Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chlebowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chlebowo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2009

Cały weekend nie ruszyłam drutków

Szydełko owszem – powstał pierwszy różowiutki koszyczek.

Ostatnio rzadziej się odzywam, z wiadomych powodów, lecz plan robót na najbliższą przyszłość mam jasny i przejrzysty :) Przed chwilą dostałam przesyłkę z Inter-Fox’u z resztą Mississippi na Harmony. Za tę robótkę zabiorę się w pierwszej kolejności.

Jeżeli jutro słońce dopisze, postaram się obfocić Joy’a – ta robótka będzie druga w kolejności po Harmony.

Plan na dziś jest taki, żeby zabrać się za niego drutami 3,5, zrobić rozmiar większy (tylko korpus, rękawy są dobre), do tego zrobić go bezszwowo. To będzie improwizacja, nie mam pojęcia, czy większy rozmiar na mniejszych drutach da mi jakiś dodatkowy luz :) Miałam wielką ochotę zrobić Joya z bawełny Adriafilu, po pierwsze nie jestem jednak pewna czy jest ona grubsza, po drugie na zamówienie będę musiała trochę poczekać, do tego czasu mogę się z niecierpliwości wziąć za wersję z Australa ;)

Wieści Kocurka na temat Cashsoftu nieco ostudziły mój zapał do kupowania włóczki na Rosa, co nie jest pozytywne, albowiem środki nie wydaje na włóczkę mają tendencje do rozchodzenia się na jakieś bzdury i bycia podbieranym przez rodzinę gdy brak gotówki pod ręką. Poza tym wpadły mi w oko buty i inwestycja włóczkowa jest mocno zagrożona ;)

Jeśli już przy inwestycjach jesteśmy – nie widać tego jeszcze ale czeka mnie chudszy okres zakupowo-włóczkowy. Może nie będzie to aż tak zauważalne, ponieważ zapasów nagromadziłam sporo ale świadomość istnieje. Jeśli chce się jechać na wakacje trzeba to wziąć pod uwagę :)

Przed okresem chudym jednak wybraliśmy się do Ikei. Cel był zbożny – mieliśmy kupić blokady do szuflad i szafek (Pszczoła z coraz większym zapałem eksploruje otoczenie). Nim jednak dotrze się do blokad mija się mnóstwo innych pokus. Mieliśmy listę więc nie kupiliśmy nic nadmiarowego (no dobrze, nie kupiliśmy zbyt wiele nadmiarowego) mimo wszystko jednak wróciliśmy obładowani dobrem wszelakim.

Zbyt wiele ścian zbyt długo pozostawało pustych, mamy zamiar wybrać kilka zdjęć, wywołać je i zawiesić na ścianach. Kupiliśmy do nich piękne białe ramki. Szczególnie przypadły nam do gust głębokie, kwadratowe. Przytargałam też sporo segregatorów na czasopisma (wnętrzarskich mam całe 8 segregatorów), białe kubki i kilka białych doniczek (ukłon w stronę minimalizmu;)) . No i nadmiarowo i całkiem nieplanowo podkładki. Bo okrutnie mi się podobały, mam jeszcze takie i prezentują się świetnie, chociaż nie nadają się do każdego zastosowania bo są ażurowe. W końcu kupiliśmy i zawiesiliśmy półkę pod prysznicem. Podsumowując – z zakupów jestem ogromnie zadowolona.

Prace porządkowe postępują. Ponieważ rozpoczął się tydzień roboczy i jestem sama z Majką przeszłam na system półkowo/szufladowy. Jednorazowo miewam pół godziny/ godzinę na wysprzątanie czegoś – biorę się zatem za mniejsze jednostki. Wyznaczam sobie szufladę/półkę lub szafkę, wyciągam z niej wszystko i robię  porządek. Jeśli dobrze zaplanuję rozmieszczenie przedmiotów i będą one wracały na swoje miejsce niedługo powinnam mieć porządek w większości szafek.

Akcja jest zaraźliwa, do porządków włączył się Marcin – przedziera się przez stosy papierów, rachunków i innych dokumentów – przy okazji prostuje wszystkie zaległe sprawy. Udało nam się znaleźć na stronie gminy punkt bezpłatnie odbierający niepotrzebną/niedziałającą elektronikę. W sobotę udało nam się wywieźć  wszystkie stare obudowy, monitory (zalegały piwnicę od paru lat), cały niepotrzebny sprzęt i ogromne pudło starych kaset i dyskietek.  Niemal fizycznie czuję powiększającą się wokół mnie przestrzeń (chociaż do piwnicy opróżnionej z gratów jeszcze nie wchodziłam).

