Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Color Club. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Color Club. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 kwietnia 2014
Przyjemniak
No dobra, wiem, że mam spore zaległości w pokazywaniu Wam lakierów, ale nie myślałam, że jest tak źle. Bohater dzisiejszego postu wyprowadził mnie z błędu wpisując się w rekordową ilość czasu zakup-nałożenie na paznokcie z wynikiem 1,5 roku. Może to przez jego formułę, może to przez jego kolor, może to Maybelline... Tak czy inaczej, dziś kolej właśnie na niego.
Color Club (bez żadnej naklejki z oznaczeniem czy nazwą koloru) pochodzi z zestawu, które co jakiś czas rzucane są na półki w TkMaxxie. Kolor jest dość specyficzny, bowiem w 15 mililitrowej buteleczce spogląda na nas ładny mysi metalik, a tak naprawdę jest to srebro o perłowym wykończeniu. Taka mała niespodzianka. Jako pierwsza przeciwniczka perłowych wykończeń odrzuciłam biedaka w kąt i tak sobie leżakował aż do dzisiejszego popołudnia.
Przy aplikacji trzeba uważać, bo jego formuła uwidacznia na płytce każde pociągnięcie. Dwie warstwy załatwiają sprawę, Wykończenie jest półmatowe i tutaj pojawiło się kolejne pytanie, czyli co z nim dalej zrobić? Pokryć topem, a może zmatowić? Jednak efekt końcowy tak przypadł mi do gustu, że postanowiłam nie robić z nim absolutnie nic.
A więc po raz pierwszy od dawna mogę coś napisać o szybkości wysychania. Otóż tutaj jest całkiem przyjemnie, 10 minut i wierzchnia warstwa załatwiona, jednak dla pełnego utwardzenia należy zaczekać kolejne 10 minut. Zobaczymy jak będzie ze ścieraniem końcówek, ale w chwili obecnej jestem zdecydowanie na tak!
Warto też wspomnieć, że ma jakieś 'magiczne' zdolności do optycznego wydłużania płytki. I ukazywania wszystkich jej nierówności. Niestety.
sobota, 11 stycznia 2014
Kosmetyczne podsumowanie roku + przedłuzenie rozdania
Już 11 dni 2014 roku za nami, więc najwyższa pora na małe podsumowanie.
Kosmetycznym hasłem przewodnim dla mnie w 2013 roku zdecydowanie była blogerska kolekcja lakierów i mój udział w postaci Blue Lake. W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa zarówno te w komentarzach, mailach jak i kierowane bezpośrednio do mnie. A sam lakier, na paznokciach wielu wspaniałych blogerek możecie zobaczyć w zakładce "Blogerki piszą o Blue Lake").
A na koniec zaznaczę jeszcze, że to właśnie o Wibo Gel Like Blue Lake czytałyście najchętniej.
Mimo mojego uwielbienia co do własnego lakieru, to jednak ciemna czekolada od Color Club gościła najczęściej na moich paznokciach w ubiegłym roku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo kolor jak i formuła tego lakieru są bezbłędne!
Rok 2013 był dla mnie momentem przełamania się i coraz częstszego sięgania po czerwone lakiery. W związku z tym moja kolekcja powiększyła się o kilka(naście) nowych buteleczek wypełnionych wszelkimi odcieniami czerwieni.
Pozostając w lakierowej tematyce nie mogę nie wspomnieć o Seche Vite. Towarzyszy mi już drugi rok i przez ten czas zużyłam już około 7 buteleczek, a ostatnio trafiła do mnie 118 ml butla tego topu. Cóż mogę powiedzieć, odkąd go mam nie wyobrażam sobie pomalowania paznokci bez użycia SV.
Jeszcze rok temu byłam do paletek Sleek nastawiona mocno sceptycznie, a za najlepsze cienie uważałam wkłady Inglot. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu wykonanego niczym innym, a Inglotowa paletka zeszła na drugi plan. W stosunku cena-jakość nie mają sobie równych.
Szminkowe wkłady Inglot to chyba moje największe odkrycie 2013 roku. Cena, wydajność, łatwość aplikacji, mnogość kolorów, można tak wymieniać bez końca. Nie wiem jak mogłam tak długo mijać je obojętnie.
W kategorii ulubieńców kosmetycznych zmieniło się u mnie niewiele. Nadal nie znalazłam podkładu,który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, tuszu, który pogrubiałby rzęsy bez ich sklejania. Mimo szczerych chęci nie polubiłam się z meteorytami Guerlain, a z bronzerem W7 mam lepsze i gorsze dni. Beauty Blender nadal towarzyszy mi przy pracy z 'trudniejszymi' podkładami.
Ale znalazłam też trzech ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej kosmetyczce.
Róż Smashbox w odcienu Passion towarzyszy mi niemal codziennie od dnia zakupu.
Korektor Miss Sporty to mój ideał jeśli chodzi o lekkie krycie i brak przesuszenia.
Odkąd mam żelowy eyeliner Maybelline na dobre porzuciłam eyelinery w płynie.
