Uwaga na przeterminowaną maseczkę! - Jak ShinyBox napsuł mi krwi ... Kwiecień 2013.

Odkąd usłyszałam o wejściu ShinyBox na rynek byłam go bardzo ciekawa. Cały czas go wspierałam i liczyłam na to, że sobie poradzi. Mam w zasadzie każde pudełko, które wyszło i w większości przypadków byłam nawet zadowolona. Nie przejmowałam się tym, że firma obiecuje "luksusowe" kosmetyki, a w pudełku ciągle znajdujemy produkty z co najwyżej średniej półki. Nie nie, ja naprawdę w nich wierzyłam. Jednak zaczyna mnie irytować ich podejście, ich połowiczne działania i bardzo olewczy stosunek do zawartości i sposobu pakowania.

ShinyBox - kwiecień 2013
Pamiętacie zapewne jak wyglądały pierwsze pudełka. Kilka produktów wrzuconych do środka (swoją drogą pudełko samo w sobie też jest fatalnej jakości - nie wspominając już o ogromnych trudnościach z jego otwarciem) i karteczka. Zero jakichkolwiek przyjemnych dla oka "pierdółek". Potem trochę się poprawili dodali jakąś bibułkę i naklejkę. Ale dzisiaj po prostu poczułam się kompletnie olana - podejrzewam, że przesadzam, bo w sumie po co przejmować się jakimś tam pudełkiem? Ano po to, że jak się płaci to się wymaga.

ShinyBox - kwiecień 2013

W kwietniowym (tak, jakoś udało im się wyrobić z dostarczeniem pudełka w kwietniu) pudełku znalazłam kartę produktową skserowaną na zwykłej kartce, nawet nie dociętą ... No przykre to strasznie jest. Zapomniałabym jeszcze o odwiecznym problemie z kurierem. Do Was też nie raczą dzwonić? Przecież w zamówieniu jest nasz numer kontaktowy ... A ja za każdym razem znajduję awizo (nie poprzedzone żadnym telefonem) przyklejone do drzwi KLATKI SCHODOWEJ! Koszmar jakiś.

ShinyBox - kwiecień 2013
Pudełko było tym razem wypełnione jakimś dziwnym czymś, co wybrudziło mi cały pokój. Naprawdę nie wiem kto wpadł na tak durny pomysł.

ShinyBox - kwiecień 2013
Tym razem w pudełku było dużo produktów, to fakt. Jednak spowodowane to było opóźnieniem. Boxy zawsze były dostarczane w połowie miesiąca, a tu końcówka się zbliżała a pudełek ani widu, ani słychu. Na profilu facebookowym także cisza. W końcu pojawiła się informacja, że dostaniemy trzy bonusowe produkty. Oczywiście były one w poprzednich pudełkach, więc dostałyśmy po prostu to co się nie sprzedało.

Żeby tego wszystkiego było mało, to jeszcze nie znalazłam w pudełku cieni do powiek, które na karcie produktowej wypisane były. Tak, napisałam maila do Shiny i dostałam odpowiedź. Cienie wyślą mi 6.05, a uwagi do kuriera oczywiście zostaną przekazane. No zobaczymy.

Jeżeli jednak ktokolwiek jest jeszcze ciekawy tego, co było w pudełku to zapraszam niżej.

ShinyBox - kwiecień 2013
BELCILS - Krem witalizujący do rzęs
Krem witalizujący do rzęs to wyjątkowy produkt, dzięki któremu rzęsy gęstnieją i stają się mocniejsze, grubsze i dłuższe (na skutek rzeczywistego wzrostu oraz przyciemnienia końcówek), nabierają pięknego połysku i przestają wypadać.

Cena produktu - 35zł / 4ml (dostajemy produkt pełnowymiarowy)

Tak, ten produkt sprawił, że chociaż trochę się uśmiechnęłam. Od jakiegoś czasu chciałam już wypróbować coś na moje rzęsy. Zwłaszcza, że za niecałe dwa miesiące biorę ślub i naprawdę chciałbym pięknie wyglądać :)

ShinyBox - kwiecień 2013
GRASHKA - Tusz wydłużający
Kremowy tusz, który nadaje rzęsom maksymalną długość. Dzięki formule zapewniającej trwały efekt oraz specjalnie dobranym składnikom wspomagającym wzmocnienie i regenerację rzęs, idealnie nadaje się do codziennego użytku.

