środa, 2 września 2026

Biały Królik w naszym mózgu i między kartkami

   Kiedy Lewis Carroll wysłał małą dziewczynkę w pogoń za Białym Królikiem, nie stworzył jedynie bajki dla dzieci. Stworzył jeden z najbardziej precyzyjnych, choć ubranych w kostium absurdu, literackich opisów ludzkiej psychiki. Dziś, ponad sto sześćdziesiąt lat od publikacji Alicji w Krainie Czarów, neurobiolodzy i psychoterapeuci patrzą na ten tekst z rosnącym podziwem. Królicza nora nie znajduje się bowiem w ziemi – znajduje się pod naszymi czaszkami. Goniąc Białego Królika, Alicja nie podróżuje przez fantastyczną krainę. Ona podróżuje w głąb własnego, a zarazem naszego, nieświadomego umysłu.

   Kim jest Biały Królik? Nosi kamizelkę, nerwowo zerka na zegarek i bezustannie powtarza: „Spóźnię się, spóźnię się!”. Dla dorosłego czytelnika ten obraz jest aż nazbyt znajomy. Biały Królik to ucieleśnienie współczesnego neurotyzmu, lęku przed upływającym czasem i presji, którą sami na siebie nakładamy. Kiedy wpadamy w panikę, kiedy gonią nas terminy, a stres paraliżuje racjonalne myślenie, w naszych głowach zaczyna biegać ten sam mały, przerażony ssak. Alicja, ruszając za nim w pogoń, podejmuje decyzję, którą psychologia głębi nazwałaby konfrontacją z własnym cieniem. Wpada w króliczą norę – stan, w którym dotychczasowe mechanizmy obronne przestają działać, a kontrolę przejmuje podświadomość.

   Pogoń za Białym Królikiem bywa niebezpieczna – grozi zagubieniem, lękiem i psychicznym rozpadem. Jest jednak konieczna. Dopiero gdy odważymy się spaść w neurotyczną otchłań własnego mózgu i spojrzymy w oczy swoim wewnętrznym potworom, możemy – wzorem Alicji – obudzić się silniejsi, bogatsi o wiedzę, kim naprawdę jesteśmy. Nawet jeśli ten proces wymaga od nas odrobiny szaleństwa. W końcu, jak przypomina Kot z Cheshire: „Gdybyśmy byli normalni, toby nas tu nie było”.

Dziś przychodzę z zakładką do książki w formie karty. Zrealizowałam ją według wzoru Iryny Naniashvili. Wszystko poszło gładko.





A na nerwy, jak śpiewała Irena Kwiatkowska, to najlepsza jest "walerianka" 

😉😍



Koniec pracy nad kartą - zakładką do książki - oraz zrealizowanie sesji zdjęciowej ODTRĄBIONO! 

Pozdrawiam Odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem, życząc wszystkim pogodnej, słonecznej jesieni w dobrym zdrówku.

Chranna

piątek, 14 sierpnia 2026

Załóżmy, że to ma sens...

