Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szalik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 listopada 2016

Dunaway

Któregoś dnia, już całkiem chłodnego dnia, Mateusz powiedział: "zimno jest, zrób mi szalik". Cóż więcej trzeba było dodawać? Nie mogę pozwolić przecież by mi marzł. Rzecz w tym, że ja naprawdę nie lubię dziergać szalików. Chust też nie, ale szaliki mają to do siebie, że są długie i nudne :). Nie można zrobić za krótkiego szalika, bo będzie po prostu niewygodny, a komin to nie jest ulubiony dodatek Mateusza. Gdy ja potrzebuję ogrzać szyje to dziergam właśnie kominy, taka forma bardzo mi odpowiada, bo noszę wszystko na kurtce, a nie pod nią. Z Mateuszem jest inaczej, szalik zawsze przy samej szyi, a kurtkę jakoś trzeba zapiąć. Ale niechęć do tej formy to nic, kiedy mąż w potrzebie! 

Chciałam by szalik był z cienkiej wełny (fingering) by nie zajmował pod kurtką dużo miejsca, by był długi, tak na 2-3 owinięcia, i żeby był ciepły. Wełna merino i kaszmir brzmią idealnie prawda? To jest właśnie cudowne w ręcznie dzierganych rzeczach z dobrej jakości materiału - nie grzeją nas grubością, a jakością! Akrylowy sweter, choćby nie wiem jak był gruby, to nie to samo co wełniany, nawet ten dziergany na trójeczkach. 

Miałam w swoim niewielkim koszyku z własnościową wełną Fino. Fino w pięknym kolorze Cailloux, które początkowo było swetrem. A że było za małym swetrem, to zostało sprute i posłużyło idealnie na nowy szalik. Nie prałam tym razem i nie prostowałam nitki, dziergałam z takiej pokarbowanej, co jest przykre dla oczu, ale po praniu znika absolutnie. Wszystko się perfekcyjnie wyrównało i wygładziło, a że dziergam ciasno to oczka wcale nie różnią się wielkością. No nieskromnie powiem, że wygląda jakbym dziergała ze świeżutkiej! To samo z jakością nitki - zniosła dzierganie, pranie, blokowanie, prucie, dzierganie, pranie i blokowanie idealnie :) Naprawdę ją uwielbiam!

I tak Mateusz doczekał się szalika o wyjątkowym składzie (merino, kaszmir, jedwab), o słusznej długości, zrobiony naprawdę ciekawym wzorem, który wybrałam bardzo szybko, bo jak tylko go zobaczyłam, to podjęłam decyzję. Zapraszam do obejrzenia naszego Dunaway autorstwa Julie Hoover:

Wzór jest dwustronny, z jednej mamy taki udawany "ściągacz", a z drugiej ścieg francuski. Lekko go zmodyfikowaliśmy - we wzorze są dwie wersje, wąska i szeroka, wybraliśmy tą pierwszą. Miałam inną próbkę, więc żeby szalik nie był za wąski dodaliśmy trochę oczek na szerokość. Dziergałam tak długo aż nie stwierdziłam, że już będzie okej. Moja długość to 185 cm.
 

Mateusz szalik przygarnął z wdzięcznością i zadowoleniem i wystawił notkę 10/10 :). Bardzo pasuje mu ten kolor. Nazwałabym to marengo, czyli mocno zszarzały niebieski, leciutko wpadający w fiolet.
Szalik jest lekki, ale właśnie rozładowały mi się baterie w wadze, więc mogę zgadywać tylko ile wełny na niego poszło... obstawiam, że na pewno mniej niż dwa motki Fino. Jak tylko kupię baterie, to podam na Ravelry dokładną wagę i metraż:).


 Zbliżenie na detale:
 
 

Bardzo prosty i naprawdę ładny ścieg, prawda? 

Wydzierganie tego szalika bardzo mnie cieszy, wiem, że posłuży przez dobrych kilka lat (proszę, nie zgub go, proszę, proszę, proszę!:)) i będzie grzał jak należy.

W dniu gdy skończyłam szalik, nabrałam oczka na grubaśną czapkę dla mnie. I skończyłam jeszcze tego samego dnia. Zdjęcia wkrótce!

