Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiady. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2018

Tomasz Samojlik – kolejny wywiad dla Ziniola

Kuba: Rozmawialiśmy już wielokrotnie (na łamach Poltera, na Cyfrowym Ziniolu i w realu). Zawsze zwracałem się w formie pisanej do pana Tomasza per „pan” właśnie. Myślę, że moglibyśmy przejść w końcu na „ty”. Kuba, miło mi.

Pan Tomasz: Żółwik, Tomek jestem.

Kuba: Powodem tego wywiadu miała być publikacja Zguby Zębiełków (wydana w maju 2018), czwartej części sagi o ryjówkach. Przyznaję, że tegorocznego lata zapadłem w sen nocy letniej i wywiad ten jest bardzo spóźniony. Zatem nie będę już marnował czasu i nadwerężał Twej cierpliwości dopytując o wszystkie Twoje projekty, o których tu i tam czytałem, i naciskał w sprawie deklaracji co do ich publikacji. Porozmawiajmy najpierw o samej Zgubie… Pytanie techniczne: czy lata doświadczenia w prowadzeniu sagi o ryjówkach sprawiają, że kolejne albumy tworzy się szybciej, czy też coraz bardziej rozbudowany świat powoduje, że dbałość o spójność wymaga więcej i więcej sprawdzania, a co za tym idzie czas tworzenia się wydłuża? Bo wydaje mi się, że ten uważny i sprytny mały czytelnik bezwzględnie wytropi wszystko, co mu nie będzie pasować. A wtedy zrzucenie winy na zmęczone, stare głowy Fiodora i Sorka nie pomoże…

Tomasz: Nie ma lekko, nie tworzy się wcale szybciej, a bagaż fabularny poprzednich trzech tomów bardziej przeszkadza, niż pomaga. Starałem się wszystko sobie porozpisywać i zaplanować, by było spójne z tym, co czytelnik wyniósł z trylogii i wydaje mi się, że większych wpadek tam nie ma. Co prawda teraz widzę, że mogłem od początku wszystko sobie ładnie zaplanować na dłuższą serię, ale kto by się sześć lat temu spodziewał, że tak to się ułoży...

Kuba: Tak zahaczam o te szczegóły, bo przed Zgubą czytałem taką jedną historyjkę, w której Dobrzyk jednak zgubił swój czerwony kapturek.

Tomasz: Zgubił, ale potem znalazł, spokojna głowa.

Kuba: Podziwiam Twoje zmagania z materią słów dźwiękonaśladowczych. Wielu polskich autorów poddało się i albo ograniczyło w zasadzie do uznanych onomatopei, albo nie korzysta z nich prawie wcale. A u Ciebie jest i „rozsupłu”, i „bamsik”. I dzięki temu robi się jeszcze zabawniej. To wrodzony słuch, masz ucho? Czy nagrywasz dźwięki, np. upadających na ziemię ryjówek, a potem za pomocą skomplikowanej maszynerii dokonujesz ich transkrypcji?

Tomasz: No jasne. I jeszcze dźwięk policzkujących się ciem, ubaw po pachy, mówię Ci.
Kuba: W Zgubie głównie pokazujesz przygotowania leśnych zwierzaków do zimy, ale nie mogło zabraknąć też kwestii ekologicznych, wszak „mordercza mgła” to wcale nie jest problem teoretyczny, prawda?

Tomasz: Bardzo bolesny, namacalny i duszący problem nie tylko dla ryjówek i innych mieszkańców lasu, ale i dla nas, ludzi. Trochę zarzuciłem czytelnika tymi problemami w czwartym tomie, ale chciałem zakończyć serię z przytupem. Poza tym pamiętaj, że te komiksy mają zwrócić naszą uwagę na prosty, acz przeoczony przez większość ludzkiej populacji fakt, że nie jesteśmy sami na tej planecie. Dlatego przedstawienie problemu, który nas samych bardzo boli uznałem za narzędzie potencjalnie skuteczniejsze od omawiania kwestii wpływu norki amerykańskiej na kolonie lęgowe ptaków wodnych. Poza tym mordercza mgła brzmi nieźle, co?

Kuba: Oj, brzmi groźnie. I prawdziwie. Tym razem w przypisach do komiksu wspominasz o ciekawych ryjówkach ze świata. Czyżby ryjówki z Doliny wybierały się w jakąś daleką podróż, żeby poznać inne „plemiona”?

Tomasz: Nie, nie, na razie nigdzie się nie wybierają. Przede mną nowe wyzwania, nowi bohaterowie do pokazania światu. A ryjówki pokażą się niebawem w innym medium.

Kuba: Ha, ale cliffhanger! SZA w tym temacie i szuramy dalej z pytaniami: lepiej mieć w domu ryjówki, czy myszki polne? Bo do mnie na wsi wprowadziły się już myszki. Spać nie można, tak hałasują w nocy, jak turyści z Hiszpanii. Pomyślałem sobie, że ryjówki to jednak się ciszej może zachowują…

Tomasz: Ryjówki Ci się nie wprowadzą do domu, co najwyżej zębiełki białawe. I nie do domu, a raczej do chlewika czy nieogrzewanej szopy.

Kuba: A właśnie, jeszcze z tym „nienaciskaniem” i „deklaracjami”,  o jedną rzecz jednak dopytam. Jak idzie kumulacja historyjek o „leśnych ziomalach” do następcy To nie jest las dla starych wilków? Na przykład w Bicepsie #9, gdzie kiedyś część tych historii miała swoje czarno-białe premiery (ale też w Echach Leśnych), tym razem „leśnych ziomali” nie ma. Za dużo pracy, żeby się wyrobić? Obostrzenia umowy z wydawcą? Za mały biceps?

Tomasz: Niewyróbka po prostu. Historie zbierają się bardzo powoli, bo nie jest to dla mnie priorytetowa sprawa – priorytetem są większe fabuły, które domagają się wydobycia na światło dzienne ze stosu notatników i szkicowników.
Kuba: Przypomnę tylko, z miłości do rysia, nie z upierdliwości, że miał on tam mieć swoich „pięć stron”.

Tomasz: O rysiu szykuje się całkiem spora nowość, o której nie mogę nic powiedzieć, bo potem latami będziesz mi wypominał. To przekleństwo nadmiaru pomysłów i ograniczonych mocy produkcyjnych – więcej rzeczy rocznie nie wycisnę, choćbym pękł.

Kuba: W naszej pierwszej rozmowie „ever” spytałem o to, co sprawiło, że zacząłeś tworzyć komiksy ze zwierzętami. Odpowiedziałeś tak: „Przede wszystkim impulsem była smutna konstatacja, że niewiele jest na rynku adresowanych do młodszego czytelnika książek i komiksów, które w ciekawy, ale i naukowo rzetelny sposób informowałyby o przyrodzie. Zirytowałem się strasznie czytając najróżniejsze książki o zwierzętach mojej córce i postanowiłem, że sam spróbuję zrobić to lepiej”. Widziałeś książeczkę o Gangu Słodziaków w popularnej sieci sklepów? Z ilustracjami Wojciecha Stachyry? Widziałeś, jaki ogon ma ryś?

Tomasz: Hmmm... „Zirytowałem się strasznie” kiedyś? To sam sobie dopowiedz, jakie uczucia towarzyszą mi dziś, kiedy widzę rysia z ogonem tygrysa czy bobra beztrosko wtryniającego się na szczyt drzewa.

Kuba: Mi się to nie mieści w głowie, ten krótki ogon (napisałem do wydawnictwa grzecznego, acz stanowczego maila, w którym powiedziałem, co o tym myślę), żeby skierowane do dzieci pozycje zawierały takie błędy. Nie chodzi mi o to klasyczne ilustracyjne przerysowanie zamiast rysunku realistycznego, ale o tego typu szczegóły, o to, że rodzice czasami pokazują rysia dziecku i mówią „zobacz, kotek!”. Dlatego też, między innymi, wpadłem na pomysł wspólnej akcji PSK-WWF (w fazie koncepcyjnej, ale postaram się ruszyć z konkretami już wkrótce! Dziękuję przy okazji Tobie za słowa zachęty i pomysły).

Tomasz:  „Zobacz, kotek”, a to dobre... Nie!
Kuba: A czy jesteś już gotowy do rysowania komiksów do czyjegoś scenariusza? Mam taki pomysł, żeby napisać paski komiksowe z… (niespodzianka!) rysiami.

Tomasz: I Ty, Kubo, przeciwko mnie? Szczerze mówiąc, spróbowałem w tym roku i bardzo mi się to doświadczenie nie spodobało. Więc, sorencja, nie.

Kuba: We wspomnianym powyżej numerze „bica” jest świetny wywiad z Piotrkiem Nowackim, który opowiada między innymi o tym, że aktualnie pracuje jako freelancer i utrzymuje się z różnych zleceń. Za przekazanie jednego z nich (dla parku rozrywki Rabkoland), dziękuje Tobie. Dużo takich prac musisz przekazywać kolegom z komiksowa?

Tomasz: Ja tam nie muszę ;-) Po prostu sam nie jestem w stanie zająć się wszystkimi ciekawymi propozycjami, które dostaję. Inna rzecz, że mnie najbardziej w tym wszystkim interesuje opowiedzenie mojej historii, nie czuję się wcale dobrym ilustratorem czy grafikdizajnerem, więc takie rzeczy wolę zostawić moim bardziej doświadczonym kolegom.

Kuba: Czy to prace dla dzieci Piotrka przekonały cię, że jest odpowiednią osobą do tego zlecenia?

Tomasz: No ba!