Zapomniałam, że przy okazji zakupów wypatrzyliśmy pisaki dla Pszczoły :) Akcja rysowania odbyła się od soboty kilkakrotnie – Pszczoła podchodzi do sprawy bardzo poważnie, a mnie przestało już walić serce ilekroć zjedzie mazakiem na stół, ubranie, twarz czy też wsadzi je sobie do ust – faktycznie da się je bez problemu zmyć.

P1250278P1250296P1250295P1250302

Pszczoła ubrudzona mazakami zachowuje się jak Lady Makbet – ciągle przygląda się dłoniom i pociera nimi próbując je wyczyścić:

P1250313

 

Całą sesję wrzuciłam do Pszczelego katalogu na Picassie i tam odsyłam amatorów tego typu rozrywki.

Upiekłam drugi raz ulubiony chleb Liski. Tym razem zdjęć nie ma bo chleb znikł. To chyba oznacza, że się udał :)

Na dzis już koniec, niedługo czeka mnie wyprawa na szczepienie Pszczoły. Dzisiaj będę wbijane dwie igły więc spodziewam się, że w okolicznych domach mogą pęknąć szyby.

No i zapomniałabym jeszcze więc mały dopisek – zakochałam się wczoraj w tych butach i kombinuję jak koń pod górkę jak je mieć i czy je wogóle mieć!

420112 

Są jeszcze brązowe, rozsądek podpowiada, że brązowe byłyby nawet uzasadnione, ale serce wyrywa się w kierunku czerwieni!

wtorek, 3 marca 2009

Pucu, pucu, chlastu, chlastu

Aktualnie mamy marzec, więc mogę już nazwać swoją domową akcję porządkami wiosennymi? Nadal tkwię w pralni ale to już jej ostatnie podrygi – zostało wygarnięcie rzeczy zza szaf (mamy tam wnękę), powywożenie rzeczy, których nie można wyrzucić i pooddawanie książek do bibliotek (zakładam, że stare skrypty z ekonomii nikomu się już w domu nie przydadzą ;))

Staram się trzymać kolejności w sprzątaniu chociaż trochę się rzucam z miejsca na miejsce.  Kiedy plecy bolą kładę się i selekcjonuje czasopisma albo przetrzebiam jakąś szufladę. Wpadam w taki ciąg raz – dwa razy do roku ale jak mnie złapie to trzyma długo. Marcin też się wciągnął (w miarę możliwości bo wraca dosyć późno) i efekt napadu na pralnię jest taki, że udało nam się do zera opróżnić 4 szafki! Gnieździły się w nich wcześniej “pamiątki o znaczeniu emocjonalnym" typu stare czasopisma płyty, figurki i inne bzdurki. Przeznaczyliśmy sobie po jednym pudle na tego typu pamiątki – to pomogło w pozbyciu się tego co mało istotne.

Mam tendencje do rzucania sie po całym domu w trakcie sprzątania. Zaczynam w kuchni, brakuje mi szmatki która jest na piętrze. Idę na piętro, widzę że kwiatek nie podlany – zaczynam podlewać kwiatki. Przy trzecim kwiatku widzę paproch – łapie odkurzacz albo mopa i zaczynam  wycieranie podłóg. Efekt taki, że padam na nos, niby dużo zrobione a wszystko rozgrzebane. Teraz staram się trzymać jednego zadania. Odkładam tylko to co wymaga do pomocy Marcina.

Prócz porządków staram się (znowu) popracować nad aranżacją mieszkania. Tyle lat juz tu mieszkam a ciągle są rzeczy wymagające dopracowania. Tyle pustych ścian w dużym pokoju.  Miałam zawiesić kilka obrazów, kupiłam w tym celu w sobotę szablon (żeby motyw się powtarzał). Niestety rozmiar płótna (sami zbijaliśmy i obciągaliśmy prześcieradłem) nie pasował  mi do żadnej płaszczyzny. Zdecydowałam się popracować szablonem bezpośrednio na ścianie. Żeby nie było całkiem płasko – przyklejałam szablon taśmą do ściany i zamiast farby nakładałam cienką warstwę gipsu szpachelką. Po lewej test na płótnie, po prawej część kompozycji na ścianie (przed malowaniem):

P1250091_1 P1250064  

Teraz zastanawiam się, na jaki kolor to pomalować (gips jest blago szary, tło blado żółte więc wzór widać bardzo słabo). Rozwiązanie jest tymczasowe – najpóźniej za rok czeka nas malowanie pokoju (to zależy od tego jaki etap brudzenia ścian osiągnie Pszczoła) a zatem i powtórka z nakładania szablonów. Z zakupu szablonu jestem zadowolona – udało mi się wybrać chyba najspokojniejszy, dający sporo możliwości – można przecież odbić motyw (albo jego fragment) nie tylko na ścianie, ale i na starej lampie, wazonie. Jest na tyle spokojny, że nie będzie się kojarzył ze ścianami zdobionymi wałkiem (moja mama: tylko tyle tego? nie będzie na całej ścianie?).

