Nie macie pojęcia jak bardzo chciałam w końcu móc napisać tego posta! Codziennie spełniają się malutkie, średnie lub większe marzenia, ale spełnienie TEGO doprawdy wiele zmienia w moim Chmurkowym życiu! Droga była wyboista i bardzo zniechęcająca, ale dziś (dokładnie dziś!) się udało! Przede mną jeszcze sporo pracy, ale ten najtrudniejszy etap za mną. No zgadujcie - co się narobiło?! :) Dobra, powiem Wam szybko, bo się doczekać nie mogę!
Od dziś Chmurka posiada lokal produkcyjny! Moje własne, idealne, jasne i wygodne 43 metry kwadratowe, gdzie w komfortowych warunkach będę mogła tworzyć, działać, pracować i się rozwijać! A do tego w bardzo inspirującym mnie miejscu, w cudownym loftowym klimacie, z wielkimi starymi oknami! Być może zdjęcia poniżej nie wydadzą Wam się jeszcze aż tak klimatyczne, ale w mojej wyobraźni pojawia się już obraz tego, jak te pomieszczenia pięknie wyglądać będą po remoncie, z białymi ścianami, jasną podłogą, wysprzątane i urządzone.
Klucze odebrane!
Aaa! Będę mieć swoje studio farbiarskie!
Nie macie pojęcia jak się cieszę i jak bardzo mi ulżyło :) To naprawdę wiele zmienia! Czym praca w studio będzie różniła się od pracy w domu? Pominę póki co względy estetyczne i skupię się na czysto praktycznych aspektach.
W domu posiadamy pokój, który na chwilę obecną do niczego nie jest nam potrzebny, więc wpakowałam tam swoją różową owcę, a następnie przemieniłam go w małą farbiarnię. Zaczynałam bardzo skromnie, ot mały stoliczek, brak mebli, kilka garnków i jedna kuchenka. Na start było w porządku, ale po niedługim czasie musiałam trochę je podrasować, by produkcja była w ogóle możliwa i wykonalna w sensownym czasie. I tak dziś wygląda moje domowe mini studio:
Względnie ogarnięte, choć podczas pracy wcale tak czysto nie jest:)
To tu, niemalże każdego dnia pracuję. Nie cały pokój jest widoczny - po prawej ustawiam garnki z gotową już włóczką, by na spokojnie wystygły. Ale miejsce nie ma zbyt dużo. W zasadzie po wykonaniu danego dnia maksymalnej, na chwilę obecną, liczby pofarbowanych motków, w pokoju jest po prostu ciasno. Metraż więc był jednym z problemów.
Pokój ten znajduje się na poddaszu, oznaczało to dla mnie codzienne wnoszenie i znoszenie kilkunastu garnków pełnych wody po schodach. Potem oczywiście następowało mycie (wełny jak i garnków). Jako że pracuję w domu, musiałam ciągle być bardzo ostrożna, by nie ufarbować sobie niczego po drodze z pokoiku na dół, oraz starać się niczego nie rozchlapać, nie uszkodzić podczas farbowania, mycia czy prania. Do małego metrażu należy doliczyć więc brak wody w pracowni, noszenie ciężkich przedmiotów po schodach oraz wyjątkowe skupianie uwagi na nieufarbowaniu sobie mieszkania :).
Kolejnym dużym ograniczeniem rozwoju była nieodpowiednia do produkcji instalacja elektryczna. Ta domowa/mieszkalna jest w zupełności wystarczająca do życia, nawet tego intensywnego. Ale gdy chce się podłączyć więcej kuchenek w celu przyspieszenia pracy... no cóż :) Nie ma takiej opcji!
