Pokazywanie postów oznaczonych etykietą milis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą milis. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 sierpnia 2017

Sibella

W połowie lipca, po skończeniu Find You Fade naprawdę nie miałam pomysłu co dziergać. Brak weny brał się z tego, że każdego dnia intensywnie pracowałam nad sypialnią, a zbyt dużo na głowie nie sprzyja kreatywnemu myśleniu. Fakt, że musiałam się na coś szybko zdecydować, bo wyjeżdżaliśmy na Mazury wcale nie pomagał - no bo kto potrafi w pośpiechu przeglądać Ravelry i marzyć o włóczkach i kolorach? :) Ale że jakąś decyzję musiałam podjąć, bo na wakacje nie jedzie się z pustymi drutami, przejrzałam pięćset projektów i wybrałam taki, który z łatwością wydziergam w samochodzie czy nad jeziorem, prosty, klasyczny, ale i romantyczny. Taki, którego za bardzo nie mam w swojej szafie. Wybór padł na uroczą Sibellę autorstwa Carrie Bostick Hoge (klik!). Kolor pasował mi do niego tylko jeden... no wybaczcie, nie będę oryginalna. Znowu róż! :) 

Na początku ten projekt po prostu mi się podobał, ale z każdą chwilą, dniem, oczkiem co raz bardziej się nim zachwycałam! Jestem bardzo zadowolona z efektu, uwielbiam go po prostu! Pięknie leży, jest wygodny, idealny do sukienki, prosty i elegancki, dziewczęcy i romantyczny. Uwielbiam te ażurowe fale!
 
 

Sweterek dzierga się od dołu, w całości oczywiście. To była moja pierwsza tego typu konstrukcja w życiu (tak się złożyło, nic poza tym:)) i raczej ostatnia bo myślę, że jednak sprytniej i wygodniej dzierga mi się takie kształty od góry. Ale wzór jest świetnie napisany, w moim ulubionym stylu, każdy sobie powinien z nim poradzić.


Moja jedyna modyfikacja to ciut dłuższy korpus. Wydaje mi się, że i tak nie jest zbyt długi. A dziergałam z Milis od Julie Asselin w kolorze The D'Apres Midi (jak to się czyta?!). Standardowo przeznaczyłam na sweterek trzy motki i się przeliczyłam, bo... Zużyłam dokładnie 195 gramów, czyli 1.7 motka! No chyba mój rekord :). Dziergałam najmniejszy rozmiar, na zalecanych przez projektantkę drutach. Mimo modyfikacji poszło na niego naprawdę mało wełny! Cudnie!

Sesja "podwórkowa", ale Mateusz jak zawsze w formie :). Fajne mamy krzaczory pod domem. Mamy jeszcze jeden sweter do obfotografowania, więc wkrótce pokażę Wam mojego szarego, warkoczowego zwyklaka.

A na drutach obecnie absolutne nic. Idę więc szukać inspiracji!
Pozdrawiam Was ciepło,
Marzena

wtorek, 23 maja 2017

Majula

Nie wiem jaki dla Was ma wydźwięk ta nazwa, ale moim zdaniem idealnie pasuje do romantycznego projektu. Brzmi jak nie z tego świata i co więcej ona jest nie z tego świata! Oryginalna Majula to miejsce w świecie, które nie ma co prawda nic z romantyczności (wiecie, świat nieumarłych i takie tam:)), ale sama Majula kojarzy mi się całkowicie odmiennie, z miejscem cichym, eterycznym i tajemniczym. Dla zainteresowanych: klik!

Pomysł na ten projekt przyszedł do mnie, jak większość z resztą, niespodziewanie i mimo, że już zaczęłam planować i rozpisywać projekt na tę włóczkę, zmieniłam zdanie bez zastanowienia i pozwoliłam rządzić mojej wyobraźni. I wcale nie żałuję. 

W zasadzie pomysł na sesję wydał mi się oczywisty - Majula leży nad skalistym klifem, a w tle świeci nisko zachodzące słońce. A że akurat planowaliśmy jechać do Ustki to miałam zamiar wykorzystać nasze klify, może i nie skaliste, ale równie piękne. Oczywiście wymagany był również zachód słońca. Udało mi się skończyć projekt akurat na wyjazd! A tu klapa. To w ogóle nie było to, nie zmuszaliśmy się więc do fotografowania i po prostu odpuściliśmy, planując sesję jak tylko wrócimy do domu.

