Ochłonęłam po pracowitym sezonie kalendarzowym. :-) Ale jakoś tak ciężko mi było całkowicie porzucić tą formę, więc do akcji wkroczyły notesy. Mało tego, że wkroczyły, do doczekały się cudownej sesji zdjęciowej wykonanej przez Anię Kondraciuk. Dzisiaj będzie bardzo zdjęciowo, bo nie dość, że notesy na zdjęciach, to jeszcze zdjęcia na notesach. :-) Ale zdjęcia Ani można oglądać w nieskończoność, więc nie przedłużając zapraszam. :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notesy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 lutego 2013
wtorek, 4 grudnia 2012
O tym jak szewc bez butów chodzi ;-)
Gdybyście zobaczyli moje dwa osobiste zeszyty z przepisami podejrzewam, że nigdy nie powiedzielibyście, że kiedykolwiek miałam jakikolwiek kontakt z papierami ;-) Obraz nędzy i rozpaczy w kolorach mocno zamazanych mąką ;-) Ale nadeszła pora i na mnie i dorobiłam się "Przepiśnika". Z śliczną mufinką sfotografowaną przez Magdę (mnie takie ładne nie wychodzą i zdjęcia i muffinki) :-)
Już wylądowały w nim pierwsze przepisy na bułeczki i tylko się zastanawiam jak długo nie będzie ochlapany mąką, przy moich zdolnościach. Nic to jednak. Za 10 lat może uda mi się zrobić dla samej siebie kolejny ;-)
PS Baza przepiśnikowa i napis "Przepisy" pochodzą z theMINIart. :-)
Już wylądowały w nim pierwsze przepisy na bułeczki i tylko się zastanawiam jak długo nie będzie ochlapany mąką, przy moich zdolnościach. Nic to jednak. Za 10 lat może uda mi się zrobić dla samej siebie kolejny ;-)
PS Baza przepiśnikowa i napis "Przepisy" pochodzą z theMINIart. :-)
czwartek, 24 maja 2012
Przepiśnik w letnim stylu i kilka słów o planowaniu
Grunt to dobry plan! Ba! Dobry plan to już połowa sukcesu, że tak pozwolę sobie napisać!
No to miałam i ja plan. Dopracowany, spisany na karteczce, bo i praca, i dzieci, i spotkań kilka, no i jeszcze kilka innych misji życiowych klarowało się na moim życiowym horyzoncie w perspektywie najbliższego tygodnia. Ale dumna z siebie była. Że ho, ho, bo tu tyle spraw, a ja wszystko ogarnięte i stoicki spokój w głowie. No i jaka byłam dumna, taka i głupia, że nic mi w tym nie przeszkodzi... ;-) Na dobry początek rozwalania mojego terminarza Lena uraczyła mnie w poniedziałkowy poranek gorączką. Chwilowa panika, kilka telefonów. Ufff... sytuacja opanowana, wdrażamy plan dalej. O naiwności!!! Zaplanowałam sobie bowiem szybciutko, że to jednodniowy wirusik, ot taki mały, malusieńki. Najwyżej do środy będą z powrotem w przedszkolu. A tu minął dzień, statystyki wskazywały, że choruje o 100% więcej członków mojej rodziny, niż w poniedziałek. Patrz Hubert dołączył do siostrzyczki. Nocka zarwana, plan się sypie, ale nic to, jeszcze się wszystko poprzestawia ;-) No cóż, po trzech dniach chorowania i zaginięciu mojego telefonu komórkowego (mam pewne podejrzenia, że ktoś mu pomógł zaginąć), miałam okazję się przekonać jak ciężko w obecnych czasach i w sytuacji nagłych zmian obejść się bez tego sprzętu. Potem jeszcze, tak już na dokładeczkę (niech będzie i akcent krakowski) krótki wirus moich dzieci okazał się szkarlatyną i kolejna noc okazała się z lekka bezsenną. A plany, jak to plany, grunt, żeby je mieć. Już snuję kolejne, żebym miała co zmieniać ;-) I już nawet się nie złoszczę, ani nie płaczę, ze złości, po prostu życie ma dla nas swój plan i chyba nie pozostaje nic innego, jak się dostosować.
