Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 listopada 2008

Knit Picks - ciąg dalszy

Tak bardzo chciałam obiektywnie ocenić te drutki, że przegięłam w drugą stronę :) Zdaje mi się teraz że strasznie je skrytykowałam ;) A im dłużej nimi dziergam tym bardziej czuję różnicę (czuje się ją szczególnie wtedy, kiedy wraca się na chwilę do starych drutów).

Wczoraj podziergałam nieco dłużej i widzę, że jednak czubki są jednak bardziej ostre. Tutaj jest fotka porównująca min Knit Picks'y do Addi Turbo, więc ja nie będę się męczyć i próbować zrobić ostrej fotki w tym marnym listopadowym oświetleniu.  Podaję też linki do dwóch opisów tych drutów, które między innymi studiowałam przed zakupem (opis pierwszy i opis drugi ).

To, ze są gładziutkie najbardziej rzuca się "w oczy" przy pracy na grubej włóczce. Wczoraj podziergałam na próbę 10-tkami - przesuwają się po włóczce jak po maśle. Jedyny wysiłek, jaki trzeba włożyć wynika z tarcia włóczki o samą włóczkę.

Żyłka - no tutaj nie jestem w stanie powiedzieć  nic konkretnego. Podtrzymuję, że jest podobna do żyłki bambusowych Addi. Jest podatniejsza i miększa od większości żyłek, jakie posiadam w domu. Waham się jedynie, jeśli chodzi o żyłkę drutów Prym - one naprawdę mają fajną miękką żyłkę, która się tak mocno nie skręca. Niestety nie miałam jeszcze czasu wypróbować Magic Loop-a na Prymach. Nie jest to taki czysty plastik, z jakim spotykałam się do tej pory, trudno mi ją opisać. Nie jest masakrycznie gładka ale po prostu nie przeszkadza podczas robótki. Nie trzeba się z nią mocować nie zwija się w pętelki (oczywiście jeśli zabierzemy się za skarpetę z długością 120 cm to będzie nam się pałętała).

Myszoptico, chętnie zobaczyłabym to 'wymykanie się" żyłki z robótki - ciekawa jestem jak to wygląda. Przy Magic Loop nie zaobserwowałam niczego podobnego. Tutaj jest film, z którego nauczyłam się jak to robić. Pani demonstrująca technikę używa właśnie Knit Picks'ów więc masz okazję zaobserwować jak to wygląda i jak one się zachowują.

Z długości, które są w zestawie najczęściej oczywiście korzysta się z 80cm. Prawdę mówiąc zastanawiałam się do czego wykorzystam 60 cm. Drutki są na tyle długie, że dużego pola manewru żyłką nie ma. Do Magic Loop-a lepsza 80-tka (chociaż 120 też robiłam i jedyne utrudnienie to większa ilość żyłki do przeciągnięcia). Uzyłam więc tej 60cm do robienia sweterka dla Majki, ale wydaje mi się, że przy takiej fajnej żyłce spokojnie wystarczyłaby mi długość 80 cm do mniejszych robótek. Żyłka 120 wydaje im się strasznie długa ;) Ale zaczęłam ją testować i do mierzenia jest fantastyczna. Zaczęłam wczoraj testowo kardigan robiony od góry bezszwowo - pięknie można mierzyć w każdej chwili, to jest właśnie to o co mi chodziło:) Bałam się, że taka długa żyłka będzie przeszkadzać - jednak jest to trochę "kabla" pętającego się w okolicy. Nie przeszkadzała, nawet nie trzeba specjalnie dużo żyłki przesuwać - robótka ładnie na niej leży, nie zsuwa się za bardzo - korzysta się więc właściwie tylko z takiego kawałka, jaka długa jest robótka.

Bałam się operacji zmiany długości żyłki - ale da się do zrobić podczas dziergania - jeśli mamy w robótce żyłkę 80 cm a chcemy większą: wykręcamy drutek z końca robótki i zastępujemy go zaślepką, uzyskany drutek zaś dokręcamy do dłuższej żyłki. Po przerobieniu rzędu mamy robótkę na dłuższej żyłce.

Nadal czuję się nieswojo po tak sporym wydatku finansowym. Myślę jednak, że to dlatego, że wydałam tyle na raz. Jeśli podzielić cenę całości przez 10 (bo tyle par drutów kupiłam nie licząc żyłek) to jedna sztuka kosztuje nieco ponad 18 złotych. A przecież tak naprawdę wirtualnie ma się tych par znacznie więcej - bo razy 4? Żal tylko, że nie mogłam od takiego kompletu zacząć, przed kupieniem iluś par drutów prostych, później na żyłce (a każda innej firmy, niektóre kiepskiej jakości).

