Posty

Wyświetlam posty z etykietą Osobista

O walizce, pakowaniu i rozlanej kawie

Obraz
- Gotowa? - zapytała Osobista bynajmniej nie bezpośrednio tylko za pośrednictwem wszechobecnej telefonii komórkowej albowiem była w odległości znacznej. Kilka domów dalej znaczy się. - Jak najbardziej - odpowiedziałam również przy użyciu technologii, której absolutnie nie rozumiem, nie wiem jak działa, nie wiem dlaczego. Niemniej, cieszę się , że działa i że nie muszę znaków dymnych puszczać, gołębi albo umyślnego. - Jak najbardziej ! - dziarsko odkrzyknęłam do urządzenia którego jak wyżej, ni w ząb nie rozumiem - Kiecki, buty, kosmetyki, ładowarka, dresy, klapki... - wyliczałam 

Ciekawie

Obraz
Osobista wpadła między jedną, a drugą. Paczką chusteczek produkcji krajowego przemysłu higienicznego. A wyglądała! Zjawiskowo. Rozpromienioną "niewidzialnym" makijażem twarz okalały pukle miękkich złocisto-rudych loków. Błysk w oku, słodycz w spojrzeniu, zapowiedź rozkoszy w dołeczkach na policzkach... Pierwszą myśl, że żałuję, że nie jestem facetem, zdusiłam w zarodku. Drugą, znacznie mniej przyjemną, bo lekko pomaczaną w gorzkiej żółci zazdrości również pożegnałam po chwili. Nie będę się przecież pozbywać Osobistej z powodu niskiego uczucia zazdrości tylko dlatego, że ma czelność wyglądać jak milion dolarów. Wyglądać tak, jak ja nawet za milion dolarów wyglądać nie będę.  Przynajmniej nie w tym wcieleniu. Myśl trzecia; żyj i pozwól żyć innym, jako najbardziej godna humanisty z zawodu, z wykształcenia i  zamiłowania została przyjęta i dopuszczona do użytku jako najmniej szkodząca zdrowiu. Psychicznemu.

Finito

Obraz
Żeby wstrząsnąć Osobistą nie trzeba trzęsienia ziemi. Wystarczy zawód. Na przykład miłosny. Chociaż z zawodów ów nomen omen zawód był księgowym. Na dodatek głównym. - Jakbym złapała takiego co tak smaruje po murach ... - wściekle wycedziła przez zęby Osobista. - To byś mu rączki połamała. - dokończyłam za nią. Bo byłam zdania identycznego. Patrząc na świeżutką elewację jednorodzinnej posesji upaćkaną czarną farbą w spreju przez jakiegoś pseudo graficiarza budził się we mnie odruch bliżej nie określony. W każdym razie z gatunku obsesyjno-zwlaczająco- wkurzający.

O miodzie, który łagodzi obyczaje

Obraz
Taka sytuacja... -Schudłaś! Małpo! - wściekle, przez zęby wycedziła Osobista zupełnie ignorując fakt, że najpierw wypadałoby jakieś dzień dobry, cześć "cośkolwiek". - No. Raptem pięć kilo - odpowiedziałam siląc się na obojętność. Bo z jednej strony to aż pięć, a z drugiej ... rozwścieczona Osobista. Instynkt podpowiadał, że lepiej zachować mocno zakamuflowaną euforię. - A wygląda jakby siedem! - Osobista poszła na całość. Brakowało tylko gromów z nieba pochmurnego. Sytuację mogła uratować jedynie dobra kawa. Z uwagi na okoliczności z dużą ilością miodu. Zostawiwszy rozbuchaną Osobistą pod opieką przerażonego Księcia Małżonka umknęłam do kuchni w celu wiadomym. Kiedy wróciłam, klimat nieco się ocieplił i nie była to bynajmniej kwestia ognia w kominku. - To mówisz, że pięć... - mruknęła Osobista udobruchana miodem z kawą (proporcje nieco się zachwiały)

Melodramat

Obraz
    Wczoraj (jakie to ma zresztą znaczenie kiedy) w nieprzyzwoicie późnych godzinach wieczornych, tak jedna, podobna do mnie, w sensie, że też nieobliczalna i absolutnie nieprzewidywalna, odwiedziła mnie. Kot spał i nawet nie udawał już, że pilnuje obejścia. Pies też miał wszystko w ... nawet nie w nosie tylko na samy czubku kudłatego ogona. Dzieci naturalnie również spały, ale czujnie.  Tylko ja nadal na obrotach niemal pełnych pilnowałam całej tej śpiącej zgrai. Oczywiście, że sam fakt nieprzewidywalności nie upoważnia do składania wizyt w porze ogólnie przyjętej za nieprzyzwoitą,  ale przecież nie wygonię. Jak przylazła niech się rozgości.

Pierogi leniwej gospodyni

Obraz
Dowód na to, że Bóg ma poczucie humoru znajduję każdego ranka. Wstaję, idę do łazienki, patrzę w lustro i... nie jest mi do śmiechu. Nie płaczę tylko dlatego, żeby nie pogarszać sytuacji. - Inni mają jeszcze gorzej - mruczę. Po czym myśląc o "tych co na morzu " za pomocą chemii tzw upiększającej, szczotki, suszarki  i innych narzędzi tortur robię wszystko aby straszące odbicie w lustrze zamienić na coś bardziej przyjemnego dla oka. Dowodem zaś na to, że Osobista nie jest pozbawiona tej jakże przydatnej cechy (cały czas mowa o poczuciu humoru) jest jej osobisty Osobisty.

Szampan

Obraz
Najlepszym przykładem że logika nie jest moją dobra stroną jest 12 strona w indeksie. Jak byk tam stoi trója z minusem wielkim na pół rubryki. Jedna jedyna na cały pięcioletni cykl nauczania. Indeksu Osobistej nie widziałam więc jedynie mogę domniemywać, że nie była lepsza. Przynajmniej w kwestii logiki. Co innego taka na ten przykład filozofia. Filozofować to ona umie... - Co robisz? - zapytała wpadając z tak zwanego nienacka ( nie mylić z żoną znanego Zbigniewa). - Myślę - odpowiedziałam z ledwie widoczną nutą poirytowania. Bo nie lubię jak ktoś mi przerywa brutalnie. - Aha - skwitowała swoim ulubionym, śmiem twierdzić słówkiem i zakręciwszy pirueta w celu wyeksponowania zwiewnej, jak sądzę funkiel nówki nieśmiganej kiecki, rozsiadła się w fotelu za nic mając moją irytację - A to boli? - Boli? Co? - No to myślenie... przecież.

O prorokowaniu

Obraz
Kiedy pewnego słotnego dnia Osobista z pewną taką niecierpliwością ale i podekscytowaniem zapytała  czy to  już, wcale się nie zdziwiłam. Ona już tak ma. Że skacze z tematu na temat. Jej myśli są niczym kozice górskie rozbrykane. Rozmawiałyśmy właśnie o serniku, że nowy przepis i w ogóle, że pycha. I że chętnie byśmy spróbowały gdyby nie konieczność zmieszczenia się  nie tyle w spodniach co w drzwiach. Pytanie było więc z księżyca. - W sensie? - odpowiedziałam zupełnie niezgodnie  z zasadami pytaniem na pytanie. - Co z Młodym?  No wiesz, już październik. Zanim zdążyłam przestawić tok myślenia  minęła chwila. Dość spora. Gdyby to był film, pewnie reżyser zdecydowałby się na wypełnienie tej przestrzeni między sernikiem, a Młodym jakąś dramatem ziejącą sceną. Nam musiała wystarczyć sącząca się z radia muzyczka. Oraz trzask lizanych przez pomarańczowe płomienie polan w kominku. - A! To... W sumie to raczej nie. - Jaśniej proszę. Raczej wyklucza ni...

Talent

Obraz
Po raz kolejny dochodzę do wniosku że Osobistej do szczęścia potrzeba widowni. Dużej, hałaśliwej wiernopoddańczej. Takiej co by jej talent wielbiła, i wyrażała to burzą oklasków i kwiatami sypiącymi sie pod stopy. Sam talent to już insza jakby powiedział taki jeden co go znam inszość. - Tadammmmmmmm! - Osobista uwielbiała wielkie wejścia. Nawet jeśli tylko wchodziła w skromne progi mojego domostwa. - No - zareagowałam chyba absolutnie nie zgodnie z jej przypuszczeniami. - Byłam na zakupach i jestem zmęczona - utalentowana uświadomiła nie tyle świat co mnie i zakręciwszy ostatniego pirueta klapnęła na sofie dokładnie obok mnie. Zupełnie jakby w domu nie było innych mebli o mniejszym zaludnieniu na metr kwadratowy. Przesunęłam się nieco bo tłoku, zwłaszcza jak siedzę i cierpię nie lubię.

Wino

Obraz
Osobista posiada Yorka i w razie potrzeby nie zawaha sie go użyć. Powszechnie albowiem wiadomo, że York psem obronnym jest. On szuka zaczepki a Osobista z racji z chwilą zakupu czworonoga powziętych   zobowiązań niejako musi go bronić... - Nie wiedziałam - powiedziała i zamarła. Na krótko. Zmartwychwstała po mniej więcej kilku sekundach. No może kilkunastu. W każdym razie nie zdążyłam przybrać żałobnej miny, a co dopiero szat - Mogę ci jakoś pomóc? - zapytała troskliwie. I współczująco. - Jak chcesz możesz skopać ogródek - odpowiedziałam przytomnie. Osobista na takie dictum wzruszyła ramionami. Zdziwić mnie to raczej nie zdziwiło, ani ociupinkę. Osobista albowiem fanką prac ogródkowych nigdy nie była i nie ma najmniejszych przesłanek ku temu, żeby jej z wiekiem awersja do grabi i łopatki przeszła.

Skandal

Obraz
Wróciłam. Zrobiłam pranie, przewietrzyłam kota, podlałam roślinność doniczkową. Standard. Kiedy niewidziana od kilku dni codzienność wreszcie ucichła pomyślałam o moim leżącym odłogiem blogu. Usiadłam więc z zamiarem napisania czegoś optymistycznego. I pewnie bym w końcu coś wysmażyła, mniej lub troszkę bardziej przyzwoitego  gdyby nie Osobista, która wpadła. Z sobie tylko właściwym impetem. - To jest skandal! - ryknęła. Przetłumaczyłam to jako "dzień" - Oraz granda! - dodała zamiast kończącego zwyczajowe powitanie "dobry". Ludzie nienawykli do niecodziennych zachowań Osobistej pewnie byliby zdziwieni. Ja zdziwiona nie byłam. Może tylko troszkę zaintrygowana. Odrobinę ciekawa. Ledwie co zainteresowana. - A cóż to... - zaczęłam i nie skończyłam. Znak zapytania zawisł w powietrzu. Nie na długo jednak. Osobista machnęła językiem i rozwiała wszelkie wątpliwości. - W sensie że ze świętami to granda i skandalu kupa! Co nie?

Paskudztwo

Zima. Wszędzie jak okiem sięgnąć. Na całej połaci nadmorskiej śniegu po kolana. Nie chce się nosa wyściubiać. Że już o całej osobie wyściubionej z domowych pieleszy nie wspomnę. Nie każdemu  jednak 14 stopni na minusie  straszne. Osobista wpadła z wizytą wielce niezapowiedzianą. W przeciwnym razie nie dane by jej było ujrzeć... - O rany! A co to? - powiedziała i zastygła. Z rozdziawioną gębą i niezwykle wymownym wytrzeszczem oczu niebieskich wyglądała jak posąg ilustrujący zastyganie z pytaniem na ustach. - Ani słowa! - syknęłam groźnie. I sobie poszłam w kierunku źródła ciepła. Osobista jak ma życzenie to niech sobie stoi w wyziębionym przedpokoju. Jej sprawa.

Pożądanie

Obraz
Bransoletka zwana pożądaniem Na kogo jak na kogo, ale na Osobistą zawsze można liczyć. Po pierwsze, że w padnie z wizytą absolutnie niezapowiedzianą w momencie kiedy najmniej się jej spodziewam. Że zaabsorbuje swoją wcale nie skromną osobą najbliższe otoczenie łącznie z kotem zdrajcą (pies wierny ideałom i ręce która go karmi) po drugie. I co najważniejsze a jednocześnie najbardziej bolesne - walnie prawdą prosto w oczy nie bacząc na konsekwencje typu "pogniewała się na śmierć, życie i całą tabliczkę czekolady mlecznej z orzechami mniam! - A coś ty taka nabzdyczona co? - zapytała na widok miny przyklejonej do mojego wielce smętnego od kilku dni lica. - A co to ciebie  guzik obchodzi? - odpowiedziałam zupełnie ignorując fakt, że pytaniem na pytanie się nie odpowiada.

Paluch

Obraz
Jesień we Wsi Nadmorskiej oznacza nudy. Takie totalne. Żaden turysta niezadowolony nie pęta się pod nogami. Zamknięte na tysiące spustów stragany straszą szkieletami stojaków i stojaczków na badziewia. Po opustoszałych uliczkach hula wiatr. I Osobista. - A co tu tak cicho? - zapytała wesoło mimo zasapania. - A ty co taka zasapana? Gonił cię ktoś?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, które niestety zostało zignorowane z powodu natarcia. Dwa osobniki rasy ludzkiej płci obojga oraz pies typu Wena rzuciły się na Osobistą i nie popuściły dopóki nie wyśliniły  z każdej strony. - Wiatr mnie gonił... - wysapała skoro tylko udało jej się wyzwolić z lepkiego uścisku i klapnąć z gracją na sofie. - Wiatr?

Brawo!

Obraz
Osobista lubi bardzo wiele różnych rzeczy.  Na przykład? Lubi lato, jazdę na rowerze, mieć dobrze ostrzyżoną głowę, truskawki ze śmietaną, śledzie i zamieszanie. To ostatnie wręcz uwielbia. Zwłaszcza jeśli jest jego autorką i występuje w roli głównej. Zaczęło się jak zwykle niewinnie. I kulturalnie. Wieczór był po prostu bajeczny; fantastyczna muzyka, koncertmistrz z zalotnym uśmiechem i dyrygent o jędrnych pośladkach. Poezja. Tłum oszalał ledwie wybrzmiały ostatnie dźwięki. Owacje na stojąco, kwiaty, podziękowania i... dziki sprint do szatni. Bo? - Bo kto ostatni ten frajer - mawiała zwykle osobista i niczym kozica górska skakała po krętych schodach. zajmowała kolejkę i to właśnie dzięki niej nie byłyśmy ostatnimi frajerkami.

Rude

Obraz
Osobista wpadła. Tym razem na pomysł. Jej zdaniem genialny, moim zupełnie beznadziejny. Instrukcje otrzymane drogą esemesową były proste; "Jutro o 16 tam gdzie zawsze. Obecność obowiązkowa!" Z uwagi na niepogodę wszechobecną, uzbrojona w parasol czarny w białe groszki na przystanek poczłapałam 10 minut po umówionym czasie. Dzieki temu czekałam zaledwie 4 minuty i kilka sekund. Osobista zahamowała jak zwykle. Z piskiem opon. - Wskakuj! -  ryknęła radośnie przekrzykując decybele wydobywające się z głośników. Fakt spóźnienia, jako oczywisty i przewidywalny, pominęła milczeniem i ruszyła. Dokładnie rak samo jak zahamowała. Z piskiem. - Gdzie jedziemy? - zapytałam usilnie starając się przedrzeć między dźwiękami jakiejś irlandzkiej (chyba) muzyczki. Nie odpowiedziała. Rzuciła jedynie w moją stronę uśmiechem wprost z obrazu Leonarda. Tajemniczym i obiecującym.

Dołek

Obraz
Doły, dołki, rowy i inne przypadłości natury psychicznej nie biorą się znikąd. Jak ktoś bardzo chce to zawsze znajdzie pretekst żeby owego doła załapać. I tylko od niego zależy czy będzie go w sobie pielęgnował czy z miejsca chwyci byka za rogi. Zasypywanie albowiem, najlepiej zacząć od zaraz. Z marszu. Recepta jest prosta; zadzwonić po pogotowie antydepresyjne. I zdać się na nie. W opcji full wypas można jeszcze rozpalić entuzjastyczny ogień w kominku. Zwłaszcza jak pogotowie ma naturę ciepłolubnego piecucha. Tak właśnie zrobiła Osobista. Chwyciła za telefon i zadzwoniła w chwili, kiedy zastanawiałam się co zrobić z tak uroczo zapowiadającym się wieczorem. Bo tak; lekcje odrobione, dzieci nakarmione, kuweta ogarnięta, a Książę Małżonek mocno zajęty analizą wyników trzeciej czy też jeszcze niższej ligi, ogania się ode mnie jak od natrętnej muchy. Nic więc dziwnego, że telefon od Osobistej oboje przyjęliśmy jak zbawienie. Zaopatrzona w butelkę greckiego antydepresanta, pognałam zasypyw...

Czas

Obraz
Osobista siedziała w pozie niedbałej i udawała że potrafi. Rysować. Inspirację czerpała z sufitu. Mam co do tego absolutna pewność. Po pierwsze dlatego, że gapiła się w ów sufit co chwila, a po drugie to dzieło powstałe w wyniku tychże obserwacji wypisz-wymaluj podobne było do wrednej i uporczywej plamy niepoddającej się zabiegom mistrzów malarskiego rzemiosła. - Co robisz? - zadałam pytanie z gatunku zbędne. Efekty robienia widoczne były bowiem gołym okiem. Na białej jak suknia panny młodej kartce piętrzyło się coś co Osobista ryzykownie i bardzo śmiało nazwała "górą". Na pytanie czy to góra lodowa odpowiedziała zjadliwym syknięciem, że owszem, i że jest o smaku bakaliowym, bardzo wysoko kalorycznym. - Małpa! - godnie zadarłam nos do góry - I na dodatek plastyczne beztalencie! Awantura wisiała w powietrzu. Tylko wrodzonej ciekawości, oraz braku zaplecza w postaci willi z basenem, zawdzięczam fakt, że nie skończyło się sceną z "Dynastii". - To teraz będziesz j...

Mąż i Fiona

Obraz
- Co to? - sąsiadka, zwana Fioną, zapytała od progu. - Cacko z dziurką! Dzień dobry. I wszystkiego i tak dalej z okazji sobotniego poranka. - A dziękuję.... I wzajemnie. Właśnie po to przyszłam, ale mnie tym cackiem ... twu okularami zaszokowałaś. No proszę. Bo jakby ktoś nie wiedział to ja się stylizuje. Na itelektualistkę. W tym celu nabyłam okulary. A jak mi włosy po eksperymentach niedawnych odrosną, to je będę wiązała w schludny koczek. Szokujące okulary! Kto by pomyślał. A facet w optyku ostrzegał, że są szalenie pociągające. Bredził coś, że seksowne nawet. Tylko o szokowaniu zapomniał wspomnieć. Fiona, przyszła w sprawie. Ona nigdy nie przychodzi tak sobie, żeby po prosu siąść, wypić kawę i pogadać o nieszczęściach typu przesolona zupa czy pęknięta gumka w majtkach. Wygodniej jej jest mieć interes z gatunku - Sąsiadko miła, a pożyczcie mi kilo maki, bo pierogi robię i zabrakło. Albo pretekst, mniej lub bardziej wyszukany. Tym razem przyszła pogadać, o czym nie omieszkała mnie p...

Rower

Obraz
- Dureń! - wydarłam się na całe gardło i z impetem rzuciłam telefon. Rzut mimo złości był w pełni kontrolowany. Celowałam w kanapę i tym razem nie spudłowałam. - Ale że o co się rozchodzi? - sennie zapytała Osobista, leniwie podnosząc wzrok znad komputera. Osobisty laptop Osobistej albowiem, zbuntował się i odmówił posłuszeństwa (z przegrzania zapewne). Przyszła więc sobie popatrzeć na wirtualny świat z mojego okna. Oraz odpisać na meile służbowe w ilości sztuk 3 i prywatne - tysiąc pińcet. - O durnia! Się rozchodzi. I gupka! Zdezorientowana Osobista patrzyła na trzy pa. Trzy sekundy na mnie, trzy na telefon, pięć na laptopa. Hola! Osobista! Bo się zazdrosna zrobię. Na mnie trzeba patrzeć, na mnie. Nie na telefon operatorowi impulsy winny i na laptopa sfatygowanego. - Durna komóra się zepsuła? - zapytała w końcu - A niech się nawet nie warzy! - Wiem! - krzyknęła radośnie - Wyładowała się! Osobista , postawiwszy diagnozę, mylną zresztą, nachyliła się nad klawiaturą i nie widziała świata...