Skąd tytuł posta ? A jak nazwać moje
rękoczyny z niby gliny, czyli masy samoutwardzalnej ? ;-) Muszę się przyznać, że krótko przed wyjazdem z letniej zieleni (działki), poczyniłam jeszcze jedno spotkanie z ową masą. Jednak z przyczyn zamieszania jakoś nie pojawił się wpis na blogu. Na uwagę zasługuje jedynie fakt, że największy kawałek gliny, mający być rustykalnym wisiorkiem zwinęła mi sroka, jak wysychał. Znalazłam go później w trawie. Albo się jej nie podobał i wyrzuciła (w końcu nie musi mieć imienia na literę 'J', bo takowa na nim widniała), albo zwyczajnie zgubiła. Wisior jest więc dodatkową rąbnięty mechanicznie przez złodziejkę. Malowałam jednego popołudnia, dwa kolejne dni było lakierowanie.
Nie wiem, jak się sprawdzą w użyciu, na razie cześć mi spadła na płytki podłogowe w kuchni i jest bez szkody.
Zdjęcia skąpane słońcem. To pierwsze promienie jesienne. Wczoraj było wrednie zimno, wilgotno ale szaro i buro. Dziś piękne słońce. Kupiony niedawno wrzos jakoś niespecjalnie zamierza rozkwitnąć.
Na balkonie kolorowo, pelargonie i bakopa doszły do siebie po głodowych dawkach wody, jakie im zafundowałam w to lato. Już na przyszłe mam umówioną sąsiadkę do podlewania. To jest przedsiębiorczość, prawda ? ;-)
Dziś wieje bardziej niż wczoraj. Chciałam jechać na działkę, ale to bez sensu, bo mimo, że w słońcu przepięknie i leniwie, to przenikliwy wiatr jest praktycznie wszędzie. Poniżej zobaczycie, jak pomiatata bakopą.
Ale jak się ma masę zbliżoną do setki, to przecież powiewy wiatru groźne nie są. Można zlec bezpiecznie w pozycji 'zwisa mi to'. Pozycja prawie właściwa, bo ta najwłaściwsza z właściwych, to z dwiema łapami poza balkonem, zwisającymi od samych łokci. Kładzie się tak na tej węższej częsci balkonowej, na wprost bramy wjazdowej i niejeden ma ubaw, jak go z dołu widzi. Luz totalny i tylko pozazdrościć. ;-)


Niestety, nie leniuchuję, jak Filon. Jak każdy rękodzielnik (rękoczyńca), zbyt długo bezczynnie nie posiedzę. Wrzeciono się pokręciło i skręciło w cieniutkiego singielka około 1/3
darów od Alicji, czyli mieszanki merynosa i czarnogłówki. Strzyża podczesana psim grzebieniem, więc nie było mowy, by próbować na niej zastosować dziadka Finextry, pokazanego w linku powyżej, bo przecież jeszcze nie umiem dobrze pedałować. Przędło mi się bardzo przyjemnie. Kusi skręcić w navajo (jeszcze nigdy nie robiłam i tak nie do końca wiem, jak z tą pętlą), kusi też zostawić w singlu. Zobaczę ostatecznie, jak skręcę resztę.
Trochę z przymusu (na czas ostatnich wydarzeń poprosiłam Unikalnych.pl, by zawiesili moje konto), poczyniłam jeszcze broszkę - kotka, bo pojawiło się zamówienie. Miałam straszny opór do wykonania, bo ciągnie mnie do drutowania, a nie lubię wbrew sobie robić, jednak po chwili mi przeszło i to efekt.
Co będzie się działo teraz ? Jeszcze nie wiem. Najgorzej, jak się chce wiele na raz i w głowie ma się niepoukładane, prawda ? ;-)
Dobrej niedzieli życzę.