   Witajcie po miesięcznej niemalże przerwie.
A powitałam Was tytułem przewrotnym z uwagi na etykietkę: nurt nonsensu i absurdu w literaturze, jaką od lat przykleja się do powieści fantastycznej Lewisa Carrolla. Oczywistym jest, że Alicja śni swoje przygody. Wiemy też, że w fazie REM każdego naszego snu obszary emocjonalne i pamięciowe działają bardzo intensywnie, przez co mózg swobodnie łączy luźne fakty oraz emocje w dziwne opowieści. Znacie to z własnych doświadczeń Waszych snów, prawda? 
Zatem sen Alicji opowiedziany przez pisarza nie jest nonsensem, lecz głęboko sensowną projekcją fazy REM! Takie są bowiem REALIA snów.
   Kto mnie zna, ten wie, że utwór ten to mój kolokwialny bzik. I wszystko, co ma z nim związek też. Nic więc dziwnego, że chodziła za mną druga zakładka do tej książki, jako że poprzednia została komuś podarowana.
   Zakładkę tę skomponowałam z trzech osobnych motywów, które "uwolniłam z butelek". Są to wzory marki RainbowHunter. Projektantką ukrywającą się pod tą marką jest pochodząca z Ukrainy artystka Nadija Safo.
   Mam nadzieję, ze udało mi się moją karcianą rozsypanką i nie przypadkowym, lecz zamierzonym chaosem w kadrach oddać poetykę snu oraz nastrój tej genialnej, onirycznej opowieści powstałej z wyobraźni pisarza. Oddać owe marzenia senne - stan, w którym nie działa zwykły porządek czasu i miejsca, a zamiast twardych zasad i praw fizyki logiką stają się luźne skojarzenia i silne, jakże realne emocje. Chciałam, by zdjęcia otworzyły oglądającym wrota do snu, gdzie chwila potrafi trwać wiecznie, a zdarzenia wynikają jedno z drugiego w sposób - na jawie - poczytywany jako absurdalny. Gdzie postaci, miejsca i przedmioty nagle stają się czymś zupełnie innym.
   W tych kadrach moja zakładka tak się prezentuje:









Zakładka składa się z dwóch naklejonych na siebie części. Wierzch z haftem podklejony białym sztywnikiem krawieckim, by nic nie przebijało przez len, i tył z kretonem. Obie części dodatkowo usztywnione grubszą folią.





Tytuł dzisiejszego wpisu ma jeszcze jeden aspekt: jest namysłem do rozważenia przeze mnie, czy dalsze prowadzenie tego blogu ma jeszcze sens...
I to już wszystko na dziś. 
Kto wraca powoli z wakacji, niech wraca bezpiecznie, a kto dopiero wybiera się na wypoczynek... niech zatankuje tanio 😊
Pięknych, słonecznych dni sierpniowych Wam życzę. I jak zawsze dużo zdrówka.
Dziękuję też za wszystkie miłe komentarze pod poprzednimi postami. Miło, że jeszcze ktoś tu do mnie zagląda. W podziękowaniu dla Was taki letni obrazek z Przestrojnikiem jurtina (z rodziny rusałkowatych) złapanym moim obiektywem:



Chranna
  

wtorek, 21 lipca 2026

Ojej, ojej! Spóźniłam się?!

   Z moich, od zawsze, fascynacji Alicją z Krainy Czarów, podążając za Białym Królikiem w świat nierealny, z elementami mistyki i surrealizmu, gdzie przestrzeń i czas ulegają deformacjom, a królicza nora ciągnie się w nieskończoność, jak sen, fantazja i wyobraźnia, które niech trwają nieprzerwanie, kiedy tylko zapragniemy - powstał ON.



Wzór opracowała 
Виктория Ивченко czytelnie i jasno, jednak nie bez mitręgi dla wyszywających. Spora liczba mixów kolorystycznych i ćwiartek krzyżyków oraz częste zmiany koloru nitki po kilku xxx dawały troszkę w kość, zwłaszcza że w odcieniach tego samego koloru różnice zdają się niewielkie, przez co trudno było zorientować się, gdzie wkłuć igłę przy kreseczkach (backstitch'ach). Te utrudnienia widać zwłaszcza na oku królika, z gąszczem ćwiartek xxx wykonanych dwiema nitkami... 


Wkłuć się w ten gąszcz potem przy konturach było niemałą ekwilibrystyką. Ale wysiłków nie żałuję, bo dzięki temu uzyskany został efekt wypukłego oka, czyli trójwymiarowości. Mam nadzieję, że widać go na powyższym zdjęciu.


