Kółko czy krzyżyk?
Białe czy czarne?
Pas czy impas ?
Szach czy mat?
Gracie?
My tak. Niemal codziennie. Jak już wiecie dość dawno temu pożegnaliśmy się z telewizją i niezmiennie cieszy nas każda chwila nie skradziona przez w większości bezmyślnego i pozbawionego ambicji złodzieja. Czas jest nasz. I choć upływa bezlitośnie, to sami ustalamy program dnia, nie dając się wciągnąć w pułapkę emisji, powtórek, kolejnych setnych odcinków i nic nie wnoszących sensacji.
Nie walczymy więc o pilota, ale o miejsce w grze. Wiele wspólnych chwil upływa nam na graniu. Komputerowe potyczki nigdy nas nie wciągnęły. Uwielbiamy gry planszowe. Dlaczego? Powodów jest wiele, każdy równie ważny. Po pierwsze jesteśmy razem, ta bliskość jest chyba najważniejsza. Zamiast klikać myszką w wirtualnym, bezosobowym świecie, patrzymy na siebie, rozmawiamy, śmiejemy, denerwujemy przegraną, uczymy się kontrolować emocje. Jesteśmy prawdziwi i wciąż uczymy się siebie.
Pokora wobec porażki to ważna lekcja dla mojego Synka. I choć nadal trudny to dla niego moment, wymagający cierpliwości i wysiłku, dzielnie pracuje nad sobą.
Zapytacie pewnie jakie gry tak nas wciągają. Od ponad roku króluje Rummikub, wcześniej Scrabble i Othello, ponadczasowe domino i bierki, nieśmiertelna Człowieku nie irytuj się (tylko jak to zrobić?:), a ostatnio także karciany Remik. Jednak naszymi ulubionymi grami są te, które wymyślamy sami. Wielkie arkusze kolorowego bristolu zamieniamy na plansze i projektujemy własne gry. Już samo wymyślanie zasad, przeszkód i strategii jest wspaniałą zabawą, nie mówiąc o późniejszym rysowaniu tras i zasadzek i samym graniu. Mamy więc policyjny pościg, labirynt w piramidzie tak zakręcony, że niemal zgubiłam się przy samym jego rysowaniu, wspinaczkę trasą zapadających się mostów czy zmagania pociągów, które muszą dojechać punktualnie na wszystkie stacje (swoją drogą szkoda, że PKP nie chce brać udziału w tej grze...).
U mojego Synka najwięcej emocji wzbudza jednak gra, w której bonusy i premie są realne i przeliczane na tak bezcenne nagrody jak spanie z rodzicami, piłkarskie rozgrywki z Tatą, dodatkowa godzina wspólnej zabawy czy dzień piżamowca, kiedy można bez ograniczeń czasu i obowiązków do woli paradować w piżamie:) Jest też mniej lubiane pole oznaczone miotełką (dyżur w sprzątaniu), na szczęście udaje mi się je omijać!
No dobrze, ale co ma piernik do wiatraka? A raczej co ma pączek do ziemniaka? A ma, i to wiele! Pamiętacie grę w skojarzenia? Otóż gdybym miała tworzyć kolejne skojarzenia do słowa ziemniak na pewno do pączka bym nie doszła. Nawet gdybym otrzymała tak istotną podpowiedź, że chodzi o słodkie ziemniaki, czyli bataty.
Bataty miały być tematem naszego (Amber i mojego) kolejnego TU I TAM, jednak ostatecznie Amber wybrała... O tym dowiecie się już wkrótce:) Ja mimo to zdobyłam bataty i chciałam je koniecznie wykorzystać inaczej niż zwykle, tzn. nie w zupie, nie jako frytki czy składnik zapiekanki. Z pomocą przyszedł Królik, a raczej Rok Królika, którym 3 lutego rozpoczął się Chiński Nowy Rok.
Natrafiłam na informacje o smakołykach, jakie szykuje się z tej okazji. Jednymi z nich są kuih, małe przekąski przygotowywane na parze najczęściej z mąki ryżowej. Do kuih należą ciastka, kluski, pierożki - to takie azjatyckie finger food. Jednymi z nich są Kuih Keria, malezyjskie pączki z batatów. Kiedy tylko je zobaczyłam, wiedziałam już co zrobię z moich ziemniaków. Jak się okazuje przepis sięga czasów II wojny światowej i głodu, jaki wówczas panował. W rejonie, z którego wywodzą się Kuih Keria bataty były jednymi z najtańszych i najłatwiejszych w uprawie, a ich liście często zastępowały inne warzywa. W Malezji pączki ze słodkich ziemniaków nadal podaje się do herbaty, można je kupić na ulicznych straganach, często przygotowywane też są w domu.
Ze względu na swój rodowód przepis jest prosty, zawiera tylko parę składników. Nazwa pączki odnosi się do amerykańskiej wersji oponek i nie ma nic wspólnego z naszymi polskimi pączkami. Ponieważ ciasto szykuje się bez żadnych spulchniaczy, jego konsystencja jest też inna niż w znanych nam oponkach. Ale ta odmienność jest niezwykle smaczna! Ja dodałam do ciasta szczyptę cynamonu, a zamiast cukrowej glazury użyłam syropu klonowego i efekt był naprawdę wspaniały! Pączki mają piękny, ciepły kolor, słodycz idealnie łączy się z nutą cynamonowo-klonową, a gładkie wilgotne ciasto po prostu rozpływa się w ustach.
A zatem kółko czy krzyżyk? Ja zdecydowanie wybieram kółko (z batatów oczywiście). Namawiam Was też na wspólne granie - a może z okazji zbliżających się Walentynek wymyślicie jakąś ekscytującą grę "Tylko we Dwoje":) Pomyślcie tylko, ile wspaniałych nagród jest do wygrania;)
A, i jeszcze jedna ważna wiadomość! Choć u mnie właśnie sypie śnieg i wszyscy mówią o powrocie zimy, dziś, tj. 12 lutego, jest pierwszy dzień wiosny w Kalendarzu Chińskim:)
KUIH KERIA (SWEET POTATO DONUTS - PĄCZKI Z BATATÓW)
/na 6-8 sztuk: oponki są mniejsze, wielkości podstawy kieliszka/
300 g pure z batatów
60 g mąki (oryginalny przepis podaje użycie pół na pół mąki zwyczajnej i tapioki, ale ponieważ nie miałam tapioki, zastąpiłam zwykłą mąką)
60 g cukru puru
szczypta cynamonu (dodałam od siebie)
szczypta soli
olej do smażenia
syrop klonowy na glazurę (możecie zastąpić innym lukrem lub obtoczyć w drobnym cukrze)
Bataty ugotować na parze (to ważne - w przeciwnym wypadku będą wodniste) i przetrzeć przez sitko. Pure musi być gładkie, pozbawione grudek. Połączyć z mąką, cukrem i cynamonem oraz szczyptą soli i zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Podzielić je na równe części (ja przygotowałam dość małe oponki, ale wielkość zależy od Was) i formować z nich oponki. Smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju przez ok. 2 minuty aż nabiorą ładnego złotego koloru. Na ręczniku papierowym odsączyć z nadmiaru tłuszczu i jeszcze ciepłe smarować syropem klonowym. Najlepiej smakują w dobrym towarzystwie, nad planszą ekscytującej gry popijane dobrą kawą lub herbatą. Polecam!