Edi-bk - te druty możesz sobie zobaczyć na stronie Knit Picks, ja je kupiłam w sklepie Wolllust - w dużym zestawie (na Europę ten zestaw jest trochę inny, wyrzucili jeden typowo amerykański rozmiar drutka). Zastanawiam się jak to możliwe, żeby drut wpływał na równość oczek. Rozumiem gdybym wcześniej robiła na jakimś kompletnym badziewiu, ale nie na porządnych teflonowych drutkach. Chyba jeszcze porobię kilka próbek, żeby uspokoić sumienie.

Fiubzdziu - dostałam potwierdzenie, ale o losowaniu ani widu ani słychu, dziewczyny chyba znowu się "zawiesiły":) Poźniej będziemy latały jak szalone za sprawunkami, żeby się wyrobić z terminem ;)

Lauro - przykro mi ogromnie :(

Brahdelt - jak sobie człowiek w wyobraźni nawymyśla i nawydziwia to nie ma szans na znalezienie w 100% odpowiadającego egzemplarza;)

Karino - ja to nazywam gadulstwem i nieposkromioną skłonnoscią do nadużywania zdań wielokrotnie złożonych (najczęściej kończy się to błędną składnią). Cieszę się, że dajecie radę jednak to czytać. Sama po napisaniu takiego posta nie mam cierpliwości czytać go drugi raz. Obiecuję, ze w następnym poście będą już "obrazki" :)

Strasznie przynudzam z tymi drutami. Tak się przy nich zasiedziałam, ze zaniedbuję kolejny punkt akcji LMZS - zapisałam się na e-mailowy kurs relaksacji. Próbowałam tego parę lat temu, ale ponieważ wymagało to konsekwencji temat upadł. Wczoraj dostałam 3-cią lekcję a jeszcze nie odrobiłam dwóch poprzednich!

wtorek, 11 listopada 2008

Drutki, drutki !!!

Drutki dotarły w poniedziałek - akurat kiedy wybierałam się na akcję pt "rodzinne szorowanie sufitów". Tak że zdążyłam tylko rozerwać paczkę i przez parę sekund popaść oczy zawartością.

Po powrocie byłam "raczej" zmęczona. Nie na tyle, żeby nie zabrać się od razu do drutków. Na tyle raczej, żeby nie przetestować wszystkich rozmiarów na wszystkich posiadanych rodzajach włóczek.

Kiedy pomyślałam o tym, że za wieścią, że drutki już mam powinna pójść garść (potężna garść) informacji o tym co o nich myślę - wpadłam w lekki popłoch. Co tam - ciężar odpowiedzialności przygniótł mnie wręcz do ziemi :) Doszłam do wniosku, że bez wielotygodniowych testów w rozmaitych warunkach przy zastosowaniu różnorodnych materiałów nie mam co wychodzić z jakimikolwiek wnioskami. W końcu nie chcę, żeby wyszło że wybrałam kiepsko, nie chcę też, żeby ktoś kierowany moimi opiniami był później niezadowolony.

To co teraz napiszę o tych drutkach traktujcie jako opis pierwszego wrażenia. Druty mam dwa dni, z czego połowa tego czasu spędzona została na szorowaniu drewnianych sufitów. Aktualna robótka nie należy do wyrafinowanych w formie (tylko we wzorze) - zatem druty długości 80 cm spokojnie wystarczą. Jedyne druty Addi jakie posiadam to bambusowe 5mm, poza tym dysponuję Inoxami, Prymami i tym podobnymi. Na drutach Knit Picks miałam okazję robić zawsze po paru godzinach akcji "sufity" więc byłam raczej zmęczona :)

Tyle o warunkach testów. Przejdźmy do tego czego oczekiwałam decydując się na ten zestaw:

- wymienne żyłki,

- komplet rozmiarów (od 3,5 mm do 10 mm)

Nie da się ukryć, że warunki oba zestaw spełnia w 100% (drugi warunek tylko dlatego, że dokupiłam sobie rozmiary 9 i 10 mm ). Nie sądzę, bym potrzebowała żyłki dłuższej niż 150 cm (nie przewiduję gwałtownego przybrania na wadze, ani też przerzucenia się na produkcję koców). Nie sądzę, by potrzebna mi była żyłka 40 cm (na pewno nie przy tej długości drutka - druty są niewiele krótsze od typowych Inoxów na żyłce) dlaczego? O tym potem, żeby zachować kolejność jaką sobie zapanowałam.