Cena produktu - 21,90zł / 8ml (dostajemy produkt pełnowymiarowy)

Jak to mówią - tuszy nigdy za dużo. Do tej pory nie miałam nic z Grashki, więc pewnie go wykorzystam. Aczkolwiek przyjdzie mu trochę poczekać na swoją kolej.

ShinyBox - kwiecień 2013
BENTLEY ORGANIC - Odżywka do włosów

To jest prezent od ShinyBoxa. Nie znoszę tej firmy i na pewno nie zużyję tego produktu. Poza tym  próbka wygląda jakby przeszła bardzo długą drogę do pudełka.

ShinyBox - kwiecień 2013
GREEN PHARMACY - Jedwab w płynie, serum na łamliwe końcówki
Bardzo silnie skoncentrowane serum wygładza końcówki włosów i przeciwdziała ich rozdwajaniu. 100% ekstrakt z aloesu i olejek cedrowy nawilżają przesuszone partie włosów przywracając im lśniący i zdrowy wygląd, bez ich obciążania.

Cena produktu - 8,50zł / 30ml (dostajemy produkt pełnowymiarowy)

Jak widzicie, nie jest to wysoka półka cenowa. Ale podejrzewam, że go wypróbuję, jak tylko zużyję to czego aktualnie używam. Podoba mi się dozownik, a z tej firmy nic dotąd jeszcze nie miałam.

ShinyBox - kwiecień 2013
AA THERAPY - Krem do twarzy
Edycja Jubileuszowa AA Therapy to niepowtarzalna linia preparatów pielęgnacyjnych, dostępna wyłącznie w aptekach. Tworzą ją trzy kremy do twarzy: odżywczy, natłuszczający oraz nawilżający. Serię wyróżnia okolicznościowa szata graficzna.

Cena produktu - 15zł / 50ml (dostajemy produkt pełnowymiarowy)

Szkoda, że znowu wychodzi na to, że Shiny nie bierze pod uwagę naszych kart piękności (czy jak to się tam nazywa). Mam cerę tłustą (no, w ostateczności mieszaną) i dostaję krem do cery suchej. Jaki to ma sens?

Na koniec trzy produkty, które są "rekompensatą" za długi czas oczekiwania na pudełko:
ShinyBox - kwiecień 2013
DERMEDIC - Koncentrat balsamu HYDRAIN3Intensywnie nawilża i wygładza przesuszoną i napiętą skórę. Poprawia jej elastyczność i utrzymuje wysoki poziom nawilżenia w głębokich warstwach naskórka. Nie tłuści odzieży.

Cena produktu - ok. 27zł / 200ml (dostajemy produkt pełnowymiarowy)

Było w pudełku z września 2012 roku.
ShinyBox - kwiecień 2013
RIMMEL - Lakier do paznokci I love lasting finish Lakier o wyjątkowej trwałości i połysku. Zawiera komponenty wzmacniające paznokcie i zapobiegające odpryskiwaniu lakieru.

Cena produktu - 9,90zł / 8ml (produkt pełnowymiarowy)

Był w pudełku z sierpnia 2012 roku. Wtedy dostałam na szczęście kolor żółty.
ShinyBox - kwiecień 2013
BIODERMA - Hydrabio MasqueMaseczka intensywnie nawilżająca do skóry odwodnionej i wrażliwej. Zawiera kompleks Aquagenium. Skóra staje się bardziej gładka, delikatna i odzyskuje swój blask.
Cena produktu - 89zł / 75ml (dostajemy 15ml)


Pomóżcie mi rozszyfrować jego datę ważności - mam na zgrzewie 04701F 02 13?

Po kontakcie z ShinyBoxem, okazało się, że maseczka jest przeterminowana. Jeżeli też macie taką sytuację (a zapewne macie) wyślijcie zdjęcie zgrzewy na maila do ShinyBox. Obiecali, że wymienią produkt na nowy (inny).

Poinformowali mnie też, że dowiedzieli się o tym wczoraj od dostawcy. Podobno z przyczyn niezależnych od ShinyBoxa nieznaczna partia kosmetyków mogła być po terminie ...

20 komentarze:

Ćwiczymy piękno z kwietniowym GlossyBoxem :)

Kwiecień to miesiąc, w którym GlossyBox promuje aktywność fizyczną i zdrowy tryb życia. W związku z taki zapowiedziami spodziewałam się, że w pudełeczku pojawią się jakieś produkty związane z ujędrnianiem ciała albo wyszczuplaniem :) Jednak zostałam zaskoczona, na szczęście raczej na plus.