W ten weekend przytargałam w końcu do domu maszynę do szycia. Zdecydowałam się na niemal najtańszy model w sklepie. Nie zamierzam szyć ubrań, nie wiem czy będę używać jej często, chcę się nauczyć podstaw zatem nie warto mi inwestować w coś drogiego. Za mną pierwsze uruchomienie (ale się naszukałam wajchy do opuszczania stopki!) i pierwszych kilka ściegów.  Kolejny krok w weekend – kiedy będzie więcej luzu :)

Udał mi się w końcu zakwas! Na tyle pięknie rósł, że zabrałam się wczoraj za pieczenie ulubionego chleba Liski :) Nie wszystko szło zgodnie z planem. Mam wrażenie, że za chłodno miałam w nocy w domu i zaczyn nie wyrósł jak trzeba. W efekcie po dorzuceniu reszty składników wyszła mi twrada gliniasta gula, która po godzinie kompletnie nie wyrosła. Dolałam nieco wody, rozrobiłam jeszcze raz i zostawiłam na kolejną godzinę. Było juz lepiej chociaż nie idealnie. Po przełożeniu do foremek chleb nie wyrósł za mocno, ale nie jest zły :)

P1250074

Smakuje nam, a to chyba najważniejsze. Przy kolejnym podejściu zastosuje metodę wypracowaną przy zakwasie – nagrzeję lekko piekarnik, wyłączę i wstawię do niego to co ma wyrosnąć – zakwas w takich warunkach wyrastał mi jak złoto więc z chlebem powinno być podobnie :)

Przy okazji wdepnięcia na tematy kulinarne – coraz bardziej skłaniam się ku dużym zmianom w naszych przyzwyczajeniach żywieniowych (nie bedę ukrywać, że fotki, którymi Brahdelt drażni ostatnio moje ślinianki mają tutaj spory wkład). Żywilismy się do tej pory skandalicznie i monotonnie. Ponieważ nie damy rady zrobić tego za jednym zamachem wprowadziliśmy zasadę, żeby raz w tygodniu spróbować nowej potrawy. Mam nadzieję, że wyjdzie nam to na zdrowie ;)

Robótkowo – ha!- zaskoczę Was. Robótkowo wcale nie jestem w lesie. Mam skończone rękawy (dwa), i w zasadzie skończone plecy i jeden przód.

P1250084 Brakuje mi dosłownie kilku rzędów, a to dlatego, że opis Kim budzi we mnie zdumienie. Na rysunku Joy ma wysokość 53 cm, zaś opisu wynika że wysokość do pachy ma mieć 38cm, zaś od pachy do miejsca kształtowania ramion 22,5 – nie wiem jak Wam, ale mnie się to nijak nie zgadza (no chyba, że nie opanowałam umiejętności czytania ze zrozumieniem). Chyba poprzestanę na standartowej wysokości pachy – 17,5 – 18 cm. Oczywiście znowu mi zostanie włóczki. Z obliczeń wynikało, że wystarczy mi 7 motków, dla pewności kupiłam 8 (bo ten Astral tak znika z półek, że aż strach).

Donoszą mi tutaj, że w najbliższym czasie czekają nas spore opady deszczu. Na wypadek gdyby okazało się to prawdą zalecam zaaplikowanie sobie pewnego utworu (w prawym górnym rogu), który udostępniam specjalnie na tę okazję :)

czwartek, 26 lutego 2009

U mnie też bez fajerwerków :)

Dzisiaj będzie krótko albowiem zabrałam się za Wielkie Porządki. Zamierzam przetrzebić niepotrzebnie zgromadzone graty i pozbyć się ich czym prędzej. Co jakiś czas muszę sobie dla motywacji łyknąć “Perfekcyjnej Pani Domu” bo ciężko mi się pozbywać tego wszystkiego (nad każdą śrubką zwykłam się zastanawiać czy aby się jeszcze nie przyda). Zaczęłam od pralni i już trzeci dzień w niej tkwię (pralnia niepostrzeżenie zaczęła pełnic również funkcję stryszku/graciarni.