 

Kolejna sprawa - to, co sobie wyobrażałam po przeczytaniu wielu entuzjastycznych recenzji.

- żyłka giętka i podatna, że aż strach - wyobrażałam sobie coś o elastyczności silikonowych ramiączek ;)

- dziubki ostre aż strach, wchodzące w każdą włóczkę jak w masło, grożące okaleczeniem w przypadku ukłucia,

-drutki są niewiarygodnie gładkie. Tak bardzo gładkie, że niektóre dziewczyny wolały wybrać drewniane,

- niewyczuwalne połączenia między żyłką a drutem

Moje wyobrażenia to efekt zmiksowania przeczytanych informacji  z pobieżną znajomością języka angielskiego, z zabawnym tłumaczeniem narzędzia google - wszystko podrasowane na koniec bogatą wyobraźnią.

W zderzeniu z tymi oczekiwaniami zawartość paczki nie miała szans. Drutki nie kłują. Nie są tak ostre, żeby wbijać się pomiędzy włókna Oliwii - za co jestem w sumie im wdzięczna. Próbowałam porównać czubki z moimi Prymami czy Inoxami - nie umiem się zdecydować bo Knit Picksy są błyszczące, tamte matowe i jakoś w świetle wieczornym trudno mi było zauważyć. Wkłuwam się nimi w oczka bezbłędnie, bez problemu mogę przerobić "5 oczek razem na prawo" - jak dla mnie super.

Bałam się tej ich gładkości. Bałam się, że chwila nieuwagi i drutek wyleci mi z wszystkich oczek - nieprawda. Oczka fajnie siedzą na drucie (testowane na Merino), przechodzą gładko (żadne tam zero tarcia, żadna tam poduszka powietrzna, żaden tam niewyczuwalny opór) - gładko i przyjemnie.

Żyłka nie jest wcale tak giętka i mięciutka jak silikonowe ramiączka. Szczerze mówiać na pierwszy dotyk wydawało mi się, ze żyłka moich Inoxów (namoczona niedawno we wrzątku) jest podatniejsza - bardzo mnie to zaniepokoiło. Wziełam Addi - też nie były jakoś rewelacyjnie podatne, właściwie zbliżone do Knit Picksa. Ciekawe co by się stało z żyłką po namoczeniu we wrzątku;)

Tutaj muszę odszczekać - okazuje się, ze 4mm miałam z Pryma - tylko one mają super mięciutką żyłkę, wszystkie moje pozostałe druty innych firm  maja żyłki grubsze i toporniejsze.

Co mi się rzuciło w oczy - żyłka 80 cm  Knit Picks po wyjęciu z opakowania (gdzie była zwinięta wielokrotnie) jest prosta. Nie zwija się wcale - to jest fajne.

Połączenia między żyłką i drutem - ja je umiem wyczuć. Jeśli oczka są bardzo ścisłe, to akrylowa Flora lekko o nie zahaczała (_lekko_). Kiedy porównałam sobie łączenie na Inoxach stwierdziłam, że się czepiam - tam też jest lekki przeskok.

Za to połączenie w miejscu skręcenia druta z żyłką jest niewyczuwalne.

W tym właśnie mniej więcej miejscu oględzin byłam mocno zniechęcona do opisywania moich wrażeń odnośnie drutków Knit Picks. No bo co sobie możecie pomyśleć - niby jest wszystko, czego chciała ale wygląda na to, że na nie narzeka. Staram się być obiektywna i ostrożna, zatem musi to wyglądac na narzekanie:)

Kolejny punkt: co spostrzegłam przy pierwszych próbach pracy na tych drutach.

(nie traktujcie ich wszystkich testów poważnie - wiadomo, że człowiek robi różne głupie rzeczy, kiedy dostanie nową zabawkę):

- drutowanie w wannie (perwersja prawda?) - genialna sprawa. Zdarzyło mi się raz, czy dwa zabrać druty do wanny (biorę do łóżka to czemu do wanny nie?). Po chwili drutowania włóczka przesuwała mi się po drucie znacznie gorzej. Z Knit Picksami możesz drutować w wannie bez przeszkód! (sprzedam to chyba jako hasło reklamowe). Włóczka przesuwa się genialnie, drutki chodzą gładko.

