Od mojego
ostatniego spotkania ze „Skaldem” mija już ponad pół roku.
Krótka przerwa w lekturze kolejnych tomów znacznie przedłużyła
się. Jednak w końcu postanowiłem nadrobić zaległości i usiąść
do „Kowala Słów”.
Poświęćmy
chwilkę uwagi postaci wspomnianego przeze mnie przewodnika. Jest to
chyba najbardziej barwny bohater w całej powieści. Należy on do
hamramirów- grupy mężczyzn, którzy wierzą w silną więź
łączącą ich z duchami zwierząt. Haukrhedin wierzy, że dzieli
duszę z jastrzębiem do tego stopnia, że sam upodabnia się do tego
ptaka. Używa broni przypominającej szpony drapieżnego ptaka, śpi
na drzewach i ogólnie lubi wszystko to co jastrząb. Oprócz niego
spotkamy mężczyzn, którzy dzielą duszę m.in. z turem,
niedźwiedziem czy odyńcem. Jak można się tego spodziewać, każdy
z nich upodabnia się do wybranego zwierzęcia. Są to najbardziej
bezwzględni wojownicy, ponieważ w walce nie kierują się zdrowym
rozsądkiem a „hamskiem” – szałem bojowym.
„Kowal
Słów” zdecydowanie różni się od „Karmiciela
Kruków”. Nie dostajemy tak jak w przypadku wcześniejszego
tomu paru opowiadań i mikro-powieści tylko napisaną z rozmachem
samodzielną powieść. „Kowal Słów” to nie tylko postać
Ainara. Autor dużo uwagi poświęca również chociażby Alemu,
który jako czarnoskóry stanowi w czasach, w których akcja powieści
ma miejsce, nie lada atrakcję. Jednak uważam, że głównym
bohaterem „Kowala” jest ktoś zupełnie inny.