Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liechtensteinowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liechtensteinowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2026

Hřebečsko: Březová nad Svitavou, Moravská Třebová i Mohelnice

Jesienią ponownie ruszyliśmy na Hřebečsko, czyli dawną niemiecką wyspę językową położoną na północnej części granicy czesko-morawskiej. Do 1945 roku mieszkało w niej ponad sto dwadzieścia tysięcy osób, z których ponad osiemdziesiąt procent używało języka niemieckiego i nazywało tą krainę Schönhengstgau. Składało się na nią prawie sto pięćdziesiąt miejscowości; odwiedzenie wszystkich byłoby zapewne wykonalne, lecz mocno czasochłonne, ale z miastami nie ma takiego problemu, ponieważ było ich tylko sześć. Trzy odwiedziliśmy już wcześniej, w listopadzie przyszła pora na trzy kolejne.

Pierwszy nasz postój następuje jednak nie w mieście, choć nazwa może sugerować co innego: Městečko Trnávka (Markt Türnau) nie posiada praw miejskich. Nad wioską górują ruiny zamku, dobrze widoczne z głównego skrzyżowania.


W sobotnie południe panuje tu bardzo senna atmosfera, nawet knajpy są jeszcze zamknięte. Nie pozostaje nam nic innego, jak ruszenie w stronę ruin. Przechodzimy przez coś na kształt małego rynku, które pewnie kiedyś był centrum osady.


Na skraju lasu stoi skromny pomnik z przełomu XIX i XX wieku upamiętniający czterdziesto, a następnie pięćdziesięciolecie panowania księcia Jana Liechtensteina, właściciela tych ziem. W sumie książę pełnił swą funkcję przez siedemdziesiąt lat i zajmuje czwarte miejsce wśród najdłużej rządzących monarchów w historii.


Nie byłem pewien, czy chce mi się wchodzić na górkę zamkową, ale Teresa zarządziła wspinaczkę. Dosłownie, bo poszliśmy na pałę przed siebie i po chwili stanęliśmy przy ruinach zamku Cimburk. 


piątek, 7 lutego 2025

Zábřeh, Svitavy i Lanškroun, czyli z wizytą w Hřebečsku

Zanim nastał czas monoetnicznych państw w Europie Środkowej, mapa narodowościowa potrafiła wyglądać jak dziecięca kolorowanka: kleksy, kreski i poszarpane brzegi. Cechą charakterystyczną były tak zwane wyspy językowe. Na ziemiach czeskich istniało aż osiem wysp językowych, zamieszkanych przez ludność niemiecką. Największą z nich było Hřebečsko, położone na północnym odcinku granicy czesko-morawskiej. W tym przypadku określenie "wyspa" może być nieco mylące. Zazwyczaj takie wyspy językowe były mocno oddalone od macierzystych krain, natomiast tutaj od niemieckojęzycznych terenów Sudetów oddzielał szeroki na jedynie kilka kilometrów pas wiosek, w których mówiło się po czesku. Realnie była to zatem część zwartego obszaru niemieckiego, przeciętego czeską wkładką. Pozostaniemy jednak przy oficjalnej terminologii.
Czesi nazywali wyspę Hřebečsko od niewysokiego pasma Hřebečovský hřbet albo po prostu svitavský jazykový ostrov. Dla Niemców był to Schönhengstgau lub Schönhengster land, także od nazwy tych samych gór, które po niemiecku zwały się Schönhengster Rücken. Nigdy nie tworzył on samodzielnej jednostki administracyjnej, przynależał do różnych okręgów sądowych, a potem powiatów. Łączyła go wspólna kultura oraz pochodzenie od kolonistów przybyłych z zachodniej i południowej Rzeszy (głównie Bawaria i Nadrenia) po najazdach tatarskich. Składało się na niego sześć miast oraz ponad sto czterdzieści wiosek, w sumie tysiąc dwieście kilometrów kwadratowych. Przed II wojną światową żyło tam około sto dwadzieścia tysięcy osób, ponad osiemdziesiąt procent mówiło po niemiecku (na początku wieku ten procent był wyższy). Tylko w trzynastu wioskach przeważali Czesi. Ostatnio podczas dwóch wyjazdów odwiedziliśmy połowę miast Hřebečska, więc zebrało się trochę materiału zdjęciowego i tekstowego 😏.

W listopadzie na pierwszy rzut poszedł Zábřeh (Hohenstadt), który leżał na wschodnim skraju wyspy, na Morawach. Był on najmniej niemieckim miastem regionu, ostatnie austro-węgierskie spisy podawały siedemdziesiąt procent użytkowników tego języka wśród mieszkańców. Był też rzadkim przypadkiem, żenw wyniku napływu nowych rzesz ludności w okresie Czechosłowacji język czeski wysunął się na prowadzenie. Zapoznanie się z miastem rozpoczynamy od spojrzenia na niego z niewysokiej platformy widokowej w dzielnicy Rudolfov (Rudolphstal). Pod nami rozciąga się niewielkie centrum z dominującym nad resztą kościołem św. Bartłomieja, po bokach zaś przycupnęły bloki i stawy.


