Dzisiaj dostałam w spadku koszyk jabłek. Nie są to jabłuszka pierwszej urody.... raczej po przejściach:)). Pan Sąsiad, co krzepę w rękach ma, trząsł jabłonką, aż pod drzewem zrobiło się zielono. Zanim skończyły w garnku pstryknęłam im parę fotek.
Jest to stara odmiana jabłek. Nie wiem, jak się nazywa, ale są bardzo smaczne na dżem, kompot. Na surowo tak średnio.Ja lubię zielska wszelakie, więc zostawiłam sobie parę sztuk, tych żółciejszych. Pamiętam, że w domu rodzinnym,tzn. w ogrodzie:) też było kilka drzew.Lubiłyśmy się nimi bawić. Gdy dochodziło do bitwy, wkraczała mama i kazała jabłka pozbierać i ....obierać :)). Nie było-zmiłuj się:). Gotowała potem dżem lub piekła ciasto.Ładniejsze i póżniej zebrane, leżały na strychu w skrzynkach przez całą zimę.
Z moich jabłek powstał mus do szarlotki. Upiekłam też ciasto. Raz, dwa gotowe, trzy, cztery zjedzone :)
Smacznego!