Na koniec zostawiłam sobie trzebienie włóczek – ciekawe czy będę musiała przed tym sobie łyknąć czegoś mocniejszego ;)

Robótkowo zatem niewiele:

P1250037

Skończyłam rękawy. 4 rękawy gwoli ścisłości, z czego dwa się nadają. Kompletnie głowy do dziergania nie miałam w zeszłym tygodniu (mam nadzieję w tym będzie lepiej). 2 razy prułam pierwszy rękaw bo źle odczytałam wzór. W końcu rozrysowałam sobie wzór na kartce i rękaw jakoś skończyłam. Drugi poszedł bez problemów, tyle, że pod koniec główki zorientowałam się, że całość robię drutami o pół numeru mniejszymi. Joy powoli stawał się stwierdzeniem ironicznym. Wczoraj zabrałam się za plecy. Miałam zamiar dziergać w całości z przodami, ale tutaj dużo guzików które trzeba równomiernie rozłożyć a ja swoim obliczeniom nie wierzę – więc dziergam osobno.

No i dylemat mam. Bo rękawy robiłam w rozmiarze xs – mam ręce jak te gałązki a chciałam, żeby rękawy ładnie przylegały. W takim samym rozmiarze zaczęłam plecy no i im dalej jestem tym bardziej się zastanawiam czy jednak tułowia nie zrobić w rozmiarze s. Xs wychodzi dokładnie w szerokości Fuksjowych Listków (ma mieć 40 cm)– niby ładnie ale przecież fuksjowych jednak nie zapinam w całości. S-ka będzie miała 43 cm w biodrach (i chyba w biuście – schematy Kim podają szczątkową ilość wymiarów) ale ma kształtowanie talii – dwa razy odejmuje się 6 oczek. Jak tak się czytam to zaczynam się sama przekonywać do s-ki ;)

Nastawiłam wczoraj zakwas (2 poprzednie akcje zakończyły się totalnym fiaskiem) wg ostatniego przepisu Liski i…

TADAM! z jaką radością zobaczyłam dzisiaj rano że wypłynął mi ze słoika i chlapnął na ścianę! Nawet awaria pieca (tego co dom ogrzewa) mu nie zaszkodziła – po dokarmieniu urósł jak szalony :) Jeśli czegoś nie zepsuję to kto wie, kto wie – może w niedzielę upiekę swój pierwszy poważny chlebek?

czwartek, 29 stycznia 2009

Wybór dokonany, nowych wątpliwości milion ;)

Z dumą donoszę, że wybrałam w końcu kolory Kidsilk Haze i wczoraj Marcin założył zamówienie. Mamy koniec stycznia, prezent miał być wybrany w grudniu – jestem z siebie dumna! Dlaczego? Bo przez szmat czasu nie kupiłam ani motka włóczki! (jeśli się mylę, proszę mi o tym nie przypominać bo mi morale siądzie). Nie zaskoczę Was pewnie swoim wyborem, w końcu brałam te kolory pod rozwagę. Jeden to Trance, drugi to Ligueur. Oba można zobaczyć na sieci na milionach zdjęć, na każdym zresztą wyglądają inaczej. Liqueur znam, dzięki uprzejmości Basi, co do Trance – przyjedzie to się przekonamy. Taki model wpadł mi całkiem niedawno w łapki – może z kidsilka wyszedłby ładnie? Wywaliłabym ten sznureczek, nie wiem czy wyszłaby mi taka ładna aplikacja wokół dekoltu. Pomysł wydaje mi się ciekawy:

a10245f77f9f7e9f098ce6bd

Wiem, że po niedźwiedzich łapkach powiecie Phi! ale kidmohairki będą dwa, a niedźwiedzich łapek- mgiełek nie będę produkować seryjnie ( zresztą przekonałyście się u Basi, że proste też jest piękne) No chyba że trzasnę sobie jeszcze taką wersję (już drażniłam nią u Dagmary):

plasc

Pierwsze niedźwiedzie łapki w wykonaniu Dagmary ukończone i zbierają zasłużone pochwały. Nie wiem jak na ciele będzie wyglądać jej model – ale na manekinie góra kojarzy mi się chińsko, bardzo w moim guście.  Moje ślimaczą się metodą – co dzisiaj wydziergałaś – jutro musisz pruć. Dwa wieczory przerabiałam taki scenariusz, trzeciego dałam sobie spokój. Wzór jest zdradliwy, trzeba sobie liczyć po cichu, po poszarżuje człowiek sobie na pamięć (czyli nie licząc tylko orientując się po narzutach z poprzedniego rzędu), poogląda tv przy okazji i nagle okazuje się, że jedna łapa ma dwa pazurki zamiast trzech i trzeba pruć i to motyw prawie cały i to oczko po oczku bo ja się boje pruć inaczej.

