Nie mam konta na FB i nie prowadzę żadnej sprzedaży.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztućce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztućce. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 sierpnia 2016

Żółty post

Kochani, dzisiaj o tym, jak to kolejny raz kompletny przypadek zrządził, że powstaje ten post.  Tydzień temu wracałam  z bazaru przez łąki i  chaszcze, zerwałam kilka pospolitych roślin, tak pospolitych, że  nigdy się nie zastanawiałam nad ich nazwą,  ale w moim ogrodzie tak mnie zauroczyły, że  urządziłam im  skromną sesję.
Ponieważ dawno temu  popełniłam post  Upał, czyli żółty post ( zastanawia mnie, czemu ten post jest tak popularny ?), powinnam dzisiejszy nazwać  " Żółty post- bez upału." Chociaż tym słonecznym, dla niektórych nawet słoneczkowym  kolorem podkręcam temperaturę, bo w domu od ponad tygodnia mamy choroby, a to katar, a to kaszel taki, że płuca rozrywa, a okazuje się, że to tylko przeziębienie. Oboje  zgarniamy wszystkie zarazki, jak odkurzacze, albo co najmniej pompy ssące, nie pomaga czosnek, ani syrop z cebuli, chyba trzeba będzie zażyć coś z zupełnie innej półki.
W chwilach lepszego samopoczucia zrywałam się do maszyny i pikowałam podkładki, albo kombinowałam, co by tu jeszcze z żółcią wymyślić. To od tych choróbsk (chyba? ) tak  mnie ta żółć zalewa. 

sobota, 24 stycznia 2015

Szast prast...

Witam Was serdecznie.  Dawno oczekiwany remont kuchni odbył się jesienią, ale nie zdążyłam nic pokazać.
Wiecie, że kocham Delfty  i zwiebelmustery i praktycznie wszystkie szafki mam już zapełnione, na szafkach też mam pełno.  Przed malowaniem niektóre z nich trzeba było zdjąć ze ścian, w związku z tym część bibelotów została wyniesiona i bez problemu zajęła duży stół.


Nie może być normalnie, znowu musiało coś spaść, czasami tak się zdarza, że wszystko leci z rąk nie wiadomo dlaczego? I to już drugi raz w ciągu roku.  Szast prast i po skorupach. Szczęście w nieszczęściu takie, że nie opłakuję straty. Wszystko było kupione za niewielkie pieniądze, ale denerwuje mnie, że jak  się potłukł dzbanek, to została pokrywka, z kolei  inny dzbanek został  bez pokrywki, jakoś tak nieskładnie się czasami tłucze...Złośliwość rzeczy martwych


  Nie wierzę w zabobony! chyba, że mają pozytywne działanie, a więc potłukło się na szczęście, teraz czekam... co będzie.


Pokazywałam już kiedyś półeczkę ze sztućcami, a po remoncie dodałam jeszcze wieszak również pomalowany i przetarty na wiszące mleczniki, oczywiście z wiatrakami albo z cebulowym wzorem.



Światło gości niechętnie w domu, poza nim niestety też, ale nie chcę narzekać. Wszystko razem na tym kawałku ściany w kuchni wygląda tak.

  Kilka   migawek z domu. 


Dużo mniej czasu mam na czytanie, ale trafiłam na ciąg dalszy Kena Folletta. Jest to kontynuacja książek Upadek gigantów i Zima  świata. Rzecz dzieje się już po II wojnie.  Sprytny zabieg umieszczenia głównych bohaterów wśród najważniejszych postaci XX wieku pozwala nam uczestniczyć w wielu przemianach politycznych i kulturowych w Stanach Zjednoczonych i kilku państwach  Europy. Poznajemy kulisy toczących się konfliktów między USA i  ZSRR,  towarzyszymy prezydentowi Kennedy'emu, sekretarzowi Chruszczowowi  i przeżywamy problemy mieszkańców Berlina  Wschodniego. Znajdziemy również wątek polski. Lektura bardzo gruba, ale polecam. Tym razem nie mogę narzekać na tłumaczenie, bo naprawdę jest bardzo dobre.

wtorek, 20 stycznia 2015

Różowe święto

Gorące pozdrowienia, życzę pomyślności wszelkiej i dobrego zdrowia wszystkim Babciom i Dziadkom  Przyjmijcie po symbolicznym kwiatku.