- lewe oczka - dla mnie to jest rewelacja, coś czego nie zamawiałam a dostałam gratisowo jako niespodziankę. Kto czyta chwilkę mojego bloga, wie, że szczerze nienawidziłam lewych oczek. Unikam jak ognia połaci robionych oczkami lewymi. Oczka lewe nigdy nie wychodzą mi równo - zawsze co parę rzędów jest większa przerwa. Oto co wyszło mi na Knit Pick'sach:

P1220461

Próbowałam kilkoma włóczkami - nie ma przerw! Oczka są równe - w końcu będę mogła wydziergać Rambling Rose tak jak należy (zamierzałam gładki lewy zastąpić gładkim prawym).

- Magic Loop - wracam do tematu żyłki 40 cm. Nie testowałam Magic Loop-a na innych drutkach - myślę, że spokojnie można tę technikę zastosować na Inoxach itp. Tak się akurat złożyło, że pierwszy raz wykonałam ją na Knit Picks'ach i wiem już, że mogę się obejść bez żyłki 40 cm jak również mogę zaoszczędzić na kupnie kolejnych drutów pończoszniczych. Oto próbka wykonana na drutach długości 80 cm (20 oczek dzierganych dookoła):

P1220472

Zdjęcie nie jest zbyt ostre (dosyć późna pora) ale spójrzcie na miejsce, gdzie zaczyna się kolejne okrążenie (na dole zwisa w tym miejscu nitka) - nie ma żadnej przerwy. Nierówność oczek wynika z tego, że włóczka była pruta. Dla mnie wynik tego testu oznacza, że mogę spokojnie dziergać rękawy dookoła drutami z żyłką 80 cm albo i dłuższą (niedogodność będzie polegała tylko na tym, że będzie więcej żyłki do przeciągnięcia).

Na koniec garść chaotycznych wrażeń :)

Drutki są śliczne. Ładnie błyszczą, co jest miłe dla oka (mam ochotę polerować je jak chromowaną armaturę ;)). Niby nic, ale fajnie tam przejechać dłonią po szeregu błyszczących drutków, zastanowić się chwilkę i powiedzieć - ach dzisiaj spróbujemy czwórkami...

Włóczka przesuwa się po nich gładko (mam takie subiektywne odczucie, że ta gładkość uzyskiwana jest dopiero po chwili od wyjęcia z paczki - może jest na nich jakaś warstwa "czegoś"?). Zastanawiam się, czy ta zyskiwana z czasem gładkość nie będzie też dotyczyła żyłki, chwilowo wydaje mi się dosyć "lepka".

Są lekkie - zarówno 3, 5 mm jak i 10 mm. Obiło mi się o uszy, że są wydrążone w środku, pewnie dlatego.

Przerabia się nimi gładko, przyjemnie i bez wysiłku. Chciałabym jednak zostawić sobie na później wydanie końcowej opinii. Muszę z tymi drutkami wydziergać parę różnych projektów, żeby móc się na ich temat rzetelnie wypowiedzieć - w tej chwili uważam, że dzierganie nimi to czysta przyjemność. Przyjemnie jest też pomyśleć, że z każdym rozmiarem będzie się dziergało równie przyjemnie.

Żyłka pasuje mi kolorystycznie do szala ;)

Żyłkę dokręcam ręcznie, bez użycia dołączonego do zestawu pręcika. Tylko oraz zdarzyło mi się, że się częściowo rozkręciły (widać nieuważnie dokręcałam) a i to nie do końca, bo od razu to wyczułam.

Nie mają _żadnego_ oznaczenia - dosłownie _nigdzie_. O ile druty mają oznaczenia na opakowaniu, żyłki tego nie mają - rozpoznaję je "na oko" po ilości zwojów w paczce :)

W komplecie jest plastikowe etui na cały komplet, mniejsze etui na same żyłki, 6 zaślepek do zyłek i 3 pręciki do dokręcania drutków. Na razie nie poprzekładałam drutów do kieszonek - wkładam je w odpowiednie gumki pod właściwy rozmiar.

To chyba wszystko na chwię obecną. Nie wstawiłam zdjęcia drutków, bo w sumie jest ono dostępne w wielu miejscach w sieci, a o tej porze wyjdzie mi jakaś straszna ciemnica na fotce.

Tego samego dnia ( Dnia Kiedy Przyszły Drutki) czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka. Pamiętacie nowy sklep internetowy, który kiedyś wyszperałam?

