Charakterystyka Królika

Moje zdjęcie
Elbląg, Warmińsko-Mazurskie, Poland
Jestem Żoną i Matką. Kolekcjonerem i Czytaczem. Budowniczym swojej małej rodziny. Mój MałżOn to odważny, lecz nico leniwy lew. Mój Syn to Mały leśny troll o najmądrzejszych oczach świata. Ja to Chaotyczny Królik, kobieta o wielkim sercu i duszy wielkości lalki Barbie. Sprzątam, gotuję i piszę, a przede wszystkim żyję! Oj, tak- żyję pełnią życia!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teresa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 października 2016

Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce...

No i znowu przyszła jesień! Zdecydowanie moja ulubiona pora roku, o czym niejeden raz pisałam. Drzewa się stroją w kolorowe sukienki, liście lecą na ziemię, szeleszczą pod stopami. Bywa ciepło, lecz nie gorąco, bywa słonecznie i bywa deszczowo, ale jest git, bo robi się przytulnie i stosik książek przy łóżku, pomalutku maleje.
W końcu wiem, co założę na zadek, mam fajne botki i kolorowy parasol. Włosy farbuję na różowo, bo nie grozi mi, że żar lejący się z nieba spowoduje, że farba spłynie i odbarwi mi twarz.
Sielanka, co nie?
Same cudowności...
Ino żyć!

Ale nie!
Jest ta jedna, maleńka rzecz. To małe "coś", co latem nie sprawia mi najmniejszego kłopotu, a jesienią/zimą powoduje nieomal nerwicę.
PORANNE WSTAWANIE!
Dżizaz- gdybym miała, pod poduszką, miliony monet, a osoba która mnie budzi dostawała jedną, za każde "jeszcze pięć minutek", to zostałabym bez bogactwa, byleby tylko móc spać.
Ciemno, ciepło, kot grzeje i mruczy. Chłopaki posapują przez sen. No, kto normalny chciałby, na własne życzenie, opuścić takie gniazdko i iść na zimno, i mrok?
Nad ranem powinno się śnić najfajniejsze sny, a nie być brutalnie budzonym, przez bezduszny budzik!

I trzy, i cztery!- tatarata tatatrarattata! Waku up! Tatatratatta! Wake up!

Bez kitu, mam ustawione, w telefonie, cztery drzemki. Każda z odpowiednim opisem, pokazującym stopień mojego stoczenia:

1) 6:00- Będziesz ładna, będziesz na czas.
2) 6:15- Będziesz ładna, lekko się spóźnisz.
3) 6:30- Będziesz brzydka, ale na czas.
4) 6:45- RUSZ TĘ LENIWĄ DUPĘ BRZYDKA BUŁO!

Dawno, dawno temu, kiedy dopiero zaczynałam pracę (a było to latem), to wstawałam, robiłam kawę i śniadano, odpalałam wiadomości. Nieśpiesznie konsumowałam kanapeczki, potem szłam do łazienki i robiłam "poranne czynności", a potem wsiadałam na rower i hajda do roboty. Czy wspominałam, że wtedy wstawałam o piątej? Mówiłam- latem nie sprawia mi to problemów.

Efektem mojego porannego "zamulania" jest to, że mi się nic nie chce, bo każdą wolną chwilę, wykorzystuję na to, by "przyciąć komara". Na serio- Maślak był chory przez tydzień i siedział u babci. Wynikiem tego, było to, że pomiędzy powrotem do domu z pracy, a powrotem Dziecięcia, miałam dwie godziny wolnego. Nawet się nie zastanawiałam! Wychodziłam z pracy pięć minut wcześniej, po to, by nie stać na zamkniętym przejeździe kolejowym. Na klatce schodowej wyłączałam dźwięki w komórce, a na przedpokoju pozbywałam się spodni. Wszystko po to, by wśliznąć się pod kołderkę i zachrapać.
Kiedyś odwaliłam lepszy numer- pod byłe pretekstem, odmeldowałam się z pracy przed czasem, tylko po to, by móc dłużej pospać w domu.

Niestety, dopóki jestem permanentnie niewyspana, to wszystko robię na pół gwizdka. Gotuję dania jednogarnkowe, piorę jedynie gacie i skarpety, a na zakupy chodzę jedynie lokalnie, a nie do centrów handlowych.
Nie znaczy to, że nie wiem, "co w lalkach piszczy"- wiem aż da dobrze. Odnoszę dziwne wrażenie, że projektanci u Mattela, też są niewyspani i wykorzystują resztki energii tylko po to, by pokazać, że jeszcze coś tam się tli, że jeszcze żyją...