GlossyBox - kwiecień 2013

GlossyBox - kwiecień 2013

GlossyBox - kwiecień 2013

GlossyBox - kwiecień 2013
Pudełeczko prezentowało się całkiem okazale i muszę przyznać, że dało mi sporo radości :) Produkty są całkiem zróżnicowane. Ale po kolei.
GlossyBox - kwiecień 2013
Jako miły dodatek w tym pudełku można znaleźć gumki do włosów w wiosennych kolorach. Jak to mówię - gumek nigdy za dużo. Często je gubię, więc pięć kolejnych na pewno z radością wykorzystam :)
GlossyBox - kwiecień 2013
CHARMINE ROSE - Nawilżająca emulsja do stóp

Emulsja doskonale odżywia suchą skórę stóp, gwarantuje natychmiastowe nawilżenie, regenerację oraz poprawę jej kondycji. Zawartość masła kakaowego i lanoliny zapewnia zmiękczenie i wygładzenie skóry, a obecność wyciągów roślinnych odświeża skórę i poprawia mikrokrążenie, wspomagając odnowę uszkodzonego naskórka. Emulsja skutecznie poprawia elastyczność i redukuje ryzyko pękania naskórka. Polecana jest do stosowania na dzień (dla skóry ekstremalnie suchej) oraz na noc - profilaktycznie dla skóry z tendencją do suchości. Dzięki oleistej konsystencji jest również idealna do wykonania masażu stóp.

Cena produktu - 40zł / 100ml  (dostajemy 50ml)

Po peelingu do ciała z tej samej firmy, który był dołączony w którejś z poprzednich edycji, jestem bardzo ciekawa tego produktu. Myślę, że sprawdzi się dobrze, podobnie jak peeling. O nim pisałam już jakiś czas temu.

GlossyBox - kwiecień 2013
LOVE ME GREEN - Organiczny krem do ciała karite exotique

Organiczny krem do ciała opracowany w celu nawilżenia, odżywienia i ochrony skóry. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Krem wyjątkowo szybko się wchłania, pozostawiając na powierzchni skóry naturalny połysk, nie zostawiając tłustego filmu. Skóra staje się jedwabiście gładka. 

Cena produktu - 129zł / 200ml (dostajemy 30ml)

Zawsze powtarzam, że nie jestem wielką fanką organicznych produktów. Nigdy nie przywiązuje wagi do tego czy produkt jest naturalny czy nie. Zwykle okazuje się, że tego typu produkty są dla mnie słabsze, gorzej pachną i źle na mnie wpływają. Mam jednak nadzieję, że ten mnie zaskoczy pozytywnie :)
GlossyBox - kwiecień 2013
DERMO RASSOUL - Dezodorant nawilżający

Dezodorant o długotrwałym działaniu, który zawiera naturalne składniki nawilżające. Bezalkoholowy, idealny dla każdego rodzaju skóry. 
Cena produktu - 15zł / 75ml (produkt pełnowymiarowy)
Takiego produktu jeszcze w pudełeczku nie było. Byłam bardzo zaskoczona jak go zobaczyłam :) Jest to w sumie jedyny (nie licząc gumek do włosów) produkt, który moim zdaniem łączy się z tematem przewodnim GlossyBoxa. Mimo tego, bardzo chętnie go wykorzystam :)

GlossyBox - kwiecień 2013
YASUMI - Cukrowy peeling do ciała Topaz Glamour

Cukrowy peeling do ciała usuwa martwe komórki naskórka, doskonale oczyszcza i wygładza skórę, pozostawiając ją miękką i nawilżoną. Kryształki cukru doskonale ścierają martwy naskórek, poprawiają mikrokrążenie, a także dotleniają i oczyszczają skórę. Olej z pestek słonecznika wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry, zmiękcza i regeneruje naskórek. Masło Shea oraz wosk pszczeli odżywiają i natłuszczają skórę, a także zapobiegają jej wysuszaniu. Olej annato i witamina E to silne antyoksydanty, które neutralizują wolne rodniki i spowalniają proces starzenia się skóry. Rozmaryn działa na skórę antyseptycznie, dodatkowo ujędrnia i pobudza krążenie. Skórka pomarańczowa odświeża i pobudza zmysły. Peeling ciała przy użyciu YASUMI Topaz Glamour stymuluje mikrokrążenie i dotlenia skórę, przygotowując ją na przyjęcie składników aktywnych. Skóra pozostaje aksamitna i jedwabiście gładka.

