Przejdź do głównej zawartości

Cisza, która pyta

 Bardzo chciałam Wam wszystkim podziękować.

Skłoniliście mnie do refleksji, do zatrzymania się. Pomogliście mi przepłynąć przez emocje, które nagle wróciły. Już wiem, co je poruszyło — spotkanie z tą panią, która kiedyś namówiła naszych znajomych, żeby zerwali z nami kontakt.
Nic wielkiego się nie wydarzyło. Spojrzenie. Chwila. Ale to wystarczyło, by w jednej sekundzie poczuć wszystko od nowa.



Nie myślcie, że się biczuję.
Przeciwnie — jestem wdzięczna, że potrafię już nazwać to, co czuję. Że potrafię się temu przyjrzeć, bez pretensji. Z czułością i zrozumieniem.

Moje pisanie, szczere z głębi serca i wasze komentarze - skłoniły do refleksji. Przypomniała mi, dlaczego tu jesteśmy.
Dlaczego porzuciliśmy miasto.

Dla przestrzeni.
Dla przyrody, która nie ocenia.
Dla ciszy, która koi.
Dla .......mogłabym długo wymieniać.

Wojtek i ja lubimy podobne rzeczy.
Ciszę. Spokój. Brak hałasu.
A może bardziej: lubimy siebie w tej ciszy.
Bo to właśnie Wojtek — od samego początku — dawał mi poczucie bezpieczeństwa.
Nie podnosił głosu. Nie pił. Wiedział. Rozumiał. Był.
Zakochałam się w jego głosie. I w tym, że mogę przy nim oddychać pełną piersią.

Dzisiaj rano przeczytałam ten komentarz 

"Ja bym w takiej sytuacji już sprawdzała, czy jest szansa sprzedać dom za dobrą cenę. Ludzie z miasta nie zdają sobie sprawy, jak trudno wejść w środowisko na prowincji."

Nie zabolał. Ale coś we mnie poruszył.
Bo prawda jest taka, że... codziennie oglądamy z Wojtkiem ogłoszenia.
Biegamy po portalach. Szukamy. Rozmawiamy.
Jeden dom nam się spodobał, ale wszystkie inne — nie takie. Bo przecież to my tworzymy dom.
I to jeszcze nie jest to.

Gdy już coś mówię do Wojtka, to raczej: „bliżej dzieci, bliżej morza”.
Bo czasem brakuje mi tutaj tego szumu morza. 
Ale nie — nie myślę o wyprowadzce przez ludzi.
Nie chcę zmieniać domu dlatego, że komuś się nie podobam.
W końcu zawsze mogę zmienić miasto, w którym robię zakupy :-) 
Bo to nie chodzi o całe miasto czy wieś.
To chodzi o garstkę ludzi.
I zadaję sobie pytanie — czy oni naprawdę muszą mnie akceptować?

Ania napisała, że trzeba zapomnieć.
Inna Ania — wspomniała o tym kiedy robi jej się  ciepło na sercu.

I właśnie wtedy, kiedy przestałam wracać do przykrych myśli,
oddzwoniłam do syna. Odebrała Klaudia.
Powiedziała: „O, myśleliśmy, że mama już śpi”
I zrobiło mi się tak ciepło na duszy, słysząc te słowa.
Dałam jej kiedyś wybór: możesz mówić do mnie tak, jak czujesz.
Wybrała taką formę 
Bo między nami powstała taka fajna relacja.
Ciepła i życzliwa.

I to właśnie takie relacje — a nie mury czy krajobraz — tworzą dom.

Nie wiem, co będzie.
Nie wiem, czy kiedyś nie spakujemy się i nie pojedziemy gdzieś bliżej dzieci.
Nie wiem, czy ktoś znów nie doniesie.
Ale wiem jedno:
nie chcę żyć w lęku, który odbiera smak porannej kawie.
Chcę żyć tam, gdzie jestem sobą.
I tam, gdzie Wojtek powie, kupiłem ci nową klawiaturę,

 bez pretensji, że znowu pobrudziłam lakierem i  farbami :-) 

Bo wtedy wiem, że wszystko jest na swoim miejscu.
Nawet jeśli jeszcze nie całkiem.

cytat na dzisiaj „Nie każdy musi cię rozumieć. Wystarczy, że ktoś cię kocha.”


Grafika Wojtka 

Komentarze

  1. Dzień dobry Grażynko. Piękny ten cytat i w pełni oddaje czemu warto być w dobrym związku z właściwym partnerem. Ale nie o tym. Grażynko myślę że warto żyć tak, by nam było dobrze i bezpiecznie z kochaną osobą u boku, z mocnym osadzeniem się w swoim świecie. To podstawa z której można czerpać to co jest nam bliskie i kochane. Pięknej soboty. Buźka. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa przypomniały mi, że najważniejsze nie zawsze widać na zewnątrz – że to się dzieje w sercu, w domu, w cichych gestach.

      Dziękuję. Ściskam ciepło i również życzę Ci pięknej, spokojnej soboty

      Usuń
  2. Grażynko, dopisałam komentarz pod poprzednim postem, bo ten pierwszy chyba zabrzmiał zbyt dobitnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci raz jeszcze – za słowo wyjaśnienia i za Twoją obecność tutaj.

      Nie wiem, skąd to przyszło, ale kiedy przeczytałam Twój komentarz, poczułam ulgę. Może właśnie dlatego, że uświadomiłam sobie, że to nie moja nadwrażliwość, że to się naprawdę zdarza. I że nie tylko mnie.
      Jest coś kojącego w tym, że można nazwać rzeczy po imieniu i że gdzieś po drugiej stronie słów jest ktoś, kto wie, o czym mówisz.

      To wiele dla mnie znaczy. Dziękuję

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?

Kiedy polityka boli, trzeba sobie stworzyć własne państwo

Ostatnie tygodnie były dla mnie naprawdę trudne. A może nie tylko trudne – one były bolesne . Jako osoba wysoko wrażliwa (WWO), wszystko czuję w dwójnasób. Kiedy się cieszę – to całym sercem. A kiedy coś mnie rani – boli do samego środka. I dlatego, kiedy mój kandydat przegrał wybory, coś we mnie pękło. Płakałam. Serio. Nie ze złości. Z bezsilności.