portret pewnej pani
niby cię jeszcze toleruje lubi szanuje kocha
i ciągle jest młoda zgrabna zadbana piękna
dewastuje burzy demoluje wszelki chaos
ze stoickim spokojem powstaje z popiołów
jeszcze pragnie odnaleźć zaginioną Atlantydę
wejść do rzeki Heraklita i wołać do Yeti
w duszy prowadzi proroczy dialog z Kasandrą
o tym co bezpowrotnie spłonęło na stosach życia
nadal tli się w niej dawna zabawna iskra
błyszczące oczy czekają na zachwyt odczytując
z trudem trzecią i czwartą młodość kobiety
bezczelnie flirtując z czasem bez ostrzeżenia
jeszcze na wszelki wypadek ma charyzmę silną wolę
oswaja wenę o czwartej nad ranem i wciąż jej się chce
pływać po oceanach empatii rozmawiać z kamieniem
zachwycać pięknem chmur i kwitnących maków
pod rzęsą nosi sto pociech tańczy z ludźmi na moście
jednak coraz częściej zastanawia się
dlaczego
na litość boską
zaliczyła już tyle pogrzebów
JoAnna Idzikowska-Kęsik, 8 VII 14
Witajcie,
miałam bardzo ciężki tydzień i weekend, ale już jestem i powoli dochodzę do siebie i będę zaraz nadrabiać zaległości na Waszych blogach.
Autorką cytatu w tytule postu jest Elizabeth Barrett Browning (1806–1861) – poetka angielska epoki wiktoriańskiej. Uważam, że żyjemy w czasie, gdy wiek kobiety powoli przestaje odgrywać znaczącą rolę (m.in. dlatego, że społeczeństwo się starzeje, a znane gwiazdy oficjalnie mówią o menopauzie, co jeszcze niedawno, nie wiedzieć czemu, stanowiło temat tabu), jednak nadal panuje nieuzasadniony i niczym mądrym niepoparty kult młodości.
Powiem szczerze: naprawdę wolę siebie teraz niż 30 lat temu, mimo, że nie mam już talii osy (mąż obejmował mnie w pasie - 51 cm - rękoma), lśniących i bardzo gęstych włosów ani jędrnych atutów, a zawsze biały uśmiech też powoli ulega przebarwieniom mimo, że bardzo o niego dbam. Lubię siebie i podobam się sobie, bo moje oczy otulone zmarszczkami życzliwiej i cieplej patrzą na kobietę w lustrze, inne kobiety i cały świat. Kocham młode dziewczyny, uwielbiam z nimi przebywać, ale też wielką przyjemność sprawia mi przebywanie ze starszymi od siebie dziewczynami - tyle w nich piękna, radości życia, mądrości! Tak wiele się można od nich nauczyć!
Polecam Wam nowy film z Demi Moore pt. Substancja, bo nie mam czasu pisać recenzji (do kina chodzę namiętnie, to się nigdy nie zmieni, nawet kosztem papierologii do pracy, w piątek byłam na Jokerze 2, który mnie troszkę rozczarował, ale bardziej oczarował, aktorstwo i piosenki prima sort ).
Wracając: film z Demi Moore opowiada o zapomnianej gwieździe, którą obleśny szef wywalił z roboty ze względu na wiek. I nie zdradzę nic więcej, powiem tylko, co przeczytałam. Otóż Demi Moore, która słynie z tego, że wygląda świetnie mimo sześćdziesiątki na karku, powiedziała, że przytulając na planie filmu Margaret Qualley (nomen omen córkę równie pięknej Andie MacDowell) zrozumiała, że nie zatrzyma czasu, że jej wypielęgnowana skóra ma się nijak do skóry niespełna trzydziestolatki... Ot - jedyna sprawiedliwość tego świata - wszyscy prędzej czy później po prostu się starzejemy i odchodzimy w niebyt.
Autorem przedstawionych dziś obrazów jest Dante Gabriel Rossetti (1828 - 1882) – angielski poeta, malarz i tłumacz, którego dzieła bardzo lubię i cenię, bo wspaniale portretował kobiety.
Życzę wszystkim, którzy do mnie zaglądają udanego, ciepłego i lekkiego tygodnia! Niech Wam się wszystko pięknie układa i dopisuje zarówno pogoda ducha, jak i aura za oknem!
Posyłam moc pozdrowień i serdeczności!
PS
21:30
Właśnie wróciłam z kina. Byłam na polskim filmie pt. Rzeczy niezbędne 🥰 Film polecam, bardzo mi się podobał, chociaż porusza trudne tematy i jest pozornie bez akcji ale jest w nim dużo kobiecej energii dzięki wspaniałym aktorkom. 🌹