Dookoła wszędzie góry. Nad Jesionikami kłębi się i chmurzy.


niedziela, 10 lipca 2022

Hodonín i Břeclav

Region Słowacko (Slovácko) nie posiada stolicy ani jednego centralnego ośrodka dominującego nad innymi. Znajdziemy tu kilka miast, z których największe mają nieco ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców. W tym wpisie zajrzymy do dwóch z nich, położonych w południowej części Słowacka.

Hodonín (Göding) leży przy rzece Morawie, tworzącą tutaj granicę z Republiką Słowacji. Jeśli chodzi o historię, to najpierw wybudowano w XI wieku warownię, przy której dwa stulecia później powstało miasto. Lokalizacja sprawiła, że wydarzenia w sąsiednich Górnych Węgrzech miały wpływ na miejscowość; na przykład w 1605 roku powstańcy węgierscy Hodonín zdobyli i puścili z dymem. W kolejnych wiekach miasto się rozwijało, zaczęła się industrializacja, co oznaczało założenie dużej fabryki tytoniu, następnie cegielni, a w końcu cukrowni, w pewnym okresie najnowocześniej w Europie.
U progu Wielkiej Wojny miasto było dwujęzyczne: Niemcy, osiedlający się tu od średniowiecza, stanowili niemal połowę mieszkańców; do nich należy doliczyć co najmniej kilkuset Żydów. Po utworzeniu Czechosłowacji ludność niemieckojęzyczna w większości wyemigrowała, a po II wojnie światowej, Holocauście i dekretach Beneša, Hodonín stał  się w końcu niemal całkowicie czeski, choć... nie do końca, lecz o tym jeszcze wspomnę 😏.
 
Zgodnie z malunkiem sfotografowanym w przejściu podziemnym Hodonín to także "miasto nafciarzy", ale akurat o miejscowej historii tego przemysłu praktycznie nie znalazłem informacji. W każdym razie niedaleko dworca kolejowego funkcjonuje "Muzeum wydobycia naftowego i geologii".

 
Hodonín nie posiada zabytków zapierających dech w piersiach, ale zobaczymy tu kilka ciekawych (przynajmniej dla mnie) miejsc. Ogólnie to zwyczajne, ale dość przyjemne miasto i w dodatku prawie pozbawione innych zagranicznych turystów. 

Główny plac nazywa się - co za zaskoczenie - Masarykovo náměstí. Stoi przy nim ładny ratusz z początku ubiegłego stulecia.



czwartek, 16 sierpnia 2018

Upalne Morawy (2): pałac Plumlov, cmentarz centralny w Ołomuńcu i zamek Sovinec

Zakończenie upalnego weekendu na Morawach przyniosło zachmurzenie, ale powietrze nadal jest mocno rozgrzane.

W drodze powrotnej na Śląsk zaplanowałem kilka przystanków. Pierwszy z nich ma miejsce niedaleko zbiornika Plumlovská přehrada, od którego zresztą wziął nazwę - w Plumlovie (Plumenau). Jego największa atrakcja to zamek-pałac. Najlepiej prezentuje się ze strony Podhradskeho rybníka.


Kiedyś w jego miejscu stał średniowieczny zamek, kecz spłonął w XVI wieku, a ostatecznie rozebrano go na początku 19. stulecia.. W XVII wieku książęta z rodu Liechtensteinów postawili jedno nowe skrzydło z planowanych czterech (a i to nie zostało dokończone).


Liechtensteinowie byli właścicielami rezydencji aż do okresu międzywojennego, po czym przejęło je (czytaj: ukradło) państwo czechosłowackie w ramach "reformy rolnej". Następnie mieściło się w nim muzeum, a potem należał m.in. do leśników. Obecnie należy do gminy i znowu można go zwiedzać, ale widać, że jest mocno zaniedbany.

piątek, 1 grudnia 2017

Pradziad październikową porą

Tegoroczny październik przez większość czasu nie rozpieszczał pogodą, zwłaszcza dla osób chcących wybrać się w góry. O ile początek miesiąca był jeszcze jaki-taki, to im później tym gorzej. Podczas śledzenia prognoz okazało się, że ostatni ładny dzień przed długim okresem dziadostwa wypada w pewien piątek... Szybka burza mózgów i jedziemy! Na cel wybrałem popularną górę, będącą najwyższym szczytem dwóch krain.


Zabieram ze sobą Bastka, z którym wiosną chodziliśmy po Górach Opawskich - a właściwie to on zabiera mnie, bo robi za kierowcę 😏. Dojeżdżamy do Koutów nad Desnou (Winkelsdorf) i parkujemy przy kompleksie narciarskim.

czwartek, 22 czerwca 2017

Morawy - od murów Helfštýnu do winiarskich piwnic Slovácka

W tym roku w długi weekend czerwcowy wziąłem na celownik znowu Morawy, a konkretnie dwa regiony etnograficzne - Hanę i Slovácko.