Tak czy inaczej jestem przy pachach. Dzisiaj będę “blokować” rzecz na manekinie (da się coś takiego zblokować na płasko? ). Mierzyłam raz, niezblokowane, no i niespodzianka proszę Państwa – znowu się opina na ciele! Wolałabym żeby mniej mnie otulało, ale manekin mam chudziutki, nie dam rady na nim tego poszerzyć. Więc może metodą kombinowaną, trochę tak trochę tak ;)

Ciąg dalszy też potrwa bo ciągle nie podjęłam decyzji co dalej – skłaniam się ku wersji z osobno robionymi rękawami z główką, i klasycznym zszywaniem. Ale wczorajsza wersja Dagmary trochę mi w głowie miesza :/

Powodzę Was jeszcze trochę na pokuszenie. Taki model znalazłam (również u w wykonaniu Jenniki):

 

07f33aa93e450134ee

No moje drogie – Osinki już to dawno rozpracowały;) Ja już kokardką się wiązałam, więc mnie to tak specjalnie nie odstręcza ;)

I jeszcze coś, ze sklepu Antholopologie. Zapięcia skojarzyły mi się z tymi, które ostatnio zastosowała u siebie Vampiro. Wzór z kolei chyba bardzo podobny do wdzianka Eva (Fiubzdziu zastosowała tutaj gładki lewy ale Osinki wyszperały wzór takiej siateczki).

Anthopolog_1 Anthopolog_2

I jeszcze coś z bufkami (niestety nie pamiętam skąd to mam, pewnie wyszperałam na Osince), osobiście zrobiłabym dłuższą wersję:

f6c7ca2fb593

Pamiętacie tytułowy model z Inspired to Knit? Ta wersja jest jeszcze ładniejsza (model z Sabriny lub Sandry, w tej chwili nie pomnę, ale jesli ktoś będzie mocno zainteresowany mogę spróbować odszukać, z którego to numeru (tylko po rosyjsku):

103876910

Wobec dzisiejszego wpisu Yarn-ferred spieszę uprzedzić, że chałka z wzoru, który tutaj kiedyś przytaczałam wyrasta do samej szybki (u mnie) a jak widać u niektórych nawet próbuje wydostać się z maszyny ;). Daję zawsze te same suche drożdże Dr Oetker’a i za pierwszym razem urosła normalnie. Kolejne razy rosła już taka monstrualna, ale mnie to pasuje – więcej dobroci za jednym razem. Daję tylko 10 łyżek cukru zamiast 12 (12 łyżek dawało mi chałkę dającą się jeść jako ciasto do kawy).

Ponadto pragnę podziękować za wyróżnienia jakimi mnie obdarowałyście – obiecuję wypełnić obowiązki z tym związane w kolejnym poście (bo pewnie dalej nie będę miała nic gotowego do pokazania więc trzeba oszczędzać tematy ;)).

Nie muszę wspominać, że Laura w końcu założyła bloga? Teraz my również będziemy mogły ją nachodzić i nękać :)

Dzisiejsza skórka (mężczyzn nie pytam czym się różni od poprzedniej) sponsorowana jest przez blogi, w które wsiąkłam dzięki Qlkowej.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Najgorzej, kiedy nie ma na kogo zwalić ;)

Zszyłam sobie dzisiaj Surface’a. Zostało mi jeszcze kilka rządków w kołnierzu, ale byłam ciekawa. Zszywałam sobie całą Majodrzemkę, dodłubałam trochę kołnierza a przymiarkę zostawiłam sobie na wieczór, kiedy Pszczołę przejmie Marcin.

 P1230840-2 

Przymierzyłam przed chwilą w akompaniamencie pisków wrzasków, stukotu i kto wie czego jeszcze (Pszczoła na szelkach biega tłukąc czym się da, za nią/przed nią psy z piszczącą wniebogłosy piłką). No i trochę oszołomiona jestem. Zdecydowanie coś tutaj skopałam. Nawet wiem co, zaczęło mi to świtać wczoraj, podczas blokowania (podczas radosnego blokowania gdzie na dzień dobry nie pasował mi ani jeden wymiar ).