No dobra- o lalkach ze współczesnej linii, już każdy napisał coś od siebie, wszyscy niemy, że: mają klej w głowie, są sztywne, są koślawe, mają za duże głowy, ich ubranka są szyte na jedno kopyto, są kiepskiej jakości w stosunku do ceny... (jak coś pominęłam, to piszcie w komentarzach), więc na przekór, chandrze i jesieni, i badziewiu, dzisiaj "rzucę" Wam lalkę, która powstała, jak Mattelowi się "jeszcze chciało".

School Cool Teresa z 2000 roku!













No i teraz powstaje pytanie: Czemu akurat wybrałam tę lalkę? Ot, "zwykła" playline z 200 roku... BŁĄD!

Po pierwsze: no popatrzcie na tę burzę, fajowskich loków! Na ich kolor i fakturę!
Po drugie: spójrzcie na te śmiechowe dodtatki- zabawną czapeczkę, szaliczek i te buciorki. Oczywiście dzisiaj nikt by się tak nie ubrał, ale to kwintesencja początków wieku. Szał kolorów i faktur!


Toż to, w co odziano Tereskę, nie różni się tak bardzo od tego:
Yup, to Britney Spears w 2000 roku!
Hit me baybe!

No i po trzecie, najważniejsze- Tereska nie miała pudełka. Była zapakowana w przezroczysty, winylowy plecaczek!


To był dopiero czad! Nie dość, że torba, to jeszcze kredki, linijka i gadżety! I jeszcze fajna lalka! Musiało być fajnie, jak się było dzieciakiem w 2000 roku.

A na potwierdzenie moich słów- inna lalka "w torbie":

College Style Barbie:

Ta jest jeszcze fajniejsza, bo ma kozaki, spódnicę w kratę i okulary!

I moja fota ownerska:

Niestety ta lalka jest tak fajna w swej "trumience", że chyba pozostanie w niej na zawsze.

Obudź się Mattelu! No ileż może trwać jesień?!?


*I tak, Teresa pozuje na nagrobku. Dżizas. Tak, jakby to kogoś dziwiło...

środa, 21 października 2015

Na szaro.

Uczę się stawiać kroki na nowo, dlatego nie miejcie mi za złe, jeśli są nieporadne.
Dziękuję za morze dobrych słów.

A teraz, pomaleńku i koślawo, przedstawiam szare nowości:

Ta dammmmm!!!!


Imć Balonik

(Przepraszam za niewyraźność, ale ta zaraza jest szybka jak myśl i płochliwa jak stado gołębi. Kichniesz i chomika nie ma!)

"Imć Balonik" jest oficjalnym, jedynym i niepowtarzalnym, zwierzęciem Maślaka! (Mój syn, taki duży! Taki odpowiedzialny! Łza kryształowa płynie!)
Nowy domownik wnosi do domu radość odwrotnie proporcjonalną do wagi i wprost proporcjonalną do guziczkowatości ślepków.
Niestety nie wszyscy się cieszą... Madame nadal nie ogarnia, dlaczego posiłek zamieszkał w klatce, a nie w misce i dlaczego biedna kota dostaje w łeb za każdym razem, gdy próbuje choć liznąć myszowatego.


Widzę co tam masz! Masz myszę i nie dasz koteckowi! Nie kochasz kotecka! Kotecek ci myszę zarzyga! Po same uszy!

Młode jest opiekunem idealnym- na łapkach potrzyma, pesteczkę da i pomyzia po łebku. Póki co chomik też nie jest kłopotliwy- ot wyłazi po północy i napierdala kilometry w kołowrotku. Ponieważ, jestem wykwalifikowaną, chomiczą mamą, to wiem, że ten mały paproch pępkowy, ćwiczy krzepę i utrzymuje kondycję, aby w przyszłości, spektakularnie nawiać z klatki.

I tak, patrząc z dystansu- szary nastrój, szary chomik, szary kot... pora na szary sweter na lalce:



Wiecie co jest "gorzko-zabawne"?- ten sweter, sto lat temu i w innym życiu, wydziergała na drutach, moja babcia. Poryczałam się jak głupia, gdy zakładałam go na lalkę, bo pomiędzy szarymi włóknami, znalazłam babciny, siwuteńki włos... 
Widzisz Babciu?- 25 lat i doczekałaś się! Lalka założyła twój sweterek!

