sobota, 31 marca 2018

drgań

besty.pl
No nie mogę uwierzyć...
Po tych wszystkich narzekaniach i utyskiwaniach znalazła się ładowarka do mojego telefonu. Niestety nie jedna z tych kupionych ostatnio, tylko jakaś stara, której wcale nie pamiętam.
Co najdziwniejsze - leżała na samym wierzchu, na moim biurku.

Podejrzewam, że na skutek ruchów tektonicznych dochodzi do drgań drobnych przedmiotów w domu. Dzięki temu obiekty z głębin powolutku acz systematycznie wydobywają się na zewnątrz.
Tak jak kamienie na polu - można zbierać co tydzień, a i tak ciągle wychodzą nowe.

Być może analogia nie jest najlepsza, bo wcale nie znajduję ładowarek co tydzień, ale kto chce, ten zrozumie.

środa, 28 marca 2018

smaku

Gdy miałam 19 lat dowiedziałam się, że mój zmysł smaku działa inaczej niż u większości ludzi. Po szeroko zakrojonych badaniach nieomal naukowych zrozumiałam, że nie czuję słodkiego smaku większości produktów, które ludzkość uważa za słodkie.
(Czekolada? Czekolada jest słodka? Serio?
Winogrona? Niemożliwe!
Glukoza jest słodka? Myślałam, że ona jest cukrem z przyczyn chemicznych, a nie smakowych!
Arbuzy? Arbuzy mają jakiś smak? Myślałam, że ludzie lubią je jeść latem, bo przypominają smakiem wodę. Jak ogórki, tylko mniej smaczne!)

Po głębokim zastanowieniu udało mi się wyselekcjonować produkty, które są słodkie i wiem to nie tylko z opowieści.
Są to:
1. dojrzała czerwona papryka
2. bardzo dojrzałe banany

Co mnie zadziwia, cukier wsypany do herbaty zmienia jej smak, ale herbata nie staje się dzięki niemu słodka, tylko mniej cierpka.

O tym, że inaczej widzę również kolory i inaczej odczuwam dźwięki napiszę kiedy indziej. Co za dużo to niezdrowo. Pozwolę sobie troszkę zmanipulować informacją, żeby wszyscy myśleli, że mimo wszystko jestem normalna.

wtorek, 27 marca 2018

espadryle, espadryle

Weszłyśmy z córką do Oszą, żeby sprawdzić, czy są już espadryle. W zeszłym roku zorientowałyśmy się w połowie lata i żałowałyśmy, że w lipcu nie mogłyśmy pomykać w tym szczycie osiągnięć obuwniczych. Sprawdziłyśmy na regałach z plastikowymi sandałami. Były. Cztery pary dla mnie, trzy dla córki - w ten sposób obstawiamy całe lato i zyskujemy pełnię szczęścia i radości.
W podskokach udałyśmy się do kasy, położyłyśmy nasze espadryle (uwielbiam to słowo i będę go nadużywać) na taśmie. Przed espadrylami spoczywał na taśmie Mont Everest poprzednich klientów. No jasna pogoda - tyle żarcia, że od razu widać, iż ludzie organizują zawodowo wesela i kupili zapasy żywności na rok. Nagle taśma się poruszyła i gdzieś z północnego stoku Czomolungmy* spadło plastikowe przezroczyste pudełko. Podniosłam i ułożyłam w stabilniejszej okolicy. Bezmyślnie i odruchowo. Ot - coś spada, a człowiek się schyla i podnosi.
- O, dziękuję - powiedziała pani. - To baranek.
- Baranek? - zdziwiłam się.
- Baranek z masła. Na Wielkanoc. No wie pani, robimy zakupy na święta.

Spojrzałam na espadryle i poczułam niewiarygodną lekkość bytu.

* sprawdziłam w Wikipedii, że Czomolungma w uproszczonej wersji chińskiego to  珠穆朗玛峰.
No czyż można nie kochać Chińczyków? Jak coś robią, to już porządnie. Jak upraszczają, to z sercem. ;-)

niedziela, 25 marca 2018

stare

Zastanawiam się, czy każdy ma w sobie miejsce, w którym składa stare przyjaźnie.
Takie, które odeszły z różnych powodów, zostały zasztyletowane w strasznej wojnie, albo same umarły, nie wiedzieć czemu...

I co się z nimi robi?
Składa kwiaty i zapala świeczki?
Udaje się, że ich nigdy nie było?
Od czasu do czasu podejmuje się jakąś akcję reanimacyjną? Resuscytacja trupa sprzed dekady? Spotkanie, uścisk, ach jak miło?