Chodzi o ten dziwny sklep Karina, gdzie nie było podanej żadnej lokalizacji. Wymieniłam parę maili z (chyba) właścicielką sklepu, która zaproponowała mi, ze podeśle mi parę próbek włóczek, które mnie interesują. Podałam jej adres i oto tego samego dnia przesyłką priorytetową otrzymałam kilka próbek. Jestem miło zaskoczona no i trochę zmieszana, bo to jednak jest koszt a nikt nie prosił mnie o pokrycie kosztów wysyłki. Zamierzam zamówić w tym sklepie włóczkę Merino (wydaje mi się, że jest tam najtańsza) - dam znać jak poszło :)

Na koniec robótka nie dla mnie. Takie, jak wiadomo ciągną się najdłużej:

P1220456 P1220449

Kapelusik dla 8 latki. Podchodziłam do niego trzy razy a i tak wychodzi, ze właściwie mogłam spokojnie zrobić na swój rozmiar i by pasował. Widać teraz młodzież miewa większy obwód głowy :) Kapelusik nie ma rondka - po nałożeniu nagłowę przypomina nakrycie z lat 20/30tych. Miały być kwiatki i koraliki - wiec są. Kapelusz niedawno pojechał do właścicielki i podobno został zaakceptowany (oczywiście jest lekko ciasnawy, ale wszystkie kapelusiki bawełniane, jakie robiłam zawsze się z czasem rozciągały).

Szal postępuje - lecę "drugie okrążenie" ;) Prułam oczywiście mimo "zarzekań" i teraz bąbelki pięknie wychodzą z warkoczy tak jak trzeba.

Cieszę się ogromnie, ze zalety mojego ciała przysłoniły fakt, ze nos (na zdjęciu z Twiggy Tunic) wyszedł na nich skandalicznie ;)

Fiubzdziu - nosiłam w brzuchu, aczkolwiek lekarze na porodówce również wątpili (nie należy się tym szczególnie emocjonować bo na operacyjnej kazali nam ubierać niezwykle szerokie koszule). Po porodzie ważyłam dokładnie tyle samo ile przed. Po prostu zawsze marnie jadłam. Jak już weźmiesz się poważnie za tunikę (a nie tylko będziesz chciała zachomikować wzorek) daj znać - podrzucę Ci jakiś schemat albo co ;)

Antosiu - ja też koło Oliwii chodziłam z daleka, przekonał mnie do niej szal Doroty, swetry Zdzid no i bajeczne kolory próbek. Swetra z tej włóczki nie dałabym rady nosić - nie jest miła. Oczka wychodzą mi równiejsze na merino. Ale do tego szala będzie pasowała fantastycznie.

Kocurku - no ja dokładnie myślałam o tych oranżadkach Kool Aid, ale szczerze mówiąc trochę z tym zachodu i jakoś do tej pory nigdy mi się nie chciało zabrać. Dziękuję za tutoriala :) Strasznie mi się podobają takie własnoręcznie skręcane włóczki (jest taka jedna u Jagienki, Sangria się chyba nazywa - mniam!)

Herbatko - z dwojga złego wolę mieć przypadłość niegryzienia przez nic niż odwrotnie;)

Persjanko - ja gdzieś, w jakimś blogu chyba czytałam o patencie na gryzące sweterki. Płukanie w wodzie z octem? Ale nie pamiętam gdzie to było i jakie proporcje. Miałabym nawet na czym testować ;)

Czarcie Psoty - po kilku praniach albo jej przejdzie gryzienie albo się zmechaci ;)

Lauro - dobrze, że dałaś znak życia - wreszcie :) Tunika nie idzie do szafy tylko do szuflady - tak napisałam ;)

Maranto - napisałam ile trwa robienie tych bąbelków - no ale są fantastyczne i jedyne w swoim rodzaju :) Warto poświecić na nie czas i cierpliwość :)

Sprężyno - Elian Klasik mnie nie gryzie i to jest świetny pomysł. Mogę wziąć dwie nitki Klasika, albo Chainette, one też jest milutka - i poeksperymentować :)

Agnes B. - energetyczny kolor - pięknie to napisałaś :) Chciałam, żeby szal taki był na przekór szarudze :)

Ps. Dostałam dzisiaj potwierdzenie udziału w Secret Palu :)