Na schemacie tułów ma kształt klepsydry. U mnie wychodziło to na gruszkę. Dziwiłam się niepomiernie, dlaczego taka mała odległość między talią a pachami. Zdecydowanie większa niż odległość talia- biodra. Nie dało rady tego sprawdzić ze schematem bo tych odległości tam nie było. No i klops. Włóczka jest grubsza od zalecanej. Nie przeszkadzało mi to, bo dziergałam rozmiar xs celując w rozmiar s/m.  Wychodziło dobrze, szerokość odpowiednia, na wysokość też. Tylko nie pomyślałam (niektórzy to się niczego nigdy nie nauczą), że w górę też będą rozjazdy. Dojechałam do pach, zmierzyłam- wysokość grała (wymiarów pośrednich na wykresie nie było).  A przecież całość musiała być dłuższa. I teraz mam ładne wcięcie pod biustem. Wyglądałoby nawet dobrze gdyby nie ściągacz na dole, który sprawia, że nad nim robi się piękny balonik.

Kiedy zrobi się ciszej będę musiała zastanowić się poważnie co zrobić z tym fantem. Pierwsza myśl – spruć do pach i nadrobić kilka rzędów, żeby było proporcjonalnie. Druga – bardziej drastyczna – spruć cały tułów i zrobić bardziej obcisłe ;) Bo ja mam na punkcie  dopasowania obsesję - od czasów kiedy w sklepach najmniejszy był rozmiar 38 ( rozmiar ten na mnie wisiał). Póki co skłaniam się w stronę rozwiązania pierwszego. Tan krój pasuje mi raczej jako luźniejsze wdzianko niż obcisły sweterek (zwłaszcza przy luźnych rękawach). A może pójść na całość i zrobić wcięcie w talii o mocniej rozkloszowany dół jak w pensjonarskich płaszczykach? ;) Popadam w przesadę, bo to z kolei nie będzie pasowało do rękawów ;)

Pomijając te wszystkie minusy wydaje mi się, że Surface będzie ładny. Wzór bąbelków jest bardzo efektowny. Kołnierz może leżeć swobodnie, ale ładniej wygląda lekko postawiony czy wręcz zapięty jak golf-stójka. Dobrze mu też w bordowym kolorze Chainette – nie widać tego na zdjęciu (robione przed chwilką) ale Chainette ma piękny kolor czerwonego wina. Dużo żywszy od bordowego Merino.

Moje morale w tej dokładnie chwili nie miewa się najlepiej, ale nie odpuszczę. Chociaż idzie mi z tą gładką częścią swetra jak po grudzie widzę, że jest to materiał na bardzo fajny sweter – najtrudniej będzie się przełamać, później spruć. Później będzie łatwiej.

Dla ciekawych moich przygód chlebowych – wczoraj wypiekliśmy sobie dwa chleby. Jeden z gotowej mieszanki: orkiszowy ze słonecznikiem. Marcin sobie go bardzo chwali, mnie też smakuje chociaż nie powiedziałabym, że jest to najlepszy chleb jaki kiedykolwiek jadłam. Druga była chałka wg przepisu znalezionego na blogu Izabeli. Następnym razem dodam mniej cukru – ale poza tym smakuje tak jak powinna.  Z tego przepisu skorzystam na pewno nie raz, kto wie, być może zacznę ją nawet zaplatać :) Nadal raczkujemy i korzystamy z programu podstawowego. Błyskawicznego przetestowania wszystkich funkcji raczej się nie spodziewajcie – do zjadania są tutaj tylko dwie osoby (bo Pszczoła owszem degustuje, ale poważnym wsparciem nie jest).

Sunia zaliczyła dzisiaj kolejną wizytę u weta. Miała wyraźnie złe wspomnienia bo podobno narobiła pisku od razu, kiedy tylko wet jej dotknął (Wet do wspołpracownicy “Tak, ona tak ma”), a kiedy dostała zastrzyk to już była pełna panika. Aż do samego domu nie chciała zjeść chrupka, a za chrupkami przepada. Wcześniej się tak nie zachowywała, ale była zawsze w towarzystwie Kropki – może to też ma znaczenie? Plus taki, że dostała też zastrzyk przeciwbólowy więc nie będzie cierpieć.

Muszę, koniecznie muszę zacząć jakąś nową robótkę nim mi morale opadnie pod poziom morza ;)