Dojazd dłuży się mocno, bo Czesi z zapałem remontują swoje drogi -  co prawda w wielu miejscach stan prac wygląda identycznie jak w grudniu, ale do powstania zatorów w zupełności wystarczy.

Pierwsze zdjęcie robię w Jezernicach (Seefeld), gdzie znajdują się imponujące wiadukty kolejowe. Pisałem u nich już podczas wyjazdu na jarmark bożonarodzeniowy, fotografowałem je także z tego samego miejsca.


Naszym celem w okolicy jest zamek Helfštýn (Helfenstein), jedne z największych ruin Republiki Czeskiej. Jego mury, liczące 1,5 kilometra, uznawane są za najdłuższe w całym państwie.


Auto zostawiam na pustawym parkingu - w Czechach jest normalny dzień roboczy, w weekend zapewne nadciągną tu tłumy.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Morawy Środkowe - długi weekend z zabytkami

Tegoroczny długi weekend czerwcowy został spędzony, podobnie jak rok temu, na Morawach; tym razem jednak nie na południu, ale mniej więcej w ich środkowej części. Tam, jak wszędzie w Republice Czeskiej, co krok jakiś zabytek albo inne ciekawe miejsce...

Już od jakiegoś czasu prognozy zapowiadały piękną pogodę - czyżby szykowało się najładniejsze Boże Ciało od kilku lat? Czwartkowy poranek to potwierdzał...

Pierwszy krótki postój w wiosce Žerotín (Scherotei), w powiecie ołomunieckim. Przy drodze stoi barokowy pałac, którego ostatnim właścicielem byli Liechtensteinowie.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Morawy, Czechy i trochę Śląska w grudniu

Grudzień to okres, kiedy tradycyjnie wyjeżdżam gdzieś na weekend pod pozorem jarmarku adwentowego - bo głównym celem jest jednak zobaczenie nowych miejsc. W tym roku za cel wybrałem sobie Kraj Vysočina w Rep. Czeskiej (jakoś polska nazwa mi nie leży).

Najpierw trzeba tam jednak dojechać, a, jak wiadomo, droga też jest celem. Ruszamy zatem w piątek przy ładnej pogodzie (to akurat wyjątek, bo praktycznie co roku jest ona mniej lub bardziej paskudna) i pierwszy postój wypada w Linhartovach (Geppersdorf), na czeskim Śląsku, gdzie znajduje się ładnie odnowiony pałac.

sobota, 26 lipca 2014

Południowe Morawy i Dolna Austria - cz. IV (Lednice i okolice)

Powrót do kompleksu Lednice-Valtice, wpisanego na listę UNESCO. 

Kolejność zwiedzania miała być nieco inna, ale ponieważ nie umiałem znaleźć normalnego parkingu, więc zajechałem na początek wąską drogą w odludne, nieco wodniste miejsce... do "prawdziwych" średniowiecznych ruin - Janův hradu (Hansenburg)

 

Powstały one oczywiście na początku XIX wieku, kiedy była moda na takie różne, romantyczne, "stare miejsca" i służyły jako pałacyk myśliwski, w związku z czym dzisiaj można oglądać w środku wystawy o tej tematyce, czyli nie dla mnie... 

piątek, 27 czerwca 2014

Południowe Morawy i Dolna Austria - cz. I (z wizytą u książąt Liechtensteinów i winiarzy)

Tegoroczny weekend bożocielny kręcił się w tematyce książąt, zabytków i wina... książąt nie byle jakich - bo samych Liechtensteinów, którzy do tej pory zasiadają na tronie w swoim księstwie. Zabytków - nie byle poślednich, bo wpisanych na listę UNESCO. Wreszcie wina - nie żadnych zlewek, bo ze znakomitych morawskich winnic...

Tematyką przewodnią byłą jednak Dyja (Dyje/Thaya) - rzeka, która ciągnie się na austriacko-czeskim pograniczu i non stop pojawia się w kolejnych lokalizacjach.

Wyjazd zaczynam od krótkiej wizyty w Břeclaviu (Lundenburg) - nad Dyją stoi tam dawny zamek, przebudowany przez Liechtensteinów w XIX wieku na romantyczną ruinę. Obecnie to wygląda jak ruina również z powodu zaniedbania...


A potem zaczyna się deser - Lednicko-valtický areál. To ogromny kompleks lasów, kryjący pałace, zamki, zameczki, stawy i inne części krajobrazu, wybudowane przez książąt panujących na tych ziemiach od XIII/XIV wieku aż do ubiegłego. W 1945 rząd czechosłowacki najpierw ich okradł ze wszystkich posiadłości, powołując się na ich współpracę z hitlerowcami (co nie było prawdą), a potem zabronił powrotu w rodzinne strony, posiłkując się Dekretami Benesza. Liechtensteinowie, będący obywatelami suwerennego księstwa, a nie Rzeszy Niemieckiej, długo walczyli o zwrot dóbr - najpierw tuż po wojnie, potem po 1989, przez kilkanaście lat nie nawiązując oficjalnych stosunków dyplomatycznych z Rep. Czeską i Słowacją. Wszystko nadaremnie...