Kuba: Temat zleceń poruszyłem, bo wydaje mi się, że wszędzie Ciebie pełno, a jako fan Twojej twórczości nie lubię przegapiać tego, co tworzysz. Czy takich prac komiksowych ze zleceń nazbierało Ci się już może na… antologię w twardej oprawie na kredzie? 

Tomasz: Ej weź przestań. Marnować tyle kredy?

Kuba: Pytanie bardzo praktyczne ze wstępem: syn znajomych (prawie 3 latka) uwielbia album O rety! Przyroda świata. Tak bardzo, że aż się ślini przy jego oglądaniu. Pal sześć, że obślinił mi ostatnio ubranie przy oglądaniu, bo wyschnie i się upierze, ale obślinił też książkę, a ona się nie upierze. Może trzeba jednak laminować strony?

Tomasz: Ha! Odkryłeś sprytny zabieg wydawniczy, otóż książki z tej serii drukowane są na papierze świetnie wchłaniającym ślinę. Można się nad nimi ślinić bez konsekwencji. Niestety papier wchłania też łzy, więc można łkać rzewnie, jak się natrafi na jakiegoś mojego przyrodniczego babola.
Kuba: Póki co jest to pytanie enigmatyczne, ale czy podjąłbyś się redakcji merytorycznej zadaniariusza (leksykon+abecedariusz) o kosmosie? Żeby się podlizać (który to już raz!), dodam, że Misja kosmos zabrała mnie we wspaniałą podróż międzygwiezdną.

Tomasz: Tak teraz widzę już jasno, żeś Ty, Kubo, przeciwko mnie. Chcesz mej zguby?

Kuba: Wziąłeś w tym roku udział w akcji PSK „Polski Komiks na 26. finale WOŚP". Ja nie wyobrażam sobie nie wspomagać tej akcji rok w rok. Jak było z Twojej perspektywy?

Tomasz: Było super. Jak dostanę powołanie do kadry w przyszłym roku, to na pewno się stawię na zgrupowaniu, trenerze!

Kuba: Podobno Twoja kariera koszykarska rozkwitła. Zdradzisz przepis na sportowy sukces?

Tomasz: O tak, kwitnie od momentu, w którym zdałem sobie sprawę, że szybkie bieganie, wysokie skakanie i celne rzucanie do kosza to kwestia czysto subiektywna. I choć z perspektywy widza biegam w tempie posuwającego się lądolodu, skaczę wysoko jak zapchana prześcieradłami pralka, a procent skuteczności rzutów mam taki, jak średnia temperatura Bałtyku wiosną, to czerpię z tego masę radości. I oby kontuzje mnie omijały!

Kuba: Tym razem nie lecę na piłkę, jak ostatnio, ale na kolejny odcinek Przystanku Alaska przed snem. Dziękuję ślicznie za rozmowę!

Tomasz: Dzięki, stary! Do zobaczenia!
 
(plansze ilustrujące wywiad pochodzą z albumu Ryjówka Przeznaczenia (4): Zguba Zębiełków. Autor: Tomasz Samojlik. Wydawca: kultura gniewu, 2018)
 

środa, 11 kwietnia 2018

Ztwory: marzenie zgreda

Ztwory Zimzonowicza to pierwszy zbiorczy album prezentujący twórczość Łukasza Samsonowicza. Album niezależny, robiony metodą DIY, przepełniony horrorem, science fiction, czarnym humorem i punk rockiem. Autor postanowił zebrać środki na wydanie albumu metodą crowdfundingową. Aby wydać kolorowy, 96-stronicowy album w twardej oprawie i formacie B5 potrzebuje... 36 tysięcy złotych.
Ziniol: Ztwory wyglądają świetnie, ale do końca zbiórki pozostało 18 dni, a uzbierałeś 5% planowanej kwoty. Nie sądzisz, że kwota 36 000, która przebija wszystko, co do tej pory wydarzyło się w polskim komiksowym crowdfundingu, jest zbyt wysoka? 
Zimzonowicz: Stawka nie jest zbyt wysoka. Uważam wręcz, że zbiórki na polski komiks są zaniżone, niedoszacowane. Nie uwzględnia się w nich często pewnych kosztów, które nieraz pokrywa wydawnictwo. Pod uwagę trzeba wziąć nie tylko koszt druku samego albumu komiksowego w kolorze (kolor, twarda, oprawa, papier kredowy, 350 sztuk = około 7000 zł), ale i nagród (około 3000 zł), wysyłkę, podatki, prowizję serwisu, promocję i - co najważniejsze - pracę, jaką wykonuje twórca komiksu. Można to sprawdzić uruchamiając na stronie portalu crowdfundingowego wspieram.to wersję roboczą zbiórki. Pojawi się prosty kalkulator zbiórki. Wpisujesz budżet i od razu widzisz wysokość dodatkowych opłat. Tylko komu by się chciało sprawdzać. Łatwiej jest powiedzieć, że się nie da, bo za dużo, olać, zamiast dać szansę. Dobry komiks nie bierze się ot tak, z jakiegoś magicznego pustego garnka. Autor musi go wymyślić i narysować. Na to potrzeba czasu i funduszy. Jeśli ktoś myśli na poważnie o robieniu coraz lepszych komiksów, musi wziąć to pod uwagę. Średnia europejska stawka za stronę komiksu to około 1000 zł. Zaplanowany w mojej zbiórce minimalny budżet - 36000 zł - po odjęciu innych wspomnianych wyżej kosztów daje mi kwotę około 300 zł za stronę komiksu (makieta robocza publikacji urosła mi do 100 stron - do zrobienia/korekt będę miał już około 40-50 stron). Jedną stronę komiksu powiedzmy, że robię 3 dni (scenariusz, storyboard, szkic, tusz, kolor, teksty, skład). Nie są to więc żadne kokosy, a niezbędne minimum, dzięki któremu mogę podjąć pracę nad albumem zamiast szukać innej roboty. Chcę robić to, co lubię i potrafię. Życie jest za krótkie, aby marnować je w jakiejś gównianej pracy nie dającej satysfakcji. Jutro może mnie potrącić auto na przejściu dla pieszych kiedy będę przechodził na zielonym świetle, mogę się też dowiedzieć, że mam raka mózgu czy kłykci. Mam 35 lat i zamiast Porsche na 40 urodziny wolę wydać album z moimi pracami. Marzenie zgreda :)

Zakładając, że pracuję gdzieś na etacie i po pracy, robię jeszcze nocą komiksy (hmm... jest jeszcze rodzina), to mógłbym wydać czarno-białego, komiksowego, 56-stronicowego zina w nakładzie około 100 sztuk i nie prowadziłbym czasochłonnej kampanii crowdfundingowej. Dla zebrania około 1500 zł nie miałoby to sensu. Szybciej i prościej można by to wydać z własnych funduszy, bądź wziąć kredyt. Jednak zależy mi na czymś więcej. Chciałbym stworzyć autorską, niezależną serię wydawniczą Ztwory, współpracować ze zdolnymi scenarzystami, ciągle się rozwijać, robiąc to, co lubię. Robiąc coś innego, nie będę w stanie robić tego, co uwielbiam na tzw. „pełnej kurwie”.

Inspirujące polskie kampanie: komiks Nasz przyjaciel szatan - wynik około 48000 zł (kickstarter.com), album komiksowy Krzesło w piekle - wynik około 34000 zł (wspieram.to), gra planszowa Penny Dreadfun - wynik ponad 60000 zł (wspieram.to). Widzę tu, patrząc z szerszej perspektywy, ilustrację i fabułę. Jest to jak najbardziej zbieżne z komiksem. Autorzy chcący zmian na naszym rynku komiksowym, chcący robić komiksy i zarabiać na tym muszą próbować swoich sił. Nikt za nich tego nie zrobi. Nie mogą zważać na głosy, że skoro jesteś „nikim” to nie wolno, nie zasługujesz itp. To bzdury. Jeżeli kwota 36000 zł przebija wszystko, co do tej pory wydarzyło się w polskim komiksowym crowdfundingu, to najlepszy znak, że trzeba próbować iść do przodu, nie zamykać się tylko w pojęciu polskiego komiksowego crowdfundingu. Uda się, albo nie. Nie ma co płakać, tylko trzeba robić swoje.

Edyta Bystroń na swój komiks Na koniec wszystko spłonie uzbierała 2915 zł, a planowała 2000 zł. Wydaje mi się, że jest zadowolona z efektu i pozostała artystką niezależną. Łukasz Kowalczuk nakład zbiorczego Nienawidzę ludzi dostosował do ilości zamówień. To nie są inspirujące kampanie?

Można też i tak. To też jest dobre podejście. Każdy twórca kalkuluje kampanie na miarę swoich indywidualnych potrzeb. Na tym polega niezależność. Jeśli ktoś potrzebuje forsy tylko na druk czarno-białego, już opracowanego graficznie komiksu, to niski budżet może okazać się wystarczający. Jeżeli zaś ktoś chce dopiero stworzyć kolorowy komiks, posługując się jakąś czasochłoną techniką rysunku w stylu powiedzmy realistycznym, a następnie wydać to w formie albumu, to raczej potrzebować będzie większego wsparcia finansowego. Wydaje mi się to oczywiste.

Crowdfunding to narzędzie które może pomóc rozwijać niezależny komiks. Zakładam wyjście z projektem również poza środowisko komiksowe, co może zwiększyć liczbę odbiorców a tym samym zwiększyć nakłady. Po co się ograniczać? W szerokiej perspektywie interesują mnie osoby zainteresowane komiksem, ilustracją, satyrą, horrorem, science fiction, punk rockiem, środowiska antyfaszystowskie czy wolnościowe.