Woski Yankee Candle także należą do odkryć roku 2013. W tym czasie uzbierałam i przetestowałam ich całkiem sporą ilość. Wiem, że świece nie zdają u mnie egzaminu, a woski do kominka muszę wrzucać w bardzo niewielkiej ilości, aby ich zapach nie był przytłaczający. I choć nadal uwielbiam testować nowe zapachy, na blogu o nich od dawna nie piszę z jednej, prostej przyczyny - dla mnie blogosfera jest już całkowicie przesiąknięta YC i pojawiają się dosłownie wszędzie. Czuję blogowy przesyt, ale możliwe, że jeszcze kiedyś napiszę o unikatowych zapachach w mojej kolekcji.
Na koniec, ze względów technicznych ogłaszam przedłużenie rozdania, które zakończy się dnia 25 stycznia 2014. Wyniki postaram się ogłosić do trzech dni od zakończenia rozdania.
Kosmetycznym hasłem przewodnim dla mnie w 2013 roku zdecydowanie była blogerska kolekcja lakierów i mój udział w postaci Blue Lake. W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa zarówno te w komentarzach, mailach jak i kierowane bezpośrednio do mnie. A sam lakier, na paznokciach wielu wspaniałych blogerek możecie zobaczyć w zakładce "Blogerki piszą o Blue Lake").
A na koniec zaznaczę jeszcze, że to właśnie o Wibo Gel Like Blue Lake czytałyście najchętniej.
Mimo mojego uwielbienia co do własnego lakieru, to jednak ciemna czekolada od Color Club gościła najczęściej na moich paznokciach w ubiegłym roku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo kolor jak i formuła tego lakieru są bezbłędne!
Rok 2013 był dla mnie momentem przełamania się i coraz częstszego sięgania po czerwone lakiery. W związku z tym moja kolekcja powiększyła się o kilka(naście) nowych buteleczek wypełnionych wszelkimi odcieniami czerwieni.
Pozostając w lakierowej tematyce nie mogę nie wspomnieć o Seche Vite. Towarzyszy mi już drugi rok i przez ten czas zużyłam już około 7 buteleczek, a ostatnio trafiła do mnie 118 ml butla tego topu. Cóż mogę powiedzieć, odkąd go mam nie wyobrażam sobie pomalowania paznokci bez użycia SV.
Jeszcze rok temu byłam do paletek Sleek nastawiona mocno sceptycznie, a za najlepsze cienie uważałam wkłady Inglot. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu wykonanego niczym innym, a Inglotowa paletka zeszła na drugi plan. W stosunku cena-jakość nie mają sobie równych.
Szminkowe wkłady Inglot to chyba moje największe odkrycie 2013 roku. Cena, wydajność, łatwość aplikacji, mnogość kolorów, można tak wymieniać bez końca. Nie wiem jak mogłam tak długo mijać je obojętnie.
W kategorii ulubieńców kosmetycznych zmieniło się u mnie niewiele. Nadal nie znalazłam podkładu,który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, tuszu, który pogrubiałby rzęsy bez ich sklejania. Mimo szczerych chęci nie polubiłam się z meteorytami Guerlain, a z bronzerem W7 mam lepsze i gorsze dni. Beauty Blender nadal towarzyszy mi przy pracy z 'trudniejszymi' podkładami.
Ale znalazłam też trzech ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej kosmetyczce.
Róż Smashbox w odcienu Passion towarzyszy mi niemal codziennie od dnia zakupu.
Korektor Miss Sporty to mój ideał jeśli chodzi o lekkie krycie i brak przesuszenia.
Odkąd mam żelowy eyeliner Maybelline na dobre porzuciłam eyelinery w płynie.
Woski Yankee Candle także należą do odkryć roku 2013. W tym czasie uzbierałam i przetestowałam ich całkiem sporą ilość. Wiem, że świece nie zdają u mnie egzaminu, a woski do kominka muszę wrzucać w bardzo niewielkiej ilości, aby ich zapach nie był przytłaczający. I choć nadal uwielbiam testować nowe zapachy, na blogu o nich od dawna nie piszę z jednej, prostej przyczyny - dla mnie blogosfera jest już całkowicie przesiąknięta YC i pojawiają się dosłownie wszędzie. Czuję blogowy przesyt, ale możliwe, że jeszcze kiedyś napiszę o unikatowych zapachach w mojej kolekcji.
________________________________________________________________________________________
Na koniec, ze względów technicznych ogłaszam przedłużenie rozdania, które zakończy się dnia 25 stycznia 2014. Wyniki postaram się ogłosić do trzech dni od zakończenia rozdania.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Chocolate nails
Uwielbiam błyskotki na paznokciach. Odrobina brokatu potrafi ożywić najbardziej stonowany, kremowy kolor. Tak było też w tym przypadku. Jako baza posłużył mi piękny czekoladowy brąz Color Club, o którym już kiedyś Wam pisałam *klik*. Po kilku dniach naszło mnie na zmianę, ale szkoda było mi zmywać lakieru,który tak dobrze się prezentował mimo upływu czasu. Sięgnęłam więc po brokat do paznokci w brązowym kolorze. Tym sposobem mani się ożywił, a ja mogłam cieszyć się pięknym efektem przez kolejne dni.
