Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pilomax. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pilomax. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Produkty, które zmieniły oblicze moich włosów, część I: Pilomax Henna WAX

   O włosach z reguły nie piszę często. W blogosferze znajdziemy przecież multum blogów poświęconych tej jednej dziedzinie (jak np. moja osobista włosopedia autorstwa Anwen czy Kascyska). A jeśli już piszę o jakimś włosowych produktach to tylko o tych, z którymi się polubiłam.
  Dziś przedstawiam Wam pierwszy z takich produktów, czyli maskę regenerującą włosy suche i zniszczone ciemne Henna WAX z ekstraktami z henny i zielonej herbaty marki Pilomax.



Na początek trochę podstawowych informacji o moich włosach:
Kolor naturalny: ciemny brąz
Obecny kolor: ciemny brąz (farbowany)
Obecny włosowy cel co do koloru: wrócić do naturalnego
Pod farbą: włosy w rudościach miejscami utlenione aż do jasnego blondu.
Ostatnie farbowanie: ok. 5 miesięcy temu
Włosy: falowane
Porowatość: średnia
Włosowe problemy: nadmierne puszenie, niezdolność włosów do uformowania równomiernych fal, rozdwojone końcówki, problemy z rozczesywaniem

Jak widać na moich włosach przez ostatnie lata wiele się działo. Na chwilę dzisiejszą muszę odnowić kolor, ponieważ mimo tego, że odrosty nie są widoczne, to kolor (tam gdzie włosy potraktowane były najmocniejszym utleniaczem) spłukał się z brązu do ciemnej rudości co ogromnie mnie denerwuje. W kwestii przyciemnienia rozważam porzucenie chemicznych farb na rzecz henny.

Problem rozdwojonych końcówek w znacznym stopniu już wyeliminowałam, teraz jedynie na bieżąco zabezpieczam je przed uszkodzeniami. Muszę także wybrać się do fryzjera na podcięcie (od ostatniego minęło już prawie 3 miesiące). Rozważam także zakup nożyczek fryzjerskich, ponieważ interpretacja 3 cm jest różna :)

Najbardziej zniszczone partie włosów już ścięłam pozostawiając tylko te zdrowe. Podczas jednej wizyty (początek czerwca) zleciało około 8cm (co przy moich ledwo 50cm było ogromną ilością).

Plan na przyszłość? Dbać, dbać i jeszcze raz dbać. Na razie pozwalam włosom spokojnie odrastać. Nie dążę do żadnej wyznaczonej długości. Przyznam się też, że coraz częściej mam ochotę ściąć je do ramion i znacznie rozjaśnić. Powstrzymuję się mówiąc sobie, że to włosowe morderstwo dla naturalnie ciemnych włosów.

   Wracając jednak do maski. Zamknięta jest ona w małym pojemniczku o pojemności 70g ze zdejmowanym wieczkiem. Pierwsze co przykuwa uwagę po otwarciu to piękny, intensywny zapach. Dosyć słodki, kojarzący się z profesjonalnymi kosmetykami fryzjerskimi. Konsystencja jest dość wodnista jak na maskę, jednak przy aplikacji nie ucieka przez palce ani nie spływa z włosów.
   Producent zaleca stosowanie jej po umyciu włosów szamponem (pomijając odżywkę) w ilości ok. 1 łyżki na średniej długości włosy i dokładnie spłukać po 10 min. Możemy użyć jej także jako kompresu i pozostawić na włosach przez godzinę. Maskę należy stosować co 2-3 mycia aż do osiągnięcia widocznej poprawy, a później profilaktycznie raz w miesiącu.

Co ma nam zapewnić maska Pilomax?
Maska do włosów ciemnych, zniszczonych, matowych i suchych, wypadających. Wzmacnia osłabione włosy, zapobiega utracie wody, pielęgnuje skórę głowy. Wzmacnia cebulkę włosową, przeciwdziała wypadaniu włosów. Zwiększa sprężystość włosów, nadaje im moc i blask. 

Nie zawiera SLS, SLES, parabenów i silikonów
 Co do wypadania włosów, to nie zauważyłam pozytywnych efektów. Maska natomiast genialnie nawilża moje włosy. Po jej użyciu są jedwabiście gładkie i błyszczące. Bardzo dobrze wpływa także na ich skręt, wzmacniając go. Ułatwia także rozczesywanie. Nie ma problemów z jej spłukaniem. Nie obciąża ich ani nie powoduje szybszego przetłuszczania. Dodatkowym plusem jest wspomniany już zapach, który bardzo długo utrzymuje się na włosach. 
 Jednym słowem mój ideał. Na pewno kupię ponownie, ponieważ maska ta ma zbawienny wpływ na moje włosy, a stosunek cena-wydajność zaliczam na plus.