Ciągle sobie powtarzam, że muszę fotografować oprawione obrazki, zanim umieszczę wyhaftowany len za szybką, ale tutaj dystans w ramce był tak mały, że tylna ścianka ledwo go domknęła. Bez szybki wszystko byłoby mniej stabilne, więc zdecydowałam się docisnąć tkaninę i zdjęcia w oprawie wyszły nie tak ostre, jak mogłoby być. Nie obyło się też bez niemiłych niespodzianek przy oprawianiu. Okazało się, że tkaninę przed rozpoczęciem haftu przycięłam zbyt skąpo, choć wydawało mi się, że idealnie do okna ramki, w której postanowiłam umieścić królika. Konieczne było passe-partout, które jednak nie mieściło się z powodu małego dystansu, o którym wspomniałam. Musiałam przyciąć je ze zwykłego arkusza papieru. Postawiłam na delikatny, pudrowy róż, jakim wyszyte są uszy, ale nawet w hurtowni papieru nie dostałam takiego bladego pastelu, jaki sobie wymarzyłam. No cóż, musiałam się zadowolić tym, co jest.
 

Koniec końców myślę, że tragedii nie ma. Od kilku dni obrazek cieszy oko w wersji, jak widać, a postawiłam go w jadalni na oszklonej witrynie z moimi filiżankami i serwisami. 
W końcu przecież opowieść o Alicji w Krainie Czarów kojarzy się z szalonym podwieczorkiem, a podwieczorek z herbatką w filiżance, prawda?
Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tu do mnie zaglądają. Trochę mi smutno, że Goście są tu nieliczni, ale cóż - podobno wraz z rozwojem coraz doskonalszych sposobów komunikacji czeka nas czas wielkiej samotności...  
Miejcie się dobrze, oddawajcie się swoim pasjom, nie zapominajcie o mnie i niech Wam się przyśni........


:-))

Chranna


czwartek, 16 lipca 2026

Smile

"Uśmiech bywa jak dobry film: zostaje w pamięci długo po napisach końcowych"... 


Taka zakładka chodziła za mną długo. Skomponowałam ją według własnego pomysłu. Ostatecznym asumptem do jej wykonania było smutne wydarzenie: odejście Stanisława Janickiego - twórcy kultowego programu telewizyjnego "W starym kinie". Program ten po trzydziestu pięciu latach ostatecznie zszedł z anteny Telewizji Polskiej 25 maja 2000 roku. Władze TVP uznały wtedy, że nie pasuje on do komercyjnej ramówki. Kończy się misja edukacyjna telewizji jako coś zbędnego... Od tamtego czasu telewizja oscyluje wokół taniej rozrywki schlebiającej plebejskim gustom i... schodzi na psy, karmiąc nas zalewem szmiry i głupkowatych reklam. Panu Stanisławowi trudno się było z tym pogodzić. Mnie też...
Dokładnie w tym samym dniu 26 lat później umiera twórca tego znakomitego programu, niezapomniany, wielkiej klasy Stanisław Janicki. Całe jego życie było prawdziwą, humanistyczną miłością do sztuki filmowej.






Dziś pozostaje nam wspominać z ciepłym uśmiechem magię tamtej telewizji...



Z pozdrowieniami
Chranna

niedziela, 12 lipca 2026

Skala uczuć

...Tak skomentowała ten drobiażdżek koleżanka na portalu fotograficznym. A rzecz jest dziś o linijce z miejscem na haft, którą daaawno temu gdzieś kupiłam i za diabła nie pamiętam, gdzie. Przeleżała w szufladzie kilka lat, aż wreszcie się nad nią zlitowałam i do "okienka" wykrzyżykowałam serduszkowy wzór muliną cieniowaną DMC. 
Linijka mierzy 30 cm. I wiecie co?... Podoba mi się ;-)))


Lubię, gdy rzecz niesie sobą jakiś przekaz. Wzoru nie wybrałam więc bez przemyślenia. 
Wokół podziałki i motywu serduszek moje dywagacje rozmaite niżej pozwolę sobie przytoczyć... 

