Od dłuższego czasu mam w głowię sukienkę. Zdążył się już ten pomysł w głowie ułożyć, dopracować. Wystarczy wziąć druty, odpowiednią włóczkę i coś tam stworzyć. I prawie się udało. Kupiłam czysty jedwab i nawet zaczęłam. I szybko przestałam. Niestety jedwab, beż dodatku wełny, jest dla mnie nieprzyjemny w dotyku. Przypomina bawełnę, ale bardziej skrzypi. Włosy mi na ręku stają dęba gdy dotykam, już wypranej, próbki. O paznokciach nie wspomnę!
To coś w stylu dotykania mokrymi rękoma, ściany, kredy itp. Jednym nie przeszkadza a innym... Na samą myśl mam dreszcze!:)
Nie dam rady, choćbym chciała, zrobić sukienki z czystego jedwabiu. Kupiłam już bambusa, który moim zdaniem jest po prostu idealny - miękki, cieniutki, zwiewny. I od razu lepiej:).
Uwaga! Zrobiłam nawet próbki! (ha ha!) Pisałam już kiedyś, że nie dla mnie takie sprawy i nie mam serca, cierpliwości do takich wyczynów. Tak, tak, wolę pruć. Ale mam dylemat co do wzoru, więc zrobiłam (malutkie) kawałki, żeby sprawdzić jak po blokowaniu się prezentują. Próbkę ściegiem gładkim oczywiście zrobiłam tyle o ile, tzn 4 rzędy i wystarczy:).
Chmura mi wielka nad blokiem zawisła, w kolorze grafitowym, więc fotka aby aby.
No i teraz zostałam z jedną szpulą (?) jedwabiu. Bardzo chętnie odsprzedam w cenie korzystnej, jako że brakuje jej iluś metrów, które zużyłam na próbkę. Niewiele. Szpula ma około 950 metrów. Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę o maila. Zobaczcie jaki słodki ten jedwab!:)
Pozdrawiam, Marzena.