Sporo rzeczy wpływa na to ile motków i w jakim czasie jestem w stanie wyprodukować. Żadnego z nich nie jestem już w stanie "przeskoczyć". Niestety każda próba farbowania ponad normę kończyła się wyjątkowym bólem pleców i koniecznością leżenia plackiem na kanapie. Ale co sobie zrobiłam bicka, to moje :)
Rzecz w tym, że nawet pracując sama jestem w stanie, przy dobrych warunkach, tworzyć więcej! Od dłuższego czasu szukałam więc lokalu, gdzie mogłabym urządzić sobie odpowiednie stanowisko pracy - takie z wodą, dużą mocą przyłączeniową, podłogą do zabrudzenia, światłem do tworzenia. I wiecie co? To wcale nie jest takie łatwe... zaczęłam szukać wiosną, a mamy już jesień! Po drodze był urlop, a potem przygotowania do Drutozlotu. Musiałam skupić się na innych sprawach, choć i tak regularnie przeglądałam ogłoszenia. Większość lokali, które oglądałam spełniały tylko część wymagań, a niestety w moim przypadku wszystko było kluczowe. Brak wody - brak farbowania. Brak miejsca czy odpowiedniej instalacji elektrycznej - brak rozwoju. Brak możliwości "bałaganienia" - brak komfortu. Brak światła - brak dobrej oceny kolorów, które przecież są najistotniejsze! A do tego wszystkiego doszedł budżet, który mogłam na to wszystko przeznaczyć.
Znalezienie tego pomieszczenia, które w zasadzie jest trzema przejściowymi pokojami, było przełomowym momentem. Trzeba było oczywiście sprawdzić wiele rzeczy, znaleźć rozwiązanie dla kilku ważnych kwestii, ale udało się! Na pewno dużo zmienił fakt, że lokal jest umiejscowiony w starej fabryce (aaach jakie to romantyczne!), gdzie nikt nie mieszka, a wszędzie wokół prowadzą swoje mniejsze lub większe działalności inni rękodzielnicy. Prąd jest! Woda jest! Możliwość modyfikacji, chlapania i twórczego bałaganienia jest! Na dodatek całkiem mi do niego blisko z domu :)
I te okna! To miejsce! Na szarym końcu listy, (no wiecie, z przymusu), umiejscowiłam względy estetyczne. Jak się nie ma co się lubi... Więc to czy miejsce byłoby inspirujące nie grało większej roli, miało być przede wszystkim praktyczne. W końcu w mieszkaniu mam zwykły pokoik, bez większych szaleństw.
A tu, proszę państwa, mam lokal moich marzeń. Kiedyś Wam wspominałam, że lubię XIX wieczne klimaty, stare fabryki, maszyny, czerwone mury, ogromne okna. I spójrzcie tylko:
To są dwa osobne pokoje, które łączy jeden, ciemniejszy pokój:
Zdjęcia wykonałam dziś na szybko, a jeszcze trwają tam małe prace remontowe. Ale to nawet dobrze! Będzie lepsze porównanie przed i po moich modyfikacjach :) A planuję głównie pomalowanie ścian na biało, zmianę podłogi, odświeżenie i oczywiście posprzątanie. Potem zacznę urządzanie. Pokój na środkowym zdjęciu będzie głównym punktem pracowni. Jest tam najwięcej miejsca i najpiękniejsze światło.
Co posiadanie lokalu oznacza dla mnie? Przede wszystkim, tak jak wspomniałam, naprawdę o wiele ułatwi mi pracę. Nie będzie dźwigania, nie będzie "chodzenia na palcach". Będę mogła całą energię i uwagę skupić wyłącznie na farbowaniu! Będę mogła robić więcej i szybciej, jednocześnie nie znęcając się na swoich biednych plecach :). Już samo posiadanie tego pomieszczenia napełnia mnie chęciami do działania, a co będzie gdy już tam wejdę? Aż chce się tworzyć!
Co posiadanie lokalu oznacza dla Chmurkowych klientów? O wiele więcej włóczek czy kolorów, oraz o zdecydowanie częstsze dostawy. Jednym słowem - same plusy!
A tak wygląda budynek, w którym już niedługo zamieszka Chmurka:
Strasznie mnie kręcą takie klimaty :)
Na tym upływały mi ostatnie tygodnie. Oprócz standardowej pracy farbiarsko-sklepikowej miałam do zjechania i obejrzenia kilka lokali, należało wykonać miliony telefonów, wyszukać ekipę remontową, zaprojektować pracownię, a następnie zakupić wszystko to, co jest potrzebne. Dowiedzieć się kilku nowych rzeczy (nadal nie do końca czaję jak to jest z tym prądem), przeliczyć, zaplanować, trochę się postresować. Teraz już wiecie czemu ostatnio miałam taki kiepski dziewiarski czas. Ale donoszę, że nowy sweter rośnie jak szalony!
Wiele pracy przede mną, ale czuję, że biegnę już z górki. Jak tylko się urządzę pokażę Wam moją nową pracownię :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Marzena