawnictwo: Karakter
Stron: 238



"Do tamtej pory udawałam, że nie istnieje. Nie mogłam o nim mówić ani myśleć. Nawet mi się nie śnił. Kiedyś słyszałam, że jeśli zaczynamy śnić o kimś, kogo straciliśmy, rany zaczęły się już goić."


Mało dotychczas czytałam japońskiej literatury, ale te kilka tytułów, na które się dotąd natknęłam, miało wspólny, osobliwy klimat. „Manazuru” H. Kawakami zdecydowanie wpisuje się w ten nurt. Książka urodzonej w Tokio, wielokrotnie nagradzanej pisarki, jest przedziwnym studium ludzkiej osobowości. Główna bohaterka powieści, Kei, straciła męża. Zniknął przed dekadą, nigdy nie odkryto gdzie i dlaczego. Kobieta podąża tropem zapisków z jego dziennika do nadmorskiego miasteczka, tytułowego Manazuru. Wydawałoby się – nic nadzwyczajnego. A jednak autorka przenosi nas w psychodeliczny świat japońskiej obyczajowości, gdzie pośród trudnych do wymówienia przez nas nazw i imion kryje się wiele innych, elektryzujących zjawisk.

Świat Kei jest oniryczny, niejednoznaczny, skryty. Kobieta odczuwa obecność zjaw, które ruszają jej śladami. Śledzą ją. Czasem wydają się przyjazne i oswojone – kobieta decyduje się rozmawiać z nimi, wręcz zaprzyjaźniać. Innym razem wywołują nastrój grozy czy wręcz przerażenia. Pojawiają się znikąd i niosą ze sobą niepokojące obrazy. To proza, w której nic nie jest takie, jak się wydaje. Obserwujemy otoczenie z punktu widzenia Kei, a bardzo szybko dostrzegamy, że to, co mówi nam kobieta, nie zawsze jest prawdą. Wszystkie sceny, rozmowy, wspomnienia są przefiltrowywane przez jej myśli i podane nam tak, jak sobie tego życzy narratorka. Uważny czytelnik szybko spostrzeże nieścisłości, zatrzyma się na pewnych kwestiach, dojrzy więcej. Sama Kei w miarę jak jej podróż ku odnalezieniu wewnętrznej równowagi zbliża się ku końcowi, odsłania coraz więcej…

Miłość w tej powieści jest wszechobecna, a jednak opisana w tak efektowny sposób, że dawno nie zetknęłam się z podobnym ujęciem tego tematu. To niesłabnąca moc tego uczucia kieruje Kei wciąż, po dwunastu latach, w stronę zaginionego męża. To samo uczucie pcha kobietę w ramiona kochanka. Kei pięknie mówi też o przechodzeniu ciąży, o uczuciach żywionych do córki, o tym jak ewoluowały one przez lata, a teraz w jej życiu nastąpił zastój. Jak do tego doszło, co to w niej zmienia? Jedno uczucie, mające kilka wymiarów. Na przemian gasnące i wybuchające nowym żarem. Potrzeba miłości jest treścią życia Kei.

Lubię takie niejednoznaczne powieści, dlatego styl Kawakami uwiódł mnie od pierwszych stron. Czające się w rogu każdej strony napięcie i elementy grozy też solidnie na mnie podziałały. Podobał mi się też minimalistyczny styl autorki i swobodny zapis dialogów. Szkoda tylko, że zakończenie ocierało się już o frazes. Czytałam bez wytchnienia, po takiej dawce emocji i wstrząsów licząc na naprawdę mocne zakończenie, jednak trochę się rozczarowałam. Oczywiście jest ono otwarte, pozwala nam sobie dopowiedzieć resztę. Jednak wielka szkoda, wolałabym, żeby autorka poszła o krok dalej, żeby oczarowała jeszcze raz, w finale. Mimo wszystko oceniam tę książkę bardzo wysoko i solennie przykazuję sobie, by zanurzyć się w nurcie japońskich opowieści jeszcze niejednokrotnie.

Ocena: 5/6
 

Po drugiej stronie... Copyright © 2014 Dostosowanie szablonu Salomon