Nastał ten 2026.....
ale zanim nastał, to 2025 dał solidnie popalić. W Wigilię dowiedziałam się i odczułam boleśnie, kim tak naprawdę jestem dla ludzi, za kogo i gdzie mnie mają i powiem, że bolalo w chuj. Nie dość, że święta to kolejna rocznica śmierci Mamy i co roku są trudne, to jeszcze parę lawin się na mnie zwaliło tego jednego dnia.
Ciężko było, ale jakoś się poskładałam. Podwójna dawka cudownych pastylek na szczęście jednak ze mną zostanie na jakiś czas.
Kiedy boleśnie doświadczasz, że caly tw oj świat ma Cię w dupie, a ludzie, którzy mieli być zawsze mają na ciebie wyjebane możesz zrobić dwie rzeczy. Albo się załamać, albo wstać, rozejrzeć się, posprzątać ten relacyjny pierdolnik i iść dalej..... sama, ale przynajmniej z podniesioną głową i szacunkiem do siebbie.....
Kilka osób mi zostało, tych na które najmniej liczyłam i została konsekwencja..... od tego roku już nie będzie miałkich relacji, nie ma grzania się moim światłem skoro od lat nikt nie przynosi ani zapałek ani drewna.....
ono we mnie jest, ale już tylko dla wybranych kilku osób, reszta dostała żółte i czerwone kartki i zrobiła wypad z boiska.
komsekwentna do tego stopnia, że Adamsy, rodzina z krwi dostała w nowy rok zjebę, że dzwonią raz do roku w Sylwestra, ale na Boże Narodzenie nie pamiętają, a wtedy najbardziej ich potrzebuję, w obcym kraju z obcymi ludźmi..... i kiedy usłyszłama "a brat to co?" odpowiedziałam, że jajco, bo od lat nie ma go obecnego w moim życiu i to nie z mojego wyboru, więc niech się nie dziwi, że nie dzwonię i się nie przypominam..... bo i po co? jedyne co nas łączy to jakieś sprawy spadkowe i wspólne nazwisko, bo więź rodzeńska dawno zdechła, 3/4 mojego życia nie było ich kiedy Rodzice chorowali, kiedy były długi, kiedy trzeba było się opiekować i pracować i kiedy tej pracy nie miałam, bo sprawowanie opieki na to nie pozwalało..... wtedy nie pytali czy mam na życie, na leki, jak się czuję, więc teraz też nie muszą..... brutalne ale prawdziwe..... i wcale nie jest mi z tym źle..... im mniej ich w moim życiu tym więcej mam spokoju w sobie i dookoła siebie..... żalu już nie mam, bo mnie mnie zatruwał, ale nie zapomniałam tego co przeszłam sama.....
a na ten nowy nie mam postanowień, co przyniesie to będzie, aby tylko nie był gorszy, niech będzie zwyczajnie dobry to już będzie bardzo dużo.....