Cena produktu - 45zł / 220g (dostajemy 50g) 
Bardzo mnie ucieszył peeling w pudełeczku. Pachnie cudownie! Świeżo, owocowo, wiosennie, a wręcz letnio! Żałuję strasznie, że dostałyśmy tak małą pojemność. Jednak już nie mogę się doczekać pierwszego z nim kontaktu :)
GlossyBox - kwiecień 2013
BIOLIQ - Intensywne serum rewitalizujące  
Preparat zawiera ekstrakt z kawioru, dzięki czemu serum intensywnie stymuluje rewitalizację skóry: aktywnie regeneruje, nawilża i odżywia, co znacząco poprawia jej wygląd i kondycję. Hamuje starzenie komórek skóry na drodze enzymatycznej, oddziałuje na metabolizm preadipocytów i adipocytów, co widocznie wpływa na kontur twarzy. Dodatkowo wyrównuje koloryt skóry, rozjaśniając przebarwienia i niewielkie plamki.

Cena produktu - 28zł / 30ml (produkt pełnowymiarowy)
Opakowanie tego produktu jest cudowne :) Mam nadzieję, że będzie działał tak dobrze, jak wygląda. Jestem ciekawa czy spełni obietnice, które złożył nam producent. Mam co do niego wielkie plany ;)
A jak Wam się podobało pudełko? Czekacie z niecierpliwością na następne?

3 komentarze:

Jesteś piękniejsza niż Ci się wydaje! Odkryjmy w sobie piękno!

Mam dzisiaj dla Was zadanie. Odpowiedzcie sobie na pytanie: którą część swojego ciała najbardziej w sobie lubicie? Mam nadzieję, że odpowiedziałyście szybko i stanowczo! Jeżeli nie, to należy się zastanowić dlaczego. Przecież Polki na całym świecie postrzegane są jako bardzo atrakcyjne! Ja powoli staram się zmieniać nastawienie do samej siebie i już bez wahania odpowiadam na takie pytanie - lubię w sobie oczy, włosy, piersi, a powoli zaczynam lubić nogi :)

Wiecie, że tylko 2% kobiet na świecie powiedziałoby o sobie, że są piękne? Jedynie 4% Polek uważa się za atrakcyjne, a 8% twierdzi, że są ładne. Takie statystyki są zatrważające i należy to zmienić. Każda z nas jest atrakcyjna! Każda z nas ma w sobie to "coś", co przyciąga do nas innych ludzi.

Aby nam w tym pomóc, marka Dove prowadzi w tym roku kampanię - 
Dove. Odkryjmy w sobie piękno

Dove. Odkryjmy w sobie piękno!
Na pewno kojarzycie to zdjęcie z plakatów czy reklam. Na pewno uważacie, że dziewczyny które są na nim pokazane są atrakcyjne i ... piękne! Tak, one są piękne i najważniejsze jest to, że same to po prostu wiedzą, zdają sobie z tego sprawę.

Piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nos, w jej figurze lub sposobie,
w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one
drzwiami do jej serca - miejsca, gdzie mieszka miłość - Audrey Hepburn

Nie wiem czy wiecie jak bardzo zatrważające okazały się wyniki badań na temat piękna, które przeprowadziła marka Dove:

Dove. Odkryjmy w sobie piękno!
Rozpoczął się teraz kolejny etap uświadamiania kobiet. Marka Dove prowadzi akcję Szkice prawdziwego piękna, która przynajmniej na mnie wpłynęła bardzo mocno. Zaprosili do współpracy  szkolonego w FBI rysownika portretów pamięciowych kobiet, który przeprowadził eksperyment społeczny nakreślający problem kobiet, jakim jest dostrzeganie ich własnego piękna.

