
- Kobieta poszła z synem i córką do pediatry. Gość był w humorze morderczym. Zobaczył kolejnych cholernych pacjentów z kolejną cholerną matką i od razu wziął się do rozwiązywania swojego problemu:
- O co chodzi? - spytał głosem, po którym kobieta powinna od razu powiedzieć, że ona tu tylko przez pomyłkę.
- Dziecko siusia od przedwczoraj krwią.
Gość spojrzał na całą trójkę takim wzrokiem, jakby chciał zapamiętać te twarze na całe życie. Nałożył skuwkę na długopis, bo to było w czasach gdy lekarze jeszcze zostawiali swoje hieroglify na receptach. Zatrzasnął książkę, w której notował każdego parszywego pacjenta, schował kartoteki dzieci do obszarpanej koperty, odchylił się na swoim fotelu prezesa i wycedził:
- A co się pani dziwi!? Miesiączka!
Kobieta przesunęła środek ciężkości nieco bardziej do przodu, rozwarła szeroko szczękę i wyszeptała:
- U chłopca?
Wszystko byłoby śmieszne, gdyby nie to, że historia jest prawdziwa...