Dzisiejsze święto dotyczy mnie bezpośrednio po raz pierwszy i z radością  zaczynam się przyzwyczajać do tej roli. Jak mawia moja przyjaciółka bycie babcią to niezła fucha. W pewnym momencie zamyka się drzwi i zostawia wszystko za nimi. Ponieważ kilka dni spędziliśmy z wnusią dużo czynności mogłam sobie przypomnieć, a każda z nich mnie wzruszała i rozczulała. Jeszcze tak   niedawno sama byłam wnuczką,  jeszcze tak niedawno moi synowie byli mali...
Z podziwem obserwowałam, jak młodzi rodzice świetnie sobie radzą, uczą się zachowań maleństwa i potrafią odczytywać jej potrzeby. Praktycznie wszystko doskonale sami wiedzą.
 Dzisiaj rano dostałam już pierwsze życzenia  od wnusi. Babcina uczta  rozjaśniła cały dom, chociaż pogoda szara i dość ponura, moje serducho jest gorące ...




Takie święto to świetna okazja, żeby wyciągnąć rzadziej używane serwetki i obrusy, tym razem w różowościach, które ostatnio bardzo polubiłam, idealnie pasujących do angielskiej porcelany. Zawsze mnie zadziwiają wzory na obrusach, ich różnorodność i precyzja wykonania.  Sama nie potrafię haftować ani wyszywać, po prostu trafiam na takie piękności, sprzedawane po okazyjnych cenach. Różowe różyczki mają prawie jednakowy wzór, a jednak są zupełnie różne.


Srebrne sztućce bardzo lubię, kiedyś przywoziło się je ze Związku Radzieckiego. Dopiero kilka lat temu dowiedziałam się, że próby radzieckich wyrobów są niezbyt wartościowe, bo są zaledwie posrebrzane,  ale kiedyś miały dużo większą wartość i dostałam je od mamy w posagu. Względy sentymentalne są dla mnie bezcenne i stanowią wartość nadrzędną. Sama zresztą kupuję podobne sztućce, gromadząc kolejny komplet dla następnego pokolenia.


Nie dane mi było poznać rodziców taty i drugiego dziadka, którzy należeli do tragicznego pokolenia wojennego,  ale na szczęście przeżyła  Babcia Stefcia, która była niedoścignionym wzorem dla całej rodziny. Uosobienie dobroci, łagodności i pracowitości, wychowywała wszystkie pokolenia, swoich pięcioro dzieci,   wnuków, prawnuków, a nawet zupełnie obce dzieciaczki. Zawsze uśmiechnięta, bez słowa skargi, nie było dla niej za ciężkiej pracy.


Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

czwartek, 6 listopada 2014

Śniadanie dla dwojga

Witam Was cieplutko.
Słońce dzisiaj rano było tak radosne, że zmieniło moje plany. Zamiast kolejnego dużego  patchworka postanowiłam Wam pokazać kilka małych pikowanych podkładek na stół. To dziwne, bo zaczęłam moją patchworkową przygodę od szycia naprawdę dużych form, dopiero niedawno mnie olśniło, że nowe wzory szycia  mogę ćwiczyć na małych projektach. Powstały podkładki, które  mają wymiary 50 x 40 i są dość gęsto pikowane  wzorem hop-hop  zajrzyjcie do Wiesi.


Skoro już się zaczęłam bawić w tematy stołowe, postanowiłam zaaranżować stół do śniadania z mężem, ale  takie  bardziej uroczyste (na jego powrót do domu) Dawno nie pokazywałam porcelany, a  zauważcie, że tym razem nie są to ani Delfty, ani cebulaki, ani czerwona angielska zastawa. Całkowicie  biała klasyka Eschenbach.  Co prawda jadam na śniadanie musli, w ogóle rzadko robię spożywcze zakupy, kiedy jestem sama, więc i stół jest zastawiony z kompilacji tego, co akurat mam w lodówce. Niestety słońce  w tym momencie  zaczęło świecić komuś innemu,  niebo pokryło się chmurami, chyba przyszła jesień.  W rozświetleniu stołu trochę pomogły świeczki.