W eksperymencie rysownik na podstawie opisów kobiet, których nie widzi, wykonuje ich portery pamięciowe. Przed tą sesją każda z kobiet spędza kilka chwil z nieznajomą jej osobą, nie wiedzą jednak w jakim celu. Po tym spotkaniu i pierwszej sesji rysownik odbywa spotkanie z drugą osobą, która opowiada mu o pierwszej kobiecie. Rysownik wykonuje więc drugi obraz tej samej kobiety. Niby nic szczególnego, a efekty eksperymentu są zadziwiające. Większość portretów wykonanych na podstawie opisu nieznajomego przedstawiała piękniejszy, szczęśliwszy i często wierniejszy obraz opisywanej kobiety. 

Dove. Odkryjmy w sobie piękno!
Polecam Wam także obejrzenie filmu, który przedstawia ten eksperyment. Zapraszam Was także na stronę internetową kampanii oraz na profil Facebooka, gdzie na bieżąco publikowane są wszystkie efekty kampanii i nowe informacje. Znajdziecie tam także mnóstwo inspirujących i dających kopa zdjęć! :)


2 komentarze:

Mangowe masło na siedem dni?

Dwa dni wolnego w środku tygodnia? Zdarzyło mi się to pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. Muszę przyznać, że bardzo mnie cieszy taki odpoczynek. Teraz szybka recenzja, potem z kawą w ręku zasiadam do roboty. Ważne, że w domu. Z każdym kolejnym rokiem robię się coraz większym domatorem :)

Dzisiaj słów kilka o maśle (musie? kremie?) do ciała z firmy Garnier. Kupiłam go dosyć dawno temu i oczywiście już zużyłam, teraz przyszedł czas na moją krótką o nim opinię.

Garnier - Krem do ciała z olejkiem z mango

Garnier - krem do ciała z olejkiem z mango
Kilka obietnic:
Ultra odżywczy krem do ciała wzbogacony o L - Bifidus i olejkiem z mango, które wybrano z myślą o specyficznych potrzebach skóry suchej i szorstkiej. Kremy do ciała to nawilżenie tak mocne, iż pozostaje odczuwalne nawet po 7 dniach od ostatniego użycia.Olejek z mango jest znany ze swoich właściwości odżywczych, aby odżywiać i łagodzić skórę suchą, szorstką. Kremy do ciała Garnier Body to produkty o udowodnionej skuteczności. Skóra staje się delikatniejsza i gładsza w dotyku. Pozostaje nawilżona przez 48 godzin.Widoczne rezultaty już po 7 dniach stosowania: zmniejszenie szorstkość – 27%; zmniejszenie wysuszenia skóry – 29%.

Cena - około 19zł za 300ml

Garnier - krem do ciała z olejkiem z mango
Mazidło kupiłam oczywiście pod wpływem impulsu i dobrej kampanii reklamowej, którą Garnier sobie zrobił przy okazji premiery tej serii. Wiedziałam, że zapach mango raczej do mnie przemówi, a że w ostatnich latach polubiłam się z balsamowaniem - postanowiłam spróbować. I na szczęście się nie rozczarowałam.

Co prawda, nie polecam tego produktu na lato, a nawet na ciepłą wiosnę - jest zbyt treściwy (moim zdaniem). To na zimę i chłodniejsze okresy nada się idealnie. Masło (jak widać na zdjęciu) zamknięte jest w pękatym słoiku (?), z którego bardzo łatwo można je wydobyć do ostatniego grama. Szata graficzna opakowania bardzo mi podpasowała. Podobnie zapach!

Samo masło jest (jak już mówiłam) bardzo treściwe - gęste, maślane. Mimo tego całkiem szybko się wchłania i raczej nie pozostawia tłustej warstwy na ciele. Niestety krem nie spełnia obietnicy producenta - Kremy do ciała to nawilżenie tak mocne, iż pozostaje odczuwalne nawet po 7 dniach od ostatniego użycia - chociaż jak teraz patrzę na tę obietnicę to widzę, że producent nie obiecuje, że ten konkretny produkt tak zadziała, tylko, że generalnie kremy do ciała mocno nawilżają - sprytne. W każdym razie, ten konkretny na pewno nie zapewni nam nawet w pełni satysfakcjonującego nawilżenia nawet na cały dzień.

Ma jednak sporo swoich plusów, które sprawiają, że można spróbować się z nim zaprzyjaźnić. Ja zakupu nie żałuję :)

8 komentarze:

A Niekrytego Krytyka znacie?