poniedziałek, 3 listopada 2008

O wszystkim po trochu, a przede wszystkim dużo

Najpierw obowiązki:
1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Dawniej nie miało znaczenia, książkę musiałam pożreć "tu i teraz". Jeśli zacznę, muszę skończyć najprędzej jak się da. Teraz raczej przed snem.
2. Gdzie czytasz?
Kiedyś gdziebądź (często-gęsto na podłodze oparta plecami o rozgrzany kaloryfer - zmarzluch jestem). Teraz raczej w łóżku, w wakacje na przybasenowym leżaku (na urlop zabieramy z reguły po 3- 4 książki "na łebka").
3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Na plecach.
4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Trudno powiedzieć, w każdym gatunku znajdę coś dla siebie. Parę lat temu zaczytywałam się głównie fantastyką. Teraz lubię się zaskoczyć (w przeciwieństwie do Marcina, który kupuje z rozmysłem, książki polecane, o których wcześniej czytał).
5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/-eś?
:) Tego pytania się obawiałam. Zasadniczo dla siebie kupiłam Perfekcyjną Panią Domu :) Wcześniej "Przechytrzyć psa". Na szczęście jest Marcin który kupuje książki dla siebie( które z reguły podbieram). Regularnie kupujemy Pratcheta.
6. Co czytałaś/-eś ostatnio?
Wyżej wymienione "Perfekcyjna Pani Domu", "Przechytrzyć psa", oraz "Pociąg do życia wiecznego" Jerzego Pilcha. Generalnie miałabym problem z wymienianiem książek, które przeczytałam - ja je łapczywie połykam, nie pamiętam tytułów, nie pamiętam autorów - pamiętam tylko emocje jakie odczuwałam podczas lektury.
7. Co czytasz aktualnie?
Jak wyżej.
8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Nie zaginam, nie kreślę. Nie potrafiłabym tego zrobić. Za zakładkę robi to, co pod ręką (często chusteczka higieniczna bo mam je w całym domu).
9. Co sądzisz o książkach do słuchania?
Nie korzystałam, obawiam się, że nieustanny strumień świadomości w mojej głowie zaburzałby odbiór słowa słuchanego. Słuchałam za to przez chwilę audiobooków z bajkami dla dzieci - niektóre bardzo fajne. Utkwiły mi w pamięci zwłaszcza Dzieci z Bullerbyn czytane przez Irenę Kwiatkowską (_fantastyczne_).

10. Co sądzisz o ebookach?
Męczą mi się przy nich oczy. Zdarza/zdarzało mi się używać - niezastąpione w pracy, kiedy nie ma co robić, a wypada coś robić, a  tekst na ekranie wygląda niewinnie.

Odezwała się we mnie natura kontrolera (zboczenie zawodowe) - zdecydowanie brakuje mi tutaj pozycji dotyczących ulubionych książek, książek, które wywarły największe wrażenie, książek, które polecamy. W końcu to co czytam teraz, to strasznie losowa sprawa.

***

Jednak sprułam tę tunikę (przeżuwałam radę Brahdelt podczas drutowania dwóch rękawów, przeanalizowałam jeszcze raz zdjęcia i wyszło, że chyba warto spruć).

Prucie niestety zostawiło na włóczce swoje piętno (tak mi się zdaje, bo pewna to już nie jestem). Dodatkowo drugie przerabianie tuniki szło w bólach okropnych bo uważałam, żeby się nie porobiły dziury, a dziury i tak się robiły, bo tunika wąska a żyłka za sztywna i za długa,więc rozciąga tunikę. Zniechęciłam się tym do robótki, w końcu zmieniłam druty na 7-ki. Żyłka nie jest krótsza ani bardziej giętka, ale lepiej przesuwają się oczka więc udało mi się odrobić straty w okolicach Formuły1

Nie wiem jak zrobię karczek, gdzie oczek będzie coraz mniej i mniej :(

W związku z powyższym zaczynam chorować na zestaw drutków z wymiennymi żyłkami (czemu nie wypuścili ich ze 2 lata temu kiedy nie miałam jeszcze tylu żyłek?) Od wczoraj wertuję opisy drutków Knit Picks-owych i zestawu Addi. Nie mogę się do końca zdecydować. Marcin twierdzi, ze te drugie muszą być lepsze skoro droższe (ba i to sporo). Mnie się zdaje, że nie ma zestawu idealnego.

Ślęczę zatem i czytam i przeszukuję sieć, jakbym miała kupić pralkę co najmniej albo auto. Znalazłam dosyć dokładny przegląd zestawu Knit Picks.

Plusy tego zestawu dla mnie to:

  • Cena!
  • W zestawie jest żyłka 40 cm (poprawka - żyłki nie ma w zestawie, ale można ją dokupić)
  • dają zaślepki do żyłek (można wtedy traktować drut z żyłką jako drut prosty, albo żyłkę z dwoma zaślepkami użyć do odłożenia oczek)
  • podobno są ostrzejsze i mają super giętkie żyłki.
  • same drutki mają podobno długość ok 11 cm, może dałoby się drutować węższe rękawy;

minusy:

  • brak oznaczeń numeracji na drutkach (oczywiście można dokupić taką "linijkę" do mierzenia drutka),
  • brak możliwości połączenia dwóch żyłek,
  • zabawy z wysyłką - w Stanach taki komplet kosztuje około 60 dolarów, wysyłki nie ma (można chyba to obejść z wykorzystaniem firm, które zajmują się wysyłką w takich przypadkach). W Europie komplety są uszczuplone, a wysyłka przykładowo z Niemiec (wystawiają się na Ebayu z tymi kompletami) aż 44 złote!

