Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam obraz Mariusza Lewandowskiego. Stałam przed nim chwilę zastanawiając się czy namalował go Beksiński. Nie, to nie może być Beksiński, jego obrazy są mroczne, a ten przedstawiający jeźdźca na koniu emanował światłem.