PS Zapomniałam dodać, że spotkania musiałam przełożyć, jak również planowaną rodzinną wycieczkę do Wrocławia również ;-) Nie mniej jednak, optymistycznie na sprawę patrząc, tylu rzeczy nie zrobiłam, że przynajmniej dzięki temu mam co dalej planować ;-)
No a tak już na koniec coś, co jednak udało mi się zrobić - Przepiśnik. Optymistyczny, w letnim klimacie, tak na osłodę. A co mi tam...
No to miałam i ja plan. Dopracowany, spisany na karteczce, bo i praca, i dzieci, i spotkań kilka, no i jeszcze kilka innych misji życiowych klarowało się na moim życiowym horyzoncie w perspektywie najbliższego tygodnia. Ale dumna z siebie była. Że ho, ho, bo tu tyle spraw, a ja wszystko ogarnięte i stoicki spokój w głowie. No i jaka byłam dumna, taka i głupia, że nic mi w tym nie przeszkodzi... ;-) Na dobry początek rozwalania mojego terminarza Lena uraczyła mnie w poniedziałkowy poranek gorączką. Chwilowa panika, kilka telefonów. Ufff... sytuacja opanowana, wdrażamy plan dalej. O naiwności!!! Zaplanowałam sobie bowiem szybciutko, że to jednodniowy wirusik, ot taki mały, malusieńki. Najwyżej do środy będą z powrotem w przedszkolu. A tu minął dzień, statystyki wskazywały, że choruje o 100% więcej członków mojej rodziny, niż w poniedziałek. Patrz Hubert dołączył do siostrzyczki. Nocka zarwana, plan się sypie, ale nic to, jeszcze się wszystko poprzestawia ;-) No cóż, po trzech dniach chorowania i zaginięciu mojego telefonu komórkowego (mam pewne podejrzenia, że ktoś mu pomógł zaginąć), miałam okazję się przekonać jak ciężko w obecnych czasach i w sytuacji nagłych zmian obejść się bez tego sprzętu. Potem jeszcze, tak już na dokładeczkę (niech będzie i akcent krakowski) krótki wirus moich dzieci okazał się szkarlatyną i kolejna noc okazała się z lekka bezsenną. A plany, jak to plany, grunt, żeby je mieć. Już snuję kolejne, żebym miała co zmieniać ;-) I już nawet się nie złoszczę, ani nie płaczę, ze złości, po prostu życie ma dla nas swój plan i chyba nie pozostaje nic innego, jak się dostosować.
PS Zapomniałam dodać, że spotkania musiałam przełożyć, jak również planowaną rodzinną wycieczkę do Wrocławia również ;-) Nie mniej jednak, optymistycznie na sprawę patrząc, tylu rzeczy nie zrobiłam, że przynajmniej dzięki temu mam co dalej planować ;-)
No a tak już na koniec coś, co jednak udało mi się zrobić - Przepiśnik. Optymistyczny, w letnim klimacie, tak na osłodę. A co mi tam...
wtorek, 24 kwietnia 2012
Notes z głową w chmurach ;-)
Lekki, mały, przyjemny, na zapiski wszelakie - ot mały notesik. I tyle na dzisiaj, uciekam spać. :-)
czwartek, 5 kwietnia 2012
Lniany notes
Tym razem notes w lnianej okładce. Pierwszy tego typu, ale na pewno nie ostatni! Już mam w głowie obraz następnych. Uwielbiam len i pastelowe kolorki również.
środa, 4 kwietnia 2012
Notesowa seria
I znowu notesy... Ale cóż poradzę, że tak lubię. :-) Tym razem z motylami, zwiewnie, pastelowo i romantycznie.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
czwartek, 29 marca 2012
Podręczny zatrzymywacz myśli :-)
Czy macie czasami tak, że gdzieś widzicie fajne hasło, "cytacik" tak zwany, i tak strasznie chcecie je zapamiętać, bo takie trafione, będzie pasowało co najmniej na milion okazji i w ogóle mobilizuje do przemyśleń? Otóż ja tak czasami mam, a im bardziej chcę zapamiętać rzeczoną mądrość narodu (tudzież jakiejś światłej jednostki), tym bardziej fruuuuu..... ulatuje z mej głowy jakąś niezbadaną drogą i nie ma mowy o wykorzystaniu pięknie dobranych słówek.