Hiperracjonaliści, mierzący rzeczywistość linijką o ostrych brzegach, mówią światu: "Ja ciebie nie rozumiem", kiedy ten nie chce poddać się ich pomiarom. I mierzą, co się da zmierzyć, a odrzucają to, czego zmierzyć się nie da.

- To, co pani mówi, jest nieracjonalne.

- To, co pan mówi, nie jest intuicyjne - odpowiedziałam.

(W oparciu o jeden z rozdziałów "Czułej Przewodniczki" Natalii de Barbaro).

Ale kiedy tylko jesteśmy otwarci, wydarza się synchroniczność: tego, co mierzalne, z niemierzalnym.

Serce i rozum. Namacalne i niewidoczne - niech zsynchronizują się w jeden rytm w poznawaniu i odczuwaniu przez nas świata. W pielęgnowaniu Światła w nas. 

Pisząc to, czuję, że Ci, którzy czytają z refleksją, są teraz blisko mnie :-))

Pozdrawiam cieplutko wszystkich tu do mnie zaglądających, dziękując za miłe komentarze i obecność 🤗 
Do sklikania!
Chranna 

piątek, 26 czerwca 2026

Fiołki dla Jolanty, czyli fiołkowej Dziewczyny

Witajcie.
Od ostatniego wpisu z fiołkami w postaci obrazka upłynęło już sporo czasu. Od tamtego czasu oczywiście nie próżnowałam, choć mocno zwolniłam z różnych powodów. Po prostu inne rzeczy zaprzątały umysł i wymagały działań. A i pogoda, ostatnio dość upalna, jak wiadomo nie sprzyja haftowaniu, bo ręce się pocą i materiał wilgotnieje. 
Od tamtego czasu wykonałam kilka drobiazgów. Nie będę pokazywać ich tu wszystkich naraz, lecz pojedynczo, bo to różne małe formy. 
Dziś poprzestanę więc na pierwszym, którym jest fiołek biżuteryjny, wyhaftowany nitka w nitkę. To mały drobiażdżek w upominku dla Koleżanki.
Zawieszka tak się prezentuje:


Jak widać, zawieszka jest w stylu vintage. Mam nadzieję, że przypadł do gustu obdarowanej, bo wiem, że taki styl lubi i lubi włóczkowe chusty, które sama pięknie szydełkiem wykonuje.
Na dziś to tyle. 
Wszystkich serdecznie tu pozdrawiam, dziękując za miłe komentarze i Wasze odwiedziny. Trzymajcie się i nie dawajcie się tropikalnej aurze.
Chranna

czwartek, 2 kwietnia 2026

Fiołki w wazonie dla Fiołkowej Dziewczyny - Jolanty

Imię Jolanta wywodzi się prawdopodobnie z greckiego słowa Iolanthe, które jest połączeniem członów ion (fiołek) oraz anthos (kwiat). Dosłownie oznacza więc „fioletowy kwiat” lub „fiołkowy kwiat”. Obrazek mój powstał z wyboru i na zamówienie mojej koleżanki Joli. Ramka też jest jej wyborem.
Podoba mi się. Jestem zadowolona z efektu mojej pracy.





Haftowałam muliną DMC, bo głównie tej używam, na tkaninie Murano, którą najbardziej lubię. Kolorów użyłam osiemnastu. Kolor tła: perłowoszary. Krzyżyki i półkrzyżyki oraz backstitch.
W małym upominku powstał jeszcze pewien drobiazg, ale że wysyłka będzie dopiero po świętach, to na razie nie pokazuję, żeby była niespodzianka :-)
Wszystkim życzę spokojnego oczekiwania na czas Zmartwychwstania Pańskiego z nadzieją i uwielbieniem dla Jego zbawczej męki. 
Dziękuję za wizyty i pozostawiony ślad w postaci komentarzy.
Chranna