Tak dla odmiany dzisiaj napiszę kilka słów o ciekawej książce. Książce, którą chciałam przeczytać od momentu, w którym usłyszałam, że jest pisana. Co prawda nie spodziewałam się po niej zbyt wiele, jednak wiedziałam, że mieć ją muszę.  Książce, którą można przeczytać jednym tchem i książce, która jest kwintesencją tego, czym w dzisiejszych czasach powinny być książki (mówię o formie, nie o treści).

Niekryty Krytyk
Książka, o której piszę to książka faceta, który potrafi rozbawić mnie do łez i jednocześnie sprowokować do myślenia o niektórych sprawach przez dobrych kilka godzin. Mówię oczywiście o Niekrytym Krytyku, czyli Maćku Frączyku, którego mam nadzieję większości z Was nie trzeba przedstawiać.

Na wszelki wypadek (moim zdaniem jeden z najlepszych):


Wracając jednak do książki. Jest to zbiór felietonów (luźnych myśli autora?) przedstawiona we właściwy dla autora - specyficzny sposób. Przeznaczona jest dla każdego, bo humor Frączyka jest niezwykle uniwersalny i wielopoziomowy. Znajdzie się w niej co prawda kilka (no może kilkanaście) "kurw" jednak nie są one rzucane bez przyczyny i każda użyta została w odpowiednim miejscu.

Sama książka jest w sumie o wszystkim i o niczym. Trochę o szczęściu, trochę o edukacji, hejterach, piratach - taki zbiór luźnych myśli. Trochę brakuje ładu, jednak dzięki temu zachowany jest styl Niekrytego. Ogromnym plusem jest właśnie forma publikacji - felietony są okraszone dużą dawką świetnych grafik oraz QR kodami, które przenoszą czytelnika do filmów autora oraz innego rodzaju treści, powiązanych z tym co aktualnie dzieje się w książce. Genialny pomysł i strasznie żałuję, że jest to pierwsza książka, w której spotkałam się z takim rozwiązaniem.

Niekryty Krytyk
Niekryty Krytyk
Niestety doszukałam się też wielu elementów, które przemawiają na niekorzyść tej publikacji. Przede wszystkim cena - około 30 zł za jakieś 130 stron. W książce są duże marginesy, ogromna czcionka, dużo grafiki i sporo pustych stron. Niestety samego tekstu jest bardzo mało. Stanowczo za mało. Ja czułam ogromny niedosyt. Żeby nas trochę oszukać wydano książkę na bardzo grubym papierze. 

Mimo wszystko ja z książki jestem bardzo zadowolona i mogę ją polecić każdemu. Zwłaszcza fanom Maćka, dla których jest to pozycja obowiązkowa. Ode mnie wielki plus. Czekam już na część drugą :)

7 komentarze:

W słoneczne dni rozświetlimy oczy :)

Pogoda się zaczyna psuć ... Po środowym letnim dniu dzisiaj zachmurzone niebo i deszcz. Mam nadzieję, że w ciągu dnia będzie trochę lepiej. 

Nadeszła pora na kolejny produkt, który miałam okazję przetestować dzięki GlossyBoxowi. Tym razem był to krem pod oczy. Jak wiecie, jestem wielką zwolenniczką nawilżania okolic oczu.

Siquens Prevention - krem pod oczy

Siquens Prevention - krem pod oczy
Kilka słów od producenta:
Natychmiastowo i długotrwale nawilża delikatną skórę wokół oczu, zapewniając jej uczucie komfortu i odprężenia. Zawarte w kremie poliaminokwasy wygładzają zmarszczki mimiczne, a witamina E zawarta w wyciągu z lilii wodnej witamina C, chronią skórę przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i wolnych rodników zapobiegając jej starzeniu. Formułę wzbogacono również o desperydynę zwiększającą drenaż limfatyczny, flawonoid chryzynę aktywnie eliminujący produkty rozpadu hemoglobiny oraz pobudzającą mikrokrążenie krwi - kofeinę. Krem skutecznie niweluje objawy zmęczenia, likwiduje cienie i opuchliznę pod oczami nadając spojrzeniu świeżość i blask. 

Krem kosztuje około 35zł i można go kupić w SuperPharm - wyszukiwarka aptek


Siquens Prevention - krem pod oczy
Krem zamknięty jest w typowej dla kremów pod oczy tubce z "dzióbkiem". Dostajemy 15ml produktu i muszę powiedzieć, że taka ilość wystarcza na bardzo długo. Stosowałam go dobre cztery-pięć miesięcy. Ma dosyć wodnistą konsystencję, ale nie leje się i nie utrudnia nakładania. Krem nie pachnie i ma biały kolor.