Tydzień był dość pracowity, a weekend jeszcze bardziej, więc dopiero wczoraj udało się uwiecznić Majulę na zdjęciach. Wybraliśmy w tym celu bardzo tajemnicze, opuszczone i romantyczne miejsce, co prawda pełne pokrzyw i komarów, które zjadły Mateusza, ale jednak romantyczne :)

Oto nasz duet, czyli Majula i stary pałacyk w Stoszycach:

Sweterek jest szeroki i zwiewny, wiecie już, że to moja ulubiona forma. Dekolt i rękawy są bardzo proste, by nie odwracać uwagi od moim zdaniem najważniejszego! Misternej ażurowej bordiury wykończonej mnóstwem słodkich pikotków!

Dzierganie bordiury było czasochłonne. ale tak bardzo satysfakcjonujące, że na pewno nie będzie ona moją ostatnią :) Przerobiłam tysiące oczek, plotąc ten ażur z prawej jak i z lewej strony, w połowie już znając go na pamięć. Mimo wszystko dzierganie i oglądanie/czytanie nie mogło mieć miejsca. Za to podczas dziergania całej Majulowej reszty - jak najbardziej! Cała praca zajęła mi w sumie około 3 tygodnie. Niestety raz musiałam spruć ponad 20 cm, ponieważ zbyt lekkomyślnie zignorowałam jaśniejszy pasek koloru, wmawiając sobie, że przecież rozpłynie się w tym morzu oczek. Nie rozpłynął. Mam za swoje :).


Dekolt jest nie za głęboki, ale i nie przylega bardzo do szyi. Myślę, że jest w sam raz. A wykończyłam go prosto i skromnie,tak by pasował do równie prostych wykończeń rękawów.


Dziergałam z Milis od Julie Asselin w tym jaśniejszym odcieniu Ancient Gold, którego zużyłam niecałe 3 motki. Ten kolor nie jest intensywny, ale ma bardzo ciekawy odcień, który podczas przerabiania nabiera wyrazu! W końcu mam drugi sweterek w jednym z moich ulubionych kolorów!

I jeszcze zbliżenie na bordiurę...
Zdjęcia oczywiście robił Mateusz - jak już wspomniałam, poświęcił się okrutnie i dał zjeść komarom, które jakimś cudem omijały mnie z daleka, czego nie mogę powiedzie o metrowych pokrzywach:)). Obróbką zajęłam się jak zawsze ja, ale tym razem sprawiało mi to jeszcze więcej przyjemności. Zagłębiłam się w nieodkryte przeze mnie rejony photoshopa i dałam upust swoim fantazjom :) Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii!

Pozdrawiam ciepło!
Marzena

środa, 19 kwietnia 2017

Złociście

Czyli zupełnie na odwrót niż za oknem! Przez druty właśnie przechodzi mi złota nitka, która formuje się w nowy, bardzo mój, projekt. Zabawne, że mam tylko jeden sweter w złoto-żółto-musztardowym odcieniu, bo przecież ja uwielbiam takie kolory. Nadrabiam, nie ma wyjścia, może nawet zrobię jeszcze jeden zanim wrócę do standardowych róży.

Jeden projekt właśnie się testuje, drugi już w pokaźnym kawałku. Trafiło mnie natchnienie, trzeba korzystać ile się da. Tak naprawdę to złoto miało być początkowo czymś innym. Miałam już gotowy projekt w głowie, na kartce, nawet już co nie co w liczbach, pozostało dziergać, ale nagle coś błysło w głowie i powiedziało "nie!", zrób coś całkiem innego. No to robię. Poprzedni zostanie zrobiony również, ale złoto zostało przydzielone do nowego. Mam więc już kolejny projekt w planach, ale to pewnie już z jakiejś nowości kolorystycznej od Julie!

Majula dzierga się bardzo szybko, mam jasny cel, wiem czego chce, tylko teraz trzeba machać rękami z prędkością światła. Nawet ma już imię, a kto wie co to jest (proszę nie szukać w googlu! :)) dostanie ode mnie wielgachnego plusa! A prezentuje się tak:

Przy okazji testuję nowe markery, które ostatnio natworzyłam i dziś wrzuciłam do sklepiku: klik!
Jeden leśny zestaw musiał zostać ze mną. Pasuje do złota, prawda?

Przy okazji projektowania tego swetra musiałam nauczyć się paru nowych rzeczy (opowiem Wam o nich jak sweter będzie gotowy), i zagonić Mateusza do pewnej programistycznej pracy, którą zaczął dla mnie ponad rok temu, a potem jakoś zapomnieliśmy. Teraz się przyda.