Z kolei zachodnie "mercedesy ", zestaw którego jeszcze nie ma -

Addi Click Interchangeable Needles:

plusy:

  • można łączyć żyłki
  • Addi to chyba sprawdzona firma, mają ponoć jakość Turbo Addi,
  • wysyłka wszędzie na świecie za darmo,

minusy:

  • CENA!
  • nie ma żyłki 40 cm,
  • nie doczytałam się, żeby dawali zaślepki do żyłek,
  • nie ma ich jeszcze w sprzedaży (mają być w tym roku, niektóre sklepu pieją optymistycznie, że będą na przełomie października/listopada - czyli w sumie już teraz),
  • nic o nich więcej nie wiadomo, bo skoro ich nie ma, nikt ich nie testował.

Mam nadzieję, niczego nie pominęłam. Napaliłam się na te kosmicznie drogie drutki. Mogę bez nich żyć ale co to za życie? ;) Mogę nawet o nich zapomnieć i wzdychać tylko sobie gładząc giętką żyłkę jedynych Addi jakie mam (bambusowe piątki). Irytuje mnie też fakt, że żaden z tych zestawów nie jest idealny. Dlaczego zawsze musi czegoś brakować :/

Druga sprawa - złożyłam wczoraj zamówienie w Inter-Fox. Miało to być bardzo rozsądne zamówienie - tylko to, co do czego mam sprecyzowane plany. Odczuwam wyraźny niedosyt. Kupiłam tylko fuksjową Oliwię (na szal celtycki pani Doroty) i motek włóczki ma Majową czapkę i szalik. Nie było śliwkowej Oliwii na cudny kardigan Zdzid! (mieli tylko 2 motki). Plus taki, że jak się włóczka pojawi, będę mogła sobie złożyć kolejne zamówienie ;)

Nierobótkowo - mam zamiar podtrzymywać szczytne założenia zeszłego miesiąca (Październik Miesiącem Oszczędzania), jak i podjąć działania w kierunku wypełnienia założeń Listopada - miesiąca zwalczania schematów.

I tak w ramach Listopadowej akcji:

- nabyłam mocno czerwony płaszczyk i nawet w nim wyszłam między ludzi (zrobiłam to pod koniec października ale wyszłam w nim w listopadzie, więc sobie zaliczam punkcik),

- z dwóch kolorów fuksjowych zamówiłam bardziej rykliwy (chociaż ten stonowany był bliżej memu sercu),

- zamierzam walczyć z wieczornym schematem oglądania telewizji - założenie jest takie, że zacznę wychodzić z psami na spacer (ale jeśli będę to robić codziennie to wpadnę w schemat, więc nie wiem czy się liczy)

Na razie tyle - wpis mi się zrobił znowu monstrualny. Chyba wystawię ankietę, jaka długość wpisu jest strawna dla czytających i zacznę ciąć tekst na odcinki:)

Prawda, że pogoda nas ostatnio rozpieszcza? No, przynajmniej w Palowicach :)

wtorek, 29 lipca 2008

Będę się chwalić :)

Jak dziecko, które dostało nową zabawkę i bardzo chce ją pokazać w szkole, tak ja, nie mogąc pochwalić się w pracy (zresztą kto by tam docenił taką zabawkę) _muszę_ pochwalić się tutaj. Nie obędzie się jednak bez wstępu.

W zeszłym tygodniu stuknęło mi 36 lat. Jako osobnik, któremu urodziny trafiają się w wakacje nie obchodziłam ich przeważnie wcale (wszyscy byli na wakacjach) lub przypadkowo obchodziłam je w różnych dziwnych miejscach (panie na koloniach/obozach/rekolekcjach miały swoje teczki z których wyczytywały sobie taką informację).  Od paru lat rodzina napomyka coś o konieczności zorganizowania z tej okazji imprezy, ale jakoś nie mogę się nigdy zebrać. Po sąsiedzku zaglądają rodzice, siostra, czasem zajrzy któraś z cioć - żadnej pompy. Poprzestaję zatem na najprzyjemniejszym - zgarnianiu prezentów :) Największe emocje zawsze budzi prezent od Marcina - po pierwsze wiadomo, że nie musi być praktyczny, po drugie owiany jest tajemnicą. W tym roku prezent jest zdecydowanie w konwencji robótkowej, co ucieszyło mnie ogromnie:) Dotarł dzisiaj (bo zza morza właściwie) co przedłużyło moją fiestę urodzinową :)