Bardzo szybko się wchłania, a delikatne drobinki (w żaden sposób nie nachalne) świetnie rozświetlają okolice oczu. Od razu zaznaczam, że nie mam żadnych problemów z cieniami czy workami pod oczami, więc nie jestem w stanie stwierdzić czy krem niweluje takie problemy. Dla mnie krem ma nawilżać i ewentualnie rozświetlać i ten to robi.

Dodatkowo bardzo dobrze spisuje się pod makijażem, nie zwija się. Nie szczypie przy ewentualnym kontakcie z oczami (wiem, bo niestety sprawdziłam).

Nie wiem czy będzie mi dane kupić go ponownie bo Glossy Box dba o nas pod kątem kremów pod oczy. Ostatnio zużyłam All About Eyes z Clinique i jeszcze nigdy nie było mi aż tak przykro po zobaczeniu denka. Teraz mam kolejny pełnowymiarowy krem pod oczy. Ale pożyjemy zobaczymy :)

Siquens Prevention - krem pod oczy

Póki co zapraszam na pokaz zdjęć mojego modela. Na koniec jeszcze kilka zdjęć z trwania "sesji zdjęciowej" kremu. Mój kot, jak zawsze, bardzo się ucieszył na widok namiotu bezcieniowego :) Bardzo chętnie pozował wraz z kremem do zdjęć. Efekty możecie zobaczyć poniżej:

Siquens Prevention - krem pod oczy

Siquens Prevention - krem pod oczy

Siquens Prevention - krem pod oczy

Siquens Prevention - krem pod oczy

Siquens Prevention - krem pod oczy

3 komentarze:

Kokosowa przyjemność :)

W końcu doczekaliśmy się wiosny. Wiem, że to mocno monotematyczne, ale naprawdę zimy miałam już dość. Jedyny problem z tak piękną pogodą to brak weny na siedzenie i pisanie. Nie mówię tutaj tylko o blogu, ale przede wszystkim o magisterce, która czeka na mnie z utęsknieniem. Cały czas wierzę w to, że uda mi się obronić w lipcu, a nadal jej nie zaczęłam :) Także trzymajcie za mnie mocno kciuki!

A dzisiaj w kilku słowach o miniaturce peelingu, który dostałam w jednym z Glossy Boxów. Muszę przyznać, że po spojrzeniu na opakowanie byłam mocno zniechęcona - jest po prostu brzydkie. Ale po zapachu było już dużo lepiej.

Charmine Rose - Coco body peeling

Charmine Rose - peeling kokosowy
Cóż obiecuje producent:
  • złuszcza martwe komórki naskórka
  • zabezpiecza skórę przed mechanicznym podrażnieniem
  • nadaje gładkość
  • poprawia mikrokrążenie
  • poprawia stan skóry
  • przygotowuje skórę do przyjęcia substancji aktywnych
  • reguralne używanie peelingu eliminuje problem wrastania włosów po zabiegach depilacji
  • pozostawia na skórze delikatny zapach kokosa
Charmine Rose - peeling kokosowy
O opakowaniu już mówiłam - jest brzydkie, bardzo brzydkie. Na szczęście całkiem funkcjonalne, bo plastik jest cienki i łatwo jest wydobyć ze środka peeling. Zapach jest obłędny - niesamowicie pachnie kokosem i nie jest to chemiczny zapach. Do tego ma idealną konsystencję - nie jest zbyt twarda, ale też się nie leje.

Jeżeli chodzi o działanie - też jest dobrze. Bardzo dobrze zdziera i faktycznie skóra jest po nim bardzo gładka. Muszę przyznać, że byłam z niego bardzo zadowolona i żałuję, że dostałam jedynie 30 ml tego produktu. Niestety raczej nie dane mi będzie cieszyć się nim więcej, ponieważ ma (jak dla mnie) zaporową cenę.

Na stronie producenta można kupić ten peeling za 44,80zł za 200ml.

Uważam, że za cztery razy mniejszą kwotę mogę sobie kupić peeling o podobnym działaniu w zwykłej drogerii. Jednak nie ukrywam, że używanie tego produktu dało mi dużo radości. Może kiedyś nie będzie mi żal takiej kasy na peeling? Kto wie? :)

1 komentarze:

Poszłam na zakupy ...