Wspomniałam, że testuje się nowy sweterek :) Wyjątkowo jak dla mnie w odcieniu niebieskim. Jeden taki sweterek w szafie, na tle kilku różowych, szarych i brązowych. Póki co pokażę Wam małą zajawkę:


























A teraz zmykam machać rękoma, tworząc złote morze oczek! Miłego dnia Wam życzę!
Marzena

wtorek, 28 marca 2017

Understory

Oprócz minimalizmu w moich żyłach płynie również miłość do rustykalnego, przytulnego klimatu... Marzę o sielankowym domku na wsi, wśród drzew i zwierząt, o ciepłym kominku, ciszy i spokoju. Kocham lasy, chyba nawet bardziej niż morze, choć wydaje się to niemożliwe. Najlepiej oczywiście gdy mam i jedno i drugie. Lubię leśny klimat pełen żywych roślin i zwierząt, lubię tę niepokojącą ciszę, przerywaną od czasu do czasu szumem wiatru, czy złamaną gałązką. Mogłabym leżeć na mchu i patrzeć w korony drzew cały dzień (bo w nocy moja wyobraźnia lekko przesadza).

Understory to podszycie lasu, pełne brązowych pni, małych drzewek, cienkich gałązek z malutkimi liśćmi i suchymi szyszkami. To właśnie tym inspirowałam się tworząc mój nowy, tajemniczy projekt, moją własną leśną opowieść, którą na reszcie mogę Wam opowiedzieć!

Zapraszam Was do ciemnego lasu, który przyprawił mnie o lekki dreszcz, nie tylko z powodu chłodnego, mocnego wiatru, gradu czy odległych grzmotów. Ta atmosfera była niesamowita! Ciemne, przemoknięte pnie, korony szalejące wcale nie tak wysoko nad głowami i tak niewiele światła. Coś pięknego...
Understory jest dziergany zdecydowanie inaczej, tak zupełnie na odwrót. Osiągnęłam przez to efekt "lejących się", wiszących boków, marszczących się z przodu jak i z tyłu. Ta nietypowa konstrukcja jest bardzo w moim stylu. Uwielbiam wszelkie nieoczywiste formy, szerokie, zwiewne, nowoczesne kształty, przyciągające wzrok. Lubię coś, czego jeszcze nie było...

Tył swetra jest dłuższy, opada miejscami aż do kolan. Ilość miękkiego materiału pozwala dobrze otulić się swetrem, osłonić przed wiatrem, poczuć się komfortowo.



 Długie rękawy by było jeszcze milej i przytulniej.


Rustykalny efekt pomogła mi osiągnąć sama włóczka, a raczej połączenie dwóch nitek - pieprzowego, na pozór chłodnego brązu Milis Poivre i Anatolii Sommet, w kolorach zieleni i trufli. Ale myślę, że dużą rolę odgrywają tu ściegi i wzory inspirowane leśnym podszyciem, gałązkami modrzewia, ściółką...
 

Jest absolutnie taki jak lubię... Czuję się w nim tak dobrze, jak wśród tych drzew, tych cieni, zapachu mokrego lasu, wiatru pędzącego między pniami. 
 
Wzór na Understory jest już dostępny w języku polskim i angielskim w moim sklepiku na Ravelry (klik!), oraz u Chmurki (klik!). Namawiam Was do obejrzenia testowych wersji. Understory można wykonać z połączenia wełny i moheru, ale również z pojedynczej, gładkiej nitki, która daje przepiękny, nowoczesny i stylowy efekt! Bardzo mnie cieszy, że każda z testerek zrobiła wersję, która najbardziej pasuje do jej upodobań, każdą wersję przygarnęłabym z rozkoszą (wątpię, że się podzielą:)). Będziecie mogli znaleźć je tu:

Chciałabym tak publicznie, przy wszystkich podziękować im za tyle poświęconych mi dni, tyle rad i niesamowitą czujność. Cieszę się, ze to na Was właśnie trafiłam! Dziękuję! :)

Pozdrawiam Was z mojego małego leśnego świata!
Marzena

czwartek, 29 grudnia 2016

Opowieści z lasu

Myślę o lasach, drzewach i ziemi gdy dziergam ten sweter. Jeszcze go nie skończyłam, a już bardzo go lubię. Już wiem nawet jak wyglądać będzie sesja zdjęciowa. Połączenie tych dwóch nitek było przypadkowe, nie planowałam tego, ale bardzo się cieszę, że taki pomysł zrodził się w mojej głowie. Rustykalny kolor, rustykalny splot, rustykalny sweter. Nietypowo dziergany, nietypowym sposobem. 

Dziergam z przyjemnością, bez większego pośpiechu, ale każdy dzień bez drutów trochę mnie smuci. W Ustce nie podziergałam za wiele, w zasadzie wydziergałam może kilka rzędów. A ja przecież nie mogę się już go doczekać! 

Zbliżam się powoli do końca. Jeden rękaw już dynda wesoło, tak przytulaśny i cieplutki... idealny na wieczorny spacer po lesie. Póki go nie skończę, nie wypiorę, nie zblokuję nie mogę stwierdzić czy pomysł udał się w stu procentach, ale wszystko wskazuje na to, że to będzie właśnie to!

