W tuszu od Hean ukrywający się pod nazwą Maxxi lash flexi nie pokładałam wielkich nadziei. W kwestii rzęs bardzo ciężko mi dogodzić i uznałam, że tusz za 12 zł nie ma szans.
Oto co pisze o nim producent:
Tusz wzmacnia i odbudowuje strukturę rzęs. Aktywne składniki:
Proteiny pszeniczne - odżywiają rzęsy, wzmacniają i chronią przed niekorzystnym wpływem środowiska i nadmiernym wysuszeniem.
Hydrolizat keratyny - wzmacnia, ma działanie silnie regenerujące.
D-pantenol - odżywia, nawilża i stymuluje wzrost komórek rzęs. Ma zdolność utrzymywania wilgoci dlatego przeciwdziała wysuszaniu i ich łamaniu.
Wosk Carnauba - odżywia, nadaje połysk.
Modelująca silikonowa szczoteczka idealnie rozprowadza tusz na rzęsach, perfekcyjnie rozdziela i podnosi rzęsy. Tusz nie kruszy się i nie rozmazuje.
(zaczerpnięte ze strony Hean)
Pierwszym zaskoczeniem była sama szczoteczka. Cienka, stożkowa z grzebykiem zwężającym się ku końcowi. Nabiera odrobinkę za dużo tuszu, ale większość produktów tego typu tak robi. Opakowanie ma pojemność 10 ml.
Po pierwszym teście wypadła pozytywnie. Rzęsy były delikatnie pogrubione, wydłużone. Efekt był naprawdę bardzo naturalny. Kilka osób zauważyło, że "inaczej dziś wyglądam", choć jedyną zmianą był właśnie ten tusz :)
| Jedna warstwa |
| dwie warstwy |
- lekko pogrubia
- lekko wydłuża
- podkręca rzęsy
- nie tworzy grudek
- nie skleja rzęs
- nie osypuje się przez cały dzień
- szczoteczka dobrze rozczesuje rzęsy
- nie rozmazuje się
- nie odbija się na powiece
- wydajny
- tani
- Kolor lekko wyblakłej czerni
- słaba dostępność (sklep internetowy Hean, allegro)