Pozdrawiam,
Marzena

sobota, 6 grudnia 2014

Dziergam, dziergam, dziergam

Nowe się dzierga. I jestem zachwycona. Tym jak się dzierga, co się dzierga (mój pierwszy golf - Cold Breath), z czego się dzierga, i tym jak wychodzi. Próbuję włóczkę Leizu Worsted od Julie Asselin, w nietypowym kolorze (Shiitake), który ciężko zidentyfikować/nazwać/sfotografować. Ale jak cudnie wychodzi...

Motki są niemal identyczne! I gdyby nie moje natręctwo (wszystko musi pasować, być równo, nic nie może rzucać się w oczy, odstawać) to nie mieszałabym motków, ale postanowiłam na wszelki wypadek zmieniać je co jakiś czas. Jeśli się różnią, to delikatnie - jeden ma ciut więcej różu, albo beżu. Ale odcienie są identyczne! Przy ręcznym farbowaniu niestety nie jest to norma, więc duże brawa dla Julie, za tak dokładną pracę!:)

Wcześniej, jak pisałam, zaczęłam dziergać Vector i mam go już prawie połowę. Łatwy i całkiem przyjemny wzór. Dobrze, że co ileś tam centymetrów zmienia się kolor, bo przynajmniej nie nudzę się tak bardzo (szaliki to dla mnie wyjątkowo nudna robota).

Bardzo nie lubię mieć dwóch robótek zaczętych, ale postanowiłam zrobić wyjątek, bo mam plan skończyć sweter przed świętami, by móc go obfotografować w mojej pięknej Ustce! 

Na koniec jeszcze wspomnę, że u Chmurki są do nabycia karty podarunkowe - ułatwienie dla świętego Mikołaja, który nie wie jaka grubość/kolor/przędza jest najlepsza:).

Przód i tył:

Dostępne w wersji elektronicznej i tej namacalnej:) Więcej szczegółów tu: karty upominkowe.

Pozdrawiam, Marzena.

wtorek, 10 grudnia 2013

Ciepły komplet oraz "Wspólne czytanie i dzierganie"

Mam nadzieję, że nikt nie będzie mi miał za złe, że dziś dodam jutrzejszy post:).
Środa zapowiada się tak pracowita i zabiegana, że z pewnością zapomnę napisać, opublikować itp. U mnie, jak zapowiadałam tydzień temu, nadal "To" Kinga. Wybrałam sobie do czytanie ponad tysiąc stron zapisanych małym druczkiem to teraz mam. Czytać przy robótce mogę tylko przez połowie okrążenia, druga połowa wymaga ode mnie większego skupienia. Poza tym nauka, nauka i jakaś tam nauka, więc książka przegrywa z Algebrą. 
Na drutach Carpino (też jak zapowiadałam). Holst Coast jest cieńsza niż zalecana włóczka we wzorze. Po moich obliczeniach wyszło, że rozmiar czwarty będzie jak znalazł (normalnie zrobiłabym drugi). Zaczęłam robić, nauczyłam się przy okazji paru nowych rzeczy ( np. innego nakładania oczek), ładnie szło, myślę sobie "Jak to miło jest robić, wszystko od początku do końca idzie gładko, nie trzeba pruć", aż okazało się, że jednak rozmiar czwarty to rozmiar o dwa za duży... No nic, "zmarnowałam" tylko jeden wieczór, więc mimo wyliczeń zaczęłam na nowo, rozmiar numer dwa. I jak na razie wszystko gra:)

No dobra prawie wszystko. Źle zrozumiałam wzór ( tym razem to ja się myliłam, a niedziergający Pan obok miał rację), i ażur zaczynam zamiast od razu przy linii dodawani oczek, to dwa oczka dalej. No nic, pruć nie będę:) 
Teraz o zimowym komplecie z Drops Nepal, który skończyłam parę dni temu. Wszystko ściegiem angielskim: prosto, miękko i ciepło. Robiąc czapkę wzorowałam się na wzorze z Dropsów, ale zmieniłam zakończenie. Zdjęcia nie na ludziu bo niestety nie ma kiedy ich zrobić.

Pozdrawiam, Marzena!