Od kilku dni, jestem już w domeczku, ogony takie że hej i nie wiadomo w co pazury wsadzić.
Było krótko, zimno i deszczowo, a to tygryski kochają najbardziej, więc nie narzekam, ale o tym za chwilkę, bo jako się rzekło - najpierw obowiązki, choć akurat ten, jest bardzo miły, przynajmniej dla jednej z moich wiernych i dla mnie oczywiście też :)
Jakiś czas temu zadałam zagadkę - szczegóły
TU.
A oto rozwiązanie
Niezaprzeczalnie odpowiedź, najbliższą prawidłowej wagi kocyka, podała
ANIA, pieszczotliwie zwana przeze mnie Anulką. Gratuluję Ci Kochana i proszę o kontakt, celem ustalenia nagrody, bo doszłam do wniosku, że ona ma cieszyć, a nie tylko być. Wszystkim biorącym udział w zgadywance serdecznie dziękuję, może następnym razem będzie trafniej :)
A teraz chwila prywaty, czyli czas na przyjemności :)
W dniach 23 - 30 sierpnia byłam w miejscu, które jest przepiękne, dla mnie to taki raj na ziemi, takie 2 w 1, jeśli nie 3 w 1, bo morze, góry i temperatury. Pogoda była jak dla mnie fantastyczna 12 - 15 stopni, tylko deszcze przeszkadzały w jakimś dodatkowym szaleństwie, no i tuż przed wyjazdem zaraziłam się od prywatnego Mikusia małą grypą, więc szczekałam na swoich i kichałam jak mops.
Dobra, dość kłapania, teraz mała relacja.
Jedyny pogodny dzień - niedziela - od razu wykorzystana na wypad w mój ukochany zakątek, gdzie próbuję zaczarować słoneczko, by zostało na dłużej i pozwoliło nacieszyć się tym widokiem,
a jakby to pomogło, to do drzewa się nawet przywiążę ;)
Gdy udało nam się Panów zostawić z wędkami, poszłyśmy nad wodospad, miejscami było tak fajnie,
ale dałam radę, nawet z pociągającym nosem, pękam z dumy !
Już na dole, to skakałam jak kozica ;)
W drodze powrotnej wpadłam do starego znajomego na soczystego buziaka :)
Tak się rozgrzałam, że kawka to już była prawie jak latem ,
jednak góry to góry i już za chwilę trzeba było wskakiwać w kurteczkę, co szybko zrobiłam, by jeszcze moment spędzić na pomoście, próbując co nieco wysupłać i jak najdłużej rozkoszować się tym rajem.
Na koniec " dziecko " poszło na podryw na huśtawki, podobno najfajniejszych chłopaków to poznaje się w piaskownicy, lub własnie na huśtawkach :)
Jeszcze ostatni spacer po pomoście,
nostalgiczne spojrzenie, wraz z córunią, na zachodzące słońce, bo za chwilę czas wracać...
Innego dnia w porcie, w deszczu.
Ciut przestało, więc nawiałam w poszukiwaniu starych znajomych ...
gdy ich znalazłam ...
natychmiast zjawił się mój Anioł Stróż i ... po zabawie ;)
Jeszcze jedna mała ucieczka, bo ja tu rządzę !
Królowa może być tylko jedna ;)
Kasiunia & Boris, było cudnie. Dziękujemy :)
Już dłużej Was nie zanudzam, ale po dwóch latach przerwy musicie mi wybaczyć, bo mam radochę, jak małe dziecko. A czy coś udało mi się robótkowo, o tym w następnym poście .
Pozdrawiam i do zaś :)
Wasza BB :)