Za oknem zaświeciło słoneczko, więc w przypływie dobrego humoru wybrałam się do rosa na zakupy. Na szczęście skusiłam się tylko na "najpotrzebniejsze" rzeczy. Mimo tego, trochę do koszyka rzeczy wpadło. Muszę się Wam przyznać, że od jakiegoś czasu robię wszystko, żeby tylko nie zabrać się za pisanie magisterki. Teraz, kiedy za oknem zaczyna pojawiać się słońce, będzie jeszcze trudniej ...

Zakupy kwietniowe
Trochę tego jest, a do tego tak ładnie - wiosennie - wygląda.

Zakupy kwietniowe
Na początek dwa żele pod prysznic z Original Source. Ostatnio się w nich zakochałam i czuję, że to będzie dłuższa znajomość. Uwielbiam je za cenę i zapachy. Tym razem wybrałam ostatki z zimowej kolekcji i coś odświeżającego - idealnego na wiosnę.

Zakupy kwietniowe
Moi maszynkowi absolutni ulubieńcy. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego jest to rzecz pierwszej potrzeby na nadchodzącą porę roku? ;) Macie może innych faworytów?

Zakupy kwietniowe
Powróciłam też z podkulonym ogonem do konjaca, czyli magicznej gąbeczki do mycia twarzy. Zapomniałam o niej dosłownie na kilka miesięcy. Moja poprzednia stwardniała na kamień i odbarwiła się na dziwnie różowy kolor. Teraz nadszedł czas na kolejną :)

Zakupy kwietniowe
Zostałam też zauroczona fajnym kształtem pumeksu, którego od jakiegoś czasu mi brakowało. Powiem Wam, że ten kształt jest naprawdę wygodny.

Zakupy kwietniowe
Wybór padł także na drapiące narzędzie tortur. Szczota ma długą drewnianą rączkę, więc świetnie radzi sobie z szorowaniem pleców, a gumowe (?) wypustki służą za masażer. Jestem jak najbardziej na plus :)

Zakupy kwietniowe
Jako, że wróciłam z wakacji, a moja opalenizna niestety wygląda bardzo mizernie postanowiłam dobrązowić się brązowym specyfikiem z Dove. Naszło mnie po jednym ze starych filmików Paninorge. Muszę przyznać, że naprawdę działa. Nadaje fajny koloryt skórze i nie śmierdzi! Całkiem przyjemnie się ściera i nie zostawia plam. Obszerniejsza recenzja pojawi się zapewne kiedyś ;)

Zakupy kwietniowe
Na koniec w szale zakupów kupiłam farbę i znowu wróciłam do czerni na głowie :) Długo się nosiłam z tą decyzją, bo przecież ślub i nie będę niszczyć włosów, ale nie wytrzymałam :) No i teraz jestem znowu czarna. Uwielbiam te farby za łatwość nakładania i trwałość. Spierają się bardzo powoli i równomiernie.

8 komentarze:

Szał zapachowy od Flosleku

Dzięki uprzejmości firmy Floslek miałam możliwość przetestowania żelu pod prysznic z linii Natural Body. Dostałam wersje wiśniową, która pachnie wręcz niesamowicie :)

Floslek - żel pod prysznic
Co mówi producent:
Delikatnie oczyszcza skórę, odświeża i pielęgnuje. Nie powoduje nadmiernego wysuszania i złuszczania naskórka. Łagodny żel do mycia ciała o intensywnym zapachu wiśni, wzbogacony ekstraktem z aceroli, który działa wzmacniająco i regenerująco. Polecany do każdego rodzaju skóry.

Floslek - żel pod prysznic
Trudno się nie zgodzić ze słowami producenta. Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę, a do tego niesamowicie pachnie. W opakowaniu, które swoją drogą jest bardzo poręczne (ma płaską nakrętkę i można je postawić "do góry nogami") jest 250 ml produktu. 

Żel niestety jest średnio wydajny, ponieważ przy używaniu przez trzy osoby starczył mi dosłownie na około dwa tygodnie (albo i krócej). Może to być spowodowane tym, że jest dosyć rzadki przez co całkiem spora jego ilość wypływa z opakowania.  Na szczęście cena nie jest zbyt wygórowana - 13,80zł.

Jeżeli jesteście zainteresowane tym żelem to są jego jeszcze inne warianty zapachowe:

4 komentarze: