Wygrałam konkurs pierwszozdaniowy, to się pochwalę:
http://wasiuczynska.blogspot.com/2016/04/pierwsze-najlepsze.html
Współgratuluję, Izabelko!
sobota, 14 maja 2016
piątek, 13 maja 2016
Eurowizji
- Australia w Eurowizji? Może to była Austria?
- Wyraźnie napisali, że Australia.
- To wszystko przez ocieplenie klimatu. Lodowce topnieją, płyty tektoniczne się przesuwają i wędrówka kontynentów odbywa się szybciej niż w poprzednich latach. Widocznie Australia przesunęła się na północ...
- Ale gdzie zakotwiczyła? Mam nadzieję, że nie w naszych okolicach. O ile kangury i koala byłyby całkiem przyjemne, to krokodyle jakoś mnie onieśmielają...
| Detale geograficzne dla zainteresowanych |
konkrety
- Jakieś konkrety?
- Kilka... Po pierwsze: codziennie zapominam kupić zwykłe, świeże mleko. Muszę jechać wieczorem drugi raz do sklepu, a to boli. Po drugie: grzybek rozmnaża się w takim tempie, że zaczynam się obawiać, czy nie jest on ucieleśnieniem jakiejś obcej cywilizacji, która poprzez jogurt pokusiła się o przejęcie kontroli nad naszym światem. Po trzecie: ten tybetański jogurt smakuje jak najzwyklejsze kwaśne mleko.
- Bo to jest kwaśne mleko!
- To po co ten grzybek?
- Żebyś miała motywację do kupowania zdrowego mleka!
czwartek, 12 maja 2016
uwaga
- Dlaczego?
- To chyba przez te stare zdjęcia.
- A wiesz, że to jest nawet bardzo słuszna uwaga. Prawie wszystko było czarno-białe... Nie tylko na zdjęciach... Tylko huśtawki w ogródku jordanowskim były czerwone, ale to chyba dlatego, że jakaś fabryka traktorów podarowała miastu farbę...
- Jak ty byłaś mała, to były już traktory?
hamulec
- Inuitom. Już się nie mówi 'Eskimosi', bo to jest dla nich przykre.
- Obojętnie, jak ich nazwę, to i tak im zazdroszczę. Naturalnie nie zazdroszczę im tego cholernego śniegu, tych mrozów, które powodują zamarzanie śluzówki nosa, tego wiatru, który wciska się do pęcherzyków płucnych, uniemożliwiając oddychanie i nie zazdroszczę im braku całodobowej apteki w zasięgu wzroku. Zazdroszczę im tego, że gdziekolwiek jadą swoimi saniami z psim zaprzęgiem (romantyczna wizja!) czy skuterem śnieżnym (nowoczesna wizja) to mają gdzie zaparkować. Po prostu zatrzymują się, przekręcają kluczyk w stacyjce (albo mówią "siad!"), zaciągają hamulec i wysiadają. A u nas od podjęcia decyzji, że tu trzeba się zatrzymać, do momentu wysiadania z samochodu, mija jakieś 25 minut. Dwadzieścia pięć długich minut krążenia tymi samymi ulicami. I nikogo nie dziwi, że widzi cię piaty raz w ciągu kwadransa na tym samym skrzyżowaniu! Bo wszyscy tak jeżdżą i zazdroszczą gościowi, przed którym akurat zwolniło się miejsce: "Cwaniak! Głupi to ma szczęście!". I mija kolejne pięć minut. A ta część rodziny, która siedziała od strony krawężnika, już zdążyła wysiąść na jakimś skrzyżowaniu, a druga część rodziny, ta co siedzi od strony środka ulicy, już się przesunęła na drugą stronę samochodu i tylko czeka aż zwolnisz, żeby też wyskoczyć. "Mamo, będziesz tak jeździć w kółko? To my tu na ciebie poczekamy jak już wszystko załatwimy!"
- Gdzie próbowałaś zaparkować?
- Pod budynkiem NFZ.
- A, tam... To tłumaczy Inuitów...
poniedziałek, 9 maja 2016
sklepu
- Bo kiedyś przymierzałam w nim letnią sukienkę. Latem. Podczas okropnych upałów. Bez rękawów taką. Obcisłą. I w sukience zepsuł się zamek, ten pod moją pachą. Ostatecznie dwie sprzedawczynie majstrowały w tamtej okolicy mojego ciała przez jakieś pół godziny. Sytuacja była dość krępująca, bo żaden dezodorant nie gwarantuje skuteczności w przymierzalni o rozmiarach kabiny prysznicowej z akademika, w której jedna omdlewająca ze wstydu i upału (ja!) i dwie omdlewające ze smrodu i upału (sprzedawczynie!) tulą się do siebie przez dłuższy czas usiłując zdjąć z tej pierwszej sukienkę... Stałam z ręką opartą o ścianę, bo mi mięśnie odmawiały współpracy. Czułam napływ klaustrofobii. Spociłam się tak niemiłosiernie, że to chyba mój pot spowodował wreszcie przyspieszenie korozji metalu i po bardzo, bardzo długim czasie zameczek dał się otworzyć.
- I co potem?
- Przerażona sprzedawczyni zapytała mnie, czy chciałabym przymierzyć inny egzemplarz...
niedziela, 8 maja 2016
zaciągnęłam
- Dobry wieczór - zaczyna uwodzicielskim barytonem.
Z mojej strony nie pada żadne słowo, bo mam już na zębach aparat ortodontyczny, w którym mogę tylko bełkotać.
- Czy pani ma czarnego nissana?
Kiwam głową, zastanawiając się naprędce, czy na pewno zaciągnęłam hamulec i czy nie zostawiłam jakichś kompromitujących przedmiotów na dachu.
- Jestem pani sąsiadem. Parkuję naprzeciwko pani auta. Chciałem zapytać, gdzie pani kupiła gwizdki przeciwko dzikim zwierzętom.
Do teraz bolą mnie mięśnie powiek - tak bardzo wybałuszyłam oczy ze zdziwienia..
ryzykowne
- Trzy obce kobiety miały pracować razem w kuchni? Hm... Ryzykowne przedsięwzięcie...
- I tu jest gwóźdź programu: trzeba ufać swoim przyjaciołom. Dobrała nas tak, że wszystkie trzy dogadałyśmy się idealnie. Rewelacyjnie dzieliłyśmy się pracą, ustalałyśmy co i kiedy robić, słuchałyśmy swoich rad, konsultowałyśmy się ze sobą, wykorzystywałyśmy wzajemnie swoją intuicję. Po wszystkim byłyśmy bardzo zmęczone, ale spędziłyśmy przemiły dzień. Okazało się, że wiele nas łączy; rozmawiałyśmy o ważnych i poważnych sprawach, jednocześnie gotując ziemniaki, przekładając surówki na półmiski i ukrywając własny brak fachowości.
- A goście też byli zadowoleni?
- Skumulowana energia kucharek rozlała po wszystkich... Impreza była przednia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)