Color Club wytrzymał na moich paznokciach 9 dni w stanie nienaruszonym!
Całość nabiera dodatkowego uroku przy odrobinie sztucznego światła.
A jak Wam podoba się efekt?
sobota, 20 kwietnia 2013
Kolor-kameleon od Color Club
Plan jest prosty - nie kupować żadnych nowych lakierów, dopóki nie pokażę choć połowy z tych zalegających w szafce i czekających na recenzję (sztuk około 40).
Powód? Nie mam już miejsca w koszyczkach na nowości, a kolejny już się nie zmieści.
Rezultat? Od 2 miesięcy (prawie) nie kupiłam żadnej nowej buteleczki i mogę spokojnie rozwijać swoją nową manię - woski Yankee Candle.
Dziś lakier, który na swój debiut czekał prawie rok (!). Mowa o buteleczce z zestawu lakierów Color Club z TK Maxx. Trzech jego braci pokazywałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. Dziś przyszła kolej na czwarty kolor. Określiłabym go mianem kameleona. Dlaczego? W buteleczce wydaje się być atramentowy, przy pierwszej warstwie na paznokciach zamienia się w fiolet, a przy drugiej sprytnie udaje czerń.
Buteleczka standardowo zawiera 15 ml lakieru. Pędzelek jest długi, dość cienki i prosto ścięty. Wygodnie się nim operuje. Ogromnym minusem (w wypadku chyba większości ciemnych kolorów) jest zmywanie go z zalanych skórek. Istna katorga! W dodatku nie do końca chce zejść, dlatego też musicie wybaczyć mi moje niebieskie skórki - naprawdę mocno próbowałam się go pozbyć :) Ale przy okazji moich niedociągnięć możecie zobaczyć jak zamienia się z czarnego, poprzez fiolet na atramentowy kolor.
Dane techniczne:
Pędzelek: Długi, cienki,prosto ścięty
Konsystencja: Typowa, bezproblemowa w nakładaniu
Krycie: dwie średniej grubości warstwy dla pełnego krycia.
Największy plus lakierów Color Club? Połysk! Paznokcie wyglądają bajecznie pokryte jednolitą taflą koloru. Moim osobistym plusem była cena - za zestaw 7 sztuk zapłaciłam 18zł (dorwałam ostatnią sztukę podczas wyprzedaży).
Powód? Nie mam już miejsca w koszyczkach na nowości, a kolejny już się nie zmieści.
Rezultat? Od 2 miesięcy (prawie) nie kupiłam żadnej nowej buteleczki i mogę spokojnie rozwijać swoją nową manię - woski Yankee Candle.
Dziś lakier, który na swój debiut czekał prawie rok (!). Mowa o buteleczce z zestawu lakierów Color Club z TK Maxx. Trzech jego braci pokazywałam TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. Dziś przyszła kolej na czwarty kolor. Określiłabym go mianem kameleona. Dlaczego? W buteleczce wydaje się być atramentowy, przy pierwszej warstwie na paznokciach zamienia się w fiolet, a przy drugiej sprytnie udaje czerń.
Buteleczka standardowo zawiera 15 ml lakieru. Pędzelek jest długi, dość cienki i prosto ścięty. Wygodnie się nim operuje. Ogromnym minusem (w wypadku chyba większości ciemnych kolorów) jest zmywanie go z zalanych skórek. Istna katorga! W dodatku nie do końca chce zejść, dlatego też musicie wybaczyć mi moje niebieskie skórki - naprawdę mocno próbowałam się go pozbyć :) Ale przy okazji moich niedociągnięć możecie zobaczyć jak zamienia się z czarnego, poprzez fiolet na atramentowy kolor.
Dane techniczne:
Pędzelek: Długi, cienki,prosto ścięty
Konsystencja: Typowa, bezproblemowa w nakładaniu
Krycie: dwie średniej grubości warstwy dla pełnego krycia.
Największy plus lakierów Color Club? Połysk! Paznokcie wyglądają bajecznie pokryte jednolitą taflą koloru. Moim osobistym plusem była cena - za zestaw 7 sztuk zapłaciłam 18zł (dorwałam ostatnią sztukę podczas wyprzedaży).
piątek, 12 kwietnia 2013
Colour Alike nr 460 w towarzystwie Flirtu i Zielonej Fantazji
Dziś przedstawiam Wam kolejny piękny brąz z mojej kolekcji. Kolor bardzo podobny jest do tego z Color Club [klik] jednak tamten wolę zdecydowanie bardziej.
Dane techniczne:
Pojemność: 8ml
Pędzelek: Standardowy, długi, cienki prosto ścięty
Konsystencja: Typowa.
Krycie: dwie średniej grubości warstwy dla pełnego krycia.
Przeplatanka na palcu serdecznym to 'dzieło' stworzone przy pomocy dwóch pięknych kolorów w kolekcji Wibo Gel Like - Flirtu od Amethyst oraz Zielonej Fantazji od Bernadetty.
Choć zdjęcia uwidoczniły mnóstwo niedociągnięć, to końcowy efekt i tak mi się podoba :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)