No, a żeby nie smęcić, oto reszta "sesji w szarościach", choć zrobiona w piękny, słoneczny dzień:





















W sesji zdjęciowej udział wzięli:

1) Rower z Chińczyka


2) Pies z gazetki


4) Robal z krzaczorów, który ugryzł moją koleżankę w palec!
Fstyd robaku! Fstyd!

(Robak jest na środku. Jest tam! No mówię wam!)

5) Barbie Fashionistas Style Glam Party Night Teresa Doll
(marchew dla tego, co powtórzy to trzy razy, na jednym wdechu i bez zająknięcia!)
(przysięgam, na Bogów, głupszej i dłuższej nazwy w życiu nie słyszałam!)
(no chyba, że przypomnę sobie: Starlight Honeymoon Therapy Kiss)



Cóż mogę o niej powiedzieć?- Ma paskudną sukienkę i sztywne nogi, ale te brwi! Te brwi! Te szare uczy! Ubóstwiam od pierwszej chwili i uwolnienia z pudła! "Nowe" lalki nie zrobiły na mnie wrażenia. Może dlatego, że wszędzie ich pełno. Tę kupiłam w okazyjnej cenie i wyjęłam z pudła, tylko w cenach "oględzinowych". Dopiero, jak rozbabrałam ją do gołego, to odkryłam jej ogromny potencjał!

6) Na końcu, lecz nie ostatnia, Teresa (znowu!) Camp Rock, która urosła i wydoroślała i zszarzała.

(dla przypomnienia)

I co?
I tyle mojego pierdollollo. Zapomniałam jak się to robi.
Do następnego!






czwartek, 4 grudnia 2014

Jesienne nastroje.

Dzisiaj postaram się krótko, choć znacie mnie- krótko się nie da. Nie mniej jednak się postaram. Ale cudów nie oczekujcie...



Jesień, Jesień, Jesień
złote liście spadają z drzew
Jesień, Jesień, Jesień
dzieci liście zbierają na w-f

Jesień, Jesień, Jesień
złote liście spadają w dół
Jesień, Jesień, Jesień
Marcin znalazł tylko liścia pół*


      Do jesieni mam stosunek ambiwalentny- czasem lubię, czasem nie. Uwielbiam te pierwsze, ciepłe jeszcze dni, kiedy liście zaczynają się złocić, a niebo przybiera barwę spranego prześcieradła. Lubię pierwsze mrozy. Lubię deszczowe wieczory, kiedy mogę się zwinąć w kłębek, pod kocem i czytać książkę, albo spać.
Zwłaszcza spać!
Ostatnio doszliśmy z Tatą do wniosku, że pora przestać oszukiwać samych siebie i wszystkich wokół. Pora wstać i powiedzieć głośno i dobitnie: "Spanie to moje hobby! Będę mu poświęcał tyle czasu, ile się da! Tak mi dopomóż poduszko i kołderko z puchu! Kocyku, miej mnie w opiece!"
      Nie znoszę mokrych, ciemnych, rozciapcianych dni, błota i braku kolorów. Nienawidzę tego czasu, od początku listopada, do wczesnej wiosny, gdy kot przybiera nowe, grube futro, a stare wyrzyguje na dywan. I mam wrażenie, że ta menda robi to z satysfakcją i premedytacją, bo jak inaczej tłumaczyć sobie fakt, że po powrocie z pracy, potrafię ją zastać na przedpokoju, siedzącą dumnie, obok "pawia", ułożonego w idealną linię? A z wyrazu kociej mordki można wyczytać ogromną dumę i wiem, że gdyby mogła mówić, to powiedziałaby: "Pracowałam nad tym całe przedpołudnie. Zrobiłam to dla ciebie, w prezencie. Doceń to!... I daj mi żreć!".

"Ty znowu o mnie?! A wyjechać Ci lepę z ucha na ryj? Gdzie mój tuńczyk?! Ile jeszcze muszę zarzygać podłogi żebyś zrozumiała!?"