Jeśli moja kampania się nie powiedzie, to okej. Dalej będę robił swoje, tylko na mniejszą skalę i rzadziej, a krótsze komiksowe prace będą rozproszone w różnych publikacjach. Zawsze jest jakieś inne, gorsze, bądź lepsze wyjście. Może album kiedyś się ukaże w mniejszym nakładzie 100 sztuk i adekwatnej do niego cenie. Jeśli będzie większe zainteresowanie, to zrobię dodruk i tyle. Ale wówczas nie widziałbym sensu robienia kampanii crowdfundingowej. Może też wyjadę gdzieś w poszukiwaniu pracy za granicę wraz z innymi polskimi autorami komiksów? Czas pokaże.

Piszesz: „Całość robię sam na zasadzie DIY, decyduję się na self-publishing aby w efekcie końcowym powstał całkowicie niezależny [Z] twór wydawniczy." Czym zatem dla ciebie jest „komiks niezależny"?

Komiks niezależny jest dla mnie sposobem na swobodne wyrażanie swoich myśli w formie, jaką uznam za adekwatną. Jestem jednocześnie scenarzystą, rysownikiem, wydawcą, więc realizuję to, co chcę i lubię. Moje prace mogą się odbiorcom spodobać lub nie. Każdy ma inny gust więc, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że trafisz na ludzi, którym spodoba się to co robisz. Nie muszę mieć oczywiście we wszystkim racji. Nie muszę też niczego robić na siłę, bo ktoś czegoś ode mnie żąda. Uczę się na własnych błędach. Nie chcę czekać aż ktoś zaproponuje mi wydanie mojego komiksu. W mało znanych autorów wydawcy mogą nie chcieć inwestować większych pieniędzy. To zrozumiałe. Dlatego ostatecznie zawsze można liczyć na siebie - DIY. Co nie znaczy, że sponsorzy, czy odbiorcy nie mogą pomóc finansowo. Odpowiednie finanse nie przeszkadzają, a wręcz mogą pomóc w rozwoju autorskich projektów. Mogą działać pozytywnie na korzyść twórców i odbiorców otrzymujących lepsze komiksy.

Komiks niezależny to również szansa na to, aby opłacało się autorom robić komiksy w Polsce. Wydawca może zaproponować około 10 % od sprzedaży twojego komiksu, czasami przeznaczy jakieś niewielki budżet na pracę nad komiksem. W zamian jednak mogą pojawiać się uciążliwe naciski wydawnictwa na np. charakter twarzy komiksowego bohatera, styl rysowania, kompozycja plansz, itd. Zabiera to radość z procesu twórczego i poszukiwania własnej ścieżki artystycznej. Zakładając, że jakiś projekt wydany przez samego autora staje się doceniony i kupowany przez czytelników, to cały trud tworzenia danego projektu rekompensuje twórcy zdecydowanie większy procent zysków ze sprzedaży. Coś za coś. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Komiks niezależny daje dużo swobody artystycznej. To przestrzeń na szalone eksperymenty, z których czerpać można olbrzymią satysfakcję. Nie musi się opłacać, ale można próbować.

Jakie ziny komiksowe czytywałeś najchętniej i jak zakiełkowała w Tobie miłość do niezależnego komiksu?

Czytałem w szkole podstawowej ziny AQQ, komiksy z Mać Pariadki, czy fanzina Pasażer. Komiksy niezależne kupowało się często na punkowych/hardcore’owych koncertach, polskich muzycznych festiwalach, takich jak Woodstock. Były to różne produkcje Prosiaka (Ratboy, Ósma czara, Blixa i Żorżeta, Prosiacek), Pały (Zakazany owoc), Termosa (Wychylylybymy), Dąbrowskiego (Likwidator), Ziggy’ego Stardusta (Moja szajba), Badyla (w Mać Pariadce), jeśli dobrze pamiętam. Nie wiem czy to była miłość? Wówczas raczej był to głód czytania undergroundowych komiksów. Tak czy siak, w głowie smak tych owoców zostaje.

Inspirowany fanzinami w 1999 wydałem własnego komiksowego zina pod nazwą La Mela. Nazwa była zerżnięta z jakiejś przydrożnej gównianej reklamy widzianej gdzieś na Mazurach w czasie wakacji. Nie wiedziałem co to właściwie znaczy, ale brzmiało elegancko. Forma wydania to klasyczne czarno-białe ksero, format A5, 16 stron i okładka, nakład aż 20 sztuk. W tym samym roku na Woodstocku w Żarach sprzedawałem to za 2 zł, bądź browar. Wszystkie egzemplarze mi się rozeszły. Wydałem to, bo chciałem i mogłem. Makietę stanowiły posklejane klejem kartki z moimi krótkimi komiksami, rysunkami i kolażami z gazetowych wycinek. Nic nadzwyczajnego. Obecnie można go poczytać w formie elektronicznej na www.zinelibrary.pl.

Jak postrzegasz podejście twórców do tworzenia zinów/ komiksów niezależnych/robionych metodą DIY w latach 90. minionego wieku i dziś? Czy są jakieś zauważalne zmiany?
 
Zmiana technologiczna jest podstawowa. Kiedyś królowało łatwo dostępne i tanie ksero, dziś profesjonalny, relatywnie niedrogi czarno-biały druk z drukarni. Ogólnie, z tego co widzę, rozwój zmierza naturalnie w stronę podnoszenia jakości wydawania komiksów. Wiąże się to także z upowszechnieniem komputerów, Internetu (mediów społecznościowych, blogów) i programów do edycji i składu (takich jak Photoshop i Indesign), zamiast nożyczek i kleju. Przy czym sama estetyka punkowych kolaży i fotomontaży budująca wizerunek zinów z lat 90. nadal na mnie silnie działa wizualnie. Teraz można to uzyskać korzystając z nowych narzędzi. Również crowdfunding może zapewnić pozyskanie większych środków na publikacje w lepszej jakości. Nie należy bać się nowych możliwości i eksperymentów. Jest większy wybór.
Jeśli ktoś obecnie chce opublikować tanio fanzina to najlepiej zrobić to w formie elektronicznej publikując za free plik PDF na autorskiej stronie. Można też prowadzić komiksowego bloga i wrzucać na niego raz na jakiś czas nowe komiksy. Można kombinować z platformą Comixology. W takim przypadku znika problem drogiego druku w kolorze, ilości stron, nakładu. Pozostaje problem czasu i finansów na tworzenie i autopromocji w sieci.
Oczywiście mimo to zawsze można wydać coś obecnie na ksero. Mieszkając przez jakiś czas w Poznaniu (rok 2011-2013) wydawałem w kooperacji ze sklepem oferującym autorski design użytkowy i odzież używaną moje paski komiksowe Obdżerator. Pasek komiksowy był kserowany dwustronnie na kartce. Po złożeniu zgodnie z 3 liniami bigowania komiks zyskiwał 6 kwadratowych stron (format około 10 x 10 cm). Na każdą stronę przypadał 1 kadr: okładka, 4 kadry komiksowego paska, reklama. Po rozłożeniu ta mini publikacja miała prostokątny format idealny dla paska komiksowego. Na kartce A4 mieściły się dwa egzemplarze komiksu. Było to tanie w produkcji, darmowe dla czytelnika z ulicy, idealne rozwiązanie dla tej serii. W takiej formie ukazało się kilka pierwszych numerów Obdżeratora.

Underground i niezależ przegrywa dziś z Batmanem i Spider-manem. Czym chcesz przyciągnąć publikę do swojego projektu? Czego możemy spodziewać się po Ztworach?

W Ztworach oprócz ilustracji będą głównie krótkie formy komiksowe takie jak satyryczne paski komiksowe Obdżerator (inspirowane często aktualnymi wydarzeniami) oraz różne komiksy o objętości od 1 do 10 stron. Do tego także mini seria awanturniczo-komediowa FRANKENMAUSEN, będąca rozwinięciem mojego starego komiksu z 2003, którego miałem już nigdy nie kontynuować. Byłoby to 30 kolorowych stron historii o Frankym - myszy zmutowanej w wyniku nieudanego eksperymentu, która trafia w okolice małego miasta Sommerfeld (moje miasto rodzinne Lubsko, obecnie woj. lubuskie, kiedyś Łużyce, ogólnie pogranicze polsko-niemieckie). Tam, pośród zdewastowanych, zarośniętych chaszczami, postindustrialnych scenerii, próbuje dostosować się do zastanych warunków i żyć. Wrogami są przeważnie zwykli okoliczni mieszkańcy, którzy chcą go zwykle oszukać, wykorzystać, bądź zniszczyć. FRANKENMAUSEN nie ma spektakularnych super mocy typu laser z dupy. Jest neurotyczny, ma ponadprzeciętną siłę, cztery ręce, trenuje trochę żydowską Krav Mage do samoobrony i walki, jest uzależniony od sera, przez co nieraz może wpakować się w kłopoty. Jest niemile widzianym przybyszem, odmieńcem, podejrzanym gatunkowo nie-Polakiem. Gatunkowo komiks ten to trochę sciene-fiction, noir, jak i czarna komedia. Każdy odcinek stanowiłby zamkniętą fabularnie całość, aby nie zatruwać czytelników tasiemcem. Postać głównego bohatera prezentowana jest na okładce albumu Ztwory 01 i inspirowana jest wizualnie trochę Punisherem, trochę historią o potworze dr Frankensteina. Myślę, że to może przyciągnąć zarówno publikę lubiącą amerykański komiks superbohaterski (walki) jak i wielbicieli klimatów postapokaliptycznych, czy widzów seriali komediowych takich jak np. Dwóch i pół. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Zbiór krótkich form - ok, ale czy nie zastanawiasz się nad pełnometrażowym albumem?


Aktualnie pracuję nad pełnometrażowym albumem SOLDIER SUB ZERO wraz ze scenarzystką Zuzanną D. Wittner. Prace idą powoli ze względów finansowych, szukamy wydawcy i wsparcia finansowego głównie za granicą. Zrobiłem też za darmo pierwsze trzy promocyjne strony do książkowego horroru Krzysztofa T. Dąbrowskiego pt. Ucieczka. Do tego projektu również szukamy zagranicznego wydawcy, aby móc kontynuować. Czekamy... W przyszłości mam też w planie opracować swoją powieść graficzną ALTER COSMOS. Projekt obecnie jest w produkcji jako gra komputerowa. To anarcho-punkowe science fiction, czyli alternatywne Gwiezdne Wojny. Dlatego teraz, w międzyczasie mogę zrealizować swoje krótsze, autorskie komiksy i wydać jako zbiór podsumowujący moją dotychczasową aktywność. Brakuje mi takiej publikacji.

Kibicowałeś komuś podczas tegorocznych Złotych Kurczaków? Śledzisz współczesny rynek niezależny? 
Kibicuję Złotym Kurczakom jako fajnej i potrzebnej inicjatywie. Wszystkiego nie ogarniam z braku czasu, ale podoba mi się i inspiruje mnie pozytywnie do działania komiksowe szaleństwo czynione przez Łukasza Kowalczuka. Zawsze też kibicowałem Krzysztofowi Owedykowi (Prosiakowi). Wszechświat komiksowy potrzebuje śmiałych ludzi, aby nie utknąć w przyciasnym "komiksowie".

Portfolio:
www.zimzonowicz.pl
www.behance.net/zimzonowicz
Zbiórka:
www.wspieram.to/ztwory01

wtorek, 16 maja 2017

poniedziałek, 9 maja 2011

Bękarty kultury. Rozmowa z Sebastianem Frąckiewiczem

Inicjatywa Komiks Bękartem Kultury powstała jako reakcja na brak zaproszenia europejskich twórców komiksu na organizowany we Wrocławiu Europejski Kongres Kultury. Swój sprzeciw autorzy inicjatywy wyrazili w liście, adresowanym do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Dyrektora Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Apel w walce o uznanie komiksu częścią europejskiej kultury został puszczony w obieg – w całej Polsce emisariusze Bękartów zbierają podpisy. Niemniej jednak nie wszyscy są do akcji przekonani. Jeden z takich nieprzekonanych – niżej podpisany – rozmawia o idei Bękartów z Sebastianem Frąckiewiczem, jednym z inicjatorów akcji.
DSz: Zanim ruszyliście z Inicjatywą Komiks Bękartem Kultury musieliście kontaktować się z organizatorami EKK w sprawie zaproszenia do obrad twórców komiksowych. Jakie było ich stanowisko?
SF: Zanim ruszyliśmy z akcją, nie kontaktowaliśmy się z EKK. Opieraliśmy się na informacjach dostępnych publicznie, z których wynikało, że europejskich twórców komiksowych wśród panelistów nie ma. I jak widać, nie pomyliliśmy się. Warto zauważyć, że w dziale „Ludzie” na stronie EKK jest zakładka „Dziedzina”. Wśród tych dziedzin nie było komiksu, a samych twórców komiksowych pośród przedstawicieli np. sztuk wizualnych również nie dało się odnaleźć. Dla nas były to wystarczające informacje.
DSz: Nie wykonaliście nawet żadnego telefonu? Nie wysłaliście choćby mejla?
SF: Jak już wspomniałem - nie.
DSz: Czy zamiast działać w tak wątłym komiksowo kraju, nie lepiej byłoby skontaktować się z komiksowymi instytucjami, zajmującymi się komiksem w Europie i wspólnie obrać jakąś drogę działania?
SF: Kiedy rozkręcaliśmy Bękarta nie pomyśleliśmy o tym. Wydłużyłoby to czas działania. Kongres jest we wrześniu, trzeba było działać szybko.
DSz: Wątpliwości wielu wzbudziła nazwa akcji. Nie trafia do mnie argument o jej chwytliwości. Bękart kultury brzmi źle, a formę graficzną, która niejako wyjaśnia koncept, nie wszyscy rozszyfrują poprawnie. Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby sprokurowanie jakichś pozytywnych konotacji?
SF: Ta nazwa nie jest od „podobania się”. Ta nazwa dość brutalnie i wprost mówi o sytuacji, w jakiej znajduje się komiks w Polsce. I jak został potraktowany przez organizatorów EKK. Bywa, że fakty są bolesne niestety. Nasz list otwarty dokładnie tłumaczy, co mamy na myśli mówiąc, że komiks jest bękartem kultury. A już Twoje doczepianie się do formy graficznej to jest jakieś kuriozum. Myślę, że każdy, kto używa Worda i przeglądarek internetowych wie, co kryje się pod tajemniczym znaczkiem „X”.  Wierz mi, że ludzi są inteligentni.
DSz: Mówiłem właśnie o tym „X” i wordowym podkreśleniu w kategoriach in plus. Nie wiem więc skąd Twoja teza o moim doczepianiu się. Wracając do tematu: w dobie panowania bezrefleksyjnej pulpy niemal wszystkie dziedziny kultury można uznać za jej bękarty. Uważam, że ludzie są inteligentni i zdają sobie z tego sprawę, dlatego ta – Twoim zdaniem – brutalna nazwa wydaje mi się być tanią zagrywką.
Z drugiej strony – jest to takie odwieczne biczowanie się czytelników komiksów, takie strzelanie focha. „Nie zaprosili komiksu, więc będziemy brutalni. Wyskoczymy z petycją, zamiast zadzwonić i zapytać”…
SF: Skoro ty nie masz problemu z rozszyfrowaniem znaczenia logo, dlaczego sądzisz, że nie wszyscy rozszyfrują je poprawnie? Może nie warto wypowiadać się za innych. Co do nazwy – sama nazwa nie jest brutalna, tylko brutalnie wskazuje na problem. Nazwa jest raczej przewrotna i prowokacyjna. Takie było założenie. Poza tym mieszasz pojęcia - my mówimy o tym, że na tle innych dziedzin komiks został potraktowany przez EKK jak bękart. Zestawiamy jedną dziedzinę z innymi, a nie kulturę w ogóle z „bezrefleksyjną pulpą”.
Nie uważam, żebyśmy się biczowali. Biczowanie byłoby wtedy, gdybyśmy jęczeli nie robiąc nic. A robimy akcję, która ma konkretny cel – zaproszenie europejskich twórców komiksu do Wrocławia. Wykorzystujemy normalne, obywatelskie możliwości działania w demokratycznym społeczeństwie.
List Inicjatywy Komiks Bękartem Kultury
DSz: Zanim wystartowaliście z akcją, na temat obecności komiksu na EKK rozmawiało już PSK. Wykopaliście na wpół otwarte drzwi. W dodatku takie drzwi, za którymi siedzieli koledzy-komiksiarze, próbujący coś ugrać dla tego biednego komiksu. Czy podjęliście jakąś rozmowę z PSK, czy Wasza akcja miała mieć charakter czysto lanserski?
SF: I tu się mylisz. Gdy dostaliśmy pierwszą odpowiedź od EKK (21 kwietnia), w której dowiedzieliśmy się o rozmowach EKK z PSK, tego samego dnia zadzwoniłem do Pawła Timofiejuka. Paweł wprost powiedział mi, że to PSK samo odezwało się do EKK po wpisie na www.podchmurka.blogspot.com (z 11.02.2011). Pod tymże wpisem, w komentarzach padła propozycja zbierania podpisów. Zatem PSK wiedząc, że będziemy zbierać podpisy, nie mówiąc nam o tym, samo zaczęło negocjacje z EKK. Co więcej, ruszając z Bękartem 3 marca wysłałem mail z propozycją współpracy do Konrada Hildebranda. Bez odpowiedzi. Zatem zarzucanie nam wyważania otwartych drzwi jest totalnym nieporozumieniem.
Co więcej, gdy już zaczęliśmy akcję KBK, PSK siedziało cicho jak mysz pod miotłą i nic nam nie powiedziało. Zresztą siedzi cicho do dziś. Dlatego Twoje określenie „coś ugrać” jest bardzo trafne. Co „ugrać”? My wszystko publikujemy na naszym fanpage. Natomiast, czy wiesz cokolwiek o rozmowach PSK z EKK? Na czym ono polegały? Jak przebiegały? Jak wyglądają dziś? Nie, wszystko jest tajne. Tak czy inaczej PSK jak na razie okazało się nieskuteczne. Na liście panelistów EKK liczba europejskich artystów komiksowych przed startem Bękarta wynosiła zero. Dziś też wynosi zero. Projekt „Czytelnia” to wrzucanie komiksu na margines, a nie do głównego nurtu imprezy. A PSK powinno zależeć na obecności w głównym nurcie. Żeby było jasne, nam nie zależy na sporach z PSK.  Liczymy na to, że PSK wesprze nasze postulaty. To wszystko nie jest tak czarno-białe, jak to przedstawiasz. I np. Jakub Jankowski należy do PSK, ale zbiera pod naszym listem otwartym.
DSz: To by było pozytywne rozwiązanie. Powiedz, czy w rozmowie z Pawłem Timofiejukiem – poza kwestią kto był pierwszy – omówiliście również jakiś plan działania? Czy korzystając z okazji, skoro już miałeś prezesa PSK na linii, wykorzystaliście to w jakiś konstruktywny sposób? 
SF: Rozmawialiśmy krótko, a po rozmowie wysłałem do Pawła mail z prośbą o wsparcie naszych postulatów. Na razie bez odpowiedzi.
DSz: Wracając jeszcze do samej nazwy: pojawiły się głosy, iż nawiązuje do "terminologii pis-owskiej". Tego nie wiem, wiem natomiast, że tego rodzaju językiem często posługujecie się na swoim facebookowym profilu. Ironizowanie w stylu "Na kolegów getta zawsze można liczyć", "osoby z poza getta myślą o nim (o komiksie) lepiej niż członkowie getta" to tania zagrywka, eliminująca tych, którzy nie zgłosili akcesu, bądź są niezdecydowani. Jeśli uważacie, że gra jest warta świeczki, nie lepiej tych ludzi próbować przekonać?
SF: Ty piszesz o nas „słaba akcja” w ogóle tego nie argumentując, a boli cię ironia. Dlaczego nie mielibyśmy być ironiczni? Z naszego punktu widzenia właśnie tak jest – osoby spoza środowiska komiksowego patrzą na Bękarta pozytywnie, a środowisko czepia się nazwy, ty czepiasz się ironii. Nie rozmawiamy o idei, merytoryce, o zasadności akcji, tylko wojence środowiskowej. A nasza akcja wychodzi poza środowisko i tylko wtedy ma sens.
Co do „terminologii pisowskiej” - ktoś tu za dużo ogląda TV.
DSz: Z mojej strony – osoby niezdecydowanej, ale do przekonania – jest to raczej dopytywanie i drążenie tematu w celu wyjaśnienia wątpliwości, a nie czepianie. Czy osoby „ze środowiska” powinny bezkrytycznie podchodzić do każdej inicjatywy? Uważasz, że jest szansa na jakieś porozumienie i wspólne działanie, zamiast uprawiania walk kogucików, jak my to teraz robimy? SF: Przepraszam, że ci to znów przypominam, ale dla mnie tekst „słaba akcja” – jak to określiłeś KBK na "Ziniolu", w ogóle tego nie uzasadniając, nie jest przykładem krytycznego myślenia, tylko nastawienia na „nie”. Poza tym, z tym środowiskiem to nie jest tak, że wszyscy podchodzą do akcji krytycznie. Wspiera nas Pałka, Śledziu, Turek, Jakub Jankowski. Czasami trzeba pouprawiać „walkę kogucików”, spory i dyskusje są dobre. Byle do czegoś prowadziły. Gdybym miał cię przekonać to zadałbym ci dwa pytanie: czy chcesz, by komiks był marginalizowany przy takich imprezach jak EKK, czy uczestniczył w nich na równych prawach? Czy wolisz, by komiks tworzył wciąż getto, czy został włączony do normalnego obiegu kultury?
DSz: Wolę robić swoje i to, gdzie to „swoje” później polezie to już temat na dłuższą rozmowę. I nie chcę by był marginalizowany. „Słaba akcja” – wyjaśnię czytelnikom niezaznajomionym z tematem -  to moje stwierdzenie o inicjatywie, które pojawiło się w relacji z tekturaFestu (na imprezie pojawiła się list Bękartów do podpisu). Nie miała to być konstruktywna krytyka, a jedynie stwierdzenie mojego „bycia na nie”, przyznaję. Konkretne wątpliwości i błędy chciałem wymienić w późniejszym felietonie. Wcześniej dogadaliśmy się w kwestii rozmowy na ten temat. Ma ona miejsce teraz.
SF: Warto „robić swoje” na tych samych zasadach co literatura, kino czy sztuki wizualne.
DSz: Pamiętam, że kilka lat temu podczas wręczania nagród na MFK soczystą mowę na temat nieobecności komiksu na EKK wygłosił Bartosz Sztybor, już więc wtedy wielu ludzi zaczęło zastanawiać się nad tym zagadnieniem. W Waszym drugim liście bezpośrednio powołujecie się na link do Twojego wpisu na blogu, który miałby być inspiracją akcji. Uważasz się za monopolistę tej myśli?
SF: Kilka lat temu Sztybor nie mógł mówić o EKK, bo wtedy chyba tego jeszcze nie było w planach, a już na pewno nie mieli strony. Chyba chodzi ci o Kongres Kultury Polskiej, a to istotna różnica. Impreza o polskim wymiarze, a wymiarze europejskim. A co do mojego wpisu na blogu to odpowiedziałem ci wcześniej. Nie uważam się za monopolistę, ale jakoś tak wyszło, że poza mną nikt na swoim serwisie, blogu problemu nieobecności komiksu na EKK nie zauważył. A gdy problem został zauważony na Pod chmurką, PSK  zgłosiło się do EKK, po cichu, nie informując nikogo, nas też nie. Szkoda, bo razem mogliśmy na pewno więcej zwojować.
DSz: Tak, chodziło mi o KKP. Chociaż bardziej niż o nazewnictwo, pytałem o sam fakt tego, że ktoś zwrócił uwagę na nieobecność komiksu na szerszej kulturowo arenie. Przyznasz, że już wtedy coś zakiełkowało...
SF: Nazewnictwo jest tu pierwszorzędne, bo między Kongresem Kultury Polskiej, a Europejskim Kongresem Kultury istnieje różnica i skali i charakteru imprezy. To są dwie rożne imprezy. Gdyby się uprzeć, to w przypadku Kongresu Kultury Polskiej organizatorzy mogliby powiedzieć „ok, darowaliśmy sobie komiks, bo komiks w Polsce to margines kultury”. I gdyby się bardzo uparli, to musielibyśmy, chcąc nie chcąc, przyznać im rację. Natomiast w przypadku Europejskiego Kongresu Kultury, którego celem jest dyskusja o kulturze europejskiej, a nie polskiej, tego samego już powiedzieć by nie mogli. Komiks w Europie to bardzo ważna część kultury. A zatem nie można go zbagatelizować i nie zaprosić jego przedstawicieli. Oczywiście, wiele osób wcześniej zwróciło uwagę na to, że komiks w Polsce nie funkcjonuje na tzw. szerszej kulturowo arenie. Ale skończyło się na komciach na blogach i forach. Żadnej szerszej akcji, która wyszłaby poza środowisko, nie było.
DSz: A propos drugiego listu - jak słusznie zwróciła Wam uwagę Beata Bełzak - został on napisany jak dla przysłowiowego debila. Organizatorów Europejskiego Kongresu Kultury naprawdę macie za takich, którzy na kulturze się nie znają?
SF: Wczytaj się proszę dobrze w korespondencję między KBK, a EKK to sam doskonale zauważysz, kto kogo traktuje niepoważnie. Ja wiem, że najłatwiej zauważyć wyboldowania, ale to już nie mój problem.
DSz: Ironia? Rzeczywiście, zwracam honor. Uważam, że korespondencja między Bękartami a EKK to odbijanie piłeczki. Rozmowa stron, które nawzajem traktują się niepoważnie.
SF: My traktujemy EKK bardzo poważnie. Zadajemy konkretne pytania, wysyłamy listę z nazwiskami twórców komiksowych, których warto zaprosić. EKK robi natomiast uniki, nie odniosło się do pytań. Musisz zapytać ludzi z EKK, co chcą przez te uniki osiągnąć. EKK w każdym swoim komunikacie prasowym podkreśla, że twórcy komiksowi są dla nich równie ważni, co przedstawiciele innych sztuk i doceniają wartość komiksu. Ale czy idą za tym jakieś działania? Nie. Żadnego twórcy komiksowego wśród panelistów. To tak, jakbyś dostał zaproszenie od kuzynki na ślub, ale kuzynka nie zaprosiłaby Twojej dziewczyny/żony, mówiąc przy tym, że bardzo ją szanuje i ceni.
DSz: To się nazywa cięcie kosztów; wówczas para młoda nie zaprasza np. dziewczyny kuzyna. Co innego w przypadku żony – wówczas brak zaproszenia jest niewybaczalny. Panelistów ma być 40, lista jest zamknięta. Uważasz, że jest szansa na zmianę tej sytuacji? 
SF: Uważam, że jest szansa, ale wiele zależy tu od dobrej woli EKK. Inaczej byśmy nie zbierali podpisów. Mówienie „zamknęliśmy listę” jest łatwiejsze niż naprawienie swojego błędu.
Wracając do jednego z wcześniejszych pytań, osobiście uważam, że EKK doskonale zna się na kulturze, o czym świadczą zaproszone przez organizatorów osoby. Ale ich wiedza o komiksie jest śladowa. Komiks potraktowano w iście ignorancki sposób. Przypominam, że EKK poinformowało publicznie tylko o zaproszeniu Satrapi i Sfara, którzy nie chcieli przyjechać. Ale komiks w Europie nie kończy się na tych dwóch nazwiskach, prawda? Zatem potencjalnych zaproszeń mogło być kilkadziesiąt. Zresztą wysłaliśmy do EKK listę z 65 nazwiskami osób, które warto zaprosić. Chcesz mi powiedzieć, że wszystkie osoby z tej listy odmówią przyjazdu do Wrocławia?
DSz: Widzę na niej kilku takich, którzy zgodzą się bez wahania.
SF: EKK wysyła na razie zatrzymało się na sympatycznych deklaracjach. Zero konkretów.
Dlatego wciąż będziemy zbierali podpisy.  
DSz: Macie wielu emisariuszy, rozsianych po całej Polsce. Jak do tej pory idzie zbieranie podpisów?
SF: Za chwilę powinniśmy mieć tzw. pierwsze info z terenu. Aczkolwiek do akcji włączają się nowe miejsca i osoby, zatem żadnych liczb nie jestem w stanie ci dziś jeszcze podać.
DSz: A z Twoich osobistych doświadczeń w ich zbieraniu jak to wygląda? Ludzie reagują pozytywnie? Słyszałem, że do akcji włączyło się kilka znanych osobowości, np. ze świata muzyki…
SF: Mamy podpisy ludzi z poznańskiego środowiska naukowego, Kuba Woynarowski zebrał także podpisy wśród bywalców krakowskich klubów. Ludzie poza tzw. środowiskiem komiksowym reagują lepiej niż środowisko komiksowe.
DSz: Akcja jest dobrze nagłośniona. Mówi się o niej w mediach, angażuje dużo osób. Uważasz, że może to mieć pozytywny wpływ na sam odbiór komiksu jako formy sztuki/dziedziny kultury, etc. w naszym kraju? Taka akcja społeczna może zmienić postrzeganie tego medium w narodzie?
SF: Takie prognozy to zawsze będzie trochę wróżenie z fusów. Tak naprawdę najważniejsze jest chyba to, żeby środowisko komiksowe (twórcy, fani, animatorzy imprez itp.) zaczęło siebie traktować jako integralną część polskiego świata kultury, a nie jak grupę hobbystów. I żeby uświadomiło innym, że powinni być tak traktowani. Twórca komiksowy także powinien móc (i chcieć) ubiegać się o artystyczny grant,  może być wraz z przedstawicielami innych mediów zapraszany do wspólnych projektów artystycznych. A nie tylko do robienia kolejnej historii o kolejnym powstaniu. Jeśli szanujesz siebie, szanują cię inni. KBK poniekąd informuje ludzi o tym, że komiks nie powinien znajdować się ani na marginesie kultury, tylko stanowić jej integralną  część. Przy takich imprezach jak EKK wychodzi, że nie stanowi. Także mam nadzieję, że kilka osób pomyśli „to nie jest ok.”.