Nadmorski, piękny Ustecki las, uwieczniony przez naszego ślubnego fotografa, ozdabia naszą ślubną fotoksiążkę. Cudna pamiątka, z duszą, klimatem i niesamowitym wyczuciem estetyki. O wiele lepsza niż klasyczny album. Chętnie do niej wracam... :)

Czas na kawę, czas na druty. Może uda się skończyć sweter w przeciągu kilku dni? Byłoby cudownie! 

Pozdrawiam,
Marzena

środa, 14 września 2016

Chmurkowe łakocie!


Krótka wełniana notka: jakieś trzy miesiące temu złożyłam zamówienie u Julie na naprawdę mnóstwo motków! Wszystko to dotarło już do mnie, zostało należycie obfotografowane i jest już dostępne w sklepiku (klik!) :)
A co to za łakocie? Konkretne uzupełnienie Milis, Piccolo i Fino, a dodatkowo 11 nowych kolorów, w tym kilka zupełnie nowych, których jeszcze nie było na żadnej bazie:)

Cztery nowe ciapkowane kolory, w tym trzy po raz pierwszy u Chmurki:
Od lewej: Elsa, Pinata, It's my party i Sunset. Gdyby nie to, że dziergam właśnie chustę z Pinaty to It's my party byłoby moje :D

Nowością, nie tylko w sklepiku, ale w ogóle u Julie jest La vie en rose, czyli mocna, jasna magenta, (pierwsza z lewej, chciałabym ukraśźć). Nowością chmurkową jest dodatkowo Cabana, czyli intensywny błękit królewski, oraz Riverbed - to ten od Cosy Wifey :)
(Od lewej, od góry: La vie en rose, It's my party, Satchel, Cabana, Pinata, Mouton Noir, Riverbed, Elsa, Jaipur, Shiitake, Sunset)

Ciekawa jestem, który kolor podoba Wam się najbardziej:) 
Jeśli macie ochotę to zapraszam do sklepiku: Milis, Piccolo, Fino.

Pozdrawiam ciepło,
Marzena

piątek, 10 czerwca 2016

Mnóstwo kolorowej roboty


Kolory, wszędzie kolory! Kilka dni siedziałam po uszy w kolorowych koralikach, tworząc kolejne, kolorowe zestawy markerów! Właśnie dodałam do sklepiku 12 nowych zestawów, jak również niektóre z tych już Wam znanych :). Uwielbiam siedzieć i kombinować jaki kolor ze sobą połączyć, jakich odcieni brakuje, a jakie mogą się przydać. Bo ja na przykład dobieram markery pod kolor włóczki :) Tak szybko się dzierga jak wszystko ładne - wełna, markery, druty, wzór! Serio, serio.

Zrobiłam coś około 35 zestawów po 6 markerów, brzmi całkiem nieźle, prawda? Poniżej kilka wybranych:

Flintstone - nieświadomie zrobiłam zestaw, który spodobałby się Fredowi Flintstonowi:)
Mithril, czyli kolejny zestaw dla fanów Władcy Pierścieni. Oczywiście, nie tylko dla nich :)
Candy:

Miód i mleko - brakowało czegoś mocno żółtego. Poszalałam i motylki kupiłam z kryształu swarovskiego. Jak ma być pięknie to do granic możliwości prawda?

Amarant z kremem:

I czekoladowo - mleczny zestaw na dobranoc:
I wiele innych! Wszystkie do obejrzenia i nabycia o tutaj: klik!

Oprócz kolorowych markerów, są też kolorowe włóczki. Przyszła dostawa Milis, Piccolo i Fino. Uzupełnienie wszystkich niemalże odcieni plus 4 nowe:) Już niedługo, tak sądzę, będzie dostawa Leizu Worsted i DK, a na dodatek mała, wielobarwna nowość.

Od lewej: Fino Touareg, Cailloux i Echo. 

Ten środkowy nie jest nowością. Nie wiem jak to się stało, ale wcześniej nie zwróciłam na niego większej uwagi... ale tym razem! Jak tylko wyturlał się z paczki... o ludzie! Wiecie o czym mówię, nie? No wzięłam sobie, no przyznam się. Już mam na niego projekt, piękny, klasyczny, idealnie pasujący do takiego delikatnego melanżu:

Wzór to Nightscape autorstwa Joji Locatelli. Mówiłam już - uwielbiam jej projekty! A jak Wam się podoba?

Cailloux grzecznie czeka w koszyku na swoją kolej, motywując mnie do szybkiego ukończenia dziurawego, morelowego swetra. Zaczęłam rękawy, na szczęście są całkiem krótkie. Tak jak mój czas wolny ostatnio:).

No nic. To ja zmykam działać dalej.
Pozdrawiam,
Marzena