 Przy okazji pochwalę się upolowanymi ostatnio sztućcami. Poniżej wianek ze świecznikiem w środku ozdobą stołu.

Jeśli przetrwaliście ten zmasowany atak zdjęciami, to dziękuję za wytrwałość. Żegnam się z Wami do następnego posta, życzę przyjemnej pogody i pogody ducha na wypadek, gdyby ta pierwsza się popsuła, tak jak u mnie. Zapraszam ponownie i dziękuję, że do mnie zaglądacie.

piątek, 29 sierpnia 2014

Zapraszam na kawę.

Witam Was serdecznie i zapraszam na pogaduszki.
Miałam trochę czasu i pobuszowałam po internecie, a szukałam podobnych duszyczek, podobnych pasji i okazało się, że piszących i zajmujących się rękodziełem jest naprawdę dużo. Prace, które obejrzałam są piękne, teksty niebanalne, jest w czym wybierać. Muszę zatem dołączyć w najbliższym czasie  kilka blogów do moich ulubionych.
Zastanawia mnie, jak to się dzieje, że po kilku postach wiem, to jest to, że spośród takiej ilości wybieramy akurat tych kilka najbardziej nam pasujących. W księgarni oglądam książki i coś decyduje, że kupuję właśnie tę, przymierzam bluzkę  i wiem, że to ta właściwa. Spotykam człowieka i wiem, że z nim nadaję na tych samych falach. Jak to się dzieje? Pytanie raczej  z tych retorycznych. 
Dlaczego tak polubiłam niebieskości w kuchni i jak to się stało, że zaczęłam odwiedzać starocia? Kiedyś to było takie obciachowe zajęcie. Ale to nie jest odpowiednia pora na takie pytania, wracam do normalności. Jeszcze łyk porannej kawy z mlekiem i ruszam do maszyny, bez kawy nigdzie nie pójdę. Ale jeszcze chwilę, kawa parzy się w dzbanku.

 Jeszcze tylko wyskoczę na chwilę do kuchni po coś słodkiego.

W kuchni są wyroby holenderskie, oczywiście  oskrobane z lakierów, pomalowane lub spatynowane półki na łyżeczki, łyżki, chochle, talerze, a u mnie również  na srebrne sztućce. Jedna z ostatnich  półek malowana farbami kredowymi, mocno przetarta na rantach. Przy okazji trochę starych srebrnych sztućców, bardzo lubię te z monogramami.

Wracamy na kawę na pokoje. Pozwoliłam sobie na takie  swawole. Ciekawa jestem, czy ktoś się nabrał? No proszę, zdarzyło mi się  przekłamać rzeczywistość, jak widzicie zaczynam się bawić zabawkami i  zbieram wszelakie miniaturki w niebieskim  kolorze. Mam nadzieję, że się nie gniewacie za ten żarcik?


Teraz już bez oszustwa wianek jesienny sprzed roku, ze sztucznych kwiatków, niestety.

I łyk prawdziwej kawy z prawdziwej filiżanki, zdjęcie co prawda  sprzed miesiąca,  ale  na czereśnie miło popatrzeć o każdej porze roku. Widok ulubionego czasopisma, mogę je przeglądać i przeglądać, od początku do końca i od końca do początku. 
 Dzisiaj dzień targowy, wybrałam się na łowy i dawno mi się nie zdarzyły takie okazy, w dodatku idealnie wpasowały się do dzisiejszego posta. Ogromny niefirmowy wazon, kolejny kafel z wiatrakiem, Maryjka z gipsu, drewniane pudełko w kształcie serca i malutkie łyżeczki z długimi rączkami.

Łyżeczki od razu znalazły swoje miejsce na kolejnej, tym razem hinduskiej półeczce.
Dziękuję Wam za odwiedziny i zapraszam serdecznie. Z najlepszymi życzeniami pozostaję.

//Pinterest widget