sobota, 11 września 2010

Wywiad ze Sławomirem Zajączkowskim

Autor: Dominik Szcześniak

O recepcie na ud
any komiks historyczny, współpracy z Krzysztofem Wyrzykowskim i planach na najbliższą przyszłość rozmawiam ze Sławomirem Zajączkowskim - scenarzystą m.in. komiksów "Łupaszka" i "Korfanty" - na moment przed wydaniem jego nowego komiksu - "Wyzwolenie? 1945".

Dominik Szcześniak: To nie był Twój pierwszy komiks z Krzysztofem Wyrzykowskim. Rozumiecie się już bez słów?

Sławomir Zajączkowski (śmiech): Faktycznie, "Wyzwolenie?1945" to już nasz trzeci wspólny komiks. Mam nadzieję, że zostanie ciepło przyjęty, tak jak dwa poprzednie.

Ja nawet nie wiem czy można mówić o jakiejkolwiek współpracy
w trakcie pisania czy rysowania. Przez całe pół roku rysowania, Krzychu wysłał do mnie dwa razy SMS-a - raz z pytaniem czy miejscowość, w której dzieje się akcja to miasteczko czy wioska (bo nie wiadomo było jakie otoczenie narysować), drugi raz czy w trakcie narady AK jej uczestnicy powinni być w strojach żołnierzy, czy może raczej w strojach konspiracyjnych-cywilnych. Ot, i całe nasze raptem dwie rozmowy.

Chyba rzeczywiście jakaś nić porozumienia jest - co do stylu rysunku, kadrowania, kompozycji planszy, tematyki, roli bohatera - bo my w ogóle na ten temat nie rozmawiamy. Pewne rzeczy co do tego, jak się robi komiks wydają się nam obu oczywiste. A może chodzi o to, że każdy z nas rozumie potrzebę artystycznej wolności, dlatego każdy z nas rzadko wtrąca się do roboty drugiego? Nie wiem. Układ jest prosty - ja piszę, a Krzychu to twórczo interpretuje (bo to nie chodzi przecież tylko o zwykły rysunek, każdy kadr musi mieć swój sens) i ja uważam, że robi to kapitalnie.

Współpraca jest za to bardzo duża, jeśli chodzi o projekty okładki, stron tytułowych i stron rozdziałowych. Wtedy jest "gorąca linia". Tutaj też i nasi wydawcy muszą zaakceptować nasze pomysły, szukamy rozwiązań zadowalających wszystkich. To pewna siła wypadkowa trzech stron, mających niekiedy różne zdanie.

Komiks historyczny to bardzo trudny temat, a jednak w Polsce popularny. I bardzo często źle robiony. Jak Tobie się udaje? Jakie masz
podejście do ukazywania historii w komiksie?

No tak, komiks historyczny jest rzeczywiście popularny. Jest tu wiele przyczyn, a zjawisko to co i rusz ktoś stara się zrozumieć i opisać – vide: studentki historii w lipcowym numerze "Mówią Wieki"(śmiech).


Albumowe komiksy historyczne ma na swoim koncie całkiem spora grupa polskich scenarzystów: Michał Gałek ("Epizody z Auschwitz" - trzy części), Wojciech
Birek ("Wbrew Nadziei", "Uwolnić więźniów"), Mariusz Wójtowicz-Podhorski (Westerplatte-załoga śmierci", "Pierwsi w boju"), Zbigniew Tomecki (Monte Cassino"), Maciej Jasiński ("1956. Poznański Czerwiec", "1981:Kopalnia Wujek", "Ksiądz Jerzy Popiełuszko: Cena Wolności"), Tomasz Nowak i Witold Tkaczyk ("1940 Katyń. Zbrodnia na nieludzkiej ziemi"). Ja te komiksy sobie kupuję i wnikliwie czytam, żeby zobaczyć jak pracują inni. Ewidentnie widać różnice między wymienionymi scenarzystami w podchodzeniu do tematu, w wizji przyszłego komiksu. I w ogóle w światopoglądzie.

Każdy scenarzysta ma swój własny styl, na co innego zwraca uwagę. Inaczej też rozumie komiks. Czasami instrumentalnie - może i wina tego
instrumentalnego traktowania wynika z postawy wydawców? Nie chcę tu za bardzo oceniać pracy kolegów. Ale uczciwie powiem, że niewiele z tych komiksów mi się podobało w całości - raczej tylko fragmenty.

Jeśli mnie pytasz jak mi się udaje, i jaki komiks historyczny uważam za dobry, to powiem tak: Wyobraź sobie, że ktoś Ci zadaje pytanie: "W jakiej epoce chciałbyś żyć, gdybyś miał możliwość przeniesienia się w czasie?" (często takie pytanie pada na kursach językowych czy w szkole). Myślę, że komiks historyczny jest wtedy dobry, kiedy po jego lekturze czytelnik na tak postawione pytanie odpowie, że chciałby żyć w epoce, w której osadzona jest treść komiksu. Komiks historyczny musi zafascynować epoką, i "zmiażdżyć" tą fascynacją czytelnika, pokazać że ludzie w niej żyjący to prawdziwie nietuzinkowe postacie (do "wypitki" i do "wybitki", że potrafią kochać i "dać w mordę"), że fajnie by było dzielić z nimi ich przygody, współuczestniczyć w wydarzeniach, zakochać się w dziewczynach z tamtych czasów itd.

Scenarzysta nie jest od chłodnej oceny i zimnej obserwacji czasów, o których opowiada, tu trzeba prawdziwego zaangażowania, opowiedzenia się
po którejś ze stron. Trzeba daleko idącej identyfikacji. Wiesz, w komiksie o Korfantym górnicy nosili np. imiona bohaterów różnych opowiadań Morcinka pisanych w latach 20-tych. Przecież mogłem dać współczesne górnośląskie nazwiska (choć na to nie wpadłem), brzmiałyby dobrze, ale czy to byłoby to samo?

Po drugie trzeba dobrze orientować się w komiksie jako takim. Znać najlepsze dzieła gatunku itd.

Po trzecie ja zawsze staram się opierać komiks na fabule i konkretnym bohaterze.


Po czwarte trzeba dobrze orientować się w historii i nie bać się słuchać opinii historyków. Ja tu miałem ogromne szczęście - bo np. W IPN-nie trafiłem na wspaniałych ludzi, jednych z najlepszych w kraju fachowców, autorów wielu publikacji - mających i wiedzę i potrafiących zauroczyć nią rozmówców (Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski). Wypadało nam z Krzysztofem tylko przełożyć na język komiksu to co usłyszeliśmy.

Oczywiście jest też sporo problemów teoretycznych - bo komiks to "dzieło sztuki", nie mający z definicji wiele wspólnego z efektem pracy historyka, którą można wykorzystać np. do celów edukacyjnych. W "Łupaszce" trochę to oszukaliśmy robiąc komiks paradokumentalny. Ale ja zawsze chciałem większej dawki fabularyzowanej historii (bo czułem, że to zawsze dla komiksu jest lepsze) – dlatego "Korfanty" i "Wyzwolenie" są bardziej fabularne.


Komiks jako pewien wytwór wyobraźni oparty na fabule i emocjach bohaterów i Historia, jako nauka nie polegająca na stawianiu niedopowiedzeń, lecz dążeniu do przedstawieniu wydarzeń takimi jakie były naprawdę, nie posługująca się przedstawianiem faktów wg. klucza dramatycznego ma tylko kilka punktów stycznych. Trudno je odnaleźć i umieścić w jednym komiksowym utworze. Udaje się raz na 100 przypadków. Wypada się więc zgodzić z Twoim stwierdzeniem, że "komiks historyczny to bardzo trudny temat".


Ale to dłuższy wywód – może na naukowo -"komiksologiczną" rozprawę (śmiech). I nawet jeśli jesteś dobry z teorii nie zawsze wszystko wychodzi w praktyce.


Jakie masz plany w kwestii komiksów?