Jestem pod ogromnym wrażeniem, bo wiem jaka to czarna magia poruszać się wśród terminologii robótkowej, tym bardziej w innym języku. Wiem, że piszczę co jakiś czas przed monitorem i pokazuję palcem różne cuda, ale przecież zwykły śmiertelnik nie musi nic z tego rozumieć - a ja otrzymałam właśnie:

Wool windera (oglądam go sobie na ebay-u od miesiąca i nie mogę się zdecydować):

P1190368

drutki bambusowe z _odpowiednim_ połączeniem z żyłką, w _odpowiednim_ rozmiarze do wydziergania Butterfly, oraz szydełko bambusowe 3,5 mm:

 P1190385 P1190386

to co tygryski lubią najbardziej - katalog włóczek z "namacalnymi" próbkami:P1190387P1190388 

Drutki i szydełko podziwiam sobie na razie bez testów, natomiast wool windera zdążyłam już wykorzystać :

   P1190372-1

Śliczny prawda? :) Mam już takie 4 i nie zamierzam na tym poprzestać. Zwijam tak zażarcie, że zdążyłam już sobie palucha przypalić pędzącą nitką ;)

Jak obiecałam, tak pracuję nad słoneczną pogodą. Nie wiem jak u Was, ale u mnie nastały upały, więc metoda się sprawdza. Oto ona:

P1190391

Wrociłam do  golfu z Knit&Mode i to wystarczyło by pogoda diametralnie się zmieniła. Gdyby ktoś zatęsknił za chłodem proszę dać znać - wrócę do Lotosa ;)

Szczęśliwie udaje mi się na razie omijać pasmanterie, chociaż wydaje mi się, że włóczki na golf może mi zabraknąć - postaram się wykazać żelazną dyscypliną podczas zakupów. Apropos zakupów - jak już wyrobię odpowiednią ilość włóczki ze swoich zapasów ( nie ustaliłam jeszcze jaka to ma być ilość, co daje pewne pole manewru ;) mam zamiar kupić sobie włóczkę Forban. Mam tylko kłopot z kolorem. Dostałam dwie próbki, ta, która mi się podoba, niestety nie miała numeru koloru, będę musiała zdać się na wiarygodność fotek Inter-fox'u. Od zeszłej zimy mam na nią ochotę, wtedy jednak kupowałam tylko włóczki akrylowe (jako te niby niegryzące). Ponieważ jednak przekonałam się do dodatku wełny i moheru (trochę mi skóra zgrubiała, trochę więcej gryzienia jestem w stanie tolerować) w tym roku kupię go sobie na pewno. Oczywiście nie wiem jeszcze co z niego zrobię :)

Fiubzdziu - seks oglądam formie serialu (puszczają teraz na Comedy Central). Ja zawsze jestem opóźniona, dawno temu przestali to kręcić, a ja dopiero teraz załapałam się an końcowkę ostatniego sezonu. W zeszłym tygodniu obejrzeliśmy ostatni odcinek a teraz lecimy chaotycznie od początku (coś im się pokręciło i puszczają losowo pierwszy sezon). Pod wpływem serialu zaczęłam sobie oczy paść butami, na szczęście są za drogie, żeby traktować je poważnie - ale znasz tę metodę - masz ochotę an coś wykwintnego - zrób sobie kanapkę z serem i pooglądaj pisemko kulinarne ;)

Brahdelt - zgroza, w sklepie Tiffi byłam już trzy razy, wstydzę się wejść 4 raz. Ciągle mam wrażenie, że tam było coś, co powinnam była kupić a przeoczyłam. Co gorsza, skubane sprzedawczynie co jakić czas wystawiają nową partię ciuchów na wyprzedaży. Dobrze, że ja ze wsi jestem, do miasta muszę się tarabanić samochodem, przeważnie mi się nie chce - to zbawcze dla portfela mimo wszystko...

Kamizelkę zdecydowanie zrobię plecionką, tak jak w białej wersji. Co do reszty rzucę monetą albo zdam się na swój spiczasty nos ;) Tymczasem pozdrawiam serdecznie i ide zwijać (nie mam pojęcie kto dzisiaj ugotuje obiad i posprząta w domu)