Wychodząc zatem na przeciw swojej sklerozie (no cóż mówią, że starość nie radość ;-)) pociachałam co tam miałam pod ręką i zmajstrowałam sobie takie małe notesiątko. W środku ma stronki, każdą z innej parafii i w innym rozmiarze, a wszystko to po to, żeby mieć gdzie sobie takie ważne słowa spisywać. W związku z tym, że proces spisywania dopiero rozpoczęłam, środek niech na razie zostanie tajemnicą, a dzisiaj prezentuję okładkę.
PS Dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze :-)
Wychodząc zatem na przeciw swojej sklerozie (no cóż mówią, że starość nie radość ;-)) pociachałam co tam miałam pod ręką i zmajstrowałam sobie takie małe notesiątko. W środku ma stronki, każdą z innej parafii i w innym rozmiarze, a wszystko to po to, żeby mieć gdzie sobie takie ważne słowa spisywać. W związku z tym, że proces spisywania dopiero rozpoczęłam, środek niech na razie zostanie tajemnicą, a dzisiaj prezentuję okładkę.
PS Dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze :-)
wtorek, 7 lutego 2012
Notes dla dziewczynki
może na sekrety, może na marzenia... W końcu tyle myśli potrafi kłębić się w młodej głowie i dobrze czasami przelać je na papier :-)
środa, 21 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Lekko i romantycznie...
W tym tygodniu będzie cała seria notesów. :-) Przez ostatnie dwa dni było apetycznie, dzisiaj będzie romantycznie. Zdjęcie które jest na okładce zrobiła Magda. :-)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
niedziela, 18 grudnia 2011
Przepiśnik
Troszkę w świątecznym klimacie, ale myślę, że zwykłe przepisy też można do niego wpisywać :-). Zdjęcie na okładkę zrobiła Magda.
niedziela, 18 września 2011
Mały komplet
Tym razem komplet - kartka i mały notesik. A ponieważ notes ma elementy papieru ze "słownikowymi" napisami i stemple zgłaszam go nieśmiało na wyzwanie sklepu "Na strychu". Kartka powstała z kolei jako lift na blogu wyzwaniowym sklepu Scrapki.pl
niedziela, 4 września 2011
Zaległy notes
Ten notes miałam przyjemność robić jeszcze w czasie warszawskiego zlotu :-) Zbindowałam go dopiero wczoraj, dzięki uprzejmości Arte Banale, stąd też zdjęcia wrzucam dopiero dzisiaj :-).
Nie mniej jednak chciałam serdecznie podziękować sklepikowi Na strychu za możliwość pracy z papierami Karoli, no i drogiej Arte, która pomogła mi go zebrać do kupy.
Nie mniej jednak chciałam serdecznie podziękować sklepikowi Na strychu za możliwość pracy z papierami Karoli, no i drogiej Arte, która pomogła mi go zebrać do kupy.
środa, 27 lipca 2011
wszystko co dobre...
... szybko się kończy... Minęły dwa tygodnie, a ja tak na prawdę jedną nogą nie wróciłam jeszcze z lasu i ciągle mam wiele do opowiedzenia na temat tych cudnych wakacji... W głowie mam już album i coś mi się wydaje, że nie będzie taki najmniejszy, koniecznie muszę napisać o pieczeniu chleba w obozowym piecu... Eh, czasami powroty do rzeczywistości są wyjątkowo ciężkie... Tymczasem udało mi się zrobić mały albumik i jeszcze mniejszy notes, które na dobry początek postanowiłam pokazać. Zapraszam też na obiecaną niespodziankę do Weekendowej Cukierni...
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Z podziękowaniami cz. I
Zbliżają się wakacje. Z tą myślą, aby chociaż symbolicznie podziękować Paniom z przedszkola moich pociech, rozpoczęłam produkcję "zestawów upominkowych" :-). Poniżej nieśmiało prezentuję zestaw numer jeden.
środa, 22 czerwca 2011
Weekendowa Cukiernia i przepiśnik po deserze...
Tym razem będzie o ciasteczkach pieczonych z okazji kolejnej edycji Weekendowej Cukierni, której gospodarzyła w tym miesiącu Moniazo. Ciasteczka znikają tak szybko, że ledwo zdążyłam im zrobić zdjęcie... Zdecydowanie polecam tym, którzy lubią, jak ich wypieki szybko znikają, a zdecydowanie odradzam zwolennikom ich chomikowania ot choćby na następny dzień.