        Małżon też przechodzi jesienną przemianę.W tych "ciemnych" dniach, z uroczego, zabawnego i męskiego menszczyzny, zmienia się w jęczącą pierdołę, która marudzi na krótkie dnie, wilgoć, życie, wszechświat i całą resztę. Corocznie grozi, że wyprowadzi się do Portugalii, albo gdziekolwiek, gdzie jest ciepło i rosną oliwki. A, nie daj Bogi, się przeziębi... Wtedy mam ochotę spakować jego komputer, zakatarzony nos i fochy, i odesłać go na powrót do mamusi. Nie, on nie umiera. On snuje się po chałupie, zaciąga smarki tak głęboko, że wiem, że głodny nie chodzi. Kaszle, jakby miał płuca wypluć, ale na prośbę, groźbę lub nakaz położenia się do wyra, reaguje niezmiennym: "ale ja się dobrze czuję!" Tja... "dobrze" to się czuje jedynie trup na swoim pogrzebie...
Żeby nie było- nie tylko Małżon przechodzi przemianę w Jęczybułę- ja też nie jestem aniołkiem. Mnie zwykle dopada jesienna apatia. Kiedy na niebie braknie słońca, moje baterie się nie ładują. Przechodzę w "tryb oszczędzana energii" i po prostu wegetuję. Wszystkie czynności wykonuję machinalnie i jak robot. Patrzę w dal zamglonym wzrokiem i staram sobie przypomnieć, te dni kiedy liście są zielone, a ptaszęta trellą rzewne pieśni. I czasem mam wrażenie, że te chwile już nie wrócą. I czasem napada mnie melancholia. I niezależnie, od siebie, zaczynam patrzeć, hen w dal, przed siebie. Poza horyzont... Poza jesień!
...
Czyli zawieszam się i zaczynam gapić tępo na ścianę/okno/co tam mam przed sobą.
Kiedyś, na dworcu kolejowym, tak się zapatrzyłam na śmietnik, że stojący obok Żul Dworcowy, zaproponował mi dwa złote na bilet powrotny do domu. Powiedział, że wyglądałam tak smutno, że aż mu się żal zrobiło.
Już Wam mówiłam, że Żule to brać moja i za swoją mnie mają.

Gdy wychodzi słońce, to staram się "odwiesić", wziąć w troki swoją, leniwą dupę i zrobić cokolwiek. Byle tylko nie robić nic.
Ostatnio miałam szczęście, bo było mroźnie i słonecznie (czyli idealne warunki), udało mi się wygonić moje niedźwiedzie z gawry i wyciągnąć ich na spacer.

Razem z nami poszły dwie lalki:

Najpierw "Zwana Teresą"- Teresa z serii Fashion Fever.
 (Panna ma numer katalogowy: H00667- jakby ktoś żyć nie umiał bez tej informacji)


W swym rodowym tutku, wyglądająca tak:


Na spacerze prezentowała się następująco:

Jak widać- uczę się opanowywać trudną sztukę "stania na kiju" 


Stać sztywno "jak by się miało kij w dupie", nabiera dosłownego znaczenia.









Chcę taki płaszcz!

I torbę!



Czapki nie chcę, bo wyglądałabym w niej jak pieczarka.


Drugą lalką, która nie bała się mrozu i nawet ubrała się nać odpowiednio, była Ginger:










Uwaga! Debiut na blogu!- ŁAPA MAŁŻONA!!!

Niebo w kolorze spranego prześcieradła.

Ginger obecnie jest na emeryturze. W poprzednim życiu była tancerką.
O taką:


Festivals Of The World: Irish Dance Barbie Doll


Zanim podniosą się głosy "że jak ja mogłam zamordować taką piękność", to na usprawiedliwienie powiem, że "dansorką" zwykle zachwycają się ludzie, którzy jej nigdy w ręce nie mieli lub ci, co nie wypuszczają lek z pudeł. Wszystkie trzy egzemplarze, jakie miałam (włączając w to Ginger) miały zeza bądź leniwe oko. Włosy- tak cudne na fotkach, w rzeczywistości są kręcone tylko przy twarzy. To, co jest z tyłu, woła o grzebień, wrzątek i pomstę do nieba. No i lalka jest chorobliwie blada, co dyskwalifikuje ją do większości przeszczepów.
Dlatego też, ja nie mam wyrzutów sumienia, Ginger to mój najudańszy OOAK, za inspiracje, najbardziej dziękuję Kate, która wie dlaczego.

Bardo, ale to bardzo dziękuję też Natalii , dzięki której, Ginger nosi się w najbardziej "faszyn" kurtce, jaką tej jesieni oglądałam na jakiejkolwiek lalce.

* Kabaret MUMIO- "Jesień"