Od wielu miesięcy nie udaje mi się skontaktować z macochą. A że wczoraj były jej imieniny to postanowiłam podrążyć. Udało mi się dodzwonić do bardzo przeze mnie lubianej wnuczki. Ona nie ma z nią kontaktu dłużej niż ja. (Macosze udało się skłócić z całą swoją rodziną..) Ale skądś wie, że miała kobieta udar. To znaczy córce macochy powiedziała to taka Marysia, co zadzwoniła do takiego Marka. Marek niby miał się opiekować macochą za mieszkanie. Ale nikogo z bliskich nie zawiadomił o sytuacji no bo jeszcze by staruszkę do zmiany zdania namówili 🙈.
Poprosiłam o kontakt do tej Marysi. Ona do mnie zadzwoniła, z mieszkania macochy. Wstrząśnięta, mówi, że mieszkanie to obraz nędzy i rozpaczy! Lodówka pusta! Z domu powynoszone rzeczy, w tym telefon!
W poniedziałek idzie to zgłosić do opieki społecznej. Zobaczymy, co będzie dalej.
Jak to się czasem wszystko źle potoczy...
PS. Nie oceniajcie rodziny, to wszystko jest bardzo skomplikowane...