Chciałbym wreszcie usiąść i spisać historię w stylu komiksu "Hugo" - dla dzieci, chcę to zrobić albo w konwencji komiksu historycznego (epos rycerski – początek XV w.) albo fantasy (stylistyka dowolna). Zabieram się do tego już trzy lata. Ale to tak dla siebie, do biurka. Trochę się waham, bo czuję, że to byłby też fajny temat na... musical. I nie wiem czy pisać na siłę scenariusz komiksu.

Co do bardziej przyziemnych spraw, dwa projekty od różnych dwóch wydawców (dla mnie i Krzysztofa) pojawiły się na horyzoncie - ale nie chcę zapeszać. Fajnie będzie jak zrealizujemy choć jeden.


Ilustracje:

1. Okładka albumu "Wyzwolenie? 1945". Scenariusz: Sławomir Zajączkowski. Rysunek: Krzysztof Wyrzykowski.

2. Plansza z komiksu...

3. ...i towarzyszący jej scenariusz, z widoczną korektą w opisie w pierwszym kadrze.

sobota, 4 września 2010

Wywiad z Jakubem Kiyucem

Autor: Dominik Szcześniak

Kiedy wszyscy już o zeszytowych komiksach zdążyli zapomnieć, zatęsknić i ponownie zapomnieć, pojawił się projekt, który swymi ambicjami planuje zawojować ten segment wydawniczy w Polsce. W drugiej połowie października w szerokiej dystrybucji dostępny będzie pierwszy numer serii komiksowej "Czarna materia prezentuje". W planach: kolejne serie, cross-overy, alternatywne okładki oraz przede wszystkim - powszechna dostępność i mainstreamowy charakter, nawiązujący do tradycji początków wydawnictwa Vertigo. O projekcie rozmawiam z jego zawiadowcą - Jakubem Kiyucem...

Dominik Szcześniak: Tęskniłeś za zeszytówką?

Jakub Kiyuc:
„Tęsknię za Tobą Zeszytówko” - nawet się pod tym
podpisałem. Trochę podpowiedziałem, jak to promować, a może, że w taki sposób nie można tego promować. Ktoś kiedyś gdzieś, powiem nieskromnie, nawet mnie zacytował. Zdaje się, że na jakimś blogu. To była - albo jest, a ja nic o tym nie wiem – fajna akcja, ale przeprowadzona po prostu źle. Pod niekoniecznie trafnym tytułem, z niewyjściowa grafiką... ale fajna. Piszę o tym, bo rzeczywiście, tęsknię za zeszytówką. Szczerze, nigdy nie odczuwałem przyjemności z czytania komiksów za kilkadziesiąt złotych. Może przez strach, że zegnę róg okładki? Albo, że okaże się, że kupiłem jakiś nie dodruk, kiepsko przetłumaczony, itd. Itd. Itp. Albo po prostu lubię tani (cenowo) komiks, w stylu amerykańskim, oldschoolowy produkt popkultury przeznaczony dla mas, a nie dla zasobnych portfeli bogatych kolekcjonerów. Trochę górnolotnie, ale samo słowo „comic” na pewno nie znaczy „kupię, pochucham, odstawię na półkę”. To drugi powód, dla którego wszystkie okładki Czarnej Materii będą stylizowane na zniszczone, stare zeszyty. Pierwszy powód, to nawiązanie i w pewnym sensie kontynuacja mojej działalności w obrębie sztuki nowej – futurystyczne, postnuklearne instalacje przestrzenne, w skład których wchodziły przeróżne gadżety, także komiksy, lub ich fragmenty. Taki „falloutowy” styl „vintage”.

Czarna Materia plany ma jasno sprecyzowane – 10 numerów rocznie, nowa seria niebawem. Nie wiesz, że mamy zapaść rynku?

Wiem. Ale chcę sobie zrobić prezent na 29. urodziny. Poza tym zapaść jest właśnie dlatego, ze jest bardzo mało komiksów w przystępnych cenach - liczę te dla już dużych. Będzie „Czarna Materia Prezentuje (CMP): Konstrukt”, które płynnie przejdzie w samodzielny „Konstrukt”, pozostawiając CMP dla innych podtytułów. Na początek „Origin” jednej z bohaterek „Konstruktu”, której imienia nie zdradzę. Trzecia seria, około połowy 2011, ale najprędzej po wakacjach. Wszytko w jednym universum. Już w tym roku będę zmuszony zaprosić do współpracy dodatkowego rysownika. W przyszłym zapewne też. Ale wtedy będzie trzeba znać realia universum Czarnej Materii. 2011 stoi pod znakiem crossover pomiędzy trzema seriami CM. Będzie się działo.

Czy to znaczy, że na razie pracujesz sam? Jakich rysowników masz ewentualnie na oku?

Mam kilku rysowników na oku. Ale jeśli ktoś czuje się na siłach robić komiks szybko, bardzo szybko i bardzo dobrze, to proszę o kontakt. Preferowany styl jak ze starych (lata '90) komiksów DC, bez koloru. Kolorystka jest. Preferowany czysty digital „bezkartkowy”.


Ten cały materiał, o którym mówisz jest już gotowy?

Z pracą jestem dużo do przodu. No i mam cybernetyczną rękę z przyspieszeniem. Crossover w 2011 – nie sprecyzowałem – rozpocznie się przy starcie trzeciej serii. Czyli po wakacjach 2011.


„Konstrukt” wizualnie przypomina połączenie Mignoli z McKeeverem. Pomysłem na dobrą sprzedaż jest korzystanie ze sprawdzonych wzorców?


Dzięki. Cieszą mnie takie porównania. Goście mają moc w rękach. Mignolę lubię, ale omijam z daleka, bo ma „zaraźliwy” styl. Co do McKeevera – może być jakiś pomost przez tą grubą, ekspresyjna krechę, którą obaj stosujemy. Nie wiem jak Ted pracuje, ale u mnie to wypadkowa pracy bez szkiców, bez przymiarek. Po prostu szybkie rysowanie i później krytyczna ocena. Poza tym nie sądzę, by jakieś głębsze nawiązanie do twórczości McKeevera pomogłoby w przekonaniu czytelników do „CMP: Konstrukt”. Wystarczy wspomnieć Batmana nr 75 (TM-Semic). Co prawda świadomość odbiorców od tamtego czasu na pewno wzrosła, ale nie uważam, że do tego stopnia, by reklamować się nazwiskiem Teda.

Dla mnie ważne jest to, że takie rysowanie najlepiej oddaje ducha Konstruktu. Atmosfera jest ciężka i gęsta jak najbardziej pokręcone kawałki Meshuggah czy Lusmorda.
Ma być po prostu graficznie dobre – to może, ale nie musi zaważyć na dobrej sprzedaży.

Myślę, że większy wpływ na komercyjny sukces będą miały formalne nawiązania do starego Vertigo, TM-Semiców. Także do sztuki (np. Warhol), Lovecrafta, "Twin Peaks", Lema, mitologii hebrajskiej, seriali takich jak "Lost" czy "Fringe" (tutaj Abrams, zdaje się, wypożyczył ode mnie kilka pomysłów)... i jak na dobry serial przystało: mocne, brutalne cliffhangery.

Rozumiem, że świat "Konstruktu" jest na tyle osobisty, że poszukujesz jedynie nowych rysowników, a nie scenarzystów?

Nie chodzi o to, że jest osobisty. W ogóle staram się unikać tego słowa w odniesieniu do czegokolwiek, prócz życia osobistego. To słowo, Którego Nie Powinno Się Wypowiadać sugeruje, że twór, jakikolwiek by on nie był z góry zamykany jest w niszy artystycznego, bardzo romantycznego niezrozumienia. Rozciągniętych swetrów, niedopalonych fajków, zapachu farby olejnej i terpentyny.

Czarna materia będzie wydawać komiks masowy, w starym vertigowym stylu, z dużą ilością czytania, mający na swój specyficzny sposób dostarczać rozrywki, a nie skłaniać do zadumy nad sensem istnienia. Pewnie! Będzie tematycznie, będą poruszane pewne problemy, czasami naprawdę bardzo kontrowersyjne. Tak bardzo, że zastanawiam się, czy w ogóle je ruszać...

Jeśli chodzi o scenarzystów. Sam „CMP: Konstrukt” i później „Konstrukt” jest zaplanowany do ostatniego numeru. Dlatego tego tytułu nie oddam w inne ręce. Samo CMP w przyszłości prawdopodobnie tak. Ale z wykluczeniem głównego wątku. To samo tyczy się trzeciej serii.

To nie jest Twoje pierwsze podejście do tematu wydawania serii komiksowej. Takie plany miałeś już wcześniej. Co stanęło na przeszkodzie?

Wtedy to nie miały być serie w czystej postaci. Ale nie ma sensu za bardzo się o tym rozpisywać. Cieszę się, że startuję z CM teraz. Z tamtego projektu został tylko tytuł i częściowo idea.

Cztery wersje okładki, dostępność w kioskach i salonach prasowych… jak będzie wyglądała promocja serii? Kto będzie odbiorcą komiksu?

Będą cztery okładki, jednak nie wszystkie będą łatwo dostępne. Wersja kioskowa, ogólnodostępna będzie liczebnie dominującą. Gdzieniegdzie będzie można znaleźć okładki limitowane w trzech wersjach, numerowane i przez to całkowicie unikatowe. Będzie też specjalna oferta dla kolekcjonerów na stronie wydawnictwa. Promocja w internecie już się zaczęła. Póki co nieśmiało. Wszystkim będę informował na blogu CMP: Konstrukt.


Wspomnieliśmy o tej „niewygodnej” kresce McKeevera, która „zabiła” semicowskiego Batmana. Nie obawiasz się, że czytelnicy być może wcale nie poszli tak bardzo do przodu z tą świadomością i po przejrzeniu komiksu odstawią go na bok, mówiąc że to „bohomazy”?