Ciasto jest plastyczne i łatwo się z nim pracuje. Jedyną modyfikacją jakiej dokonałam było zawinięcie go w mini rożki. Część z nich zrobiłam z jabłkiem, a część z konfiturą z płatków róż. Polecam tym serdeczniej, że mam zaszczyt współprowadzić Weekendową Cukiernię. :-)
Ciasteczka z jabłkami
200 g masła (część można zastąpić margaryną)
100g kwaśnej gęstej śmietany
1 jajko
1 żółtko
10 g drożdży
pół łyżki cukru (do drożdży)
500 g małych jabłek
pół szklanki cukru (do jabłek)
Jabłka obrać i pokroić w ósemki. Posypać cukrem i oczekać chwilę, aż puszczą sok i pokryją się glazurą. W tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na grubość ok 2-3 mm - podczas pieczenia urośnie, więc nie może być zbyt grube. Wycinać krążki - ja robiłam to okrągłą foremką do ciastek. Jabłka zawijać w ciasto jak pierożki, zlepić tylko końce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed pieczeniem posmarować pozostałym białkiem i posypać cukrem kryształem (niekoniecznie). Piec na złoto ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC.
A po ciasteczkach jeszcze szybki rzut na przepiśnik, który przerobiłam dla mojej kuzynki. Zeszyt był już częściowo zapisany, ja miałam się tylko dorwać do okładki :-) Mam nadzieję, że przypadnie jej do gustu po operacji plastycznej ;-)
Ciasto jest plastyczne i łatwo się z nim pracuje. Jedyną modyfikacją jakiej dokonałam było zawinięcie go w mini rożki. Część z nich zrobiłam z jabłkiem, a część z konfiturą z płatków róż. Polecam tym serdeczniej, że mam zaszczyt współprowadzić Weekendową Cukiernię. :-)
Ciasteczka z jabłkami
350 g mąki
200 g masła (część można zastąpić margaryną)
100g kwaśnej gęstej śmietany
1 jajko
1 żółtko
10 g drożdży
pół łyżki cukru (do drożdży)
500 g małych jabłek
pół szklanki cukru (do jabłek)
Mąkę przesiać, posiekać z masłem (wyjętym z lodówki) i drożdżami roztartymi z cukrem. Dodać śmietanę, jajko i żółtko i dalej wyrabiać siekając nożem. Potem jeszcze trochę wyrobić rękami. Ulepić kulę i włożyć do lodówki, najlepiej na noc. Ciasto w tym czasie trochę urośnie.
Jabłka obrać i pokroić w ósemki. Posypać cukrem i oczekać chwilę, aż puszczą sok i pokryją się glazurą. W tym czasie ciasto wyjąć z lodówki i rozwałkować na grubość ok 2-3 mm - podczas pieczenia urośnie, więc nie może być zbyt grube. Wycinać krążki - ja robiłam to okrągłą foremką do ciastek. Jabłka zawijać w ciasto jak pierożki, zlepić tylko końce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed pieczeniem posmarować pozostałym białkiem i posypać cukrem kryształem (niekoniecznie). Piec na złoto ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180oC.
A po ciasteczkach jeszcze szybki rzut na przepiśnik, który przerobiłam dla mojej kuzynki. Zeszyt był już częściowo zapisany, ja miałam się tylko dorwać do okładki :-) Mam nadzieję, że przypadnie jej do gustu po operacji plastycznej ;-)
środa, 15 czerwca 2011
Nieustanne braki buziaczków i zaległe scrapuszko...
Uwielbiam chwilę, kiedy moje dzieci są zaspane. Budzą się powolutku i dają się wy przytulać i całować ile dusza zapragnie... Lenka co prawda powtarza nieustannie w takiej sytuacji - "nie ma buziatków" , ale mówi to w tak uroczy sposób, że można się rozpłynąć. Na zdjęciu poniżej pozwoliła się pocałować bratu, co z przyjemnością uwieczniłam...
a na dokładkę mała walizeczka scrapuszkowa do kompletu z zakładką o której niedawno pisałam. Akurat jak znalazł na wyzwanie o tu...
a na dokładkę mała walizeczka scrapuszkowa do kompletu z zakładką o której niedawno pisałam. Akurat jak znalazł na wyzwanie o tu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)