Producent: Pilomax
Nazwa: HENNA WAX regenerująca maska do włosów ciemnych zniszczonych i suchych
Pojemność: 70g/240g/480g
Cena: 13zł /22,90zł/33,20zł (cena w oficjalnym sklepie internetowym Pilomax)
Dostępność: oficjalny sklep Pilomax, apteki 




Produkt został mi przekazany przez firmę Pilomax. Fakt ten nie ma żadnego wpływu na treść mojej recenzji.

środa, 12 czerwca 2013

Ulubieńcy maja + współpracowe przesyłki


   Mamy prawie połowę maja czerwca, a ja dopiero teraz wstawiam ulubieńców. No cóż, lepiej późno niż wcale. Tym razem nie ma wiele produktów, a sam makijaż ograniczałam do minimum.

   Włosowi ulubieńcy chyba pojawiają się po raz pierwszy. Niedawno ścięłam włosy, ponieważ były mocno zniszczone. Niestety z kiepskim rezultatem, ponieważ fryzjerka chyba posiadała mega tępe nożyczki - 2 dni później białe kulki, a dziś przywitałam rozdwojone końce :/ Coraz poważniej rozważam zakup nożyczek fryzjerskich i tutaj moje pytanie: Czy możecie polecić mi jakieś godne uwagi egzemplarze? 

   Jak na razie próbuję włosy reanimować. W tym miesiącu najczęściej towarzyszyła mi odżywka DeBa BIO Vital, o której możecie przeczytać tutaj. Z olei najczęściej sięgałam po Bringraj (recenzja tu). Egzamin na moich (średnio porowatych - dziękuje jeszcze raz Kascysko!) włosach zdała także odżywka polecana przez włosomanianiaczki - Garnier masło karite i awokado.
   Proces rozczesywania włosów ułatwia mi już od kilku miesięcy Tangle Teezer, którego w najbliższej przyszłości nie planuję zamieniać na żadną inną szczotkę.
  
   Podkładem, po który najczęściej sięgałam w maju był (i nadal jest) Hean Studio Lift (recenzja tutaj) nakładany przy pomocy Beauty Blendera widocznego na trzecim zdjęciu. Na rzęsach najczęściej lądował tusz Wibo Growing Lashes, a na usta naprzemiennie lip tint Bell nr 5 lub pomadka MAC Fan Fare.
   W kwestii paznokci zawsze pod ręką mam diamentową odżywkę Eveline, która mimo wielu wad jest dla mnie najlepszą bazą pod kolorowy lakier. A obok kolejne wydenkowane opakowanie Seche Vite. Tym razem nie bawiłam się w przelewanki do mniejszej buteleczki i całą butlę zużyłam zanim zdążyła zgęstnieć.

   Ostatnio musiałam dać nosowi odetchnąć od wosków Paradisi i tym spodsobem znalazłam trzech ulubieńców Yankee Candle.

Fresh Comfort - typowo łazienkowy zapach, bardzo świeży, podobny do Clean Cotton, ale zdecydowanie łagodniejszy, bez ostrej, proszkowej nuty. Dla mnie najładniejszy z całej serii "zapachów prania"

Vineyard - słodko-kwaśnie winogronka. Na początku wyczuwam w nich cierpką nutę. Z czasem palenia robią się coraz słodsze. Zapach ten jest moim absolutnym faworytem.

Rainbow's End - jak pachnie koniec tęczy? Pachnie powietrzem po deszczu i jakimiś bliżej niezidentyfikowanymi, delikatnymi kwiatkami. Zapach niezwykle rześki. Zwykle zapalam go rano, zaraz po przebudzeniu.

A teraz czas sie pochwalić i pokazać co do mnie przyszło w ostatnim czasie.

       Tajemnicza przesyłka od Pilomax

A w środku:
  • grzebień i czepek do masek
  • Maska do włosów ciemnych i farbowanych


  • Maska do włosów z henną i zieloną herbatą


Przesyłka od Allepaznokcie

A w środku:
  • Lakier termiczny
  • Zielony lakier + aksamit w tym samym odcieniu
  • Perełki na paznokcie w odcieniu mięty
Zestaw do velvet manicure już przetestowałam na paznokciach koleżanki i muszę przyznać, że prezentuje się bardzo fajnie. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...