Wcześniej mówiłem o świadomości ogólnie, nie tylko czytelników. Choć już samo mówienie o tym o czymś świadczy, prawda? Więc nie jest źle.

Jednocześnie uważam, że to nie ten numer Batmana „zabił” tę serię. Raczej samo zjawisko kontrastu, jaki wywołał ten komiks. Czyli trzeba by odnieść się też do innych numerów tej serii. Do wszystkich Knigtsendów, Knightsnextów i Khnightkhnightów.

Jacy z lubelskich artystów pojawią się na kartach „Konstruktu”?

W każdym z komiksów będę się starał prezentować prace innego artysty lub artystki z Lublina. I tych znanych i nieznanych. Traktuję to jako wkład w promocję miasta. Jeśli przeżyjemy rok 2012 to cztery lata po tej dacie prawdopodobnie Lublin zostanie Europejską Stolicą Kultury. W tym, lub innym wymiarze. Ale na pewno.


Promowane prace będą wplecione w fabułę. Czasami też mignie jakaś znana persona – choć to będzie zrozumiałe tylko dla ludzi „ze światka artystycznego”. Dlatego nie będzie to miało większego wpływu na fabułę. W pierwszym CMP: Konstrukt, w środku jak i na okładkach będą prace Gośki Pomian zdobiące lubelską przestrzeń publiczną. Jeszcze, podkreślam jeszcze, mało znana, acz obiecująca artystka. Na roboczym projekcie okładki limitowanej umieszczonej na blogu, na dole w krążku widać fragment jednej z prac.
Na kilku kadrach przebiegnie Mariusz Tarkawian. Dokładnie w okolicach Galerii Białej na ulicy Narutowicza.

Wypada tylko życzyć powodzenia tej inicjatywie…


Dzięki i zapraszam do komentowania na blogu komiksu Konstrukt.


sobota, 28 sierpnia 2010

Wywiad z Piotrem Szreniawskim

Autor: Dominik Szcześniak

Na początku września zostanie opublikowany komiks "Veronique". O nim, jak i paru innych sprawach rozmawiam z Piotrem Szreniawskim, scenarzyst
ą zeszytu, ale również lubelskim performerem, propagatorem poemiksu i stałym bywalcem lubelskich imprez komiksowych.


Jesteś kojarzony głównie z poemiksową "Niunią" i robieniem ciekawych performance'ów podczas lubelskich konwentów, a tu od jakiegoś czasu testujesz sobie siły jako scenarzysta. Podchodzisz poważnie do sprawy?

Piotr Szreniawski: Faktycznie parę razy n
awet się pozytywnie zdziwiłem, jak ktoś mi mówi, że czytał "Niunie" i że niektóre były całkiem fajne. To miłe - czyli parę osób zna tę serię. "Niunia" to taki mały światek, są tam komiksy, poemiksy, opowiadania, aforyzmy, czy ilustracje tekstów literackich i naukowych. Moje podejście do sztuki trochę korzysta z tradycji zen. Widoczne to było w serii "Sex-do" czy w albumiku "Sztuki walki". I właśnie całe moje podejście do sztuki, jej tworzenia ale i prezentacji, trochę ma coś w sobie z zenu. Występuję niechętnie, a z drugiej strony bardzo tego pragnę. Staram się do prezentacji dzieł sztuki podchodzić z entuzjazmem, chciałbym zachęcić widza do samodzielnych działań, a może nawet zarazić go takim energetycznym stosunkiem do sztuki. Oczywiście podczas występowania konieczna jest czasem autocenzura, nie można powiedzieć czy pokazać wszystkiego. Na przykład w zakresie treści konieczne są ograniczenia, związane z nieobrażaniem kogoś czy nie narażaniem się określonym grupom. Współpraca z rysownikami jest tu pomocna, bo jak rysownik zgadza się coś narysować, to znaczy że raczej będzie to zaakceptowane społecznie. Treść przechodzi taki test. Poza tym pisanie scenariuszy jest niesamowitą oszczędnością czasu. Gdybym miał np. narysować taki album komiksowy, jak "Veronique", to pewnie zajęło by to kilka lat, a efekty byłyby niezadowalające. Można oczywiście wrócić do minimalizmu, ale nawet na to potrzeba znacznie więcej czasu, niż na napisanie scenariusza.

Ciężko było znaleźć wspólny język z Otusiuniem, rysownikiem "Veronique"?


Z Otusiuniem współpracuje mi się super. Jego kreska wnosi do komiksu wiele artyzmu, niemal automatycznie wchodzi się w klimat zakręconej sztuki. Kiedyś znalazłem blog Otusiunia i zaprosiłem Go do udziału w konkursie na pasek komiksowy na gildii - On się zgodził, pod warunkiem, że napiszę mu scenariusz. Tak się zaczęło, Jego pasek pokazał że facet umie rysować, no to podesłałem Mu scenariusz "Kanaliady" (która to wtedy nazywała się "Shitwar" - późniejszy tytuł wymyślił Otusiunio). Wiesz, ten scenar krążył po sieci już ze dwa lata, odrzuciło go siedmiu rysowników, a Otusiunio bez problemów po prostu to narysował. Taki rysownik to skarb! Co do samego albumiku "Veronique" to znowu zaczęło się od starego scenariusza, który Otusiunio zaakceptował i narysował (chodzi konkretnie o część "Dwaj malarze"). Potem wspólnie zastanawialiśmy się jak rozwinąć ten wątek, czy w którym kierunku ma iść album. Wyszło na to, że mamy cztery bohaterki, noszące to samo imię, ale umieszczone w zupełnie różnych światach. Zbieżność z "podwójnym życiem Weroniki" Kieślowskiego przypadkowa:)

O czym/ o kim jest ten komiks?


Jest to komiks o roli kobiety w inspirowaniu artysty, a nawet w zdobywaniu przez artystę sławy. Z tym że do tematu podeszliśmy nie na zasadzie "żeby osiągnąć sukces, trzeba dostać czarną polewkę", tylko bardziej w stronę "dla zdrowia potrzebne jest wsparcie kobiety". Mamy
trochę absurdu, trochę zabijania, zakochanie i seks, ale też rozważania nad znaczeniem sztuki.

Eksplorujesz w swoich komiksach (ot, choćby w "Multikierunkowcach") zagadnienia z zakresu sztuki. Kto jest odbiorcą tego rodzaju komiksów? Uważasz, że czytelnicy Spider-mana sięgną po tego typu rzecz, czy może za wysokie progi?


Ciekawe. Muszę się zastanowić. Faktycznie, moje życie jest ciągłym poszukiwaniem sztuki, zastanawianiem się nad jej sensem. Chyba po prostu moje scenariusze są odzwierciedleniem tego, co mnie interesuje. Mam nadzieję, że nie jestem potem jedynym czytelnikiem tych komiksów:) Chociaż z drugiej strony napisałem ostatnio dla Jakuba Grocholi pewien scenariusz superbohaterski, trochę traktowałem to jako wyzwanie, czy w tej materii bym sobie poradził. Zabawa była świetna, pisanie tego jak zwykle było bardzo odprężające. Wyszło chyba w normie, taki mainstream, może nawet dla nastolatków. Mam nadzieję że nie zaniżyłem poziomu, no i liczę że Jakub to narysuje.

Kultywujesz ksero. Nikt inny już tego nie robi. Dlaczego?


Przyczyną są niskie nakłady. Wiele komiksów eksperymentalnych wydaję w nakładzie czterech egzemplarzy. Czyli ksero to tylko jeden z dostępnych sposobów publikacji, ostatnio raczej po prostu drukuję wszystko na domowej drukarce, poza tym zamieszczam w formacie pdf w internecie - można zobaczyć online, ale chętni mogą sobie wydrukować dokładnie z tego
pliku, z którego korzystam ja.

Wrócę jeszcze do Twych - moich zdaniem bardzo ciekawych - spotkań na konwentach. Kto tak naprawdę tam występuje? Na scenie jesteś Piotrem Szreniawskim, czy zakładasz jakąś maskę?


Dziękuję za miłe słowa. Cały czas tam jestem sobą, czyli nie jest to udawanie. Oczywiście trzeba wyczuć miejsce występowania, czy się jest na wieczorku poetyckim w zadymionej piwnicy w obcym mieście, czy w studiu radiowym. Trzeba uwzględnić wiele czynników, przed kim się występuje, czy się jest za granicą, czy ktoś to filmuje, czy warto do kogoś mówić albo czy słuchacze w ogóle chcą tego słuchać. Najlepiej występować krótko, wtedy publiczność może nie zdąży się znudzić - ale to nie wystarczy. Właśnie autentyzm moim zdaniem jest wyrazem prawdziwego szacunku do widza, a zarazem elementem prawdziwego mistrzostwa.


Nie myślałeś o tym, żeby z tymi wystąpieniami wyskoczyć gdzieś poza Lublin. Nie miałeś takich propozycji ze strony organizatorów MFK czy KW?


Fajnie jakby do nas ludzie przyjeżdżali, i zresztą jakaś grupka przyjeżdża. Ale wiadomo, wymienione imprezy komiksowe w Łodzi i w Warszawie są większe, i można się tam zaprezentować większej ilości ludzi. No nie wiem, bardzo chętnie bym pojechał i gdzieś wystąpił.
Chociaż z drugiej strony bardzo mi odpowiada bycie w ciągłym podziemiu, czyli zasada "underground forever". Może ze mną lepiej wymienić kilka słów gdzieś na korytarzu, między występami przewidzianymi w programie?

Ilustracje pochodzą z albumu "Veronique". Scenariusz: Piotr Szreniawski. Rysunek: Otusiunio.